Przygotowania

Producenci siemienia lnianego oraz otrąb owsianych powinni wypłacać mi dodatki do emerytury z tytułu zakodowanej stałej promocji. Dziś będzie o ich (roślin zbożowych i oleistych) zastosowaniu w kosmetyce. Wszak zbliża się noc, na którą większość z nas czeka przez cały rok. Czyniąc pieczołowite plany i przygotowania prześcigamy się w pomysłach na jej spędzenie. Dla spóźnialskich podaję małą garść wskazówek, jak przeżyć sylwestra wyglądając zjawiskowo przy ograniczonym budżecie.

Po pierwsze wyśpij się i na kilka dni przed końcem roku równomiernie rozłóż prace domowe oraz zmierzające do poprawienia urody (jeżeli będzie co poprawiać). Na cerę zmęczoną podejmowaniem świątecznych gości oraz nocnymi szaleństwami w kuchni polecam maseczkę z mielonego siemienia lnianego. Działa kojąco i odkażająco na zaczerwienienia. Delikatnie natłuszcza. Zabieg zakończ delikatnym masażem. Możesz poprosić o pomoc np. szczególnie nielubianego sąsiada. Może to sprawi, że oprócz zmiany w Twoim wyglądzie zmieni się również Twój stosunek do otoczenia. Zafunduj paznokciom ciepłą kąpiel w siemieniu lnianym. To je wzmocni i nada im blasku. Oczywiście w sytuacji, gdy nie nosisz hybrydy albo żelu. Bądźmy oryginalni. Jeżeli podczas zabawy chcemy się wyróżniać, nie nośmy hybrydy ani żelu.

Jeśli Twoja skóra jest mocno przesuszona, możesz zastosować peeling z otrąb pszennych i mielonego siemienia lnianego.

Pamiętaj, aby po skończonych zabiegach posprzątać łazienkę. W czystej jest znacznie przyjemniej niż w brudnej.

I jeszcze coś. Nikogo nie będzie obchodziło, co nałożyłaś na twarz, ile to kosztowało i gdzie zostało zakupione. Jedynie Ty będziesz mieć świadomość, co z siebie zmywałaś.

Jeśli zabraknie Ci cierpliwości do przeprowadzenia zabiegów w domowej łazience, wcale nie trzeba ich robić. Zamiast uprawiać integrację sensoryczno-motoryczną możesz wcześniej wprowadzić do diety potrawy z dodatkiem roślin zbożowych oraz oleistych.

Narazicho!

One

– Nad czym myślisz?
– Doraźnie nad tym, że napisałam dwie wersje tekstu i zastanawiam się, którą wybrać. A poza tym myślę, co zrobić z resztą czasu, który pozostał, jak poukładać sprawy, zadbać o priorytety.
– Byłoby Ci łatwiej, gdybyś z kimś się związała. A tak siedzisz sama i piszesz bzdury nie wiadomo, po co.
– To mój pomysł na siebie, by zapomnieć. Twoim są dziwki i to, co się z nimi niebezpośrednio wiąże – kosztowna rozrywka.
– Przestań już.. Dość nasłuchałem się od Ciebie, jaki jestem. Nie masz racji. I wcale nie dbasz o to, by mnie poznać. A ja też mam swoje zalety.
– Nie wątpię.
– Tylko Ty ich nie chcesz dostrzec.
– Nie jest moim celem poszukiwanie w Tobie piękna. Proszę, abyś pomógł mi w skonfigurowaniu sprzętu. Mikrofon nadal nie działa. Jeśli jest dla Ciebie problemem słuchanie tego, co mówię, weź sobie z mojego portfela kwotę należną za usługę i wyjdź.
– Nie chcesz usłyszeć prawdy o sobie!!!

– Twoje słowa na mój temat niewiele dla mnie znaczą. Ale Twoja wiedza z zakresu elektroniki jest bezcenna. Chylę czoła. A teraz powiedz mi, który kabel gdzie podłączyć.

One

Dzisiaj. Środek nocy. Nie śpię od jakiegoś czasu. W głowie pościg jednych myśli za innymi. Niczym stukot kół pociągu. Zimno spowodowane brakiem snu jest najbardziej dokuczliwe. Każde inne jest do zniesienia. 
Dzisiaj. Środek dnia. Pasażerka w wieku bliżej nieokreślonym wraz z nastoletnią córką wyraźnie spóźnione i zdenerwowane wbiegają do pociągu. Nie mają biletów. Rodzicielka głośno strofuje latorośl. Do obu pań
podchodzi konduktor. Kobieta udając, że szuka portfela w dość obszernej torbie kłóci się z nim. Świadkami zdarzeń są wszyscy pasażerowie wagonu bez przedziałów. Wybrzmiewa sygnał oznaczający stację. Spór o brak biletu zostaje tymczasowo przerwany. Pracownik kolei przeprasza i dopełnia czynności służbowych. Kobieta sięga po telefon i usiłuje przekazać swoje pomysły rozmówcy. Próba rozmowy gwałtownie kończy się. Następuje zmiana punktu ciężkości. Tym razem na drodze rozważań stoi córka pasażerki. 

Pozostali podróżni dowiadują się zatem, dlaczego jej okulary wciąż parują i czy są zarysowane. Optyk pewnie nie zdąży na jutro. Włosy dziewczyny nie są spięte, bo. Łabędzie na rzece są głodne, bo. Kartkówki z niemieckiego niezaliczone, bo. Dziecko zbyt zdolne, ale leniwe, może wreszcie nauczyć się gospodarowania czasem. Prezentacja wspomnień. Gdy ja chodziłam do szkoły, to. Uczyliśmy się na pamięć wszystkich haseł z encyklopedii powszechnej, bo. Skórki przy paznokciach trzeba wycinać, bo. Dłonie należy natłuszczać kremikiem, bo. W jej czasach ambicją było mieć jak najlepsze oceny, bo. Jak to nie nauczyła się piosenki?! Muzyka uszlachetnia, bo. Z jakimi Ty ludźmi się zadajesz?! Jak Ty sobie ułożysz życie?! Z kim?!
Wraca konduktor. Różnica zdań przybiera na sile.
Przedział nie jest ogrzewany. Piasek pod powiekami coraz bardziej daje się we znaki. Zimno.
Dzisiaj. Późne popołudnie. Wciąż zimno. Z braku snu. Z bezsilności. Z wielu innych powodów. Kulę się w sobie. Próbuję czymś zająć ręce. Przy okazji układam plan działań na resztę dnia. Baterie w telefonie wyczerpane. Gdzie położyłam sudoku? Może nie spakowałam.

Dzisiaj. Wieczór. Wracam. Spoglądam w stronę Twojego okna. Widzę światło. Prószy śnieg. Zatrzymuję się na chwilę. Drobne płatki łagodnie omiatają mi twarz i włosy. Ciepło.

Pomiędzy

Atmosfera świąt Bożego Narodzenia wciąż trwa. Jeszcze dojadasz to, co zostało w lodówce, choć obiecałaś sobie, że do sylwestra niczego konkretnego nie przełkniesz. No, może kawałeczek serniczka, aby się nie zmarnował, może porcyjkę sałatki, w końcu ledwo przykrywa dno miski, może plasterek pieczeni… Aby się nie zeschła, bo żal będzie wyrzucać. Bigos? Zamrozisz. Tym razem na pewno się nie zmieści. Twoje myśli już krążą wokół nocy symbolicznego przejścia w Nowy Rok. Pieczołowicie układasz sylwestrowe menu. Na pewno przyrządzisz tortillę w wersji vege; Aśka ogłosiła na fejsie, że po świętach przechodzi na dietę bezmięsną i ogranicza gluten. Wtóruje jej Bea. Ciekawe, co na to ich partnerzy? Zatem tortilla w wersji dla mięsożerców, roślinożerców i tych pomiędzy. Podobnie będzie z koreczkami. Plus co najmniej dwa rodzaje sałatek. Te zostaną przygotowane przez gości. Na ciepło koniecznie pieczeń z ziemniaczanym puree. Bea obwieściła, że oprócz ograniczenia białka pochodzenia zwierzęcego nakłada embargo na tłuszcze. Z tego, co pamiętam, próbuje się odchudzać od jesieni, a może od wiosny.  Zdumiewające. Jedna część ludzkości świata obsesyjnie próbuje zdobyć pożywienie, a druga część płaci ciężkie pieniądze, aby go uniknąć. Trudno o balans. Ale wracając do sylwestrowej nocy… Bea najwyżej będzie głodować. Umiarkowany post nikomu nie zaszkodzi. O bufet nie trzeba się martwić. Impreza składkowa, więc każdy coś przyniesie. Podobnie jak  muzę. Pozostaje zadbać o swój image. Na wypadek, gdyby ktoś z sąsiadów albo z rodziny Cię nie rozpoznał, uprzedź otoczenie, że wizerunek powstał z uwagi na okoliczności. Masz jeszcze trochę czasu, aby nauczyć się nosić buty na obcasach, w których przywitasz gości. Najpóźniej dwie godziny po rozpoczęciu imprezy i tak je zezujesz. Kto by wytrzymał takie tortury przez całą noc? Chyba tylko kandydatki na Miss World, ale ta kwestia Ciebie nie dotyczy. Z makijażem sobie poradzisz, a włosy ułoży Ci koleżanka. W sukienkę się zmieścisz? Zmieścisz. Roszada w szafie nie poszła na marne, a dodatkowo okazało się, że potrzebujący skorzystają z Twojej nieużywanej i zbędnej garderoby. Kompulsywne porządki w czasie pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem mają same plusy, np. odchudzenie zasobów odzieżowych, spożywczych, kosmetycznych i innych. I pamiętaj: bez względu na to, jak przebiegną przygotowania do szampańskiej zabawy, noc sylwestrowa i tak nastąpi. Ściskam!

Boże Narodzenie

Zatrzymaj się na chwilę i w przerwie pomiędzy „już nie mogę”, a „co by tu jeszcze zjeść” pomyśl, po co to wszystko. Po co każdego roku uprawiać maraton po galeriach handlowych („już ostatni raz, w następnym roku prezenty kupię tylko przez internet albo od sąsiadki, która wieczorami dzierga, aby sobie trochę dorobić”)? Sprzątać mieszkanie na błysk (padam na twarz, a tak jutro nie będzie widać, że ogarnięte)? Ubierać drzewko choinkowe (jeszcze mam te stare bombki, ta przyjechała prosto z Krakowa, pamiętasz)? Przygotowywać te same potrawy („śmierdzące śledziury, blee, nie będę tego jeść, a co będziesz? Pierogi odgrzewane”)? Przyjmować tych samych gości („krzesła przyniesiemy z piwnicy, a jeśli bez chłopa przyjedzie, to się zmieścimy”)? Wysłuchiwać tych samych opowieści („opili się, potem pokłócili i szłem na stopa”)? Przewidywać reakcje słuchających („ojej, straszne, a powiedz, jak dziadka zgubiliście na dworcu i został do Nowego Roku u wuja, ciotka dopiero była szczęśliwa, co nie”)? Pilnować kolejności serwowanych dań („jeszcze nie jadę, bigosu nie było”)? Słuchać zawodzącego śpiewu kościelnego („już w tamtym roku miało go nie być, ale jeszcze pieje”)? Czekać na telefon z życzeniami od kogoś, kto nas nie chce pamiętać, a my jego zapomnieć („widocznie nie mogli”)? Oglądać wciąż te same filmy i w określonych momentach wyłączać odbiornik („to już tyle razy leciało, przełącz, może skoki będą”)? Opuszczać towarzystwo o stałej porze („Idziemy, żeby na Teleekspress zdążyć”)? Wrócić do siebie i…

Adwent inaczej

-Staranne, solidne wykonanie. Są dokładnie takie, o jakich myślałam. Dziękuję.

-Cieszę się, że się podobają.

-Prawie jak prezent na święta. Ile tu półek! I szafka jest. Nie mam nawet tylu rzeczy, aby je zapełnić.

-Po świętach też jest życie, i po Nowym Roku. Ludziom się wydaje, że jeśli nie zdążą z czymś do świąt, to potem już tego nie będą potrzebować. Jakby po świętach niczego nie było.

-Po świętach to się dopiero zaczyna. Od tego roku święta Bożego Narodzenia będą mi się kojarzyć z zapachem drewna i farby malarskiej. Oba zapachy uwielbiam.

Pierniczki jadłam przez ostatnie tygodnie w tak kosmicznych ilościach, że w ciągu najbliższych dni nawet na nie nie spojrzę. Herbatę z korzennym aromatem oraz wzbogaconą suszem owocowym piłam hektolitrami, więc wystarczy czarna, która myśli rozjaśnia, z miodem i cytryną. Drzewka choinkowego nie ubieram od lat. Motywy łosia i renifera towarzyszą mi od jakiegoś czasu bez względu na porę roku. Karpia i ryb nie znoszę od dzieciństwa, podobnie kiszonej kapusty.

Każdy Człowiek, którego spotykasz na swojej drodze, jest prezentem i zadaniem. Niechaj reszta dni Twojego życia będzie czasem odrabiania lekcji z człowieczeństwa.

Zapiski

– O, drożdże też Pani ma.
– Tak. Podać?
– Poproszę jedno opakowanie.
– A to damy gratis.
– Dziękuję. Ale mi głupio.
– Co z nich dobrego będzie?
– Dobrego nic. Tylko racuszki.
– Racuszki są pyszne.
– Jeszcze raz dziękuję. Pomyślę o Pani z radością, gdy będę je jeść.
– Hahaha. Nie ma sprawy.
– I z tej radości zaproszę na obiad kogoś głodnego i opuszczonego. Do widzenia.

One

– O czym mogą rozmawiać samodzielne kobiety? O działaniu pralki, jaki program ustawić, dlaczego się zbyt mocno kołepoce itd. Wygląda na to, że ludzkie samce epizodycznie lub regularnie pojawiające się na mojej ścieżce powoli stają się nieprzydatne.
Natomiast te zwierzęce… Cóż… Niedawno poznałam uroczego kocura (tzn. on mnie wybrał na słuchacza kociej mowy i od kilku dni towarzyszy w oczekiwaniu na powrót do miejsca zamieszkania). Lepszego nie mogłam wymarzyć i wyśnić. Tłuściutki, czarny z białym krawatem.
Zabawa z kotem jest polecana osobom wiecznie marznącym, zmęczonym, neurotycznym oraz cierpiącym na brak weny twórczej… Nadałam mu imię: Blaki.

One

– Umówiłabyś się ze mną na randkę?
– Na randkę nie, ale tak o, możemy się spotkać.
– Hm, no dobrze. Może być w najbliższą sobotę?
– Może być.
– Dokąd chciałabyś pójść?
– Na wędrówkę albo mógłbyś mnie gdzieś zabrać, np. na wycieczkę. A potem do Ciebie.
– Zgoda. Ale najpierw muszę posprzątać.
– Jak chcesz. Założę przetarte dżinsy i wysłużone trepy.
– Bo wiesz, z tą randką to trochę żartowałem.
– Nie ma sprawy. I tak się na randki nie umawiam.

Notatki

Zdążyłam. W biegu, w nieludzkim, poniżającym pośpiechu, ale zdążyłam. Od teraz zwalniam. Dochodzą do głosu niezaspokojone, atawistyczne potrzeby. Jeżeli za chwilę czegoś nie przełknę, zemdleję. I z tą myślą wchodzę do przytulnego, nieco hipsterskiego bistro. W środku unosi się zapach świeżo zmielonej kawy, który miesza się z łagodnym aromatem herbat oczywiście z całego świata, oraz ciast i deserów przygotowanych głównie z myślą o alergikach lub weganach, o czym świadczą m.in. wyraziste napisy na szybach.
– Czy mogliby Państwo przyrządzić naleśniki z twarożkiem i cynamonem?
– Tak, jak najbardziej. Z czym mają być crepes?
– Poproszę z waniliowym twarożkiem z dodatkiem żółtka i cynamonu.
– Wszystkie mają być z twarożkiem? Może chciałaby Pani spróbować z dżemem albo nutellą?
Od kiedy nutella jest wskazana jako składnik diety dla alergików, myślę, skoro już trafiłam do zwegowanego raju.
– Nie, dziękuję. Najbardziej smakują mi te z twarożkiem, posypane prażonymi płatkami migdałów. A do tego poproszę zielony koktajl w opakowaniu na wynos.
– Dobrze. Z jakich składników ma być smoothie?
– Zielonych. Z dodatkiem imbiru.
– Mamy różne smaki.
– Jarmuż jest?
– Niestety nie mamy jarmużu.
Przyszłam tutaj, by odreagować trudy dnia. Za chwilę nie będę pamiętać, co zamówiłam. Albo muzyka gra coraz głośniej, albo to mój puls.
– To szpinak.
– A co do szpinaku?
– Imbir tak, jak mówiłam.
Chcę, by było mi ciepło i by nikt niczego ode mnie nie wymagał przez kilka minut. Chcę się zdrzemnąć.
– I co jeszcze?
Uczę się być zadowolonym klientem.
Wracam z głową opuchniętą od układania planu kolejnego dnia. tamtych chwil? Zajmuję wygodne miejsce w pociągu. Koła stukają głośniej i głośniej. Uspokajam się. Jest ciepło. Wtulam się w szalik. Popadam w specyficzny rodzaj letargu właściwy tym, którzy podróżują koleją.