One. E.

-Nie schodzisz na kolację?

-Nie.

-Drugi dzień tak leżysz. Będą szemrać.

-Był T. Mówiłam mu, że chyba się czymś strułam. To pewnie ta kapusta. Nie mogę jeść kapusty. Szkodzi mi.

-Jak chcesz.

-Powiedz, że nie zejdę, gdyby pytali.

-Pracujesz gdzieś?

-Tak. W szkole.

-Czego uczysz?

-Biologii.

-Da się z tego wyżyć w W.?

-Mam etat w państwowej i dorabiam w prywatnej. Jakoś daję radę. Wynajmuję pokój…

-A co masz na twarzy? Co to jest? Dobrze nie wygląda, tzn. miałam na myśli…

-To choroba. Nie powinno Cię to zajmować.

-Powinno. Dzielę z Tobą pokój. Byłaś z tym u lekarza?

-Idź już.

-Pójdę, gdy będę chciała.

-Po co tu przyjechałaś?

-Po to samo, co i Ty.

-Chcesz się dowartościować, że niby nie jesteś taka jak my.

-Jeśli chcesz, dam Ci namiar na specjalistę. Coś wymyśli na…

-Idź, bo mnie głowa rozboli od Twojego gadania.

-Pójdę, ale najpierw usłyszysz, co sądzę o Twoim wymyślonym bólu brzucha oraz innych dolegliwościach. Użalasz się nad sobą. To Ty gardzisz nami, bo mamy siłę, by coś zmienić w życiu.

-Nie męcz mnie już.

-To Ty męczysz mnie i innych uczestników zajęć swoją izolacją i niechęcią do wszystkiego. Myślisz, ze jesteś od nas lepsza, bo nie żresz. Dobrze wiem, na co chorujesz. Też pracuję z ludźmi.

-Co robisz w pracy?

-Sprzedaję kosmetyki.

-Łżesz!

-Zaburzenia odżywiania prowadzą czasami do takich wykwitów skórnych. A Ty tu leżysz niczym cesarzowa, a inni niechaj chodzą na paluszkach i nie zakłócają Twojego świętego spokoju. Masz wypisane na ryju, co grane. I wiesz co? Pieprzę Twoje zaburzenia i fochy. Nie zapomnij wywietrzyć łazienki, a wcześniej jej umyć. Nie zamierzam znowu wdychać niestrawionego kwasu żołądkowego.

-Poproszę o nowy pokój.

-Nie dostaniesz osobnego. Najwyżej z kimś, Jaśnie Pani. To nie jest prywatny ośrodek dla świrów. Jesteśmy rozdzieleni nieprzypadkowo. Mamy siebie nawzajem wspierać i pilnować, a gdyby coś niepokojącego się działo, to zgłaszać.

-A Ty jesteś ich pierwszym kablem. Co tam wypisujesz w tym swoim zeszycie? Myślisz, że nie widzę, co robisz po nocach?!

-Uczę się. Sporządzam notatki.

-Oblało się egzaminy, co? Nie kłam, o mnie piszesz i o wszystkim, co tu widzisz. Wyjdź. Nie mogę na Ciebie patrzeć. Potem ludzie będą czytać o tym, co tu się dzieje.

-Przesadziłaś. Idę po T.

-Ty przesadziłaś. Nie wiesz, jak to jest, gdy się przez całe życie robi coś, czego nie chce. I gdy jest się w obrzydliwym miejscu, w którym jedni na drugich plują.

-Dlatego powinnaś to przerwać. Schodzę na kolację, a Ty rób, co uważasz. Powiem T., że beczysz i rzygasz.

Patynowa Pani Domu. Niespodzianki

Blue Monday. Pojęcie wymyślone przez socjologów lub innych jeszcze nienazwanych ekspertów na określenie stanu pojawiającego się mniej więcej w któryś poniedziałek w połowie stycznia, gdy noworoczne postanowienia biorą w czapę, a niespłacone kredyty zaciągnięte na poczet świątecznych zakupów spędzają sen z powiek. Ha! Postanowiłaś wziąć się za siebie i wreszcie regularnie odwiedzać pobliski ośrodek sportowo-rekreacyjny. Nic z tego! Nieczynne do odwołania. Wykupienie pakietu online nie wchodzi w grę. Poprzednim razem zazwyczaj kończyło się komunią z grubym kocem, spod którego Twoje ciało zapomniało wyskoczyć, by poddać się treningowi. Będziesz się racjonalnie odżywiać. To kolejna mrzonka, a Ty jej uległaś. Aby ziściło się Twoje postanowienie, postanawiasz wypucować swój wielofunkcyjny sprzęt służący do przygotowywania rozmaitych potraw, dzięki którym osiągniesz zamierzony cel. Sporządzasz check listę dań samodzielnie przygotowanych. Wyobraźnia podsuwa Ci zdjęcia pięknych, smukłych dziewcząt o regularnej budowie ciała, osiągających wyśnione efekty przy jednoczesnym udziale w programie treningowym i dietetycznym. Już witasz się z gąską. Gęsiną, znaczy się. Ślinka cieknie na samo wspomnienie pieczystego. Nie dla psa kiełbasa. Nie dla Patynowej gęsina. Jeszcze nie. Od teraz tylko zdrowa, urozmaicona, spersonalizowana dieta. Przygotowujesz zatem na wysoki połysk wszystko, co ma jej służyć. Miski, końcówki, naczynia lśnią niczym przed przybyciem ważnej osobistości na Twój Patynowy Dwór. Dobierasz składniki. Dokładnie je myjesz. Pozbywasz skórek. Kroi…sz. Chcesz poszatkować przy pomocy urządzenia rekomendowanego jako kuchenny Rolls Royce. Pewnie coś z gniazdkiem się dzieje. Sprawdzasz w innym. Działa… przez krótką chwilę. Mechanizm nie trzyma się… całości. Rozpada na kawałki. Nie tak miało być. To potrawa miała rozpaść się na kawałki. W Twoich ustach, a następnie w żołądku. Nie panikuj! Oddychaj głęboko! Jutro też jest dzień! Serwis jest czynny do 20.00. Zgłosisz usterkę i będzie po sprawie. Nie będzie, jak się okazuje, ponieważ koszty naprawy lub zakupu oryginalnej części znacznie przewyższają cenę za nowy nabytek. Nie chcesz nowego! Chcesz swój stary sprzęt, przy pomocy którego przygotowywałaś potrawy na proszone obiady, kolacje, parapetówki, urodziny, imieniny i bez żadnej okazji. Nie możesz tak trwać w żałobie po rzeczy materialnej. Minęło kilka dni. Nie gotujesz. Nie sprzątasz. Nie chcesz z nikim rozmawiać, chyba że przez Internet. Schowaj chociaż ten sprzęt rozłożony na czynniki niepierwsze. Mały mechanizm zepsuty i wszystko skończone. Nie lubisz niespodzianek. Nie tych dotyczących Twoich sprzętów. Może ciasteczko? Albo czekoladka? Albo herbatka i kocyk? Albo… Miodek… Albo…

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Przedświątecznie

W ciągu najbliższych kilku dni nie zamierzasz nawet spojrzeć na pierniki. Przez ostatnie miesiące pochłonęłaś ich tyle, że samo rozmyślanie o korzennych ciasteczkach przyprawia Cię o mdłości. Sernik to co innego. Zwłaszcza innowacyjny. Na kruchym spodzie z kawałkami drobno pokrojonego ananasa. Miało nie być o jedzeniu. Pamiętaj, że centra fitnessu zostaną zamknięte na jakiś czas, więc powrót do formy będzie utrudniony. Wiesz, że możesz wykupić abonament on line. Oferta kusi, ale pokusy pojawiają się po to, by z nimi walczyć. Wszystkie zamówione paczki z prezentową zawartością dotarły. Można spać spokojnie. Zresztą przez kilka najbliższych tygodni niczego innego spokojnie nie będzie można robić oprócz udawania się w objęcia Morfeusza. Zamknięte pozostaną kawiarnie, część stacjonarnych sklepów, centrów sportowych, sauny, kryte baseny. Z wyjazdówek i objazdówek nici. Na szczęście biblioteki pozostały czynne, a Ty stopniowo wynosiłaś z nich książki. Opowiadania oczywiście, bo to forma literacka, którą uwielbiasz. Klasycy i neoklasycy. Literatura powszechna. Poza tym przejrzałaś zawartość prywatnej filmoteki. Zrobisz sobie ucztę kinomana. Maraton filmowo-książkowo-kulinarny. Kiedy kolejny raz odważysz się na podobne szaleństwo? Tradycyjnie ubieranie drzewka choinkowego Ciebie nie dotyczy. Podobnie jak pieczenie nie tylko słodkich, korzennych przysmaków. Podobnie jak licytowanie z innymi „kto i co przygotował na świąteczny stół”. Podobnie jak mordowanie popularnej ryby. Podobnie jak zajadanie się ze smakiem tym, co zazwyczaj znajduje się na stole określanym mianem „tradycyjny”. Podobnie jak zakupowy amok. Podobnie jak awanturowanie się w centrach handlowych. Podobnie jak pucowanie każdego centymetra mieszkania na wysoki połysk. Podobnie jak przesypianie świątecznych dni z powodu wykonywania czynności niemających większego znaczenia, jak się po czasie okazuje. Zamiast tego zadzwonisz lub napiszesz do wszystkich, którzy są Tobie bliscy. Odwiedzisz tych, którym na Tobie zależy. W tym roku odpadają spotkania w Waszych ulubionych lokalach (oby przetrwały zimę). Dlatego zaprosisz do siebie jak największą liczbę osób. Wypijecie wspólnie tyle znakomitej kawy i dobrego wina, ile tylko Wasze żołądki zdołają unieść. Oczywiście goście przybędą najedzeni. Napomkniesz, że z przepracowania i braku sił nie zdążyłaś niczego przygotować. Dotychczas nie zawiedli, więc i tym razem tak się stanie.

Dbajcie o siebie i nie dajcie się zimie! Całuchy-kluchy!

One. P.

Rozmowa odbyła się w czasach, gdy wieczorami popularną rozrywką było czytanie książek tudzież czasopism albo słuchanie ulubionych audycji radiowych.

-Jest jeszcze na eskaesie, więc możemy trochę pogadać. Gdy wróci, już niczego nie zrobimy przy nim. Nawet kolacji. Bo jeszcze zacznie rzucać czym popadnie. Ostatnio rozbił mi filiżanki, które dostałam od mamy na to mieszkanie. To znaczy wzięłam je z domu. Mama twierdzi, że nie są jej potrzebne, bo i tak nikogo do domu nie zaprasza, a sami z ojcem piją ze szklanek. Takich nietłukących. Twoich rzeczy nie rusza, nie martw się. Czuje respekt. Tłumaczę mu, że jesteś moją koleżanką, która nie ma gdzie mieszkać, bo pokłóciła się z chłopakiem.

-Uwierzył?

-Nie mówię mu prawdy, że mieszkasz tu, aby podreperować nasz budżet. Wie, że studiujesz i dokładasz się do rachunków. Tyle mu wystarczy. Ostatnio cały blok słyszał, jak darł na mnie mordę. A następnego dnia stał pod oknem i wrzeszczał razem z kolegami „Ty k…o, rzuć mi klucz, bo szyby powybijam na dole tej starej wariatce i będziesz za mnie w pierdlu siedzieć”.

-Nie słyszałam.

-Byłaś na zajęciach. Zresztą wychodzisz rano i wracasz wieczorem. Co możesz słyszeć. Coś Ci powiem. Uważaj, z kim się spotykasz i z kim umawiasz. Ja nie uważałam i co mam. Recepty u psychiatry. Ostatnio mi przepisał łagodne leki. Śpię po nich jak niemowlę. Do pracy na razie nie wrócę. Wiem, że powinnam. Ale szpital sobie beze mnie poradzi. Dzwonili ostatnio, to im powiedziałam, że po Nowym Roku już przyjdę. Ale ja przedłużam zwolnienia, bo w pracy wisi nade mną piętno puszczalskiej panny z dzieckiem i to uszkodzonym. Nie wiedzą, że leczę się u specjalisty. Wyciągają mnie na jakieś imprezy, potańcówki. Chcą mnie komuś przedstawiać. A ja nie mam ochoty wiązać się z nikim. Nie odczuwam żadnych potrzeb ani żądz. Tylko apetyt mam. Wyjadam z lodówki wszystko, co jest pod ręką. Te leki takie działanie mają. Psychiatra tłumaczyła. Czy wiesz, że ona jest w moim wieku? I co mi ostatnio powiedziała? Że to mnie przyda się kuracja, a nie synowi, który potrzebuje męskiej ręki i regularnych zajęć sportowych. To go zapisałam na SKS. Dwa razy w tygodniu popołudniami wychodzi i potem sam wraca. Nie boi się. Nawet zimą.

-Kto Ci płaci rachunki i czynsz za to mieszkanie?

-Ojciec. Emerytowany wojskowy. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Wstydzi się psychicznej córki, więc w spółdzielni płaci wszystkie rachunki tłumacząc, że ja nie mam na to czasu, bo biegam z jego wnukiem po lekarzach. A ja nie wiem, dokąd mam z nim pójść. Na obserwację w szpitalu psychiatrycznym czeka się ok. pół roku z takim przypadkiem. Jak to dobrze, że mieszkasz z nami. Przynajmniej mam się komu wygadać.

Notatki. Lista rzeczy do niezrobienia przed świętami?

Boże Narodzenie w tym roku nadejdzie, ale zanim to się stanie, trzeba zgodnie z przekonaniami trendsetterów zaliczyć kilka obowiązkowych, przedświątecznych punktów. Po pierwsze upiec pierniczki, o czym sugerowano już na początku października. Koniecznie w foremkach w kształcie reniferków, tudzież drzewek choinkowych albo gwiazdek. Nie przypominam sobie, abym była aż taką tradycjonalistką. Choć uwielbiam miodowe smakołyki i co roku pochłaniam je w przemysłowych ilościach, nie zdobyłam się na odwagę kreowania ich fizycznego wizerunku. Właśnie! Świąteczny look. Obrus, zastawa, sztućce. To wszystko mogę kupić w promocyjnych cenach z możliwością zwrotu do 30 dni. Gdybym dobrze pokombinowała, sprowadziłabym rzeczone przedmioty na dwa dni przed podaniem wykwintnego obiadu z przystawką, a po Nowym Roku dokonała zwrotu. I tak co sezon nie zapominając o mocnym lansie w mediach społecznościowych. Czego jeszcze nie wykonam? Czynności i elementów dekoracyjnych spod znaku DIY („zrób to sam”). Ceny produktów składających się na efekt samodzielnie wykonanych artystycznych dzieł przewyższają moje możliwości finansowe. Zamiast nich świąteczny akcent w zajmowanej przeze mnie przestrzeni będą tworzyć: puste, szklane naczynie wypełnione żwirkiem i kamyczkami z niekwitnącą poinsencją wewnątrz, oczekujące na zamieszkanie przez kolejnego lokatora (czyt. glonojada). Roślinkę otrzymałam w prezencie kilka lat temu. Przyjęła się bez narzekania na brak uwagi i troski z mojej strony. Jedna ozdoba choinkowa w kształcie kuli, rozkładana na dwie części, również mająca swoje lata, dopełni reszty. To się nazywa ekonomia i ekologia w pigułce. Minimalizm znaczy się. Jest trendy. Może powinnam napisać o tym książkę albo nagrać podcast? Grunt, że do łask przywrócono biblioteki i galerie handlowe. Dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie i przy okazji wyjdzie na spacer, łącząc obie miejscówki w jedną ogromną przyjemność.

Uważajcie na siebie i pozostańcie w zdrowiu!

Patynowa Pani Domu. Świąteczne f(r)ajerwerki

Dziś jest dzień wolny od stałych zajęć, za które pobierasz wynagrodzenie. Postanawiasz zatem zadbać o przyjaźnie, urodę, żołądek i dobre samopoczucie na skutek wirtualnych zakupów. Coraz więcej apeli o wsparcie materialne lokalnych, małych i większych przedsiębiorstw robi swoje. Jako patriota nie tylko z nazwy postanawiasz dołożyć starań, by uratować gospodarkę przed unicestwieniem. I tak po kolei nabywasz: książki (gdzie je wszystkie zmieścisz?), kosmetyki i środki czystości naturalne, organiczne, roślinne, wegańskie (nie przesadzaj z poprawianiem urody, bo kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno), znicze i kwiaty w doniczkach. Ostatnie z wymienionych umieszczasz na tarasie, a pierwsze odkładasz na czarną godzinę, gdy zabraknie prądu. Gdzie przechowujesz zapalniczkę? To w jaki sposób chcesz zaświecić znicz? Pocierając kamień o kamień? Poszukaj więc zapałek i baterii latarki pamiętającej czasy, gdy nie było ich w telefonach. Kto wie, jakich potencjalnych oszczędności można się spodziewać podczas ewentualnego lockdown’u. Lista niezbędnych zakupów wydłuża się zatem o zapałki i wiatroszczelną zapalniczkę. A gdy ucichnie burza na warszawskich ulicach, udasz się z kurtuazyjną wizytą na Powązki i będzie jak kiedyś.

Świece zapachowe wciąż nie dotarły. Pewnie dlatego, że… wciąż nie złożyłaś zamówienia. Wybór był tak ogromny, że nie mogłaś się zdecydować, a sklepy tak przebiegłe w nakłanianiu Cię do skorzystania z promocyjnej oferty, że postanowiłaś z niej nie skorzystać. Nowe buty. Hasło klucz dla każdej kobiety, chcącej poprawić sobie nastrój. W Twoim przypadku to raczej konieczność, bo dotychczasowe martensy niebawem rozpadną się na kawałki. Już nawet nie można dostrzec nadrukowanego na nich wzoru. Kolor bazowy to czarny. Tego jesteś pewna, więc teraz zdecydujesz się na barwę i motyw… Znowu osiołkowi w żłoby dano… Nie tym razem. Pomyślisz o tym jutro. Na szczęście zima zapowiada się niezimowa, głoszą pogodowi neoszamani.

Bezpośrednie kontakty towarzyskie ograniczasz do minimum. Zamiast marcińskiego rogala wcinasz domowy sernik i korzenne ciasteczka. Zamiast tłuściutkiej porcji gęsiny zadowalasz się kawałkiem odgrzewanej pizzy, zamówionej z ogromnym trudem. Są bowiem takie miejsca na ziemi, w których dopłaca się sporą kwotę za dowóz jedzenia (z lokalnego, a jakże, punktu gastronomicznego, zasilanego również Twoimi środkami budżetowymi). Mimo to świętowanie da się lubić.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Tosty

Jak dobrze, że docierają do Ciebie cuda techniki. Dzięki nim możesz wreszcie nazwać po imieniu swoje demony i lęki. Audycja traktuje o stresie spowodowanym zmianą czasu. Gdyby nie radio, nawet nie wiedziałabyś, że trzeba przestawić zegarki. O tym, że z tego powodu będziesz spać godzinę dłużej, goście zaproszeni do programu również wspominają, ale dlaczego zaraz masz przeżywać stres wywołany dłuższym snem? W razie czego wiesz, że trzeba zgłosić się do terapeuty. On dobierze środki oraz formę terapii. Zdalnie oczywiście. Ech, pora dźwignąć się z łóżka i włączyć toster. Skoro nie będziesz mogła korzystać z wyżywienia na miejscu w lokalach gastronomicznych, to pozostaje Ci posiłek w takiej formie, jaką mu nadasz. Tosty to jedne z nielicznych potraw, które potrafisz przyrządzić tak, aby smakowały niczym tosty. Ale po kolei: układasz na kromkach potrzebne produkty. Następnie sklejasz je (kromeczki) i wkładasz między blaszki opiekacza. Kolejny news. Uwaga na azjatyckie biedronki! Opanowały ściany budynków, balkony, drzwi i inne miejsca, w których im dobrze. Grzeją się w promieniach październikowego słońca. Wyglądają… Mają tyle kropek… Nie są przysmakiem. Ups! Właśnie dwie ubiłaś. Brak skutecznego środka na te szkodliwe owady sprawia, że skutecznym środkiem może być Twój refleks. W połączeniu z klapkami stanowi niezawodne antidotum na arlekiny i nie tylko.

Tosty smakują wybornie. Przyzwyczajasz się do myśli, że przez najbliższe kilka tygodni (rozciągniętych do miesięcy) będziesz odżywiać się głównie grzankami, krakersami oraz tym, co samodzielnie ugotujesz, ewentualnie zamówisz z dowozem. Wszyscy, którzy naśmiewali się z Twojej wizji szycia maseczek z wizerunkiem św. Mikołaja tudzież ozdobionego drzewka choinkowego, wystąp! Okazuje się jeszcze, że w czasach pandemii zdecydowanie łatwiej jest wybrać opiekacz w stylu retro niż trwałą kawiarkę. Plany na dzisiaj: dokonać zakupu albo przynajmniej wyboru zapachowych świec w stylu świata przedstawionego w utworach Andersena bądź Dickensa.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Idzie nowe (czyżby?)

Środek nocy. Sygnał przychodzącej wiadomości. Czy to sen? Ponowny. Nawet jeśli to nie sen, przeczytasz jutro. Kolejny. Wstajesz przełamując lenistwo i rugając siebie, że nie wyłączyłaś smyczy na noc. D. przesyła sensacyjne wieści. Słyszałaś? Słyszałam. Widziałaś? Widziałam. I co? I kolejna noc z głowy. Porozmawiamy, kiedy obie będziemy w formie. Właściwie już się położyłaś, ale jeszcze nie zasnęłaś i przez jakiś czas nie zaśniesz. Włączasz koncert. Na bezsenność pomoże tyle, ile nieboszczykowi kadzidło, ale przynajmniej mile spędzisz czas. Odpowiadasz na wiadomości nadmieniając, że zerwałaś się z łóżka na dźwięk alarmu, jesteś w piżamie i średnio ogarniasz wczorajszy dzień, a dzisiejszy jeszcze nie nadszedł, przynajmniej mentalnie.

Linki do polubienia. Propozycje urodzinowych prezentów. Kobieca sesja. Wygląda świetnie. Właściciele stron pragną, by ktoś zauważył i docenił to, co robią. Doceniasz. Dziękujesz za zaufanie, ale z propozycji nie skorzystasz. Może koleżanka albo sąsiadka skorzystają? Zapytaj je osobiście, człowieku. Masz u nich większe szanse niż ja.

Budzisz się na dźwięk śmieciarki, która niezmiennie o stałej porze pojawia się w okolicy i we właściwy sposób alarmuje o swoim przybyciu. Jeszcze zanim otworzysz oczy, składasz Bogu dzięki, że nikt nie wpadł na pomysł, aby pracownicy zakładu komunalnego przeszli na zdalny tryb pracy. Wiadomość. D. jest niczym cyborg. Jej system został zaprogramowany na działanie w stanie permanentnego czuwania. Chcesz taką? Wysłałam Ci zdjęcie w nocy, pamiętasz? Nieszczególnie. A co to? Torebka. Uszyłam ją ze starych worków od odkurzacza. Zastanowię się i dam znać. Włącz radio. Obowiązkowo! Włączasz radio. Słyszysz komunikaty, lecz ich treść do Ciebie nie dociera. Jako osoba w sposób dyskusyjny wykorzystująca swoje umiejętności kulinarne możesz mieć niemały problem przez najbliższe tygodnie. Jedzenie tylko na wynos. Nie cierpisz brać na wynos. Lokale gastronomiczne przygotowują się do kolejnych obostrzeń. Pracownicy protestują. Właściciele krzyczą. Będzie problem z zakupami. Godziny dla seniorów są surowo przestrzegane. Urząd nakłada kontrole, a co za tym idzie, kary. I pomyśleć, że dbasz o promocję lokalnego biznesu nie tylko w czasach pandemii.

Patynowa Pani Domu. Ech, życie!

Będą budowane szpitale polowe na stadionach. To Pierwszy News, który usłyszałaś, odkąd odblokowałaś dziś uszy. Powoli. Panuj nad obrotami własnych sfer umysłowych. Stadionom tak, siłowniom nie. Nie wyciągaj pospiesznych wniosków. Sztuka długa. Życie krótkie. Już lepiej. Powtrzymaj się od komentowania, zanim odpalisz komp i otworzysz tajemniczą skrzynkę, w której została przygotowana specjalnie dla Ciebie spersonalizowana oferta reklamowa. Pachnące świece w promocyjnych cenach. Bez kosztów dostawy. Zapachy kojarzące się z dynią, letnimi wakacjami, jaśminem i grudniowymi świętami. Od samego rana poważne dylematy. Odpada. Najpierw się obudź. Zastawa stołowa z motywami kojarzącymi się z Bożym Narodzeniem. Kolejna w tym miesiącu. Kawiarki oraz inne akcesoria niezbędne do zaparzania kawy. Płyniesz w tę stronę. Niechaj na zewnątrz ważą się losy świata i ludzkości, ale Ty masz dokonać wyboru. Możesz wypić kawę zaparzoną w kawiarce, ekspresie, dopplerze czy innym sprzęcie, który jest Ci raczej niepotrzebny. Twoja stara przyjaciółka kawiarka jeszcze daje radę. Natomiast okoliczne kawiarnie coraz częściej serwują obrzydliwie smakującą ciecz o bliżej nieokreślonej barwie. Koncesja na przyrządzanie i serwowanie kawy w lokalu powinna być bezwzględnie wprowadzona. Inaczej nie wychowamy dobrych przedsiębiorców.

Prysznic pomaga skupić myśli. Nie obiecywałaś rzucić okiem na twórczość tej małej, która jest nieco nieśmiała, i pozytywnie zakręcona (nie znasz nikogo niepozytywnie odkręconego), ale prosiła, by ktoś niezależny zaopiniował to, co czasami wrzuca. Tzn. „mi to podesłała, ale ja Tobie to podrzucam, bo wiesz, raczej nie jestem literacki ani uduchowiony tak jak Ty. To jak? Zajrzysz”? Zaglądasz. „Co o tym myślisz”? Nie jest ważne, co ja o tym myślę, odpowiadasz, lecz jest ważne, co Autorka myśli. I w myślach (własnych) błagasz, aby więcej tego nie czytać. Zasłaniasz się brakiem kontaktu z literaturą wysoką, specjalistyczną, podziemną, naziemną i każdą inną, pod której banderą twórca powyższej chciałby się znaleźć.

Przez kilka najbliższych dni nie będziesz opuszczać swojej dziupli. Masz zapasy jedzenia, miodu, orzechów, filmu i literatury. Wino? Jest. Towarzystwo? Zdalne, ale jest. Pełny zestaw na czarną godzinę. Epidemię da się lubić pod warunkiem, że nie trzeba przekonywać decydentów o konieczności pozostawienia otwartych miejsc kojarzonych z rzeźbieniem sylwetki.

Całuchy-kluchy!

One. Kapelusz i części zamienne

-Ubieraj się! Idziemy mierzyć kapelusze. Pracownia będzie czynna jeszcze ok. godzinę. Zajrzałam do właścicielki i powiedziałam, że przyjdziemy.

-Już jesteś! Tylko skończę…

-Zostaw te drzwi. W taką piękną pogodę nie będziemy montować drzwi do kabiny prysznicowej.

-Nie wyjdę tak ubrana do mierzenia kapelusza. Zaczekaj, wskoczę w coś bardziej odpowiedniego.

-Dżiny załóż i gładką bluzkę do nich. Weź kurtkę. Wieczorem może się ochłodzić. Przypudruję tymczasem nosek.

-Prawie kupiłam części zamienne do montażu drzwi prysznicowych. Na razie je zdemontowałam. Wiem, co trzeba wymienić.

-Zawartość lodówki i kapelusz.

-To swoją drogą.

-Po wizycie u modystki bar sałatkowy. Dzisiaj ja stawiam. Już czuję w ustach smak grillowanego sera i granatów. Jesteśmy. Dzień dobry, przyszłyśmy w sprawie kapelusza, o którym rozmawiałam z Panią jakieś pół godziny temu. Koleżanka jest nim zainteresowana.

-W tej sytuacji chyba nie mam wyboru, skoro zadaję się z taką stylistką jak ta pani. Poproszę do mierzenia te dwa modele. Dziękuję. I jeszcze ten byłby interesujący. I jak?

-Wyglądasz jak zwykle zjawiskowo. Pokaż trochę czoła. Ukryj grzywkę. Tak jest. Bierzemy. Chusta też będzie do tego. Obniżyłaby Pani cenę za oba produkty? Znakomicie. Będziemy myślały o Pani z ogromną wdzięcznością.

Godzinę później.

-Zarzuć szal. Mogę Ci zrobić w nim zdjęcie?

-Tak, tylko uważaj, aby oprócz mnie nikogo na nim nie było. Najlepiej zapytać obsługę.

-Znają nas. Wow, pasujesz do tego wnętrza.

-Dlatego… dlatego rób, bo tracę cierpliwość. A teraz przy sałatce, zanim ją pochłonę. O, wiadomość z hurtowni. Są rolki do kabiny i to model, który nas interesuje. Zamówię cztery.

-Zrobione. Prześlę Ci zdjęcia. Będziemy mieć pamiątkę z shoppingu.

-Zrobione. Będą najpóźniej w środę. Jesteś moim Aniołem Stróżem. Po powrocie zamontujemy drzwi, a w środę odbędzie się dopieszczanie estetyki łazienkowej. Jeszcze po lampeczce?