Notatki

-Nie umiałabym się czegoś nauczyć w takich warunkach. Za dużo bodźców. Hałas. Ruch. Spójrz na nich. On udziela lekcji języka obcego. Ona niewiele z tego kuma. Widać po zażenowaniu malującym się na jej twarzy. Omawianie przykładów słychać aż tutaj. Pewnie słono kosztuje ta godzina.

-To normalny widok. Lekcje na mieście. Najlepiej w publicznym miejscu, aby fiskus się nie przyczepił. Poza tym on liczy na zwiększenie liczby klientów będąc widocznym i działającym w sieciówce. Robi sobie reklamę. Inaczej zapraszałby klientów do domu albo organizował lekcje u nich. Jeśli ona niczego nie wyniesie z tych lekcji oprócz głupio wydanych pieniędzy, on wtłoczy jej do głowy, że robi za mało powtórek, powie coś w stylu „wiesz, czasami trzeba na jakiś czas odpuścić, nabrać dystansu, ale nie rezygnować. Potem może coś zaskoczysz. Nie przejmuj się”. Ona to łyknie. Oboje dodatkowo czują się częścią większej społeczności. Jesteśmy. Działamy. Przychodzę tu, gdy czekam na pociąg lub mam przerwę pomiędzy zajęciami. Stale zmieniająca się obsługa raczej mnie kojarzy, podobnie jak niektórych klientów. Tamta para spotyka się tutaj na lekcjach. Inni ludzie czasami wyciągają tablety lub laptopy i udają, że pracują. Czują się tak potwornie osamotnieni, że wychodzą gdziekolwiek, by ktoś ich zauważył. Rozkładają sprzęt, zamawiają herbatę lub kawę w promocyjnej cenie i zasiadają najczęściej przy oknach, by być dobrze widocznymi na zewnątrz i wewnątrz. Spójrz, jest coraz więcej stolików niewielkich rozmiarów przeznaczonych dla jednej osoby. Jakby ci wszyscy ludzie nie mogli zasiąść przy jednym wspólnym i nawiązać ze sobą kontakt. Porozmawiać. Niektórzy spożywają tu śniadanie. Śmiało mogliby przygotować i zjeść kanapki w domu, ale tego nie robią. Liczą, że w publicznych miejscach zostaną zauważeni lub poznają kogoś ciekawego. Trochę wytłukłam się po kawiarniach i metropoliach. Scenariusz jest wszędzie podobny. Czasami próbowałam nawiązać rozmowę z takimi osobami. Po wymianie grzeczności następowało milczenie i zatapianie się we własnej działalności. Bywało i tak, że ktoś interesował się tym, co piszę. Stanowiłam ewenement, bo w odróżnieniu od innych posługiwałam się piórem, a notatki sporządzałam w zeszycie w twardej, tekturowej oprawie.

One

-Pięknie urządzone mieszkanie. Ze smakiem. Stylowe. Gratuluję.

-Dziękuję. Cieszę się, że Ci się podoba. Napijemy się czegoś?

-Poproszę wodę z cytryną.

-Proszę bardzo. Chyba jeszcze mam. Tak rzadko ktoś tu zagląda, że z czasem przestałam robić zapasy.

-Tym bardziej dziękuję za zaproszenie. Czuję się zaszczycona.

-Poprosiłam o spotkanie u mnie, ponieważ ostatnio mam coraz mniejszą ochotę na wychodzenie z domu.

-A ja chciałam Cię gdzieś wyciągnąć, zwłaszcza że jest piękna pogoda.

-Proszę, Twoja woda.

-Dzięki. Jak długo zamierzasz ukrywać się przed światem?

-Tak długo, jak to konieczne. Nie wiem, co mam ze sobą począć. W robocie się sypie, mówiłam Ci.

-Współczuję.

-Nie trzeba. To było do przewidzenia. Chcę stamtąd odejść, wyjechać gdzieś, ale nie wiem, co zrobić z mieszkaniem. Może nalać nam wina?

-Dla mnie niekoniecznie, ale jeśli masz ochotę… śmiało. Jakie konkretnie masz plany odnośnie przyszłości? Wyklarowało się coś?

-Nie, bezskutecznie szukam pracy. Na razie telefon milczy. Tracę nadzieję na zmianę.

-Może nie będzie tak źle. Jeszcze coś ruszy w najmniej spodziewanym momencie.

-Może. Czasami myślę, że zawodowo chciałabym sprzątać. Założyć własną firmę sprzątającą. Marzę o pracy w miejscu, w którym nikogo nie będzie obchodzić, kim jestem i co mam do powiedzenia. Chciałabym zająć się swoimi powtarzalnymi czynnościami i iść do domu. Pomyśl, jaka ciekawa mogłaby być praca w kawiarni sieciowej albo w fastfoodzie? Codziennie robisz to samo i niczym się przejmujesz. Nie podejmujesz żadnych decyzji, które mogłyby zrujnować zakład pracy. Od tego są inni. Nie zostajesz po godzinach, bo trzeba obliczyć słupki.

-Masz wyczucie smaku i lubisz porządek. Nadawałabyś się, tylko czy nie szkoda Ci wysiłku włożonego we wszystko, co do tej pory udało Ci się osiągnąć?

-A co ja takiego osiągnęłam?! Tyram w dwóch miejscach, aby spłacać mieszkanie i nie umrzeć z głodu. Wszystko staram się robić na błysk, aby inni byli ze mnie zadowoleni. Tak było od dziecka. Wpojono mi posłuszeństwo. Uczono, że dziewczynka powinna być pachnąca, czyściutka, nie bawić się z chłopakami. Spuszczać wzrok, gdy inni do niej mówią. Słuchać starszych. Pomagać im bez względu na chęci. Dobrze się uczyć. A ja jak głupek łykałam te zasady, chłonęłam je jak gąbka. Przynosiłam do domu świadectwa z wyróżnieniem. Czy wiesz, jakie to uczucie nie być dość dobrym?

-Nie wiem. Ani razu nie otrzymałam świadectwa z czerwonym paskiem.

-Zadania z matematyki liczyłam w pamięci, zanim nauczyciel objaśniał rozwiązanie na tablicy. Ani razu nie miałam braku zadania domowego. Ani razu nie dostałam jedynki. Pomagałam, ile mogłam, aby dom lśnił. Podejmowałam gości służąc im czym chata bogata. Nie przeklinałam, bo dziewczynce nie wypada. Nie wspinałam się na drzewa. Co niedziela białe rajstopki, spódniczka i do kościoła. Potem pomoc przy obiedzie z dwóch dań. Potem zmywanie. I tak do przeprowadzki. Studiowałam i pracowałam jednocześnie, aby odciążyć rodzinę. Czasami ze zmęczenia zasypiałam na wykładach. Wreszcie przestałam na nie chodzić. Po studiach nadal pracowałam w kawiarni, bo nie chciałam wracać do rodzinnego miasta. Liczyłam na zmianę i ona wreszcie nadeszła. Przeszłam przez sito rekrutacyjne i zaczepiłam się w banku jako kasjerka. Kupiłam to mieszkanie po atrakcyjnej cenie. Należało do córki znajomej z pracy. Jeden pokój wynajęłam i tak mi się udawało przez jakiś czas je spłacać. Obecnie nie mam siły harować jak wół, a w weekendy dorabiać prowadząc zajęcia z unijnego projektu. Starzeję się. Zwalniam tempo. Nie wyrabiam progów procentowych. Coraz częściej mówi się o redukcji etatów.

-Skąd wiesz, że mowa o Tobie?

-Czuję to.

-Może to początek dobrych zmian?

-Nie, to początek zapaści. Zajmiesz się tym mieszkaniem? Nie wynajmę go.

-Nie mogę.

-Ty też przeciwko mnie.

-Nie mogę zająć się tym mieszkaniem, bo nie mam na nie pomysłu, nie jest moje i nie będzie.

-Znasz je. Kiedyś mieszkałaś tu z … Od początku wiedziałam, że Wam nie wyjdzie.

-I dlatego nie zajmę się nim. Za dużo wspomnień.

Patynowa Pani Domu. Orient Expres

Pewnego dnia postanawiasz nadać nieco orientalnego smaku swojej kuchni i w związku z tym wdrożyć kulinarne nowinki do swojego menu. Nie byłoby w tym niczego zdumiewającego, gdyby nie to, że mianowałaś siebie wykonawcą rzeczonych (jeszcze nie wiadomo czy) smakołyków. Każda realizacja rozsądnego, przemyślanego plan dzieli się na etapy.

Przygotowanie. U Ciebie głównie mentalne. Gdy już postanowisz zająć się gotowaniem i kuchnią, nie zwlekaj, bo ochota może minąć tak prędko jak się pojawiła. Określ, czy przepis, który znalazłaś, będziesz potrafiła przełożyć na praktykę. Pamiętaj o odrobinie modyfikacji. To świadczy o Twojej kreatywności. Podbudujesz sobie zatem ego.

Lista zakupów. Podstawę stanowią przyprawy. Dużo przypraw kolorowych i nie zawsze przyjemnie pachnących, ale nękających Twoje zmysły. Kupuj tylko w sprawdzonych miejscach u doświadczonych sprzedawców. Idź na halę i wybierz wszystko, czego potrzebujesz. Na wagę. Uwzględnij liczbę biesiadników. Ryż. Tyle rodzajów, że oczopląs gwarantowany. Wybierz ten, którego nazwa najbardziej Ci odpowiada. Śmiałkowie przygotowują ziemniaki na sposób orientalny, ale Ty trzymaj się własnego pomysłu i nie bierz pod uwagę wysoko przetworzonych ziemniaków w potrawie, którą zaserwujesz. Mięso. Nie zjesz jagnięciny. Tutaj jest zgrzyt. Powinno być maksymalnie świeże, by wytrzymało transport do domu. Owoce. Żadnego niklu. Ananasy i mango. Wcześniej kurs obierania i krojenia obu potwierdzony certyfikatem. Z puszki ewentualnie pędy bambusa. Soczewica. Tym razem zielona.

Przychodzisz do domu objuczona siatkami niczym osioł. Wyjmujesz wszystko na blat. Ile kolorowych torebek z proszkiem. Organoleptycznie sprawdzasz zawartość. Rozpoznajesz tylko kurkumę. Brawo! Paczuszki z zawartością nie są opisane. Skąd możesz wiedzieć, co w nich jest. Z internetu? Ale jesteś głodna. Chcesz zacząć gotować teraz zaraz. Pomysł nazwania przypraw zostawiasz na później. Zajmujesz się ryżem. Brązowy? Będzie gotować się całą wieczność. Do tego czasu możesz zasłabnąć z głodu. Odstawiasz więc ryż. Znajdujesz resztki makaronu, które ostały jakimś cudem. Wstawiasz wodę. Dochodzisz do wniosku, że na soczewicę też trzeba długo czekać zwłaszcza, że nienamoczona, więc podejmujesz decyzję o odłożeniu na później przyrządzenia orientalnych dań. Punkt za umiejętność podejmowania decyzji w podbramkowej sytuacji. Do osolonego wrzątku wrzucasz makaron. Tym razem nie wykipi. Będziesz konsekwentna. Mieszasz w jedną stronę. Nie przyklej się, wydajesz krótkie i rzeczowe polecenie. Kosztujesz. Może być. Hartujesz. Odcedzasz. A co do makaronu? Spożyjesz go w wersji saute, a następnie obierzesz i pokroisz ananasa. Całego nie zjesz za jednym podejściem. Będzie do sałatki albo do koktajlu. Nie masz pozostałych składników. To nic. Jutro też jest dzień.

Całuchy-kluchy!

Notatki

Idziemy w stronę parku. Puste ławki w enklawie z dala od wielkomiejskiego zgiełku wyraźnie zaczynały Ci ciążyć. Wiem, że lubisz być wśród ludzi. Liczysz na spotkanie kogoś znajomego. Im bliżej parku, tym bardziej tłum gęstnieje. Godziny popołudniowe. Ludzie wysypują się zewsząd. Jedni pojawiają się z jedzeniem na wynos w styropianowych opakowaniach. Inni taszczą elektryczne grille i czteropaki. Kurz. Mnóstwo kurzu. Jazgot. Pokrzykiwania. Wieża Babel. Ktoś gra na bębnach. Ktoś na ukulele. Nikt nie bierze pod uwagę, że potencjalna publiczność może mieć ochotę na słuchanie ciszy. Nie idźmy tam. Za ciemno. Tam też nie. Smród będzie czuć. Tam siedzą z psami. Będą szczekać i nie poleżymy. To co robimy w majowy weekend? Przykro mi. Te ławki też zajęte. Zaraz ktoś tu przyjdzie. Leć po piwo. I wino weź, bo Daria z Kubą zaraz będą. Piszą, żeby wziąć im chilijskie. Odgoń te ptaki, bo nam zeżrą rogale. Nie syp okruchów, bo nie odlecą. Pomysłodawcy nie biorą pod uwagę faktu, że to oni zajęli terytorium ptaków, a nie odwrotnie. Wokół mnóstwo skórek po owocach. Na sąsiedniej ławce para usiłuje coś ustalić. W pełnym słońcu on popijając raczej ciepłe piwo z puszki odpowiada półsłówkami. Ona gwałtownie gestykuluje krzycząc, co jest dodatkowo zagłuszane przez nieustannie szczekające psy oraz przejeżdżających rowerzystów prowadzących głośną rozmowę. On odrzuca większość jej pomysłów. Spór dotyczy potencjalnie wspólnej przyszłości. Ona okazuje zniecierpliwienie. On pozoruje spokój. Sili się na oddalenie sporu na bliżej nieokreślony termin. Zmieniamy miejsce. Wybór pada na trawnik. Sprawdziwszy stan murawy rozkładamy kurtki i bluzy. Jest względnie czysto. Wszędzie dookoła grupy ludzi w różnym wieku mających iluzoryczne poczucie bycia we wspólnocie, walczące z poczuciem osamotnienia. Większość wyciąga elektroniczne gadżety i co rusz nerwowo sprawdza stan połączeń. Pośród tłumu Kobieta, Która Się Nie Uśmiecha.

Patynowa Pani Domu. Przygotowania do podróży

Jeżeli wreszcie po długich wewnętrznych monologach płynących strumieniem świadomości postanowiłaś opuścić swoje gniazdko, wiedz, że proces przygotowań do drogi nie jest tak prosty, jak o nim piszą w poradnikach i na blogach. Zaczynasz od checklisty. Nie, sorry, do zakupy biletu w jedną stronę z otwartą data powrotu. Dlaczego tak? Dlatego, że nie wiesz, jak długo będziesz przemieszczać się z jednego końca Ziemi na drugi i co spotka Cię w podróży. Nie wiesz również, jakie opóźnienie będą mieć publiczne oraz niskobudżetowe środki transportu. Jeśli nastawiasz się na te ostatnie, zainwestuj w dobrego stomatologa i pastę do zębów o właściwościach wybielających. Nie znasz dnia ani godziny, w których ktoś zakocha się w Twoim uśmiechu. Bilet na wszelki wypadek wydrukuj w dwóch kopiach. Tak, tak, chronimy środowisko naturalne, lecz nie masz pewności, że np. w kraju nad Odrą, Wisłą i Bugiem będzie nieprzerwana dostawa energii elektrycznej i czy w związku z tym skorzystasz z odpowiedniej aplikacji. Numer biletu i kod rezerwacji miej zanotowane na karteczkach schowanych w kilku miejscach. Nie ręczę za Twoją pamięć. W głowie zanotuj, w której szufladce schowałaś karteczki.

Checklista. Najtrudniej zacząć ją sporządzać. Bez czego nie możesz obejść się w podróży? W tym miejscu wpisz wszystko, co chciałabyś zabrać na wypadek końca świata albo jego nowego początku. Wiem, nie możesz zabrać mamy, ukochanej paprotki i biblioteczki (e-book nie będzie przesadnie obciążać Twoich pleców), wszystkich pluszaków od ukochanego (zamiast nich zabierz jego, koniecznie z seksownym, podkreśl „seksownym” zarostem, który świetnie kłuje, a jednocześnie nie świadczy o brakach w utrzymaniu higieny osobistej). Na dobrą sprawę w tym miejscu kończy się jakakolwiek checklista. krótko pisząc ogranicz bagaż do tego, co niezbędne. Jeżeli nie lubisz pakować walizki, zainwestuj w plecak albo go pożycz. Z doświadczenia wiem, że najlepiej sprawdza się własny. Możesz na nim kolekcjonować przygody, np. przyklejone zwłoki zaprzyjaźnionego pająka, ślady pazurów drapieżników, plamy po kawie niechcący wylanej przez zgryźliwego turystę. Nie mów, że wybierasz się w miejsca, do których tacy nie zawitają. Zapewniam, że trafisz przynajmniej na jednego osobnika, dla którego pojęcie „podróż” oznacza co najwyżej wyjazd do marketu. Takiego turystę rozpoznasz po looku albo po grupie. Rzucają się w oczy niczym logo sieciówek z owadem lub płazem.

Ładowarka. Ładowarka. Ładowarka. Aby rodzina i przyjaciele nie umarli z troski o Ciebie, od czasu do czasu rzuć im trasy jakieś fotki czy SMS w stylu: żyję. jest ok. Będę, kiedy wrócę. Nie dzwońcie co kwadrans i nie pytajcie, czy szysko ok.

Gotówka. Niekoniecznie. Da się podróżować bez pieniędzy. Czasami mimo wszystko trzeba posłużyć się kartą, aby zapłacić za kawę. Ale lepiej wozić ze sobą swój ulubiony gatunek kawy i herbaty. Masz ich wiele? Wybierz tyle, ile zmieści się w bagażu, który będzie obciążać Twoje plecy. W ten sposób prędko dokonasz kalkulacji.

Zeszyt w stabilnej okładce i wiele dobrze zatemperowanych ołówków, jeśli poczujesz się zainspirowaną do zanotowania spostrzeżeń. Jeśli nie chcesz w miejscach publicznych i niepublicznych chwalić się swoimi gadżetami, zaopatrz się w notatnik i temperówkę, którą posłużysz się do ostrzenia ołówków oraz konturówek i kredek do oczu.

W podróży staraj się zawsze przedstawiać najlepszą wersję siebie i uwierz, że wszystko jest możliwe.

Całuchy-kluchy!

 

Oni. T.

-Proszę Pani, a gdybym Panią oprowadził, pokazał zamek, wzgórze. Za parę złotych. Moglibyśmy jeszcze las zwiedzić, i kapliczkę zobaczyć. Nie pożałuje Pani.

-Nie trzeba, dziękuję. Jakoś sobie poradzę.

-Ale mogłaby Pani się zgubić. A ja dobrze znam tutaj wszystko. Mieszkam… Mieszkam tam w dole. Widzi Pani z ten dom z czerwonej cegły?

-Widzę. Faktycznie z czerwonej cegły.

-To ja w nim mieszkam. I to okno na górze, prawie pod kominem, z którego leci dym?

-Widzę.

-To okno mojego domu. Mam tam pokój z bratem, takim małym, bo starszy już się wyprowadził od nas do dziewczyny.

-Mama wie, że tu jesteś i rozmawiasz np. ze mną?

-Wie, mówiłem jej: idę na zamek.

-A ona co na to?

-Tylko nie wracaj zbyt późno.

-Nie zimno Ci w tej bluzie?

-Trochę, ale ciepła jest. Z kapturem, ale ja nie nakładam kaptura. Nie jestem jakimś sebiksem. To znaczy czasami nakładam, gdy pada albo wieje, ale teraz nie wieje… tak bardzo.

-Widzę, że zmarzły Ci ręce. Miałbyś ochotę na herbatę? Cieplutką, z miodem i cytryną?

-E, nie. Piłem już.

-A ja dzisiaj jeszcze nie. Ale mam propozycję dla nas. Pójdziemy do pobliskiej kawiarni i powiesz mi, którą herbatę można wypić. Jak słusznie zauważyłeś, nie jestem stąd i nie znam wszystkich miejsc, więc proponuję, abyś poszedł ze mną i pomógł w wyborze. Co Ty na to?

-Zgoda. Pokażę Pani, gdzie nie ma wielu ludzi i tam najlepiej zająć miejsce. Będzie Pani mieć widok na dziedziniec zamku.

-Jak masz na imię?

-T.

-A Pani?

-Ilona.

Kilka minut później:

-Zamówiła Pani dwie?

-Tak, jeden dla Ciebie. Sama nie dam rady opróżnić dwóch kubków. Zauważyłam, że bardzo ładnie, starannie się wypowiadasz. W której klasie jesteś?

-W czwartej.

-Pani polonistka może być z Ciebie dumna.

-Pan. Powiedział, że widać poprawę, odkąd przychodzi do mnie pani studentka z akademii.

-Udziela Ci korepetycji?

-Yyyy. Pomaga w lekcjach i czasami zabiera na spacery. Dzisiaj miała przyjść, ale coś jej wypadło, to przyszedłem na zamek. Tutaj zawsze jest ciekawie.

-Już wiem. Jesteś podopiecznym fundacji, która zajmuje się pomaganiem dzieciom mającym przejściowe trudności w nauce.

-Pan pedagog ze szkoły namówił mamę, aby mnie zapisała.

-Brawo.

-Ale to obciach chodzić z panią studentką na spacery.

-Dlaczego obciach?

-Bo wolałbym z jakimś panem. Poszlibyśmy na pokazy albo do kina.

-To może zgłoś swoją propozycję panu pedagogowi.

-Zobaczę. Ale Pani powoli pije.

-Cieplej Ci trochę?

-Tak. Gdy dopijesz swoją, to się pożegnamy. Miło było Cię poznać.

-Jak Pani tu jeszcze przyjedzie, to wie Pani, gdzie mnie znaleźć. Mogę już iść?

-Jasne, że tak. Zmykaj.

 

 

Patynowa Pani Domu. Pustelnia

Gdy pomyślisz o rozmieszczeniu ewentualnych mebli i domowych sprzętów pierwszej (ostatniej) potrzeby, zastanów się nad drobiazgami, które umilą Ci czas spędzany w Twoim gniazdku w towarzystwie… tutaj wpisz imię lub określ stopień zażyłości z osobnikami darzonymi zaufaniem, znajdującymi się w polu Twoich zainteresowań. Uwzględnij przede wszystkim preferencje odwiedzających. Jeżeli mieszkasz na pustkowiu, weź pod uwagę, że częstymi gośćmi w Twoim gniazdku mogą stać się owady, ptaki lub inni bracia mniejsi. Zapewnij im zatem komfort pobytu i pamiętaj, że to Ty zajmujesz ich terytorium, a nie oni Twoje. Nie przez wszystkich będziesz od razu zaakceptowana, jeśli w ogóle zostaniesz.

Gdy myślisz o osobnikach gatunku ludzkiego, przyjrzyj się ich preferencjom nie tylko kulinarnym. W tej kwestii najbezpieczniej będzie uprzedzić potencjalnych przybyszów, aby przywędrowali najedzeni. Na wszelki wypadek miej w zamrażarce np. pierożki lub kieszonki z ciasta francuskiego, nadziewane dobrze przyprawionym mięsem lub szpinakiem. Gdy gość ich skosztuje, prędko zapomni o głodzie tym samym bardziej doceniając Twoje towarzystwo (oprócz niego nie będzie niczego do zaoferowania) w wersji saute. Zadbaj o różnorodność gatunków herbat i kaw z całego świata. Zaopatrz się w kolorowe puszki, do których przesypiesz zawartość torebek z suszem czy zmielonymi ziarnami. Nikt nie odważy się zapytać, skąd pochodzi dany gatunek herbaty, co najwyżej zwróci uwagę na pojemnik. Nie zawracaj sobie głowy liczeniem puszek. Im więcej, tym lepiej. Staraj się mieć pod ręką coś idealnie komponującego się z herbatą i kawą. W razie gdyby nikt Cię nie odwiedził, będziesz mogła rozpieścić żołądek pysznymi przekąskami. I pamiętaj o Patynowej zasadzie: nie jesteś wiewiórką, choć uwielbiasz orzechy. Nie potrzebujesz więc robić zapasów na zimę. Twoja dziupla. Twoje zasady.

Zielony kącik. Postaw na parapecie kilka ozdobnych doniczek z aromatycznymi ziołami. Pamiętaj o regularnym ich podlewaniu. Jasne, że suszone też są akceptowalne, tylko weź pod uwagę ich walor estetyczny, szczególnie gdy umieścisz je w widocznym miejscu. Tobie to nie przeszkadza, ale ktoś przypadkiem przechodzący nieopodal Twojego królestwa może potraktować je jako swoją potencjalną samotnię i zechce np. wprowadzić się wraz z grupą towarzyszy podobnych do siebie. Dzikość, slowlife i egzystowanie we wspólnocie bez względu na to, przez kogo jest tworzona, są bardzo na topie. Wpisujesz się zatem we współczesne trendy życia w stylu eko.

Całuchy-kluchy!

 

Oni. A.

-Przyszłaś w odwiedziny?

-Nie. Tak spaceruję i szukam toalety.

-Myślę, na pacjentkę nie wyglądasz. Na kogoś, kto zabłądził też nie. Pracujesz tutaj?

-Nie, ale poszukuję pracy.

-Jako?

-Właściwie… już sama nie wiem. Czekam na kogoś.

-Chyba nie po narzeczonego przyjechałaś. Szkoda byłoby Cię dla tych świrów, elfiku. Powiem Ci coś. Ja niedługo wychodzę. Jestem tu od trzech dni, ale lekarz prowadzący mówi, że długo to nie potrwa. Na obserwację mnie wzięli. Żona dzwoniła, prosiła, przekonywała. Jest nauczycielką, wiesz, elfiku? Wstydzi się mnie. Dlatego znalazła mi ośrodek aż tutaj, a innym tłumaczy, że jestem w sanatorium.

-Przed kim żona wstydzi się za Pana?

-Przed koleżankami, Dyrekcją, dziećmi. Szanowane stołeczne liceum. Korepetycje, wyjazdy. Nie pasuję do jej towarzystwa. Nigdy nie pasowałem.

-A przed ślubem?

-Przed ślubem też nie pasowałem, elfiku. Ani ja, ani moja rodzina. Pochodzimy ze wsi. Mamy wpojony kult dyscypliny i pracy, a w niedziele obowiązkowo wyjście do kościoła. Poznałem żonę, gdy była na wakacjach i z koleżankami wynajmowała pokoje przy remizie. Gdybym wiedział, jak to się zakończy, w życiu nie poszedłbym wtedy nad jezioro. Chciałem jej zaimponować. Wypłynąłem za daleko, złapał mnie skurcz i ledwo uszedłem z życiem. Pomógł mi kolega. Ona wtedy nawet tym się nie przejęła. Chichotała się z koleżankami. Może gdybym wtedy nie wypłynął, moje życie nie zmieniłoby się w piekło.

-Proszę nie mówić w ten sposób. Na pewno zdarzyło się coś, co Pan dobrze wspomina.

-Są małe wyjątki. Narodziny obu córek. Wypady na ryby. Ale to było jeszcze przed plajtą. Wstawałem z samego rana i szedłem nad Wisłę. Spotykałem tam znajomych. Jeden mieszkał na Pradze. Romek. Dobry chłopina był. Już nie żyje. Zapił się. Ale na kilka lat przed śmiercią jeździł do psychuszki, bo miał, jak to się nazywa, elfiku, jak się widzi albo słyszy coś, czego nie ma?

-Omamy.

-Właśnie, omamy. Ale obiecaj mi, że nie będziesz pracować z takimi jak on.

-Nie mam teraz na to wpływu. Pójdę już.

-Nie idź jeszcze. Opowiesz coś?

-Chyba nie jestem w tym dobra.

-Opowiedz. Bajkę. Albo napisz. Taką o nas, którzy przypadkiem znaleźli się w psychiatrykach. Możemy chodzić tylko w piżamach. A gdy jest zimno, to siedzimy w salach. Tam śmierdzi. Moczem, gównem, lekami. I są kraty w oknach, abyśmy nie uciekli. A gdzie mamy wiać w tych piżamach w środku zimy albo gdy leje. Od razu ludzie by wiedzieli, skąd uciekliśmy. Choć mnie jest wszystko jedno.

-Nie ma Pan innych ubrań tutaj?

-Są w szafce. Ale nie mam do niej klucza. Wiesz, czego mi brakuje, elfiku?

-Nie wiem. Czego?

-Papierosów. Zrobisz coś dla mnie? Nie bój się. Chcę tylko prosić o papierosa. Lekarze i siostry mówią, że nie wolno, ale tu nikt nie zobaczy.

 

 

 

Patynowa Pani Domu. Urządzanie wnętrz

Dziś o tym, co w przyrodzie jest dość popularne o tej porze roku, czyli o zakładaniu i budowaniu gniazda. Nie jest to oczywiście pozycją obowiązkową w kanonie zadań do zrealizowania na przestrzeni czasu, który Tobie pozostał. Ale gdy już zdecydujesz, że wybrałaś miejsce do zajmowania na dłużej, postaraj się, by miało Twój charakter i odzwierciedlało Twój pomysł na siebie. Po pierwsze o wyborze decydujesz Ty, a nie rodzina, przyjaciele, znajomi z portali społecznościowych, koledzy w wojska dziadka albo inne istoty chcące umieścić temat pomocy w swoim duchowym CV. Załóżmy, że znajdujesz się w odpowiednim miejscu i czasie, a od teraz zabierasz się za nadanie odpowiedniego kształtu swojej przestrzeni.

Kolor ścian. Biel będzie kojarzyć się ze szpitalami dla obłąkanych, ale Cię wyciszy. Pastele wydadzą się zbyt cukierkowe. Barwy w odcieniach beżu i piasku zbyt archaiczne i oklepane. Blada zieleń robi wrażenie tandetnej. Ciemne kolory nie sprawdzają się w małych pomieszczeniach. Czerń odpada. Co zatem pozostanie? To, co uwielbiasz. W wyborze kieruj się intuicją oraz własnym gustem. Weź pod uwagę swoje możliwości finansowe. Sprawdź stan swojego konta i zdecyduj, czy ściany faktycznie wymagają odświeżenia.

Umeblowanie. Realizację tego etapu rozpocznij od odwiedzin znajomych i sąsiadów. Może akurat będą pozbywać się kilku ich zdaniem niepotrzebnych mebli i sprzętów. Sprawdź oferty w outletach (również internetowych), na wystawkach, wyprzedażach garażowych oraz pchlich targach. Nie będziesz korzystać z używanych, ponieważ nie masz zaufania do sprzedawców i nie chcesz przejść nieznanymi zapachami? Ok, nie kupuj więc mebli. Kto powiedział, że nie można przespać życia na materacu, a rzeczy przechowywać w kartonach? Miejsce, które zajmujesz, powinno wyrażać Twoją osobowość. Wyryj to sobie w sercu i noś niczym identyfikator. Jeżeli uwielbiasz kartony i pudełka z sieciówki, to je zatrzymaj. Pamiętaj o opisaniu ich zawartości. Stół i krzesła. Z tym będzie trudniej. Jeśli nie odpowiada Ci masowa realizacja pomysłu na te meble, sporządź własny projekt i poszukaj wykonawcy. Zawsze możesz poprosić tego, kogo lubisz, aby pomógł w wykonaniu. Przy okazji przekonasz się, do czego on/ona się nadaje. Praca przy realizowaniu zamierzeń przynosi wiele korzyści, lecz przede wszystkim skutecznie zweryfikuje nasze znajomości. Jeśli chcesz obniżyć koszty produkcji, możesz samodzielnie wykonać prace renowacyjne. Zaopatrz się w potrzebne narzędzia, obejrzyj odpowiednie filmy instruktażowe w sieci i… do dzieła. Nie martw się rezultatami. Może być tylko lepiej niż na początku, gdy stołu i krzeseł nie było.

Pamiętaj o nagradzaniu siebie za przebrnięcie przez kolejny etap prac. Formą gratyfikacji może być w zależności od nastroju: rozmowa z dawno niesłyszaną koleżanką, zakupy podstawowych produktów spożywczych, wyjście na spacer do lasu. To nic, że w pobliżu go nie ma. Wsiądź na rower i w drogę. Nie masz roweru? Pożycz. Nie masz od kogo? Na to też jest sposób. Jasne, że na końskim grzbiecie również można wyruszyć na poszukiwanie przygody. To znacznie ciekawszy pomysł na spędzanie wolnego czasu niż maraton po sklepach.

Tyle na teraz. Następnym razem będzie o dodatkach, zielonym kąciku oraz elementach dekoracyjnych (Twoja obecność sam w sobie jest jednym z nich). Tymczasem całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Świąteczne śniadanie

Tym razem na pewno będzie inaczej. Ubierzesz się odświętnie. Co to pojęcie oznacza w dress kodzie Patynowej? Odświętnie, czyli nie w schodzony dres pamiętający czasy Twoich kilkuletnich postanowień o wzięciu udziału w zajęciach sportowych kształtujących sylwetkę. Wstajesz wcześniej niż w zwykły wolny dzień z zamiarem przygotowania siebie i swojego gniazdka na przyjęcie gości. Stół został pięknie nakryty już poprzedniej nocy na wypadek, gdybyś nie usłyszała budzika lub chciała jeszcze dospać przez kilka minut. Budzisz się przed usłyszeniem sygnału drażniącego uszy bardziej niż piła tarczowa służąca do wycinania drzew. Wyłączasz więc budzik. To będzie wyjątkowy dzień. Mówią o tym znaki na niebie i ziemi oraz te łączące obie rzeczywistości. Twój ganek odwiedzają skrzydlaci przyjaciele. Radio serwuje muzykę klasyczną przetykana łagodnym głosem dziennikarza i zaproszonych do studia gości. Przykładasz głowę do poduszki i wchodzisz z nią w głęboką komunię. Ockniesz się na dźwięk dzwonka… do drzwi. Zrywasz się jak na komendę i biegniesz otworzyć niedbale narzucając na siebie szlafrok. Na szczęście to tylko sąsiadka, która przyszła z gorącą prośbą o wyrozumiałość. Tłumaczy, że słyszała, jak się krzątasz, a dziś przypada jej okrągła rocznica ślubu, goście już zaproszeni i czy nie mogłabyś pożyczyć jej dwóch krzeseł, bo będzie więcej osób niż początkowo sądziła. Zgadzasz się bez mrugnięcia okiem i wydajesz zdekompletowane meble. Sąsiadka dziękuje i uprzedza, że dziś do wieczora może być głośno. Uśmiechasz się życząc udanej zabawy i zamykasz drzwi. spoglądasz na zegarek. Na prysznic za późno. Na układanie włosów tym bardziej. Wcierasz zatem we włosy coś, co przypomina gluty, po czym wskakujesz w dżiny mocno nadgryzione zębem czasu i koszulę nieco poprzecieraną przy kołnierzyku. Gromadzisz produkty niezbędne do ugotowania białego barszczu. Nie czas na rozstrzygnięcia, czy powstanie z nich żur, czy biały barszcz. Ważne, by odpowiednio pocięte i połączone stanowiły jedność przeznaczoną do ogrzania wnętrzności. W chwili, gdy wybrzmiewa dzwonek, kończysz doprawianie solą i pieprzem. Idziesz otworzyć, ale nie myślisz o zdjęciu potrawy z kuchenki. Witasz się z gośćmi. Wieszasz ich ubrania. Prowadzisz small talk, który przeciąga się w potrójny medium talk. Zapraszasz do stołu. Przed nimi przecudny widok. Zawartość gara spływa po jego zewnętrznych ściankach. Odruchowo zdejmujesz go z kuchenki. Przepraszająco prosisz o chwilę na przelanie barszczu do wazy. Wiesz, że jej nie masz, ale od czego są rodzina i wypróbowani znajomi? Dzwonisz do tych, którzy powinni być w drodze. Na szczęście jedna z nich była jeszcze w domu i zapewniła, że zabierze wazę i dwa krzesła z garażu weźmie. Ktoś mógłby śmiało powiedzieć, dlaczego nie przelejesz zupy do innego, mniejszego garnka. Ale Ty wiesz, że w podczas świątecznego śniadania trzeba zadać szyku, dlatego decydujesz się na wazę. Wykładasz na stół wszystko, czym chata bogata. Goście chętnie włączają się do pomocy. Proponujesz rozpoczęcie śniadania przystawkami w postaci sałatki (jak dobrze mieć mamę), jajeczek przepiórczych w sosie tatarskim (popisowe danie taty) oraz tortilli  do wyboru: z łososiem, szpinakiem i serem feta w wersji wege (podarunek od kolegi, wiecznego hipisa, i jego konkubiny próbującej sił jako malarka, śpiewaczka, hafciarka i producent świec). Waza i krzesła nadciągają w trybie przyspieszonym niczym skład pociągu próbujący nadrobić opóźnienie (choć gdy w Koluszkach prądu braknie, nie będzie mieć znaczenia typ wykupionego biletu i kategoria pociągu). Skoro jest Was komplet, czynisz honory domu i rozlewasz barszcz do talerzy. Zapowiada się pracowity dzień…

Wesołego Alleluja!