Notatki. Bez kropki

-Paczka dla Ciebie. Odebrałem.

-Dzięki.

-Co w niej jest?

-Buty.

-Nie wierzę! Ty i nowe buty? Gdzie się wybierasz? Beze mnie?!

-Przed siebie. Jesteś uwzględniony w podróży.

-Co jest grane?

-Nic. Zamykam rozdział i robię przerwę przed kolejnym. Przyłączasz się?

-Jasne. Chcesz powiedzieć, że kupiłaś… te buty, bo znudziła Ci się stabilizacja?

-Tak, właśnie tak. Są trwałe, sporo wytrzymają. Błoto, góry, deszcze, śnieg. To na zimę. Były w promocji. Letnie sandały przetrwają sezon, a martensy mogą nie przeżyć.

-Ok, jestem przekonany, choć cena zwala z nóg. To inwestycja na lata.

-Bingo!

-Gdzie lecimy? Północ…

-Szkocja?

-Widzę, że już wszystko obmyślone. Pewnie w głowie masz spakowany plecak?

-Tak, choć nie do końca.

-A co zostało?

-Np. zgranie muzyki.

-Przecież wrzuciłem wszystko, co chciałaś. Wyszła potężna playlista.

-A Twoja?

-Mogę się bez niej obejść. Gdzie chcesz się zatrzymać?

-Na wyspie z kucykami. Uwielbiam wiatr.

-Prędko nie pojedziemy. Potrzebuję kilku tygodni, aby poukładać sprawy tutaj. Zostawić robotę w dobrych rękach, wiesz, różnie może być. Pojedziemy, gdy zrobi się cieplej, zgoda? I trzeba ogarnąć jakieś schronisko czy coś na nocleg.

-Zgoda. Weźmiesz bębenek?

-Hahaha. Mam na nim grać kucom?

-Weźmiesz?

-Zastanowię się. Dlaczego na tym Ci zależy?

-Nigdzie nie ruszasz się bez bębenka. Tylko raz go nie zabrałeś. Byliśmy na Bałkanach, a Ty ciągle o nim mówiłeś i nie było dnia, abyś żałował, że został w domu. Tym razem nie chciałabym, abyś za nim tęsknił. Na kiedy bukować bilety?

-Na razie nie bukuj, przynajmniej dla mnie.

-Jeśli tak, to dla siebie zarezerwuję w jedną stronę.

 

 

 

 

 

One. Matka

-I jak po rozprawie?

-Jedna już się odbyła. Rozwodowa. On chciał, aby było z jej winy. Ale sędzina stała po stronie córki i orzekła bez winy. Na szczęście w sądzie nie robił scen. Ale wszystko wypomniał, że niczego nie wniosła, majątku, pieniędzy. Dom stał na działce jego rodziców. Został wybudowany za jego pieniądze, a ona się tylko sprowadziła. Tak powiedział przed sądem. Córka została z niczym. Ma się wyprowadzić wraz z dziećmi od przyszłego miesiąca, a co drugi tydzień dzieci mają być u niego. Nawet nie wspomniał o tym, że przez całe 16 lat małżeństwa nie dał na dzieci ani grosza.

-To z czego żyli?

-Z wypłaty córki. On tylko płacił podatek od nieruchomości, a rachunki dzielił na pół. Córce nie dał ani razu na ciuchy albo kosmetyki. Niczego jej nie kupił przez te lata. Wyobraża sobie Pani? Nawet kwiatka na Dzień Kobiet ani czekolady. Nigdzie jej nie zabrał. Na żadne wczasy, urlop, do kina, na pizzę. Na urodziny też niczego nie kupił.  Niczego. Nie wyprawiali urodzin ani jej ani dzieci. Dopiero gdy trochę podrosły, to inne dzieci zaczęły je zapraszać na urodziny, więc chodziły i chciały mieć jak u kolegów, więc córka się postarała. Zamówiła tort u koleżanki z pracy. Tamta dobrze piekła. Na chrzciny, komunie, wesela piekła. I córka u niej zamawiała. Wszystko opłacała z własnych pieniędzy, żaden sąd w to nie uwierzy. Nadgodziny brała. Zaraz po macierzyńskim odstawiała dzieci od piersi i szła do pracy, bo ten jej nie dawał ani grosza. Nawet złotówki na kocyki, zasypki, pieluszki. Wszystko kupowała za swoje pieniądze albo dostawała od nas. Dzieci wstydziły się kolegów zapraszać do domu, bo ciągle było zimno, nienapalone. On oszczędzał na węglu. Jadł byle co. Bo u niego w domu też tak było. Jedli ciągle kartofle albo kapustę. Nieprzyprawione. Żadnych owoców lepszych, jak to latem, truskawek, czereśni, śliwek. My kupowaliśmy i przez to dzieci pojadły. Przetwory u nas robiliśmy. Córka woziła słoiki autobusem po trochu, bo jemu było szkoda na paliwo i wody na mycie słoików. Urodzin, imienin też nie świętowali. Prezentów sobie nie kupowali. Dopiero gdy córka weszła do rodziny, pierwszy raz do teściowej na urodziny przyszła z prezentem i kwiatkiem, to tamta nie wiedziała, co gadać. Tak się zapowietrzyła. Na wakacje nie jeździli, na żadne urlopy. Wszystko do skarpety. I on taki sam. Każe oszczędzać. Na wodzie, na rachunkach, na jedzeniu. A najgorsze, że jeszcze jedna rozprawa będzie. O rozdzielność majątkową. Nie ma żadnych świadków. Nikt nie chce składać zeznań. Od niego z rodziny się wypięli. Sąsiedzi, koledzy z pracy też. Tylko mój syn, który na stałe mieszka i pracuje za granicą, obiecał pomóc. Przyjedzie złożyć zeznania, ale co on może wiedzieć. Tylko tyle, ile mu opowiedziałyśmy. My córki do siebie nie weźmiemy, bo mamy małe mieszkanie, a ona z dwójką dorastających dzieci, to się nie pomieścimy. Zasądzone, że od przyszłego miesiąca ma opuścić jego dom, bo wszystko na niego stoi, a on kazał jej się wynieść i nastawia dzieci przeciwko niej. Mama szuka nowego tatusia, tak gada, i tak każe dzieciom po ludziach opowiadać.

-Takiego chłopa sobie wybrała.

-To nie ona wybrała! To ja jej go podsunęłam! Mówiłam, córuś, on taki porządny, duża działka, dom buduje, do kościółka chodzi. Dobrze Ci będzie z nim. Rodzina też porządna. Żadnych pijaków, zboczeńców. Ale kto by pomyślał, że w nim siedzi takie skąpstwo. To choroba. A ja nie mogę sobie wybaczyć, że zrujnowałam życie własnemu dziecku. Płaczę po nocach i nie wiem już, co robić. Ona sama nie da rady utrzymać dwójki dzieci i kupić mieszkania. Nie ma niczego odłożonego, żadnych oszczędności. A ja jej nie pomogę.

 

Patynowa Pani Domu. Ostatki

Gdyby nie aksamitny głos radiowego spikera od wczesnych porannych godzin łagodnie przypominający o ostatnim dniu karnawału, pewnie nie uległabyś zakupowemu szaleństwu i nie nabyła sałatki śledziowej, jak przystało na tradycyjną gospodynię. Właśnie! Tradycyjną! Nie upieraj się, że kiedyś osiągniesz ten etap w zarządzaniu własnym mikrokosmosem, a szczególnie kulinariami. Tymczasem mocno zaprzyjaźnij się z obsługą sklepów, które oferują towary delikatesowe t.j. rzeczoną sałatkę, której bazą do stworzenia jest popularny gatunek ryb słonowodnych. Albo naucz się przyrządzać własną. Ok, poprzestańmy na interpretacji pierwszej części poprzedniego zdania.

Inne punkty gastronomiczne, które powinny znaleźć się na liście „must visit” Patynowej Pani Domu, to: pierogarnie, naleśnikarnie, bistro, to ostatnie zwłaszcza w porach happy hour, ewentualnie pizzerie (dobrze, jedyna ulubiona) na czarną godzinę. Jeśli firmy cateringowe tylko sprawdzone, z polecenia innych Patynowa Pań Domu, ale przecież nie lubisz jeść z plastiku, prawda? I pamiętaj o piekarniach. Tam uśmiechaj się szczególnie szeroko i praw komplementy obsłudze.

Wracamy do ostatkowego wieczoru. przygotowania rozpocznij już w porze popołudniowej zaopatrując się jedynie w to, co na pewno zjesz i wypijesz. Tym razem na stole króluje sałatka śledziowa z ananasem, aby tradycji stało się zadość (gdzie tu miejsce dla egzotycznego owocu? Patynowa Pani Domu wyznacza nowe tradycyjne trendy, zatem nie przejmuj się antropologicznym kontekstem potrawy). Śledzik lubi pływać, więc postaraj się o odpowiedni trunek. To nic, że nie masz. Obdzwoń kilka osób i zaproś je na ucztę, lecz uprzedź, by przybyły na nią najedzone. Z pewnością nie przyjdą z pustymi rękoma.

Gdy sporządzisz listę gości i zaplanujesz pozostałe działania, w końcu możesz zająć się sobą. Włącz ulubioną filmową muzykę. Skoro stało się tak, jak przewidziałaś, czyli wieczór spędzasz w kameralnym gronie: Ty plus Twój Anioł Stróż, możesz poczuć się szczęśliwą. Żadnych smutków ani rozmyślań o tym , co zrobisz jutro, aby zarobić na chleb. Kwestia karnawałowej kreacji również odpada. Załóż coś, co jest wyraźnie nadgryzione zębem czasu albo w czym byłaś ostatnio (nie bez kozery dzisiejszy wieczór jest nazywany ostatkowym). Niewykluczone, że będzie to ta sama odzież. I baw się na całego!

Całuchy-kluchy!

Oni

-Trzeba być odważnym, aby samotnie stopować.

-Niektórzy twierdzą, że niepoważnym.

-Kiedyś też jeździłem stopem jak kawaler, a teraz inne rzeczy są ważne, robota, dzieciaki, dom. Budujemy się.

-Gdzie Pan jeździł?

-Może po imieniu byłoby łatwiej. Tak Pan i Pan. Staro się przez to czuję.

-Niech i tak będzie. Zacznę jeszcze raz. Gdzie jeździłeś, Paweł?

-Skąd wiesz, jak mam na imię?

-Za przednią szybą jest napis.

-Ej, bystra jesteś. To może zgadniesz, czy jestem psychopatą?

-Z pewnością. Gdzie jeździłeś za kawalera?

-Wszędzie. Tu i tam. Irlandia. Szkocja. Nawet wybrałem się na wyprawę w Gorgany.

-Robi wrażenie. Nie bałeś się niedźwiedzi.

-Nie. Byliśmy z kolegą. On miał jakieś straszaki czy coś.

-Spotkaliście niedźwiedzia na szlaku?

-W krzakach był.

-Chyba taki na dwóch nogach. Albo taka.

-Ale dałaś się nabrać.

-A Ty wiesz, że na Irowyszczu można usłyszeć lub zobaczyć, jak tańczą dusze dzieci, które zmarły przed chrztem?

-Ciekawe, czym mnie jeszcze zaskoczysz. A dokąd chcesz dojechać?

-Do Rumunii, do Sygietu.

-Co tam jest ciekawego w tej Rumunii?

-W Sygiecie odbywa się festiwal. Poza tym to atrakcyjne miasto. Chcę tam zabawić kilka dni.

-Masz tam kogoś?

-Przenocuję w ośrodku polonijnym.

-Baza jest. Kurde, przepraszam, że zapytam, ale po co samotna babka jeździ stopem do Rumunii?

-Aby coś zobaczyć, dowiedzieć się czegoś o ludziach i o sobie.

-Ale jesteś tajemnicza.

-A Ty wyglądasz jak golonka z piwem.

-To mi przygadałaś.

-Nie chciałam uszczypnąć, tylko rozładować atmosferę.

-To Ci się udało. Mogę Cię zostawić na granicy. Poradzisz sobie?

-Byłoby super. Dzięki.

 

 

Oni

-W domu będę ok. drugiej w nocy.

-Ojej, to bardzo późno.

-Specjalnie tak wracam, w nocy, aby ona i łepek spali. Nie chcę nikogo budzić.

-Może się uda.

-Wie Pani, mi jest wszystko jedno. Wracam z roboty, ze Szwajcarii. Nie chcę mi się do chałupy jechać.

-Jaki jest tego powód?

-Taki powód, że moja ciągle histeryzuje, nie radzi sobie z łepkiem. Przyjeżdżam rzadko, a gdy tylko wejdę, słyszę, jak krzyczy na niego. Młody jej nie słucha. Piszczy. I tak przez kilka dni. Lodówka pusta. Ona na mnie się drze, że mnie nie ma. A jak ja pomyślę, ze znowu będę na to wszystko patrzeć, to wolę siedzieć w tej Szwajcarii. Robota ciężka, przy zwierzętach, ale przynajmniej się tyle nie myśli.

-Może syn tęskni za panem i dlatego zachowuje się inaczej niż Pan by chciał?

-Ona go zepsuła. Wozi go do jakiś poradni, czubka z niego robi. Jakieś papiery z poradni mi pokazuje. Patrz, co tam pisze, krzyczy do mnie, a potem ryczy. Młody za nią, a ja nie wiem, kogo najpierw uspokajać czy wiać stamtąd. W końcu wychodzę na piwo. Wracam, kiedy już śpią i do rana mam spokój.

-A co było napisane w dokumentacji z poradni?

-Ja tam się na tym nie znam, moja to czyta, ale do tej poradni chodzimy z nim już kilka lat. Jakieś zaburzenia zachowania i emocjonalne. Młody piszczy, krzyczy z byle powodu. Sikać zaczął. Dzieciaki się z niego śmieją.

-W jakim jest wieku?

-Osiem lat, ale do szkoły poszedł rok później.

-Może zatem warto porozmawiać z wychowawcą i pedagogiem szkolnym. Jakiś plan na przyszłość mieć czy coś?

-Ja w szkole u niego rzadko jestem. Moja częściej chodzi, a potem wraca z nerwami. To powiedziałem jej, żeby więcej nie chodziła, a ona na to, że ją nauczycielka wzywa, żeby majtki na zmianę przynieść.

-To może do specjalisty z młodym trzeba się wybrać, najlepiej prywatnie?

-Jak moja chce, to niech z nim chodzi. Ja jej powiedziałem, że dzieciak byłby normalny, gdyby ona była normalna. Wie Pani, wpadliśmy z nim, to się ożeniłem, chociaż wcale nie chciałem. Potem, jak się urodził, moja dostała jakiegoś pier***ca czy coś. Cały czas wyła i darła się, że nikt jej nie pomaga. Mieszkaliśmy na jednym pokoju w bloku z teściami. Szło oszaleć. Wyjechaliśmy z kolegą do Szwajcarii, bo u nas w okolicy z robotą krucho. Zaczepiłem się w dużym gospodarstwie przy tych czerwonych krowach i tak jeżdżę już trzeci rok.

-To dopiero historia.

-No, a ilu Polaków w Szwajcarii. Na samej naszej wsi trzech na stałe mieszka, a grupa dojeżdża w sezonie. Gdzie Panią wysadzić?

-Może być na stacji, jeśli Pan zajeżdża.

-To jedziemy na stację. Im później stąd wyjadę, tym później będę w chałupie. Na Panią ktoś czeka? Jakiś chłop? Dzieciak?

-Nie mam dzieci.

-Ja przepraszam, że tak pytam. Też nie chciałbym mieć dzieciaka. Ale jakąś fajną babę, czemu nie? Jesteśmy.

Notatki

Czasami mam okazję przysłuchiwać się lekcjom gry na fortepianie. Po maratonie składającym się z konstytucyjnie nałożonych na mnie obowiązków podlanych opieczętowanymi umowami zdarza mi się zatrzymać na chwilę i biernie współuczestniczyć w dziele rzeźbienia dźwięków. Wtedy nie ma znaczenia temperatura na zewnątrz oraz to, że na mrozie siatka z zakupami wpina się w palce potęgując ich ból. Ostatnio wykonywano ścieżkę dźwiękową do filmu „Fortepian”. Stałam i słuchałam jak zaczarowana. Czułam się tak, jakby specjalnie dla mnie zagrano.

Notatki

Gdy Ci smutno bez powodu, zacznij planować podróż. Gdy nieszczęśliwie się zakochasz, zacznij pakować plecak. Gdy kogoś bezpowrotnie utracisz, sprawdź, czy masz wygodne buty. Gdy nikogo nie obchodzi, czym żyjesz, zaopatrz się w mapę. Gdy mija kolejna bezsenna noc, zarezerwuj bilet… Gdy za kimś tęsknisz, pakuj się… Już…

One. Babcia i wnuczka

-Gabrysiu, nie stawiaj tu walizek, bo zawadzasz tej pani.

Zanim zdążyłam grzecznie zaprotestować, usłyszałam:

-To jest moja wnusia, Gabrysia.

Dystyngowana dama przedstawiła mi dziewczynę, ok. 15 letnią. Dziewczątko uśmiechnęło się nieśmiało i spojrzało na babcię, w której oczach malował się niekłamany zachwyt.

-Teraz uczy się w gimnazjum, a dotąd zawsze miała świadectwo z wyróżnieniem. Ma same piątki i szóstki. Odkąd poszła do szkoły, nie dostała ani jednej jedynki.

To na pewno nie jest normą, myślę, lepiej będzie, gdy rodzice pozwolą jej od czasu do czasu złapać lufkę lub nie odrobić zadania domowego, bo inaczej w przyszłości może popaść w psychozy za każdym razem, gdy przełożony na nią krzywo spojrzy.

-Oj, babciu, wtrąca młoda, może lepiej idźmy już na Rynek.

-Dopiero nas zameldowałam. Najpierw pójdziemy do pokoju. Ty nie możesz tak iść pokazać się ludziom. Zabierz swój bagaż i poczekaj na mnie. Tylko nie zamykaj drzwi. Uczesz się i popraw beret. Nie zabrałaś szalika, a jeśli będzie wiać, przeziębisz się. Idź już. Ja jeszcze porozmawiam chwilę z panią. A wieczorem zadzwonisz do rodziców i o wszystkim im opowiesz. Na pewno są ciekawi, co widziałaś i gdzie Cię zabrałam.

W ten sposób dowiedziałam się, jak w najbliższej przyszłości będę miała zorganizowany czas.

-Chciałam Gabrysi pokazać Kraków, zwróciła się do mnie dama, gdy jej wnuczka potulnie się oddaliła, to prezent na 16 urodziny. Mam czworo wnucząt. Gabrysia jest najstarsza. Pokładamy w niej wielkie nadzieje. Rodzice i my, dziadkowie. Chcemy, aby studiowała w Krakowie, poznała życie, a po powrocie zajęła się czymś poważnym. Wzięłam to na siebie, aby z niej zrobić porządnego człowieka. Zabieram ją na wycieczki, do teatru, choć ostatnio rzadziej. Chodzę na wywiadówki. Syn i synowa dużo pracują, więc ich wyręczam, a mnie to bardzo odpowiada, bo kiedyś w szkole pracowałam, ale przeszłam na wcześniejszą emeryturę, aby zająć się Gabrysią. Dbam, aby niczego jej nie brakowało. Ale ja chyba nudzę Panią tymi opowieściami?

-Nie, skąd, uśmiecham się szczerze do troskliwej babci. Będę miała materiał na bloga podany na tacy, dopowiadam w myśli.

-Gabrysia ma naturę samotnika. Chłopakami się nie interesuje. To dziewczyna z dobrego domu. Koleżanek nie ma, bo są zazdrosne o jej oceny i o to, że nauczyciele ją lubią.

Ciekawe, jaką rolę odegrałaś, babciu, w tym, aby pozbawić dziewczynkę znajomych i przyjaciół. Postępuj tak dalej, a dzisiejsza Gabi przeobrazi się w smutną, zdziwaczałą Gabrielę. Zamiast kierunku studiów może sobie wybrać paprotkę i kota.

-Chyba już pójdę. Gabrysia nie może tyle czekać. Ona nie chciała tu przyjeżdżać. Ale postanowiłam jej pokazać trochę świata i coś o nim opowiedzieć. Do zobaczenia, bo chyba będziemy widywać się na śniadaniu?

Patynowa Pani Domu. Przepisownik

Postanawiasz dzielić się recepturami na rozmaite potrawy, a tym samym rodzi się kolejny pomysł. Przepisownik, czyli jak nie gotować i nie prowadzić domu. Na drugi ogień idą placki ziemniaczane w wersji minimalistycznej, zatem klasyczne Danie Dziadów. Uwielbiasz je, bo jest tanie, szybkie, sycące i (prawie) zawsze się udaje, więc idealne dla osoby o ograniczonych możliwościach finansowych i kulinarnych.

Zatem do arcydzieła!

Etap 1.

Sprawdź, czy masz wszystkie składniki w wystarczającej ilości. Sól i pieprz również wchodzą w skład potrawy, więc dobrze się zastanów, zanim stwierdzisz, czy na pewno bierzesz się za przygotowanie placków. Następnie obierz tyle ziemniaków, ile zjesz. Jeśli postanawiasz zaprosić kogoś do stołu, zrób to za potwierdzeniem, najlepiej przed końcem obierania kartofli.

Etap 2.

Surowe ziemniaki i obraną cebulę zetrzyj przy pomocy urządzenia. Żadnych ręcznych tarek, chyba że bardzo się uprzesz. Wtedy obok składników połóż plaster z opatrunkiem oraz wodę utlenioną. W najmniej oczekiwanym momencie mogą się przydać.

Etap 3.

Do szczęśliwie przetartych ziemniaków dodaj czubatą łyżkę mąki. Nie masz? Wróć do etapu 1. Aneks – wybierz najsympatyczniejszą sąsiadkę i udaj się do niej po brakujący składnik. Sąsiad ostatecznie też może być, ale niegotująca grupa płci męskiej nie zawsze wie, jak wygląda mąka, a już na pewno w której szafce się znajduje. Jeśli mimo to zdecydujesz się w tej sprawie odwiedzić sąsiada, z grzeczności nie zapomnij zaprosić go do stołu (pod warunkiem, że masz klasyczny stół; rachityczny, stworzony na potrzebę chwili też może być. Wiele zależy od Twojej kreacji). Niegrzeczne dziewczynki nie powinny zapraszać kolegów na obiad, tylko zaproponować wspólne gotowanie.

Etap 4.

Dodaj jajko od szczęśliwej kurki. Od nieszczęśliwej też ujdzie. Może uszczęśliwi ją współdziałanie na rzecz zmniejszenia głodu na świecie. Wymieszaj wszystkie składniki. Dopraw solą i pieprzem. Kurki nie dodawaj. Tylko jajko.

Etap 4.

Usmaż placuszki-maruszki na rozgrzanym oleju. Oczywiście, że na patelni. Nie masz czystej, to umyj brudną. Potem dopilnuj, aby była sucha, gdy będziesz wylewać na nią olej. Niech telefon dzwoni. Ty jesteś bardzo zajęta. Smażysz właśnie placuszki-maruszki. Na dobrze rozgrzaną patelnię nakładasz łyżką cienką warstwę ziemniaczano-cebulowej miazgi. To odbierz, ale nie rozmawiaj za długo. Są sprawy ważne i pilne, szczególnie gdy dzwoni ktoś, kogo relatywnie długo nie słyszałaś. Jasne, że należy wspierać starych znajomych i nowych również, zwłaszcza dobrym słowem. Niczego więcej nie możesz zrobić w tej chwili. Zaproszenie na placki będzie strzałem w dziesiątkę. Placki! Zgaś płomień jak najszybciej. Z tej porcji już niczego nie będzie. Z kolejnej też, bo wyszłaś na chwilę do łazienki i chcąc nie chcąc zaczęłaś układać rzeczy, a po powrocie prawie nie było czego skrzybać. Pamiętaj, aby podczas smażenia placuszków nie układać tekstu na bloga, który i tak finalnie trzeba będzie zmienić. To również nie sprzyja kulinarnym szaleństwom, przynajmniej Twoim.

Etap 5.

Wyrzuć przypaloną zawartość patelni. Olej również stanowi zawartość patelni. Ją samą dokładnie umyj. A czym ma pachnieć! Konwaliami!  Otwórz okno. To nic, że zimno. Wskoczysz pod koc i będzie cieplej. Jeśli przeszła Ci ochota na placuszki-maruszki, przejdź do etapu 6. Jeśli nie, usmaż resztę.

Etap 6.

Zamów pizzę. Ok, makaron też może być. Nie zapomnij zapytać, czy można zapłacić kartą.

 

 

 

 

Patynowa Pani Domu. Niedziela

Poranek. Budzi Cię odgłos tłuczonych kotletów. Nawet nie spoglądasz na zegarek, bo wiesz, która godzina. Zwykle o tej porze sąsiedzi dają znać, co dziś będzie u nich na obiad. Może kiedyś wystukają rytm znanej melodii? Tłuc mięso w rytm tanga albo bolero. Poezja. Warto marzyć.

W nocy słyszysz, jak powietrze przebija się przez rury. Pewnie niedługo skończy się kilkugodzinna przerwa w dostawie wody, myślisz, ale nie chce Ci się wstać i dopełnić higienicznego obowiązku. Zadziwiające, do jakiś wniosków i przemyśleń skłania Cię jej brak. W wyobraźni budujesz ekologiczną farmę z własną studnią w podwórku, gdy przypomina Ci się, że kiedyś woda w studniach też zamarzała lub wysychała, dlatego lepiej będzie, gdy przeczekasz tę zieloną noc, a rano zmyjesz z siebie nocny trud konstruowania nowego, być może lepszego życia. Od razu przywołujesz w pamięci sytuację, gdy wraz z koleżanką ratowałyście lud przed suszą czerpiąc wodę z jedynej czynnej studni. Szłyście wówczas przez wieś niosąc po dwa wiadra wody, a okoliczni mieszkańcy płci męskiej spoglądali na Was z niedowierzaniem. Szłyście z dumą i poczuciem misji. Przystawałyście na każdym kroku, by w XXI w. panowie jeszcze dokładniej mogli sobie obejrzeć kobiety niosące wodę ze studni w cynowych wiadrach.

Otwierasz okno. Dzięcioł jest już na śniadaniu, a Ty jeszcze pod prysznic nie weszłaś. Dzięki, młody. Wolę słuchać Ciebie niż odgłosu tłuczka miarowo uderzającego o deskę. Prysznic trwa dłużej niż zwykle. Na śniadanie postanawiasz zaszaleć i usmażyć jajecznicę. Robisz szybki rachunek. Jeśli do jajecznicy zużyjesz wszystkie jajka, które masz, na obiad nic Ci nie zostanie. Powinnaś zamówić od szczęśliwych kurek, ale tyle się ostatnio wydarzyło, że zapomniałaś. Niech będzie bez jajecznicy. Zastawiasz stół, czym chata bogata (tu: biedna). Zaparzasz kawę. Wychodzisz na balkon przywitać dzień. Wiatr wieje akurat w Twoją twarz. W powietrzu unosi się zapach rosołu na kurczaku i… jajecznicy na cebulce. Pozdrawiasz sąsiadów szeroko się uśmiechając. Wracasz do siebie.

Co słychać w szerokim świecie? Teraz to nieistotne. Sprawy światowej wagi zostawiasz możnym. Kubki smakowe pracują jak szalone. To będzie piękny dzień.

Całuchy-kluchy!