Patynowa Pani Domu. Spotkania w rodzinnym gronie

Są niczym egzaminy poprawkowe. Wcześniej czy później trzeba je zaliczyć, jeżeli chce się przejść na kolejny rok. Mowa oczywiście o uwielbianych przez wszystkie bezdzietne małżeństwa oraz singli spotkaniach w rodzinnym gronie, choć pojęcie „rodzinny” dawno straciło na pierwotnym znaczeniu. Bo czym tłumaczyć obecność przy świątecznym stole np. konkubentów, dyżurnych narzeczonych, ich rodzeństwa czy… pupili o urządzeniach telekomunikacyjnych nie wspominając? Pomińmy terminologiczne szczegóły. Zachowajmy podstawowe zasady etykiety.

Gdy zdarzy Ci się wziąć udział w takim spotkaniu z okazji świąt lub przy każdej innej nadarzającej się sposobności, pokaż się od tej strony, od której chciałabyś, aby Cię zapamiętano. Co to może oznaczać w praktyce? Jeżeli spodziewasz się niepokojącego pytania o zmianę stanu cywilnego, ubierz się na spotkanie tak, aby każdy potencjalny kandydat na współmałżonka już od progu stracił chęć na kontynuowanie znajomości. Pytanie, skąd rzekomy kandydat/- ka miałby wiedzieć, że w danym dniu i miejscu o konkretnej porze stawisz się akurat Ty, która olśnisz go naturalną urodą oraz niebanalną osobowością. Pamiętaj o pokrytym patyną porzekadle „Kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno”. Gdy natomiast podmiotem imprezy jest dziecko w przedziale wiekowym 0-6 w porywach 7/8, załóż coś, czego nie szkoda Ci będzie potem wyrzucić. Bądź świadom, że nie warto wywabiać plam powstałych na skutek intensywnych zabaw z maluchem nie warto. Taniej będzie sprawić sobie nowy strój aniżeli dopierać coś, co i tak z czasem nada się tylko do chodzenia po domu (pod warunkiem, że ktoś ma dom) lub po lesie (w tym miejscu kłaniam się wszystkim zwolennikom sylvoterapii) zważając na szacunek braci mniejszych.

Przy stole zachowuj się tak, aby biesiadnicy odnieśli wrażenie, że kosztujesz wszystkiego ze zachwytem, nawet jeśli są to potrawy, które okażą się niesmacznymi. Smakujących obrzydliwie z założenia nie nakładaj na talerz tłumacząc się wcześniejszym zrealizowaniem zapotrzebowania na składniki odżywcze.

Gdy będą Ciebie nudzić treść i forma rozmów, które potrafisz odtworzyć z pamięci, wstań i z uśmiechem podziękuj za gościnę zasłaniając się rychłym potencjalnym spotkaniem z dawno niewidzianą koleżanką przybyłą z  zagranicy.

Radzisz sobie za każdym razem, zatem i teraz pójdzie gładko. Powodzenia 🙂

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Przedświąteczne zakupy

Tandeta wyłania się zewsząd. Krzyczy i uderza ze szczególną mocą kilka razy w roku, np. w okolicach świąt Wielkiej Nocy. Półki sklepowe uginają się od nadmiaru plastikowych zajączków, jajeczek, gadżetów do zabawy w Lany Poniedziałek, dekoracji służących ozdabianiu (tu raczej szpeceniu) domostwa. Wśród odpustowego kiczu czujesz się jak zając na polowaniu. Robi Ci się słabo się na samą myśl o odwiedzinach miejsc, które w sezonie wzmożonej konsumpcji stanowią skrzyżowanie cyrku, wesołego miasteczka i niezupełnie legalnego bazaru. Postanawiasz zatem, że zapasy jedzenia i drobnych produktów niezbędnych w każdym domu uzupełnisz poza godzinami zakupowego szczytu. Wchodzisz do środka. To nie przesada. Naprawdę nie ma tu czym oddychać. Powierzchni użytkowej jest jakby mniej. Ogromne kartony i palety przesłaniają widok. Ich zawartość, również płynna, co rusz ląduje na podłodze potęgując i tak spory rozgardiasz. Pracownicy dyskontu uwijają się jak mrówki. Niezadowoleni klienci, często w wieku postprodukcyjnym, pokrzykują „jak długo będę stać w tej kałuży”, „tu nie da rady przejść”, „możecie otworzyć inne kasy”? Gdyby można było, zostałyby otwarte. Nie pamiętasz czasów kolejkowych, pańciu ubrana w tanie, niewygodne buty, na ramieniu mająca plastikową torbę wyprodukowaną przez dzieci w krajach Dalekiego Wschodu? Przestań zamulać, bo eksploduję. „Zaraz zawołam kierownika”, „jak tak dalej pójdzie, to do mediów napiszę”. Po kwadransie słuchania pseudomądrości postanawiasz dać ripostę życiowym nieudacznikom, którzy posiłkują się groźbami wobec Bogu ducha winnych kasjerów. Mówisz na tyle głośno, by Cię usłyszano:

-Najpierw trzeba nauczyć się czytać i pisać.

-Patrzcie, jaka mądra! A do kasy ma tylko zielone cytryny, trucizny z Chin. Będzie tu stać do wieczora. Haha!

Nikt ze stojących w kolejce nie podziela radości pańci w ubranej zgodnie z trendami lansowanymi w bezpłatnych dodatkach do prasy przeznaczonej dla niewyszukanego odbiorcy.

Trzymając w dłoniach małe opakowanie śmietany, paczkę migdałów i kilka sztuk limonek walczysz z myślami, aby nie powiedzieć niczego, co mogłoby spowodować zainteresowanie ochrony obiektu. Zamiast tego uśmiechasz się do pracowników sklepu, a w ich twarzach widać głównie znużenie mijającym dniem i ledwo skrywaną niechęć do wszechświata. Żaden z klientów pchając wózki wypełnione po brzegi, widząc, co masz do skasowania nie próbuje Ciebie przepuścić. Gdy nadchodzi Twoja kolej, płacisz i opuszczasz sklep z zamiarem natychmiastowego udania się w stronę jeziora. Już sama myśl o tym, co niebawem ukoi Twoje serce i nerwy sprawia, że świat błyskawicznie nabiera soczystych kolorów. A zakupowe szaleństwo? Cóż, bez tego można żyć. I trzeba.

Całuchy-kluchy!

Jak zaimponować Patynowej? Part 1

Jeżeli już odważysz się pokazać swoją moc, która w słabości się doskonali, pamiętaj, że Patynowa doskonale zorientuje się, kto zachowuje się niczym pajac i jakie intencje mu przyświecają. Mało tego. Potrafi sprawić, by pajacowanie ujrzało światło dzienne, a jego Autor/-ka został/-a skompromitowana. Zatem jeśli chcesz na niej wywrzeć wrażenie, nie próbuj robić tego, czego nie potrafisz albo tego, co wydaje Ci się, że umiesz. Na przykład układać słowa piosenek albo wierszy. Jeżeli ktoś ukończył studia filologiczne, to nie oznacza, że chciałby poznawać kogoś poprzez pryzmat tego, co tamta osoba przeczytała albo napisała.

Nie mów, że w szkole nie czytałeś lektur. Jakie to ma znaczenie dla rozwoju znajomości? Nie będziecie raczej podczas spotkań omawiać treści i problematyki „Naszej szkapy” czy „Dziadów”, ale kto wie? Może to akurat stanie się początkiem intrygującej relacji. Nie mów, że nie potrafisz niczego napisać, bo to jest czynność, którą opanował każdy osobnik sprawny intelektualnie. Zamiast tego powiedz np: wiem, jak przywrócić do życia moduł laserowy tego sprzętu. Licz się z tym,  że po takim wyznaniu błyskawicznie przyjdzie czas na jego weryfikację. Gdy przyjdziesz do Patynowej, by coś naprawić lub zmontować i zapomnisz np. o suwmiarce lub wiertarce, lepiej się do tego przyznaj. Nie wylecisz za to za drzwi. O, nie! Otrzymasz natychmiastową pomoc. W sekretnym miejscu Patynowa przechowuje skrzynkę z narzędziami. Może akurat znajdzie się to właściwe.

Gotowanie. Tutaj masz pole do popisu. Patynowa uwielbia przyglądać się, jak ktoś gotuje, ponieważ to czynność, której oddaje się stosunkowo rzadko. Chętnie pomoże podczas przygotowań. Uruchomi blender. Poda przyprawy. Zmieli pieprz. Powie, gdzie przechowuje zastawę stołową. Uwaga! Odgrzewanie produktów garmażeryjnych lub  wrzucanie gotowych potraw do mikrofalówki nie mieści się w kategorii takiej jak umiejętność gotowania. Zanim zaczniesz, pomyśl o detalach. Wiesz, zapachowe świece, niepoplamiony obrus, czyste serwetki i takie tam. Dla niewtajemniczonych: obrus to kawałek obszytego płótna kładziony na stół. Pamiętaj, aby wcześniej zapytać, co miałaby ochotę zjeść. Nie próbuj nakłaniać jej do spróbowania czegoś, czego nie tknie. Stracisz siły, chęć do życia, pieniądze, cierpliwość i zdrowie.  Najważniejsze: Ty jesteś Panem/Panią sytuacji, zatem decydujesz, jak potoczy się czas, który ze sobą spędzicie.

Gdy zauważysz, że Patynowa garnie się do sprzątania, nie przerywaj jej i nie próbuj pomagać. Nie przestawiaj jej rzeczy, zwłaszcza pamiątek-relikwii z podróży. W szafkach kuchennych znajdują się nieopisane puszki. Zużyje całą ich zawartość w czasie krótszym niż przypuszczasz. Częstuj się. Jeśli nie wiesz, co zawiera dane opakowanie, zapytaj. Patynowa też nie zawsze będzie wiedzieć, ale podejmie próbę rozpoznania zawartości po zapachu.

Tyle na teraz. Całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Zarządzanie czasem

-Nie możesz nieustannie przesypiać popołudni i wieczorów. Przepadnie Ci karnet na zajęcia.

-Mogę. Karnet i tak przepadnie, a przynajmniej będę wypoczęta.

Planowanie zadań oraz ich realizacja w chwilach wolnych od ustawowych obowiązków nie jest Twoją mocną stroną. Po powrocie na własne terytorium jesteś panią swojego czasu. Możesz go spędzić na: czytaniu, które kończy się snem, gotowaniu potraw zjadliwych głównie dla Ciebie, robieniu zakupów według listy (inaczej nie miałoby to sensu), na co i tak zwykle nie masz ochoty, więc summa summarum bazujesz na mocno kurczących się zasobach. Wyjątek stanowią sytuacje, gdy spodziewasz się gości. Wtedy stajesz na wysokości zadania i kreujesz coś zjadliwego z tego, co akurat masz pod ręką (telefon komórkowy, książki i czasopisma to nie element potrawy). Im mniej produktów, tym lepiej. Z braku rodzi się lepsze. Numer telefonu do zaprzyjaźnionej pizzerii staraj się mieć zawsze pod ręką. Niech będzie umieszczony przynajmniej w trzech newralgicznych miejscach Twojego terytorium. Żelazna checklista produktów nadających się do spożycia: woda mineralna, cytryny, limonki, jabłka, orzechy, miód, pestki dyni i słonecznika. Mając je w spiżarni nie zginiesz.

Czas przeznaczony na realizację Twoich zamiarów spędzaj głównie na serwowaniu sobie małych i dużych przyjemności. Jutro też jest dzień bez względu na to, czy Twoje mieszkanie będzie błyszczeć, a pranie pachnieć świeżością. Nie przejmuj się niewykorzystanym karnetem na zajęcia. Nic Ci nie przepadnie. Pójdziesz, gdy się zregenerujesz. Unikaj kontaktu i rozmów z tępymi osobami. Nie zawsze jest to możliwe, ale uwierz, przebywanie w ich towarzystwie sprawi, że poczujesz się rozdrażniona i przybita. Konsekwencją tego będzie niechęć do ludzi w ogóle i narastający bałagan wokół Ciebie. Nie rób sobie wyrzutów w powodu zaległości. One świadczą o tym, jak bardzo jesteś niezbędna sobie i światu.

Całuchy-kluchy!

 

 

One. Staruszka

-Przyjdzie Pani do mnie? Usiądziemy na chwilę.

-Możemy.

-Dzisiaj chłodniej. W powietrzu czuć jesień. Nie zimno Pani?

-Nie.

-Możemy wejść do domu. Tutaj na ławeczce może być Pani zimno.

-Nie. Na powietrzu przyjemnie. Cały rok w domu się nasiedzimy.

-Pani w bloku mieszka pewnie? W tej betonowej klatce?

-Tak, zgadła Pani.

-To Pani lepiej zrobi świeże powietrze. Ale teraz wieś nie ma tej urody, co kiedyś.

-Dla mnie ma.

-Pani jest młoda, ale ja już trochę roków mam za sobą. Kiedyś na wsiach było wesoło. Ludzie śpiewali przy pracy, odwiedzali się. Po podwórku biegały dzieci, gęsi, kurki. Krowa muczała w oborze. Mieliśmy dwie. Człowiek miał zajęcie. Teraz smutno.

-A nie ma Pani jakiejś koleżanki? Mogłyby Panie razem siedzieć na ławeczce i wygrzewać kości na słonku.

-Miałam koleżanki. Poumierały już. Wszystkie. Ja też niedługo umrę. Piękne dziewczyny były. Wszystkie z warkoczami. Nasze dzieci razem się chowały, po wsi bezczynnie nie chodziły, bo sporo pracy było. Pomagały sobie. Może Pani herbatkę zrobić?

-Nie trzeba.

-Wybudowaliśmy z mężem jeden domek. Ten za Panią. Potem dzieci się porodziły. Sześcioro mieliśmy. Dwoje zmarło w dzieciństwie. Ile ja się za nimi napłakałam. Gdy dzieci się porodziły, zaczęliśmy budować drugi, większy dom. Ale ja wolałam ten stary i powiedziałam mężowi, żeby go nie wyburzał. I nie zburzył. W tym domu jedno z naszych dzieci przyszło na świat. Dawniej nie było tyle telefonów ani samochodów, co teraz. Była zima. Nikt mnie nie zawiózł do szpitala. W domu urodziłam. Synka. Ale następne już w szpitalu. Pojechaliśmy koniem. Koń to jak człowiek, wie Pani? Ile on nam się napomagał. Mąż zwoził nim drewno z lasu na podłogę i belki do domu. Pewnie Pani się ześmieje, ale gdy koń był tak stary, że oślepł i nie mógł pracować, to mąż nie chciał go oddać na rzeź, tylko dalej go wyprowadzał za chałupę na popas. Którejś nocy padł. Mąż płakał po nim chyba ze trzy dni. Gdy chłop płacze, to już niewesoło musi być. Ja swojego widziałam dwa razy w życiu płaczącego. Raz, gdy nam córeczka zmarła, a drugi, gdy zdechł koń, który nam dom budować pomagał.

 

Jak żyć z Patynową i nie oszaleć. Part 1

Krótko pisząc: nie wiadomo. Ta lakoniczna informacja na początek powinna wystarczyć. W ramach uzupełnienia można zastanawiać się, dlaczego od razu oszaleć. Przecież dzielenie życia z osobą o dość specyficznym sposobie prowadzenia nie-gospodarstwa nie-domowego może okazać się całkiem niezłą zabawą i przygodą, jak mawia stary doświadczony pedagog.

Co Patynowa uwielbia?

Porządki, czyli pozbywanie się chaosu w głowie i otoczeniu. Odkładanie rzeczy na miejsce oraz przekładanie ich z miejsca na miejsce, by potem stwierdzić, że mogło zostać tak, jak było.

Minimalizm. Począwszy od ubrań, kosmetyków, środków czystości poprzez rozmaite przedmioty osobistego użytku, na domowych sprzętach kończąc. Zresztą ostatnia kwestia wymaga dodatkowego komentarza. Najpotrzebniejszymi sprzętami u Patynowej są kończyny górne i dolne. Nie trzeba pamiętać o odkładaniu ich na miejsce. Dobrze zakonserwowane nie zużyją się zbyt szybko. Książki, zeszyty i ołówki. Tych może mieć więcej niż to konieczne. Pocztówki, szczególnie własnoręcznie wypisane są dla niej niczym relikwie. Pudełka, kubki i filiżanki. Ma, bo lubi. Trudno o inne wytłumaczenie. Nie próbuj sugerować jej z tego powodu terapii poznawczo-behawioralnej. Ubrania. Gdyby nie przyjęte zasady dress codu, które i tak są z premedytacją łamane, mogłaby ograniczyć garderobę do dwóch par dżinów, flanelowej koszuli i dzianinowej sukienki.

Kuchnia i gotowanie. Bez względu na stosowany rodzaj diety staraj się być wyrozumiały dla jej upodobań kulinarnych. Raczej nie zapraszaj Patynowej na rodzinnego grilla, chyba że wyłącznie w celu uspołecznienia. Nie nakłaniaj jej także do spędzania czasu w rodzinnym gronie przy suto zastawionym stole, na którym królują potrawy typu golona, bigos, karkówka, a na deser np. sernik lub szarlotka obficie podlane familijnymi opowieściami o niczym. Wynudzi się i będzie dawać temu mocno sugestywny wyraz.

Glonojad. Póki żyje, trzeba się nim zająć. Patynowa czule do niego przemawia i podczas cieplejszych dni czasami zabiera na wycieczki wywołując zdumienie na twarzach ludzi i mordkach zwierząt. Glonojad otrzymał imię, ponieważ to, co nienazwane, nie istnieje.

Roślinka. Jest, bo była. Poza tym Patynowa lubi kwiaty cięte, ułożone w bukiet.

Tyle na teraz. Całuchy-kluchy!

 

Oni. J

-Autobus Pani uciekł?

-Tak, zagadałam się z koleżanką i nie zdążyłam. Odprowadzałam ją do pociągu i trochę się przedłużyło. Ale dzięki temu możemy wspólnie pokonać ten odcinek drogi.

-Nie ma tego złego. Wakacje, urlop?

-Powiedzmy, że urlop. Od życia.

-Brzmi poważnie. Chętnie posłucham.

-Hahaha. Myślałam, że to ja posłucham.

-Co by Pani chciała usłyszeć?

-Wszystko, o czym Pan chciałby opowiedzieć.

-Nie daje Pani za wygraną. To mi się podoba.

-Od czego Pan zacznie? Po rejestracji poznaję, że tubylec.

-Tybylec i tambylec.

-Już jestem zaintrygowana.

-Jadę do kolegi. Będziemy planować wyprawę.

-Uuuu. Dokąd?

-Mongolia. Chiny. Pustynia Gobi.

-Podziwiam i zazdroszczę, ale nie zawistnie. Pana pasją są podróże?

-W pewnym sensie tak. Pasja pomogła mi przetrwać ciężkie chwile po wypadku. Przeszedłem załamanie. Nie wiedziałem, czy będę chodzić. Wracaliśmy z kolegą z Holandii. Byliśmy po pierwszym roku studiów i chcieliśmy trochę zarobić. Kolega prowadził. Ja się zdrzemnąłem. Wypadek zdarzył się krótko po przekroczeniu granicy z Polską. Obudziłem się w szpitalu. Kolega wyszedł z tego bez szwanku, gorzej było ze mną. Operacje. Jedna, potem druga. Żmudna i kosztowna rehabilitacja.

-A co było potem?

-Potem… potem zostałem przywieziony do domu rodziców. Znajomi odsunęli się ode mnie. Podobnie jak dziewczyna, której chciałem zaimponować forsą. Pozostał jeden kolega. Ten, do którego jadę. Powtarzał mi, podobnie jak rodzice, którzy ani razu we mnie nie zwątpili, jeszcze staniesz na nogi, bracie. Pojedziemy kiedyś na wyprawę dookoła świata. Na rowerach. Odtrąciłem go, ale się nie poddał. Przyjaźń przetrwała lata.

-Na Gobi wybieracie się na rowerach?

-Zgadłaś. Pojedziemy koleją, a potem rowerami.

-Niesamowite.

-Wcale nie. Żyj pasją, wtedy nie zestarzejesz się tak szybko. Założyłem kameralną agencję turystyczną. Pomagam innym spełniać podróżnicze marzenia.

-To pięknie.

-Ślad po wypadku został. Na studia nie wróciłem. Dostałem rentę i miałem do wyboru: skończyć ze sobą albo żyć dalej tak, jakbym miał umrzeć jutro. Wybrałem drugie. Staram się nie tracić czasu na pierdoły takie jak np. oglądanie mało wartościowych programów, głupich filmów albo uganianie się za kimś, kto na to nie zasługuje. Starannie dobieram znajomych. Obecnie nie mam ich wielu. Dawni koledzy pobudowali domy, wyjechali za pracą, założyli rodziny. Ja zostałem przy rodzicach. Chcę być ich podporą, by oddać im to, co od nich otrzymałem przez te wszystkie lata.

-Możesz mnie zostawić na krzyżówce?

-Nie ma sprawy. Wiesz, Ty też masz to w oczach.

-Niby co?

-Siłę charakteru. Po co naprawdę przyjechałaś do Z.?

-Leczyć złamane serce. I tu mnie masz.

-Poradzisz sobie. Nie zasłużył na Ciebie.

Patynowa Pani Domu. Wietrzenie szaf

Wiosna nadeszła. Wie o tym wszystko, co żyje. Ptaki z samego rana wydzierają się w niebogłosy. W przerwach między śpiewaniem noszą w dzióbkach budulec na gniazdo. Dzięcioły wystukują niezmienny rytm. Wciąż masz nadzieję, że kiedyś w ich polifonii usłyszysz np. Smoke on the water. Bierzesz przykład z otoczenia. Postanawiasz odświeżyć swoje gniazdko. W końcu wiosna zobowiązuje, a natura najlepiej wie, kiedy jakie prace trzeba wykonać.

Jesz pożywne śniadanie. Tym razem tortilla prawie nie rozpada się, mimo że nie chce się składać. Kto powiedział, że prawie rozpadająca się będzie mniej smaczna od zakupionej w punkcie gastronomicznym? Nikt.

Przygotowujesz plan pracy. Zaczynasz od wietrzenia szaf. Trzeba je najpierw mieć, ale nie zaszkodzi porządkować ubrania w kartonowych pudełkach i na półkach doraźnie pełniących rolę garderoby. Rozpoczynasz. Otwierasz pierwszy karton, a tu niespodzianka. Nawet nie wiedziałaś, że masz swoje pierwotne martensy kupione za pierwsze poważnie zaoszczędzone pieniądze. Trzymasz je w obu dłoniach, głaszczesz najczulej niczym futerko kota (sorry, Blaki, za ujawnienie Ciebie, wiem, że pragniesz pozostać anonimowym). W głowie zapala Ci się lont. Przecież one jeszcze są dobre. Szukasz kasetki z przyborami do czyszczenia obuwia i galanterii skórzanej. Gdzie ją ostatnio widziałaś? Chyba… chyba nie widziałaś. Odkładasz buty. Zajmiesz się nimi później. I złożysz zamówienie w pracowni obuwniczej na środki przydatne w ich pielęgnacji. To będzie pasta w płynie z woskiem, Lamborghini wśród specyfików konserwujących wymagające obuwie, do tego szczotka i ściereczka do polerowania.

Inne buty znajdujące się w nieopisanych pudełkach to m.in. rozpadające się mokasyny, których szkoda wyrzucić, bo przydadzą się na wypady do warzywniaka, para skórzanych botek z przeznaczeniem np. na proszoną kolację do lokalu z gwiazdkami. Nie przypominasz sobie, kiedy ostatnio miałaś je na sobie. Ba, nawet nie pamiętasz, czy kiedykolwiek w nich wyszłaś. To nic, zaniesiesz do kontenera. Niechaj ich właścicielka ma udane randki. Przeszukujesz dalej. Szpilki. Wprawdzie obcas mierzy 3 cm, ale producent określił je jako szpilki. Prawie nieużywane, ale się przydadzą na najbliższą uroczystą okazję, która może zdarzyć się każdego dnia. Buciory trekingowe. Należy im się szczególne miejsce w potencjalnej szafie i będą je mieć. Przegląd dokonany. Nie trzeba uzupełniać zapasów, a to najważniejsze.

Podchodzisz do półek z ubraniami. Jaka szkoda, że nie możesz zostawić tylko bielizny, skarpetek, szlafroka i uniformu do fitnessu. Choć obecność tego ostatniego też jest dyskusyjna, ponieważ ostatnio na większość zajęć zasypiasz. Od jutra weźmiesz się za siebie, a dzisiaj skończ to, co zaczęłaś. Sukienki. Liczba sztuk: 2. Białe bluzki: brak. Marynarki? Są. Z czym je łączyć? Nie masz wątpliwości. I tak nie nadarza się okazja do ich założenia. Grube swetry? Po co Ci w sezonie wiosennym? Zostaw trzy, a reszta (cała jedna sztuka) do kontenera. Spódnica? Spódnica?! Masz spódnicę? Super. Dżiny. I to jakie sprane! Mieścisz się. Zostaw. Pamiętaj o zasadzie minimalizmu. Dziel się z potrzebującymi. Koszule flanelowe. Powinny być. Nie wpadaj w panikę. Na pewno znajdą się w najmniej odpowiednim momencie. Najwyżej kupisz nowe. Nabycie koszuli w galerii to nie zbrodnia. Uspokój się. Nigdzie ich nie zostawiłaś. Nie szalej. Nie biegaj po mieszkaniu. Nie sprawdzałaś jeszcze zawartości kosza na brudne ubrania. Są. Rozhuśtane emocje stają się niczym tafla jeziora.

Nastawiasz pralkę, ponieważ jej obracający i wirujący bęben uspokaja Cię. Nagradzasz się deserem w postaci kilku orzechów włoskich za świetnie wykonaną robotę. Reszta dnia upływa Ci na małych i wielkich przyjemnościach. Życie jest niezwykłe.

Oni. Chłopiec

-Dzień dobry. Chciałaby Pani wiedzieć, co ja tutaj robię?

-Dzień dobry. Chętnie posłucham.

-Buduję domek dla biedroneczek. Ustawiłem czapeczki po żołędziach, na które położę cienkie gałązki. Przyciąłem je wcześniej, aby pasowały. Tutaj jest szałasik, aby biedroneczki mogły się schować. Tędy będą szły, tym szlakiem. Mam nadzieję, że konstrukcja się nie rozpadnie.

-Miejmy nadzieję, że będzie tak, jak mówisz. Buduj jak najwięcej domków dla owadów.

-Uwielbiam biedroneczki, ale też pszczółki, mróweczki. Będę dla nich budować, tylko najpierw poczytam, jak skonstruować takie domki, które się nie zawalą. Budownictwo to moja pasja.

-Ogromnie się cieszę. Życzę Tobie spełnienia wszystkich marzeń.

-Trochę ich jest. Dzisiaj mam tyle zajęć. Najpierw zostanę tutaj i sprawdzę, czy domek się utrzyma, czy wiatr go nie zniszczy. Będę obserwować przyrodę. Potem idę do kolegi. Będziemy wspólnie myśleć, jak budować domki, których nikt nie zniszczy. Biedroneczki to pożyteczne owady. Zjadają kleszcze. A pszczółki, jeśli wyginą, to człowiek razem z nimi. Pani tędy czasami przechodzi i zatrzymuje się, by posłuchać, jak śpiewają ptaki.

Zaśmiałam się, co stanowiło najlepsze potwierdzenie tezy młodego człowieka. W oczach dziecka zobaczyłam zapał, blask i fascynację, które z czasem przerodzą się w sukcesywne działanie. Słowa chłopca przywróciły mi wiarę w ludzi i ich możliwości. Wysłuchałam fragmentu opowieści. To początek.

-Ogromnie miło było Cię poznać. Pozdrów kolegę. Do zobaczenia.

 

Patynowa Pani Domu. Dzień kulinarnej rozpusty

Mży. Do tego silny wiatr. Idziesz pod wiatr. Bez względu na okoliczności postanawiasz, że nic nie zepsuje Ci tego dnia. W końcu jest początek kalendarzowej wiosny. Podarujesz sobie iście wiosenny prezent. Przyrządzisz w kuchni coś, czego dawno nie jadłaś. I będą to potrawy w różnych kolorach tęczy rozjaśniające tym samym pochmurne niebo.

Pakujesz zakupy. Owoce, jogurt, pszenne placki, oliwki, różne rodzaje sera. Spoglądasz na zegarek. Dopiero ta godzina. Dziś jesteś mistrzynią w organizowaniu czasu, więc idziesz do kawiarni odetchnąć po burzliwych decyzjach i planowaniu wiosennego menu na najbliższe godziny. Zamawiasz czekoladę na gorąco i zatapiasz się w lekturze magazynu związanego z poradami, jak się nie ubierać i jak nie urządzać mieszkania. Czas nie ma znaczenia. Jest tylko minimalistyczne, lecz przytulne wnętrze lokalu i Ty z kubkiem gorącej czekolady z cynamonem w dłoni. Jeszcze raz sprawdzasz, czy kupiłaś to, co nie zbędne i przeliczasz złotówki, czy na pewno wystarczy na przyprawy oraz inne drobiazgi, bez których osoba ambicjonalnie podchodząca do ekologicznego i ekonomicznego prowadzenia domu nie mogłaby się obejść. Jeszcze raz sprawdzasz godzinę. Tym razem na knajpianym zegarze. Zwarta i gotowa w trzy sekundy płacisz i wychodzisz.

Zegarek nie działa. Niemożliwe! Jeszcze przed godziną działał. Bez niego czujesz się jak bez ubrania. Wpadasz w panikę. Czyżby syndrom odstawienia?! Gdzie szukać i znaleźć zegarmistrza?! Jesteś użytkownikiem tradycyjnych zegarków zakładanych na rękę. Uważasz, że przedmioty powinny służyć tak długo, dopóki ktoś podejmuje się ich naprawienia. Miotasz się w deszczu i na wietrze, patrzysz przed siebie. Jest zakład zegarmistrzowski. Załatwiasz sprawę u człowieka, od którego bije spokój i profesjonalizm. Przy okazji mało dyskretnie przyglądasz się jego pracowni. Tik-tak, tik-tak. Bujasz się rytmicznie. Tik-tak, tik-tak. Jest tylko cisza, w której słychać tykanie zegarów. Żadnego wrzaskliwego radia, głośnej muzyki ani otumaniającej papki dziennikarskiej. Porządek i ład.

Upojona własnym szczęściem wracasz do domu. Rozpoczynasz gotowanie zaplanowanego obiadu składającego się z różnokolorowych składników. Nie kupiłaś warzyw. Tym razem możesz obejść się bez nich. Dodajesz przyprawy. Zostały w sklepie. Ale sól i pieprz też są przyprawami.

Wiosenny koktajl dodający urody przyrządzisz później. Wszystko w nadmiarze szkodzi. Kiedyś wypijesz go więcej i rachunek będzie się zgadzać. To nic, że brakuje niektórych składników. Najważniejsze, że jest sprawny zegarek. Priorytety ulegają częstym zmianom zależnie od okoliczności. Przekąskami też zajmiesz się za kilka chwil.

Ciepło w brzuszku sprawia, że wchodzisz w komunię w poduszką i kocem. Za oknem deszcz obmywa kwiaty, zwiastuny wiosny, a silny wiatr je dodatkowo hartuje. Aaa, fiołki dwa, aaa… Kulinarne szaleństwo może poczekać… Zaczniesz od jutra…