Patynowa Pani Domu. Codziennik

Przychodzę po… A maseczkę Pani ma? Mam. To proszę założyć. Dyrekcja poucza nas, że mamy upominać klientów i sami nosić. Zakładasz maseczkę. Wchodzisz po wezwaniu. Dezynfekujesz dłonie. Ponownie tłumaczysz, w jakim celu przyszłaś. Proszę poczekać na korytarzu. Czekasz na korytarzu. Proszę, może Pani wejść. Wchodzisz. Mówisz, jaki jest cel Twojej wizyty. Słyszysz: dobrze, proszę zaczekać na korytarzu. Wychodzisz na korytarz. Tutaj może Pani zdezynfekować dłonie. Dezynfekujesz dłonie. Po kilku minutach słyszysz: proszę, zaświadczenie jest gotowe. Odbierasz dokument. Na przyszłość proszę załatwiać takie sprawy telefonicznie. Jest reżim. Przyszłam dlatego, że nie mogłam się od wczoraj dodzwonić, a dzisiaj z rana, gdy już się udało połączyć, poradzono mi, abym stawiła się osobiście.

Opuszczasz budynek. Sygnał telefonu. Kurka-rurka. Pewnie o czymś zapomniałaś. Dzień dobry, proszę rozliczyć się ze sprzętu oraz materiałów, na których pracowała Pani zdalnie. Rozliczyłam się tuż po tym, jak wróciłam do pracy stacjonarnej. Nie widzę Pani podpisu. Nie rozliczyła się Pani. Robi Ci się gorąco, ale nie tracisz panowania nad sobą. Siadasz na schodach i cierpliwie tłumaczysz, gdzie są dokumenty oraz sprzęt. Niemożliwe. Nie przypominam sobie, aby Pani… Zaraz… Sprawdzę jeszcze. Chcesz do domu, natychmiast. Do paprotek i glonojada. Kawa! Kawa!!! Myśl o kawie. Tylko ona może w tej chwili wzmocnić Twoje nerwy. Zachowaj spokój. I nie siedź tak na schodach publicznej instytucji. Jest! Jest Pani podpis! Jest Pani rozliczona.

Telefon. Mam dla Pani zamówienie. Nie ma mnie w tej chwili w pracy (bo jestem gdzie indziej). Czy mógłby Pan zostawić paczkę u koleżanki? Ona zapłaci, zanim dotrę. Ale tam jest zamknięte. Jest zamknięte, ale na drzwiach podano numer telefonu, pod który należy dzwonić. Ktoś do Pana wyjdzie i odbierze paczkę. Po kilku minutach. Telefon. Wie Pani, objadę okolicę i jeszcze raz zajadę do Pani z tą paczką. Nie ma sprawy. Koleżanka nie odebrała? Uprzedziłam ją, że Pan będzie. Nie, otworzył jakiś człowiek i mówił, że nie zna się i nie wie, o co chodzi. Docierasz do miejsca przeznaczenia. Po drodze mijasz samochód z logo znanej firmy kurierskiej. Przychodzi sygnał wiadomości. Przesyłkę dostarczono. To będzie piękny dzień!

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Powroty

Gdy zakończy się pandemiczne szaleństwo, zrobisz sobie ucztę. Przestaniesz gotować i zaprosisz się na obiad z przystawką do lokalu, jak wielokrotnie myślałaś podczas przebywania w przymusowej izolacji od społeczeństwa. Podchodzisz pod drzwi jednej z knajpek i czytasz instrukcje zamieszczone na drzwiach. Ok, będziesz się do nich stosować, myć i dezynfekować ręce. Jednocześnie rzuca Ci się w oczy zakaz korzystania z łazienki wewnątrz lokalu. Drzwi do miejsca, w którym najłatwiej podtrzymywać nawyki higieniczne, są dodatkowo zasłonięte parawanem. Sytuacja powtarza się jeszcze w dwóch innych knajpkach, a w dwóch kolejnych mentalnie całujesz klamkę, nad którą figuruje napis nieczynne do odwołania. Dodatkowo w innych pada propozycja wzięcia jedzenia na wynos w jednorazowych opakowaniach. Nie, dziękujesz. Jednorazowość podnosi koszty towarów i usług zanieczyszczając naturalne środowisko.

Głodna i zniecierpliwiona, ale wciąż z nadzieją na ucztowanie postanawiasz odwiedzić wreszcie sprawdzony warzywniak. Są ziemniaki, jest i koperek. Jogurt naturalny i czosnek. Ale będzie biba.

Upojona wolnością wyruszasz na jej kosztowanie kolejnego dnia. Obowiązkowy punkt programu to wizyta w sklepie z ładnymi rzeczami, od których poprawia Ci się nastrój (na jakiś czas). Już od progu słyszysz proszę, tam jest płyn do dezynfekcji. Reagujesz na polecenie obsługi spełniając je natychmiast. Przeglądasz ofertę zakupową. Przekładasz wieszaki. Z kilkoma udajesz się w stronę przymierzalni. Do kabin nie może Pani wejść, słyszysz. To jak mam zdecydować się na zakup ubrań, pytasz. Może Pani kupić kilka sztuk, przymierzyć w domu, a potem niepotrzebne zwrócić. To ja się jeszcze zastanowię. Odkładasz rzeczy na miejsce. Rozglądasz się po pustawym sklepie, po czym wychodzisz. Może na stoisku z kosmetykami pójdzie Ci lepiej. Nie mamy takiego produktu. Spodziewamy się dostawy w okolicach piątku. Lepiej byś zrobiła wędrując po lesie. Pora do domu, Twojego azylu. Cisza. Spokój. Słowa klucze.

Gdy się nie ma, co się lubi. Tymczasem na drzwiach prowadzących do dziupli widnieje napis. Od dnia rozpoczynamy drobny retusz części wspólnej (planowany na wrzesień ub.r.). Prosimy o usunięcie, zabezpieczenie i umożliwienie. To… dzisiaj! Usuwasz. Zabezpieczasz. Umożliwiasz. Jak długo potrwa? Trudno powiedzieć, dopiero zaczęliśmy.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Żyjmy dalej

Otwierasz oczy, zanim zabrzmi sygnał budzika. Najpierw budzą się ptaki. Potem jedzą śniadanie. Potem przyjeżdża śmieciara. Dziś odbiór szklanych odpadów. Wyskakujesz z łóżka, by zamknąć okno. Świeże powietrze podamy za chwilę. Zamawiałaś też ciszę. Zaczekasz na nią, podobnie jak na rześkie powietrze. Uwielbiasz swoje łóżko najbardziej na świecie. Planujesz dzień. Trzeba go zacząć i zakończyć przyjemnościami, inaczej się nie uda. Najpierw coś na ząb. Następnie praca zdalna. Próba dokonania zakupów. Tysiąc różnych spraw do załatwienia. Najlepiej na zaraz. Budzik! Kurtyna! Rutyna! Pranie! Brak proszku. Płyn! Jest! Pralka! Nie działa! Nie skupiaj się na brakach, patrz na zasoby. Śniadanie! Herbata. Cieplutkie, świeże chrupiące kromeczki. Zamarzyły się. Włączasz piekarnik. Telefon. Możesz podrzucić klucz do… B. będzie przejeżdżać zaraz koło Ciebie. Mogę? Czekaj na parkingu koło urzędu. Tam jest miejsce na parkowanie. Ubierasz się w trzy sekundy. Biegniesz na parking. B. już czeka. Chwilę rozmawiacie. Mogłabyś dorobić sobie klucz. Gdybym mogła, to bym dorobiła. Wracasz do siebie. Po drodze wbijasz do dyskontu. Nic się nie stało, robotę mam, wyjaśniasz zdumionej obsłudze i wychodzisz. Następnym razem niech Pani założy maseczkę, słyszysz.  Najważniejsze, że w reklamówce jest tiramisu i środki do prania. Dziś zapomnij o śliczniusich kromeczkach. Zimna tortilla też się nada. Prosto z lodówki. Pochłaniasz placki bez dodatków i zapijasz je mocno wystudzoną herbatą. Sygnały nadesłanych wiadomości przychodzą raz po raz. Dlaczego w tej rubryce są takie wartości? Czy mogłaby Pani to wyjaśnić? Wyjaśniasz. Po chwili telefon. Proszę o przemyślane zakupy. Część odkładamy na wrzesień. Czy w ogóle wiesz, o czym mówimy? Wiem. Korespondencja trwa. Odpowiadam za to, co napisałam, a nie za to, jak moje słowa zostały zinterpretowane. Kolejny telefon. Może powinnaś go wyłączyć. Nie ma Cię. Jest tylko espresso i tiramisu. Zbyt gwałtowanie rozprawiasz się z folią zabezpieczającą opakowanie. Kakao i część masy lądują na dywanie, obrusie i stole. Dawno nie robiłaś porządków. A i z pralki dziś jeszcze nie korzystałaś. Pora to zmienić. Nastawiasz pranie. Urządzenie działa. Wyłączasz telefon. Siadasz naprzeciwko wirującego bębna pralki i przyglądasz się mu. Zachowuje się podobnie do Twojej głowy. Jesteś tylko Ty, Twoja kawa siekiera, zabielana dla sportu, to, co zostało z tiramisu i pomysł na research dotyczący Twojej ulubionej części ciała.

Całuchy-kluchy!

One. Myślicielka

-Który dzisiaj?

-10.

-To może renta już jest na koncie. Do ojca muszę zadzwonić, żeby mi coś kupił. Ale nie mam doładowanego telefonu. Doładujesz mi? Wiesz, coś za coś. Ja Tobie o sobie, a Ty mi dasz na doładowanie.

-Może być. Za ile?

-Dycha? Wystarczy, aby do starego zadzwonić. Powiem mu, żeby przywiózł trochę z renty i w kiosku doładowanie kupił. Nie dają mi kasy. Boja się, że zginie. Bo tu świry. Złodzieje. Schizole. Wiesz, cała śmietanka wariatkowa. A Ty do kogo przyszłaś?

-Do znajomej.

-Widziałam Cię, jak gadałaś ze stalkerką.

-Gadałam.

-Ona jeszcze jest na ogólnej. Mówią, że nie wyjdzie z tego. Wyjdzie, ale zacznie robić to samo. Czyli nie wyjdzie. A ze mną dlaczego chcesz gadać?

-Samo wyszło.

-Idziesz do kiosku?

-Zaraz idę.

-To pamiętaj o doładowaniu dla mnie. Za dychę. Oddam, kiedy przyjdziesz następnym razem. O ile przyjdziesz. Znajdziesz tu tylu świrów i historii, że wystarczy na książkę, a nie tylko na… Na co to ma iść?

-Na blog.

-Właśnie. Na blog. Po co chcesz pisać o czubkach.

-Chciałabym pokazać ich historie.

-Co tu do pokazywania. W głowach się poprzestawiało. Leki trzeba brać i tyle. O stalkerce też będzie?

-Może troszkę.

-Nie wyglądała na zadowoloną, gdy z nią gadałaś.

-A Ty?

-A ja jestem zadowolona, że ktoś chce ze mną gadać i pisać o szambie, w które weszłam. Psychiatryk to szambo, wiesz.

-Wiem.

-Lepiej tu nie przychodzić za często, bo jeszcze Cię zamkną. Jak mnie. Któregoś dnia matką z ojcem mnie tu przywieźli. Pojechali, a ja zostałam. Potem wyszłam, ale nie miałam do czego wracać. Sklep nie chciał mnie przyjąć z powrotem do pracy, bo coś im niby ukradłam i klienci się wykruszali. Były jakieś problemy z czynszem zaległym. I administracja wywaliła ich stamtąd. Potem nie znalazłam nigdzie roboty. Wiesz, kiedyś chciałam prowadzić proste życie. Pracować w jakimś sklepie z ciuchami, sieciówce jakiejś albo kawiarni. Poznawać ludzi. Rozmawiać z nimi. Pomagać im. A wyszło jak wyszło.

-Zdarza się.

-Tylko takim jak ja. Nie dostałam się do knajpy, ale znajoma otwierała sklep z ciuchami i pamiątkami.  Tam się zaczepiłam i tam poznałam, jak to się mówi, jedynego. Miał być na całe życie. On był, jak to się mówi, nawiedzony. Chciał mnie czymś karmić, książki pisać o nas, o jakimś spełnieniu, wcieleniu. Czy jakoś tak. Dziecka nie chciał. A potem nas okradł i zniknął. Gadają, że romansował z moją znajomą, tą, co sklep miała, gdzie ja pracowałam. Idziesz już?

-Raczej tak. Autobus mam.

-Nie myśl za dużo. Ja myślałam o życiu i myślałam, co mnie spotkało i dlaczego i widzisz, gdzie wylądowałam.

Patynowa Pani Domu. Majówka-domówka

Stało się.  W tym roku spędzisz pierwszy majowy weekend we własnych czterech ścianach. Dla dociekliwych: niekoniecznie tylko czterech, lecz kto by w czasach pandemii ściany liczył. Nie boli świadomość, że dni wolne od pracy (w tym Święto Pracy) spędzisz pracując, czyli wymiatając kurz, myjąc podłogi, szorując inne powierzchnie. Porządkowanie otoczenia sprzyja utrzymywaniu porządku we wnętrzu. Tę teorię wspomagającą skołatane nerwy powtarzasz niczym pierwszą czytankę. Na wallach sieciowych znajomych liczba zamieszczanych słit foci z weekendowych wypadów na egzotyczne wyspy jest mniejsza w stosunku do lat ubiegłych. Na ściankach dominują udostępniane wspomnienia albo wpisy o przyszłych urlopowych planach. Lajfy, jeśli już takowe się pojawią, najczęściej są nagrywane w lesie. Spacer po lesie i parku to prawdziwe wydarzenie biorąc pod uwagę niedawne obostrzenia. Ty tradycyjnie niczego nie zamieszczasz. Ujawnianie, w jaki sposób dokarmiasz glonojada lub poisz roślinki, mogłoby naruszyć Twój mir domowy. Zamiast lansować, co zjadłaś albo ugotowałaś (jedno nie zawsze wynika z drugiego), wolisz w ciszy smakować dźwięki natury obserwując np. posiłek dzięciołów. W czasie deszczu odwiedzasz wirtualne muzea i galerie obrazów. Tym sposobem byłaś nawet w Nowym Jorku i w Żelazowej Woli. Spacerujesz do znudzenia, aż Cię opuszki palców i kark pobolewają. I wszystko w ramach abonamentu za podłączenie do sieci. Wirtualne odwiedziny w domostwach znajomych też Cię niewiele kosztują (może trochę czasu) i nie trzeba się do nich przesadnie przygotowywać. Wizytowe ciuchy, kąpiel, odpowiednio nakryty stół. Nie tym razem. Majówka w domu ma swoje zalety. Doceniasz każdą z nich.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Tosty z resztek

Mentalnie przygotowujesz się do spędzenia majówki w domu. W tym roku wojaże z noclegiem w katalogowych hotelach z gwiazdkami są zawieszone ze względu na wprowadzony stan epidemii i odmrażania gospodarki. Gdy się nie ma, co się lubi… Wycieczki po okolicy też mają swoje zalety. Dzięki ich regularnym praktykowaniu zyskujesz miano lokalnego patrioty. Zmniejszają się koszty podróży, a co za tym idzie, emisja gazów cieplarnianych do atmosfery. Zyskuje zatem środowisko naturalne. I biznes, bo kupujesz lokalnie od tych, od których jest jeszcze co kupować. Ale najpierw układasz menu. Choć właściwie przez kilka ostatnich tygodni to ono układa Ciebie. Dziś jest przedmajówkowy Dzień Dziecka. Nie przygotowujesz w związku z tym obiadu składającego się z trzech dań z deserem, lecz wybierasz opcję: zrób coś na ciepło z tego, co akurat masz w lodówce. Zobaczmy. Kilka kromek pieczywa tostowego. Pomidorki. Po jednym plasterku sera różnego rodzaju, co daje łącznie tyle plasterków, ile masz kromek chleba. Punkt dla Ciebie za rozsądne gospodarowanie środkami żywności. Ekonomia i ekologia. Oba pojęcia stanowią fundament Twojego gospodarstwa. Wróćmy do składników: dwa plasterki chudej wędlin, co w praktyce oznacza tyle samo tostów dla mięsolubów. Oprócz śmierci i podatków jedno jest pewne: bez względu na to, jaka zaraza by nie przyszła, Ty nie skonasz z głodu pod warunkiem, że plaga zastanie Cię schowaną w dziupli. Twoja atawistyczna potrzeba została zaspokojona. A co z innymi, mniejszymi braćmi? Kolejny punkt z listy: nakarmić Paskudę. Paskuda będzie szczęśliwa, że ma Ciebie, a Ty, że masz ją. Uff, chyba można zacząć majówkowanie. Nie będziesz czekać z tym do północy.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Pieczone ziemniaczki

Podczas planowania tygodniowego jadłospisu zwykle cieknie Ci ślinka na myśl o mocno chrupiących, gorących niczym polskie lato w maju, plackach ziemniaczanych prosto z patelni. Z obowiązkowym dodatkiem śmietany. Dziś jest ten dzień, w którym realizujesz kolejny kulinarny zamiar. Od rana odczuwasz dziwną ekscytację. Nareszcie obiad koronowanych głów. Obieranie ziemniaków staje się dla Ciebie rodzajem medytacji. Głaszczesz każdego obranego kartofelka i obmywasz go pod lodowatym strumieniem bieżącej wody (o, dziwo ostatnio bez przerw w jej dostawie). Włączasz skonfigurowane urządzenie kuchenne, które przerobi składniki na miazgę i… trach! Po ptokach. Znowu padł. Znajomy dźwięk oznacza, że dziś  i jutro placków ziemniaczanych nie będzie. Zachowaj spokój. Powtarzaj za mną: jestem spokojna. Jestem spokojna. Oddychaj głęboko. Płytki oddech może powodować m.in. niedotlenienie narządów wydzielania wewnętrznego, ucisk w klatce piersiowej, a w konsekwencji przykurcze mięśni. Odłącz sprzęt od źródła prądu i pamiętaj o głębokim oddychaniu. Oczyść i umyj sprzęt. Po zrealizowaniu tego etapu możesz przystąpić do przyprawiania ziemniaków. Zajrzyj na półki ze słoikami, w których przechowujesz skarby nadające smak i charakter efektom Twoich alchemicznych poczynań. Wyjmij to, czego potrzebujesz. Ułóż ziemniaki pokrojone w łódki w naczyniu żaroodpornym. Natrzyj je mieszanką przypraw. Wyjmij masło z lodówki. Przy pomocy nożyka zrób wiórki. Posyp wiórkami zawartość naczynia, które ustawisz na środkowej płycie dobrze nagrzanego piekarnika. odczekaj wymagany czas zapiekania. To danie autorskie i w dodatku debiut. Daj sobie prawo do błędu. Następnie wejdź na stronę hurtowni części zamiennych. Skontaktuj się z serwisem. Oszacuj potencjalne koszty naprawy i wymiany elementów. Złóż zamówienie. Poczytaj porady w dziale zajmującym się konserwacją urządzeń. Zagłęb się w lekturę pionierskich rozwiązań. Ziemniaczana zapiekana nieziemsko pachnie. Pora wyłączyć piekarnik. Odczekaj niepisane 10 minut. W tym czasie przygotuj coś do picia. Zrobisz koktajl. Popsuła się inna nakładka urządzenia. Taka niekoktajlowa.

Wyjmujesz z piekarnika to, co uprzednio zostało do niego włożone. Jest lepiej niż dobrze. Ziemniaczki parują. Wyglądają cudownie te małe, ozłocone rozbójniki. Smakują nieziemsko. Z każdym sosem. A wyglądają zjawiskowo z kleksem gęstej śmietany lub jogurtu. Placki ziemniaczane zrobisz w przyszłym tygodniu. Na dniach powinna dotrzeć paczka z potrzebnymi częściami do urządzenia, które jest wielofunkcyjne, podobnie jak Ty.

Całuchy-kluchy!

Notatki. P jak pieczarkowa

Kolejny tydzień izolacji nie niesie niczego nowego. Jestem tylko coraz starsza, coraz bardziej sfrustrowana i coraz mniej zainteresowana newsami podawanymi w formie ciężkostrawnej P jak papki. P jak pandemia. Słowo klucz, odmieniane przez P jak przypadki, które niczego nie otwiera, a już najmniej nasze umysły. P jak panika. Usilnie wywoływana na wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy utracić wiarę w czwartą władzę. P jak porządki. Zalecam codzienne praktykowanie. Najlepiej zacząć z czystą kartką usuwając z głowy to, co niepotrzebne. P jak prokrastynacja. Niebawem zostanie zdiagnozowana jako jednostka chorobowa. Podobno WHO czyni o to starania. Ciekawe, jakimi środkami prokrastynacja będzie leczona. P jak pożar. Spłonęły tysiące hektarów, a wraz z nimi żywcem upiekły się rzadkie osobniki fauny i flory. Ekosystem został zakłócony na długie lata. Gdzie jest P jak podpalacz? Wierzę, ze sprawiedliwość go dosięgnie. Jeśli nie boska, to ludzka. Tej ostatniej obawiałabym się bardziej. P jak podwyżki. Ceny za żywność oraz jakże nieliczne już usługi poszybowały w górę niczym orły znad Biebrzy. Pożar dokończył ich P jak podróż. Trzeba zmienić P jak plany (podróżnicze). P jak parki. Można po nich spacerować i biegać. To już coś. P jak pieczarkowa. Bo trzeba jeść. Niedożywiony umysł mógłby popaść w P jak paranoję. P jak pomidory. Niebawem na skutek niekontrolowanych podwyżek cen nie będzie mnie na nie stać. P jak prawo. Autorskie. P jak plagiat. Podróbka. P jak piosenka.

Uważajcie na siebie i pozostańcie w zdrowiu.

Patynowa Pani Domu. Pandemiczne menu

W czasach, gdy zwykłe zakupy stanowią nie lada wyzwanie, a dostęp do bieżącej wody okazuje się luksusem, postanawiasz testować przepisy obowiązujące podczas pandemii. Udajesz się więc na spacer po produkty spożywcze w godzinach, w których nie masz prawa robić zakupów. Próbujesz negocjować. Wszak odbyłaś niejedno szkolenie z tego zakresu. Życie w najmniej spodziewanym momencie sprawdza to, czego się nauczyliśmy.  Tłumaczysz obsłudze. Przecież w sklepie nie ma obecnie ani jednego klienta. Pod sklepem też nie. Dlaczego więc mnie Państwo nie obsłużą? Zamiast odpowiedzi ochrona rozkłada ręce. Przepisy. Sklep będzie stratny. Załatwiłabym to raz dwa. Nic Pani nie poradzę, sami nie wiemy, czy będziemy mieć po tym wszystkim pracę. Idziesz dalej. W sąsiednim punkcie jesteś obsługiwana z zachowaniem wszelkich zalecanych środków ostrożności. Brawo za rozsądek! Komplementujesz załogę, a ona Ciebie. Jest dobrze! W wrażenia zapominasz, po co przyszłaś. Nie kupujesz ziemniaków, ale to dociera do Ciebie po powrocie do domu. Piątek bez placków ziemniaczanych. Jak epidemia to epidemia. Poczuj w praktyce smak sloganu: już nic nie będzie takie samo. Nie będzie. Placków. Ziemniaczanych. Chrupiących. Prosto z patelni. W piątek. Pandemia i związane z nią ograniczenia zostały wymyślone chyba po to, aby polubić swoje mieszkania. Ty nie miałaś z tym problemu, odkąd podczas ulewnego postawiłaś mokrą stopę na trawniku okalającym działkę. Zatem po co pandemia takim jak Tobie? Aby zmienić nawyki żywieniowe. Zamiast tradycyjnej potrawy dziadów rozmrażasz opakowanie szpinaku. Przyprawiasz solą, świeżo zmielonym pieprzem, zieloną czubrycą. Czosnku też nie kupiłaś. Jak poświęcenie dla planety to poświęcenie. Dodajesz do zielonej mazi żółtko ze śmietaną. Zaprawiasz. Ciepłe danie przekładasz do miseczki. Obok na talerzyku układasz krakersy, a w spodeczku łuskane orzechy włoskie. Kto powiedział, że podczas epidemii nie można ucztować?

Całuchy-kluchy! Tylko przez maseczkę albo posyłane na wiatr. Bądźcie zdrowi i dbajcie o siebie!

Patynowa Pani Domu. Pomysł na Wielkanoc w stylu podaj, co masz najlepszego

Bez względu na to, jak zaraza szaleje w Naprawie i czy ten stan ulegnie poprawie, święta Wielkanocne się odbędą. Nawet w Twoim, pozwolisz sobie na użycie metafory, domu, choć bardziej pasowałoby określenie: obecnym miejscu zamieszkania. Zgodnie z kalendarzem w najbliższą niedzielę powinnaś oglądać u siebie znajome twarze. Masz wciąż nadzieję, że tak się stanie. Zrobienie śniadaniowych zakupów z myślą o nadchodzących świętach stało się nieco utrudnione, dlatego kontaktujesz się z bliskimi i przedstawiasz im swój plan. W tym roku będzie nietypowo, powiedzmy transkontynentalnie. Łyknęli ideę. Zacierasz ręce. Po dwóch godzinach przemieszczania się po punktach handlowych w środkach zapobiegawczych na twarzy i dłoniach zdobywasz potrzebne produkty. O, dziwo, to cud miód, że je dostałaś (po cenach rynkowych). Miodu od zaprzyjaźnionego pszczelarza akurat nie będziesz mieć, przynajmniej przez jakiś czas. Uprzedzasz tych, którzy przybędą na wspólne świętowanie, że tym razem obejdziecie się bez aromatycznego złota w płynie. Wytwórca obawia się zarazy. Nie dziwisz się jego obawom, ale masz na uwadze lęki o swoją i jego przyszłość na linii producent-konsument. Będzie dobrze. Taszczysz kosmiczne ilości mango, kaszę, warzywa, w tym przeważa papryka w różnych kolorach. Będzie kulinarne zaskoczenie, może nawet pomyślisz o książce kucharskiej w duchu „Kuchnia w czasach zarazy”. Doniczki ze świeżą natką pietruszki i rozmarynem prezentują się okazale na kuchennym blacie. Dbaj o nie, bo przez najbliższe dni to będzie Twój ogródek. Pamiętaj, że tegoroczne świąteczne potrawy trzeba przyrządzić ekonomicznie i ekologicznie na mniejszą liczbę gości niż zazwyczaj. Jako praworządny obywatel stosujesz się do przepisów, dlatego ograniczasz liczbę odwiedzanych i przyjmowanych osób. Uprzedzasz potencjalnych przybyłych, że jeśli nie znoszą świeżego mango, mogą przynieść np. jabłka. Z tymi ostatnimi jest ostatnio poważny problem w Twojej okolicy. Istnieje bowiem przekonanie, że trzeba upiec sporo szarlotki oraz jeść rajskie owoce, jako że działają w jelitach niczym miotełka. Tak więc stosujesz zamienniki.

Paprykę zapiekasz saute w piekarniku z odrobiną oliwy. Po przestudzeniu wkładasz upieczone kawałki do słoików, dodajesz gałązki świeżego rozmarynu oraz po dwa ząbki czosnku na słoik o pojemności 1 litra. Zalewasz dobrym gatunkowo olejem lub oliwą. Odstawiasz na kilka dni. Podajesz jako dodatek do zimnych miąs lub jaj np. podczas świątecznego śniadania przy założeniu, że znajdzie się amator tego przysmaku. Jak znasz życie, będziesz konsumować go sama.

Bądźcie zdrowi i zostawcie jeden kawałek szarlotki dla Patynowej. Całuchy-kluchy!