Oni

Spotykamy się w miejscu, w którym stała kiedyś nasza ulubiona herbaciarnia. Jej wystrój przypominał jarmark cudów idealnie obrazując styl życia właścicieli. W przerwach pomiędzy zajęciami na uczelniach, pracą czy obowiązkami fundowaliśmy sobie chwile wytchnienia przy kubku herbaty. Sprowadzano tam liście herbat z całego świata. Gospodarze lokalu, wieczni hippisi, mogli godzinami opowiadać o miejscach przez nich odwiedzanych oraz o rodzajach trunków stamtąd przywożonych. Jedynym sekretem pilnie przez nich strzeżonym były sposoby zaparzania herbat serwowanych w knajpce.

Obecnie w miejscu herbaciarni wyrosło coś przypominającego jadłodajnię z nutką meksykańskiego żarcia i muzyki. Wystrój i charakter miejsca wskazują na niegospodarne rozdzielenie unijnych środków. Stawiam warunki. Spotkamy się, jeśli przyjedziesz sam i podczas rozmowy wyłączysz telefon. Przyszedł sam. Przywitał się dość wylewnie jak na spotkanie po kilku latach milczenia.

-Gdzie żona?

-Zabrała córkę i pojechała do rodziców. Zostanie tam kilka dni.

-Bez Ciebie?

-Beze mnie.

Nie powtarzaj po mnie, jak to zwykle robiłeś. Małżeństwo Ci średnio służy. Wnioskuję po zgaszonym spojrzeniu, siatce zmarszczek, wyglądzie dłoni, które już dawno…

-Co jej powiedziałeś?

-Że idę pobiegać, a potem na sesję coachingu.

Świetnie. Brakuje tylko kogoś, kto z ukrycia trzepnie nam wspólną fotkę.

-Uwierzyła?

-Nie miała wyjścia. W razie czego powiem, że jesteś akwizytorem i przedstawiasz mi ofertę.

Miała. Jest bardziej cwana niż myślisz. Zrezygnowała z pracy, by oddać się małżeństwu i zająć domem. Taką wersję sprzedawała podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich. W gruncie rzeczy w żadnej pracy nie mogła się utrzymać dłużej niż pół roku, co tłumaczono niezgodnością oczekiwań pracodawcy z profilem pracownika.

-A jeśli ja tego nie potwierdzę?

-To już będzie mój problem. Zajmę się tym.

Trzyma Cię krótko i robi awantury. Ale czego się spodziewać po kobiecie, która została wybrana po teście na „lusterko” (oddycha, to biorę).

-Kredyt hipoteczny bardziej spaja małżeństwo niż przysięga.

-Spłacamy. Jeszcze trochę zostało. Akurat zdążę przed emeryturą, jeśli dalej tak pójdzie. A potem sprzedam mieszkanie, a za te pieniądze kupię przyczepę i wyruszę przed siebie do miejsc, które zawsze chciałem odwiedzić.

-A gdzie w tym miejsce dla żony i córki?

-Córka będzie wtedy dorosła, jakoś da sobie radę. A żona? Cóż, też będzie na emeryturze i zrobi z wolnym czasem, co zechce.

Zrobi z Tobą, co zechce. Będziesz oglądać teleturnieje, a ona w tym czasie będzie dziergać Wam sweterki.

-Dlaczego teraz nie rozpoczniesz realizacji marzenia? Nie sprzedasz mieszkania albo nie zamienisz na dwa mniejsze? Córa ma 10 lat. Nie potrzebuje tak bardzo opieki i zaangażowania obojga rodziców.

-Dlaczego miałbym to robić? Na mieszkanie zarabiam głównie ja, ale żona zajmuje się rachunkami.

Zapisane na was dwoje. Boisz się, że w razie draki zamieszkasz w baraku i nie będzie miał Ci kto prać skarpetek. I co powiesz na rodzinnych obiadkach z szarlotką na deser?

-Słyszałem, że Ty… w tym roku podobno.

-Korzystasz ze złego źródła. Zrezygnowałam.

-Z czego?

-Z niego.

-Nie mówisz poważnie.

-Wręcz przeciwnie.

-Za mało zarabiał?

-Nie w tym rzecz. Mam swoje pieniądze i mieszkanie. W razie czego jest się gdzie podziać. Umiem gotować, sprzątać, a do drobnych napraw wynajmuję złotą rączkę.

-Małżeństwo piękna rzecz.

Szczególnie Twoje, ale po co ciągnąć wątek.

-Robiłeś ostatnio coś ciekawego?

-Odwoziłem córkę na zajęcia z angielskiego.

Jeśli jest tak bystra jak mama, wyrzucasz swoje ciężko zarobione pieniądze w błoto.

-To istotnie ciekawe. Ale ja pytam, gdzie byłeś na urlopie albo na męskim wypadzie? Wiesz, takie klimaty surwiwalowe, jakie robiliście z chłopakami, aby przed nami szpanować.

-Mała ma alergię. Jeździmy z nią nad morze. Albo do teściów.

Wiedziałam, że szybko żonka Cię wykastruje.

-Pora kończyć. Mogę…?

-Przestań, zapłacę. Pamiętasz, jak wtedy Cię tutaj zaprosiłem, a potem zorientowałem się, że nie mam przy sobie portfela?

Tak, aż za dobrze. Pomyślałam, co za palant i naciągacz.

-Tak, potem w rewanżu zaprosiłeś mnie kolejny raz i następny.

-Przynajmniej miałem pretekst. Inaczej byśmy się nie spotykali.

-Nie wiesz, co stało się w poprzednimi właścicielami?

-Podobno miasto podniosło im czynsz. Przestali płacić. Potem on pojechał w kolejną podróż życia na wschód i tam został z jakąś młodą lamą. Tak mówią.

-A ona?

-Nie mogła tego znieść. Rzuciła interes i zamieszkała gdzieś na pustkowiu, w Karkonoszach. Opiekowała się jakąś ciotką. Ale nie jestem pewien.

 

 

 

 

 

Notatki. Celebrytka

Słucham wywiadu, którego udziela (podobno) znana osoba, ostatnio sławna głównie z tego, że jest sławna, choć tu, gdzie obecnie przebywam, chyba bociany nie opowiedziały o jej działaniach oraz dokonaniach, skoro dziwię się, że tyle dzieje się wokół kogoś określanego mianem celebryty. Tak przynajmniej wynika z tego, co nieskładnie mówi (głównie o sobie). Na szczęście redaktor prowadząca jest profesjonalnie przygotowana do prowadzenia audycji. W odróżnieniu od zaproszonego gościa płynnie posługuje się zdaniami wielokrotnie złożonymi, metaforami, łączy sytuacje z analogiami, formułuje wnioski, czyni subtelne aluzje dbając o płynność rozmowy. Od niej dowiaduję się, że aktoreczka jest prawdziwym człowiekiem renesansu: podróżuje, pisze, dba o środowisko (nie potrafi objaśnić, w jaki sposób), tańczy, śpiewa, podskakuje, gra na rozmaitych instrumentach, choć mam podstawy sądzić, że jeśli czyni to z taką precyzją jak przekazuje myśli, to raczej jest jeszcze w przedszkolu. Mimo to nie decyduję się na zmianę stacji. Wysłuchuję rozmowy do końca co rusz czyniąc gest kręcenia kółka wokół czoła. Jak to dobrze, że nie jestem celebrytą. Mogłabym zostać zmuszoną do opowiadania niedorzeczności w poważnej stacji. Jak mawiał Ludwig Wittgenstein, granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata.

 

Notatki. Pierwszy dzień wiosny

Jest zdecydowanie lepiej budzić się słysząc za oknem ptasią orkiestrę niż sygnał budzika. To będzie wyjątkowy dzień, mimo że nim rozpoczyna się kalendarzowa wiosna, na którą większość ludzi czeka z niecierpliwością, a ja do tego grona nie należę. Oto pierwsza myśl euforycznie rozdzierająca czaszkę po otwarciu oczu. Dzięcioł chyba kogoś przyprowadził na śniadanie. Dźwięki uderzania dziobem o drewno są głośne, wyraźniejsze i bardziej liczne niż dotychczas. Młody, ale masz apetyt. Wlokę się po szklankę wody z cytryną. Napój mnie orzeźwia. Ptasia gromada nie ustaje w wygrywaniu ody do radości. Niech i tak będzie. Uszanuję Waszą autonomię. To ja jestem gościem na waszym terenie, a nie Wy na moim. Dzisiaj wczesny ranek spędzamy tylko ze sobą. Szykuję tosty. Mogą być z awokado i pestkami dyni. Obok kładę kawałek ananasa. Do tego herbata. Obowiązkowo z miodem. Otwieram szerzej okno. Wychodzę na ganek. Rześko. Słyszę kroki sąsiadki na korytarzu. Już ta pora! Dzisiaj słucham ptasiej audycji, dlatego inaczej odmierzam czas. Rano można zrezygnować z zegarka. Wystarczy wsłuchać się w odgłosy z zewnątrz często układające się w powtarzalną całość.

Na mieście mnóstwo młodych ludzi. Nietuzinkowo ubrani całują się, obejmują i śpiewają. Wręczają kwiaty przechodniom i sobie nawzajem. W pierwszej chwili wydaje się, że to happening lub wysoce oryginalna kampania reklamowa, ale po jakimś czasie dociera do mnie, że jest dzień swobodnego podejścia do realizacji obowiązku szkolnego. Miasto przyozdobione uśmiechami oraz śpiewem wygląda zjawiskowo pięknie. Zatrzymuję te chwile w pamięci.

W drodze powrotnej wypatruję bocianów. Są terminowe. Od kilku dni powinny więc być. Gniazdo wciąż puste. Nic nie jest dane na zawsze.

Oni

-Mężczyzna powinien mieć swoją jaskinię, wiesz, takie miejsce, azyl, w którym może robić, co mu się podoba. Może mieć tam artystyczny bałagan. Ja mam takie miejsce. Piwnicę. Wykonuję tam małe dzieła. O, takie.

-Zgadzam się z Tobą całkowicie. Gawra jest chłopu niezbędna do życia. Człowieczeństwo tego, kto nie ma oznaczonego przez siebie terytorium, jest niepełne, wybrakowane, co odbija się na reszcie życia i relacjach. Bez względu na to, co mężczyzna robi w tym sanktuarium, powinien dążyć do tego, by je zachować. Kobieta nie powinna tam niczego przestawiać, chyba że coś zagraża bezpieczeństwu jej i ewentualnych sąsiadów.

-Ja w swoim robię różne rzeczy. Ciągle zmieniam przemeblowanie. Układam sprzęty, lutownice. Włączam sobie japońskie filmy, zapalam kadzidła. A żonka wciąż mnie woła, że niby jestem jej potrzebny, np. do obierania jajek przepiórczych ze skorupek. Wczoraj ok. trzech godzin je skubałem, wyobrażasz sobie?

-Wyobrażam tym bardziej, że uwielbiam obierać przepiórcze jajeczka, a wcześniej przyglądam się im długo, bo są prześliczne. Gotuję je w ogromnych ilościach, następnie obieram ze skorupek i pieczołowicie układam w miseczkach. Potem zastanawiam się, jaką sałatkę przygotować na ich bazie. Tą sałatką, którą właśnie spożywamy, obdarowuję innych.

-To będziesz je obierać dla nas, bo ja nie mam cierpliwości.

-Nie ma sprawy. Mnie to uspokaja. A mężczyźnie trzeba stworzyć warunki do rozwoju, bo inaczej skiśnie, stanie się zgorzkniały i z czasem bezużyteczny. Pomijam fakt, że jeśli żona mu tego nie zapewni, to zacznie poszukiwać szczęścia gdzie indziej niż u niej.

Do rozmowy włącza się młoda mężatka.

-Ty go nie tak nie nastawiaj przeciwko mnie.

-Kto tutaj kogo i na co nastawia?

-A gdzie ja mam mieć własne miejsce, w którym zaszyję się po ciężkim dniu?

-Tam, gdzie je sobie stworzysz.

 

Notatki

Gdy przed laty nie chciało mi się iść na poranne zajęcia, udawałam się do kawiarni, zamawiałam ulubioną kawę, zasiadałam w stałym miejscu, przy oknie, by bez przeszkód obserwować ludzi spieszących się do swoich spraw. Z głośników dyskretnie sączyły się kubańskie dźwięki. Wdawałam się w pogawędki z baristami. Rozmawialiśmy na różne tematy. Próbowano mnie nawet wtajemniczyć w arkana sztuki parzenia dobrej kawy. To od nich dowiedziałam się, jakie są standardy ustawienia ekspresu, by osiągnąć efekt, na którym mi zależało.
Dziś już nie ma tamtych baristów, choć kawiarnia nadal działa. Zamiast muzyki z wyspy niczym wulkan gorącej siłą rzeczy słyszałam, o czym rozmawiają studentki podczas przerwy między wykładami. Sądzę, że pozostali goście kawiarni również dzielili ze mną tę nieprzyjemność. Dowiedziałam się, dlaczego związek mówiącej z Wilhelmem* przechodzi kryzys, ile czasu warto sobie dać, jak szukać kontaktu podczas przebywania na wspólnej przestrzeni o powierzchni ok. 14 m2, jakie sytuacje są dla niej nowością w relacji z Gniewomirem i jak ona się z tym czuje i co Gniewomir na to.
I znowu z powodu zachowań płci pięknej powstydziłam się tego, że jestem kobietą.
A poza tym? Dziś jest dzień niespodzianek. Ty jesteś jedną z nich.

Patynowa Pani Domu. Przedwiosenne porządki

Kto ma porządek wokół siebie, ten ma poukładane w głowie. Nie znasz nazwiska Autora tych słów, lecz pamiętasz, że ich treść wielokrotnie Tobie przekazywano. Ale nikt nawet nie wspomniał, że proces (również duchowy) przygotowań do zamiany chaosu w kosmos jest równie istotny jak i sam efekt. Po latach praktyk jako Patynowa postanawiasz wreszcie zebrać zasady, spisać je i opublikować, by inni czerpali ze skarbnicy wiedzy.

Po pierwsze wybierz czas, w którym rozpoczniesz przygotowania do ogarnięcia przestrzeni wokół Ciebie. Na kilka dni przed planowanymi pracami zacznij mentalnie przestawiać się na właściwe tory. Wyjmij potrzebne sprzęty i środki czystości. Spojrzyj na nie z czułością. Pomachaj do szczotki. Przytul drabinkę. Powiedz dobre słowo odkurzaczowi. Zaplanuj działania w taki sposób, by najbliższe otoczenie, rodzina i sąsiedzi, nie ucierpiało.

Po drugie, gdy nadejdzie ten czas, nie panikuj, że wszystkiego nie zrobisz, a na Twoje świeżo umyte okna spadnie przedwiosenny deszcz. Jeśli spadnie, to świetnie. Możesz wreszcie poczuć moc. Za każdym razem, gdy ludzie (i kanie) pragną dżdżu, powinni zwrócić się do Ciebie  z prośbą o umycie okien. Z pewnością nie odmówisz, a przy okazji wiele dobrego zdarzy się w przyrodzie. Spadnie ożywczy deszcz, który wspomoże proces wegetacji. Dla niektórych homo sapiens spadające krople wody uderzające o parasol albo o rynnę mają działanie terapeutyczne. Zatem umyj tyle okien, ile zdołasz. Przyczynisz się tym samym do rozmnażania dobra w świecie.

Po trzecie czas przeznaczony na rozmyślanie o konieczności sprzątania nie jest czasem straconym. Ty leżysz i pachniesz, a otoczenie wysyła Ci wyraźne sygnały: bez względu na to, czy posprzątasz, czy nie, dzień i tak upłynie, a głównie od Twojego nastawienia zależy, jak go ocenisz.

Po czwarte przygotuj coś smacznego na przerwę w pracach porządkowych. Znacznie lepiej sprząta się widząc perspektywę przekąszenia smakołyków. Zaparz kawę lub herbatę albo wypij cieplutkie, ale nie gorące mleko, najlepiej z dodatkiem masła, miodu i cynamonu. Jeśli nie lubisz zapachu i smaku cynamonu, to nie dodawaj tego składnika. Jeśli masz alergię na laktozę, wybierz mleko i masło bez laktozy.

Po piąte podejdź do okna. Wejdź na drabinkę od kilku dni ustawioną nieopodal parapetu. Pozdrów sąsiadów. Zagadnij o pogodę albo o spacery z psem. To nic, że nie masz czworonoga. W dzień przedwiosennych porządków rozmnażamy dobro, nie zapominaj. Uruchom myjkę. Użyj jej we właściwy sposób. Jeśli wolisz czyszczenie manualne, rozpocznij pracę. Pamiętaj, aby wiadro z wodą i detergentem nie spadło sąsiadom albo, co gorsza, ich pociechom na głowy. Uśmiechaj się podczas pracy. Niech połeczeństwo widzi, że praca sprawia Ci wiele radości. W ciszy prawej komory serca odmawiaj wszystkie modlitwy, aby nikt nie ucierpiał, a szczególnie Ty, gdy Twój mózg rzuca mielonym mięchem.

Po szóste pamiętaj o nagrodzie za dobrze wykonaną pracę. Spraw sobie przyjemność i zaprzestań dalszych działań, gdy masz inny pomysł na resztę dnia.

Całuchy-kluchy!

Przepis na randkę

Spotkania z osobami definiującymi się jako ludzie sukcesu w każdej dziedzinie mnożą się jak grzyby po deszczu. Obietnice szybkich i łatwych osiągnięć, serwowane na tacach podczas takich eventów mają się nijak do rzeczywistości, bo dla jednych kategoria sukcesu jest rozumiana jako zdobywanie kolejnych szczebli materialnego zabezpieczenia, a dla innych doczołganie się do końca dnia. Jeszcze inne oblicza ma powodzenie w sferze osobistej. Co dla kogoś jest wartościowe, dla innych nie ma znaczenia, np. randki, ich charakter i cel.

Taka sytuacja. Dzień wolny od pracy. Od rana leje, jest pochmurno i wietrznie. Ty zapominasz, że trzeba zwlec się z łóżka. Poranne godzinny przeciągają się do południowych, lekko zahaczając o popołudniowe. Sama nie wiesz, czy o tej porze zjeść śniadanie, czy szykować obiad. Wreszcie decydujesz się na realizację drugiego zadania. Dzwoni telefon. To Twój ukochany, a właściwie osoba, która przeogromnie pragnie nią być. Zapraszasz ją licząc na to, że wykaże się kreatywnością. Przecież pomoc w kuchni to również element randki. Nawet Twój kot jest podekscytowany sytuacją. Właśnie! Kot! Sprawdź, czy nie trzeba sprzątnąć kuwety, zanim odór kocich odchodów nie uderzy w nozdrza ukochanego, pojawiającego się w drzwiach nie wiadomo, kiedy z… pustymi rękoma i żołądkiem. Dlaczego Cię to dziwi? Przecież nie mówiłaś, aby kupił coś do jedzenia po drodze.

Daj mi kilka chwil, ogarnę się, rzucasz niby od niechcenia siląc się na zalotny uśmiech, a Ty w tym czasie możesz… napełnić miskę kota. I już znikasz w łazience, a po chwili szum wody zagłusza dźwięki dobiegające z kuchni. Znowu nie kupiłaś żelu pod prysznic. Szampon też się kończy. Wylewasz na siebie z trudem wyciśnięte resztki, które pozostały. Potem błyskawicznie je spłukujesz, wycierasz się i jesteś w pełnej gotowości do działania.

Pierwsze, co widzisz po opuszczeniu łazienki, to obraz Twojego ukochanego, jak walczy z kuwetą. Ile tu kurzu.

Gdzie masz zmiotkę, pyta gniewnie marszcząc brwi, a Ty ziewając odpowiadasz, gdzieś w szafce na dole, po lewej stronie. Worek mi się rozerwał, rzuca, nie stój tak, tylko podaj mi coś. Może odkurzacz, sugerujesz, i wyjmujesz z szafy sprzęt. On włącza odkurzacz. Nie działa, cholera, może to worek, pyta bardziej siebie niż kota, który bacznie przygląda się zdarzeniu i rozpoczyna niewinną zabawę z kablem od odkurzacza. Worek jest przecież dziurawy, podpowiadasz pomna zasad o uważnym słuchaniu, których uczono Cię na szkoleniach sowicie opłacanych ze służbowej kasy w ramach podniesienia kompetencji miękkich pracowników. To dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś, pyta coraz bardziej narowiście. Sam to powiedziałeś, spokojnie ripostujesz, zobacz, kot właśnie się nim bawi. Nie ten worek, k..wa, obudź się. W tym momencie powinien wkroczyć mediator, bo czując się wyraźnie atakowaną sama nie wiesz, czy worek był rozerwany, czy nie, oraz ile dokładnie ich było. Tych worków. To mnie zabolało, ćwiczenia warsztatowe nie poszły w las, oczekuję przeprosin. W taki sposób uczono Cię, jak komunikować swój dyskomfort. Dziewczyno, daj wreszcie zmiotkę, skoro odkurzacz nie działa, bo ma zapchany albo rozerwany worek, słyszysz i posłusznie podajesz zmiotkę. A podłączyłeś do gniazdka, pytasz od niechcenia, bo w drodze po zmiotkę i szufelkę zauważyłaś, że sprzęt był odłączony do sieci. Widzisz, wytrąciłaś mnie z równowagi i zapomniałem. Ale to i tak niepotrzebne, skoro worek jest dziurawy. Daj już zmiotkę. Przytrzymaj mi. Wykonujesz oba polecenia. I zajmij się wreszcie tym kotem! Zobacz, co on robi. Spoglądasz w stronę kota. Bawi się. Świetnie, jest zatem w doskonałej formie. Nie tak trzymasz, prosto! Słyszysz z drugiej strony. Zostaw wreszcie tego kota! Trzeba to ogarnąć! Daj to! Spełniasz żądania. Skuteczna komunikacja to podstawa solidnego związku. Gdy sytuacja z kuwetą zostaje opanowana, słyszysz: znowu w lodówce niczego nie ma! A co byś zjadł, mój koci bohaterze? Empatia wyrażona kodem językowym właściwym osobom, z którymi utrzymujesz bliskie relacje. Ha! Udział w zajęciach był najlepszym, co mogło Ci się przytrafić. Może nakłonisz do niego swoje koleżanki? Cokolwiek, choć o tej porze chyba mały obiad, klepie się po brzuchu, ale w lodówce pusto. Skoczymy po coś? Tak, proponuję spacer do marketu, odpowiadasz niezwykle sugestywnie licząc na realizację pomysłu, tylko wskoczę w coś bardziej odpowiedniego.

Niech żyją szkolenia i szkoleniowcy ze skutecznej komunikacji!

 

 

Patynowa Pani Domu. Zakupoholizm

Kobiety uwielbiają niepotrzebnie wydawać pieniądze. Takie jest założenie większości mężczyzn, którzy szukają wytłumaczeń dla własnego skąpstwa bądź braku znajomości podstaw matematyki rachunkowej. Jeżeli zobaczysz dziewczynę dźwigającą torby znacznych rozmiarów, wiedz, że rzeczy nie zawsze są tym, na co wyglądają.

Na przykład gdy postanawiasz uzupełnić braki w domowym spożywczaku lub chemii gospodarczej, udajesz się w kierunku znajomych punktów handlowych z nadzieją, że otrzymasz to, czego potrzebujesz. Doskonalisz pamięć krótkotrwałą, zatem nie potrzebujesz pomocniczych notatek, by zrealizować zadanie.

W drodze do sklepu mijasz znajomą. Zamieniasz z nią kilka słów, po czym okazuje się, że podążacie w tym samym kierunku, więc najbliższy odcinek trasy pokonacie wspólnie. Rozmowa dotyczy ubrań, trendów, czyli głównie tego, czego nie nosić. Na chwilę wstępujecie do odzieżowego. Popatrzeć tylko, bo i tak raczej niczego nie kupisz. Przykładasz bluzkę. Pasuje Ci, również cenowo. Nie, nie tym razem. Walczysz z rozrzutnością i zakupoholizmem, pamiętaj. Jest wyprzedaż. To nic. Ty niczym żołnierz walczysz z pokusą nierozsądnego wydawania pieniędzy. Jak najszybciej opuść pomieszczenie. Znajoma mierzy więcej ubrań. W niektórych wygląda nawet znośnie. Ładnemu we wszystkim ładnie, szczególnie w przecenionym. Prawie wychodzicie, gdy decydujesz się na zakup bluzeczki z nadrukiem maków. Twój budżet powinien wytrzymać taki wydatek.

Rozstajesz się ze znajomą. Życzycie sobie wszystkiego dobrego, po czym pokonujesz kolejny etap wyznaczonej trasy. Mijasz witrynę biblioteki. Zatrzymujesz się. Czytasz, co interesującego odbędzie się w najbliższych dniach w świątyni. Dawno tam nie zaglądałaś. Może teraz jest dobry moment, by to zmienić? Wchodzisz…

Wracasz do siebie objuczona jak wielbłąd. Twoje siatki są wypełnione przetworzonym drewnem, a Ty niebotycznie szczęśliwa, nie zwracając uwagi na nieustannie zmieniającą się pogodę i ciężar bagażu, w podskokach pokonujesz drogę powrotną. Telefonujesz do koleżanki, która obiecała Ci wazonik. Sprawa zostaje załatwiona błyskawicznie jak kaszka dla niemowlaka i rzeczony przedmiot jest w Twoim posiadaniu.

Gdy jesteś blisko domu, przypominasz sobie, że przecież nie kupiłaś niczego do jedzenia ani nie uzupełniłaś innych braków w gospodarstwie domowym. To nic. Ostatnim punktem na trasie jest zaprzyjaźniony warzywniak. Kupujesz trzy marchewki, które po powrocie ścierasz i przyprawiasz niewielką ilością cukru trzcinowego oraz cynamonu. Będzie uczta!

Całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Noc albo oczekiwanie na cud

W środku nocy budzi Cię odgłos wichru, który szarpie gałęziami. Liście i drobne gałązki tańczą wokół budynków. Podmuchy wiatru stają się coraz głośniejsze. Słyszysz je wszędzie, w kominie, na ganku, na ulicy. Orkiestra zdaje się być w znakomitej formie. Odnosisz wrażenie, że wkrótce bez niczyjej pomocy otworzy okna i zawita do dziadowej samotni, przypominającej starokawalerską gawrę. Walczysz z myślami. Wstać i uprzątnąć rzeczy pozostawione na zewnątrz czy pozostawić je na pastwę rozszalałego żywiołu? Oczyma wyobraźni widzisz, jak Twoja małowartościowa własność pędzi po okolicy w rytm podmuchów wiatru. Po rozważaniach, wspartych argumentami, z bólem łydki opuszczasz legowisko. Narzucasz szlafrok pamiętający czasy przedsiwe i przedzmarszczkowe. Na boso wychodzisz na zewnątrz. Spoglądasz na świat i zwinnie niczym wiewiórka przenosisz zapasy zgromadzone na inny, być może lepszy etap egzystencji. Nie miałaś pojęcia, że tyle tego jest. Pokrywki dzwonią. Uważaj, bo obudzisz lokalsów. Grunt, ze żaden nie wyszedł o tej porze dokarmiać tego, który na wspak chadza. Poruszasz się w ciemnościach. W końcu jesteś u siebie. Znasz na pamięć lokalizację sprzętów. A mimo to nie zauważasz progu. Odgłos patelni z zawartością upadającą na płytki jest Ci dobrze znany. Ani słowa! Sąsiedzi pomyślą, że to wiatr lub gryzonie. W razie czego wytłumaczysz się, że zapomniałaś uprzątnąć klamotki, do czego namawiano w ostrzegawczych komunikatach. A przy okazji powiesz, że wyszłaś się przewietrzyć. Księżyc w nowiu wygląda tak pięknie…

One

Kameralny sklep z dodatkami do mieszkań i wnętrz. Kilka kącików, w których rzeczy są pogrupowane kolorystycznie, stylizowanych na boho, etno, scandi itp. Ceny zbyt wysokie jak na jakość oferowanego towaru. Zwykle omijam takie miejsca, ale tym razem w oczekiwaniu na powrót do domu postanowiłam wdepnąć na kilka minut. A nuż będę oczarowana którymś z produktów i nabędę go w rozsądnej cenie. Pytanie: jaką funckję użytkową będzie pełnić taka galmurowa durnostojka?

-Pomóc w czymś?

-Na razie nie, dziękuję.

-Te lampy są z Monako.

-Raczej z Maroka, odpowiadam z łagodnym uśmiechem.

-A, właśnie Monako, Maroko. Takie podobne nazwy, że łatwo się pomylić. Są jeszcze takie, z brokatowym kloszem, cekinami, jeśli Pani chce.

-Właściwie to poszukuję czegoś do surowego wnętrza. Prosta forma. Zdecydowane kolory. Rozejrzę się.

-Bo ten styl Monako będzie w tym roku bardzo popularny, więc sprowadziłam różne produkty.

-Skąd?

-Z Monako.

-Skąd sprowadza Pani towar?

-Jest kilka hurtowni.

-Tu w Polsce?

-Tak, mam kontakty. To dzięki mężowi. On miał jakieś tam znajomości, a ja siedem lat w domu siedziałam z synem i zaczęło mi się nudzić, więc otworzyłam sklep. Rzeczy są ładne, cieszą się zainteresowaniem. Nadają się na prezenty.

-Istotnie. Ale produkty nie są oryginalne z Maroka.

-Klienci kupują też inne, np. te ramki albo kwietniki. Zresztą niedługo robię wyprzedaż, bo będzie zmiana kolekcji. Tak więc zapraszam.

-Dziękuję.

-A skąd ta chusta? Z Turcji?

-Z Izraela, a dokładnie z Jerycha.

-Pani chyba dużo podróżuje.

-Nie, to akurat prezent.

-Ja też nie lubię podróżować. Kiedyś, gdy poznałam swojego przyszłego męża, trochę z nim jeździłam, bo on ciągle chciał mnie gdzieś zabierać. A ja się bałam odmówić, żeby mnie czasami nie zostawił. Ale potem po ślubie, gdy urodziło się dziecko, przestałam jeździć. Tylko nad morze co roku na wakacje wspólnie jeździmy.

-Skoro mężowi to odpowiada.

-Nie do końca. Dlatego sam jeździ. Z kolegami. Puszczam go. Niech trochę odpocznie od domu.