-Nie umiałabym się czegoś nauczyć w takich warunkach. Za dużo bodźców. Hałas. Ruch. Spójrz na nich. On udziela lekcji języka obcego. Ona niewiele z tego kuma. Widać po zażenowaniu malującym się na jej twarzy. Omawianie przykładów słychać aż tutaj. Pewnie słono kosztuje ta godzina.
-To normalny widok. Lekcje na mieście. Najlepiej w publicznym miejscu, aby fiskus się nie przyczepił. Poza tym on liczy na zwiększenie liczby klientów będąc widocznym i działającym w sieciówce. Robi sobie reklamę. Inaczej zapraszałby klientów do domu albo organizował lekcje u nich. Jeśli ona niczego nie wyniesie z tych lekcji oprócz głupio wydanych pieniędzy, on wtłoczy jej do głowy, że robi za mało powtórek, powie coś w stylu „wiesz, czasami trzeba na jakiś czas odpuścić, nabrać dystansu, ale nie rezygnować. Potem może coś zaskoczysz. Nie przejmuj się”. Ona to łyknie. Oboje dodatkowo czują się częścią większej społeczności. Jesteśmy. Działamy. Przychodzę tu, gdy czekam na pociąg lub mam przerwę pomiędzy zajęciami. Stale zmieniająca się obsługa raczej mnie kojarzy, podobnie jak niektórych klientów. Tamta para spotyka się tutaj na lekcjach. Inni ludzie czasami wyciągają tablety lub laptopy i udają, że pracują. Czują się tak potwornie osamotnieni, że wychodzą gdziekolwiek, by ktoś ich zauważył. Rozkładają sprzęt, zamawiają herbatę lub kawę w promocyjnej cenie i zasiadają najczęściej przy oknach, by być dobrze widocznymi na zewnątrz i wewnątrz. Spójrz, jest coraz więcej stolików niewielkich rozmiarów przeznaczonych dla jednej osoby. Jakby ci wszyscy ludzie nie mogli zasiąść przy jednym wspólnym i nawiązać ze sobą kontakt. Porozmawiać. Niektórzy spożywają tu śniadanie. Śmiało mogliby przygotować i zjeść kanapki w domu, ale tego nie robią. Liczą, że w publicznych miejscach zostaną zauważeni lub poznają kogoś ciekawego. Trochę wytłukłam się po kawiarniach i metropoliach. Scenariusz jest wszędzie podobny. Czasami próbowałam nawiązać rozmowę z takimi osobami. Po wymianie grzeczności następowało milczenie i zatapianie się we własnej działalności. Bywało i tak, że ktoś interesował się tym, co piszę. Stanowiłam ewenement, bo w odróżnieniu od innych posługiwałam się piórem, a notatki sporządzałam w zeszycie w twardej, tekturowej oprawie.
