Oni. Oferta

-Wyśmienita. Dziękuję. Bez dodatków. Taka, jaką najbardziej lubię.

-Cieszę się, że smakowała. Jabłka z naszego ogrodu. Gdy spędzisz tutaj kilka dni, może okazać się, że wszystko Ci posmakuje.

-Może pora nauczyć się piec?

-Nie ma sprawy. Pojutrze przyjeżdża mama. Zakręć się przy niej. Chętnie Cię nauczy. Przyda Ci się przerwa w pracy. Wyglądasz na osobę, która tego potrzebuje.

-Odrzuciłeś propozycję…

-Tak. Zostałem nominowany do awansu. Nie skorzystałem z oferty. Powiedziałem im, że jeśli jeszcze raz zgłoszą mnie do tego typu nagrody, złożę wypowiedzenie.

-I?

-Przestali mnie straszyć… Zostaję na obecnym stanowisku. Jeszcze przez kilka miesięcy.

-A potem?

-Mam swój gabinet tutaj. Mogę też pracować zdalnie. Zgłaszają się do mnie ludzie. Widzę, jak dokonują się w nich zmiany. Lubię to miejsce. Z dala od miasta. Proste życie. Proste potrawy. Brak telewizji. Dom jest stary. Ma swoje humory, ale klientom to nie przeszkadza. Zresztą dysponuję własnym portfelem klientów. Postanowiłem zaryzykować. Latem mogę wynajmować te dwa pokoje, ale tylko sprawdzonym osobom.

-Słusznie. Kto nie ryzykuje, ten nie je szarlotki. Mówią, że jeśli tak dalej pójdzie, cały dotychczasowy team się rozpadnie.

-Wiesz, liderem z wizją została kobieta, która klepie frazesy o porywach serca. O podążaniu własną ścieżką. Przychodzi do pracy obwieszona talizmanami. Odprawia jakieś rytuały, co wygląda nieco komicznie, jeśli zważyć na fakt, że zgłaszają się do nas ludzie z problemami. Nierzadko na życiowych rozdrożach. Naszym zadaniem jest przeprowadzić klienta przez proces zmiany, a wcześniej uświadomić mu, co zostało skopane.

-Ze mną też chcieli negocjować, ale powiedziałam, że zmiana warunków umowy nie wchodzi w rachubę. Obawiam się, że też rozwiążę z nimi współpracę.

One. Noc

-Pani pewnie też jedzie do uzdrowiska.

-Tak, w pewnym sensie. Jadę odpocząć.

-Ja pierwszy raz jadę nocnym autobusem i tak daleko. Babcia powiedziała, że dla nas obu nie wystarczy pieniędzy na bilety i dlatego jadę sama. Tak się bałam, czy mam ważny bilet i czy wsiądę do dobrego autobusu. Tam, na miejscu odbierze mnie opiekunka z ośrodka. Babcia długo starała się o ten obóz czy jak to się nazywa…

-Turnus.

-Tak, turnus. Będę się tam uczyć, jak się zdrowo odżywiać, jak o siebie dbać.

-To ciekawe zajęcia. W jakiej miejscowości?

-Pokażę Pani. Tu mam napisane. Czepiają się mnie, że jestem gruba i mam tłuste włosy.

-To przykre.

-Jestem przyzwyczajona. Może w ośrodku kogoś poznam, zaprzyjaźnię się i będziemy do siebie pisać i się czesać.

-Warto zaryzykować.

-Bo ja mam więcej kontaktu ze zwierzętami zamiast z ludźmi. Niech Pani zgadnie, ile zwierząt mam w domu.

-Nie potrafię… Kilka sztuk.

-Dwa szczury, psa, chomika i rybki, ale akwarium jest bardziej taty. Natomiast jego nowa dziewczyna nie lubi zwierząt i każe mi się ich pozbyć. Ale rybki mogą zostać pod warunkiem, że tata je ogarnie.

-To wesoło masz w domu ze zwierzętami.

-Cały czas jest hałas, a gdy chcę pobyć w ciszy, wsiadam do tramwaju i jeżdżę do końca trasy, potem się przesiadam do innego. Biorę ze sobą książkę albo notes do rysowania. Chce Pani zobaczyć moje rysunki?

-Tak, chętnie.

-To nasze mieszkanie. To tata, obok niego nasz pies. Siedzą przy piecu. Zimnym. Dziewczyna taty nie daje pieniędzy na opał. Chce wyburzyć piec.

-Może warto go zatrzymać?

-Proszę Pani, teraz już nikt nie ma w domu takiego pieca. Trochę to obciach.

One. Miasto

-Dziękuję, że mnie tu zabrałaś. Prawdziwa manufaktura. Dotychczas składałam zamówienia głównie on line, nie mając pojęcia, że istnieje punkt stacjonarny.

-Teraz już wiesz. Będziemy tu częściej zaglądać. Są organizowane warsztaty i pokazy. Czas na obiecaną niespodziankę. Mogę pokazać Ci inne oblicze miasta, jeśli chcesz. Uprzedzam, że jeśli będziesz wykonywać zdjęcia, lepiej robić to dyskretnie. Mieszkańcy mogą czuć się niekomfortowo i dać temu wyraz. Idziemy?

-Idziemy. Prowadź.

-Nie obawiasz się ciemności, więc nie będzie problemu z wejściem w głąb podwórek. I uważaj, na co wchodzisz. Mnóstwo tutaj nie tylko psich min.

-Tu jest bardzo ładnie. Piękna architektura. Wystarczyłoby tylko trochę ją odrestaurować.

-Istotnie, lecz miasto nie ma co zrobić z mieszkańcami, dlatego zostaje po staremu. Wbrew pozorom to samowystarczalna dzielnica. Właściwie wszystko tu można dostać. Jeśli nie od ręki, to za jakiś czas. Tu jest punkt konsultacyjny. W suterenie. Przychodzi mnóstwo beneficjentów. Nawet dwaj się czają.

-Skąd o tym wiesz?

-Spójrz na nich. Czekają na zamknięcie, aby podejść. Teraz w lewo, przez wjazd. I jesteśmy w podwórku. Zajrzymy lokatorom do jam?

-Coś Ty?! Odważny pomysł.

-Będziemy kukać, a w razie czego powiemy, że niby robimy projekt i przyszłyśmy fotografować drzewo w podwórku. I graffiti. Patrz tam.

-Ojej, nawet nie zasłonili okien. Wszystko widać. Na stole góra ubrań, a reszta leci z szafy. Nie ma nawet krzeseł. Ale ten pies ujada.

-Konkurencja dla telewizora. Chodź teraz na drugie podwórko. Jest ciemno, lecz stosunkowo wcześnie. Nikt nas nawet nie zauważy. Tam, na ostatnim piętrze niedawno wybuchł pożar. Niby instalacja, ale powiadają, że jakiś bezdomny nocował i może to on. Uważaj na błoto.

-A to co? Wymiana kanalizacji?

-Na to wygląda.

-Jak tu cicho.

-Wbrew pozorom to spokojna dzielnia. Mieszkańcy balują głównie na kwadracie. Wychodzą do nocnego po zapasy. Dużo ciekawiej byłoby o wczesnych godzinach porannych. Wtedy z okien lecą różne gadżety, a z klatek schodowych wyłaniają się rozmaite postacie. Tam były dawne jatki. Teraz jest składzik na dziko. Zatrzymajmy się na chwilę. Potrzebuję czegoś z apteki.

Notatki. Sierpień

Kolejna noc spod znaku ulewy. Lubię słuchać, gdy krople deszczu uderzają o bruk dziedzińca oraz o meble i rośliny ogrodowe ustawione wzdłuż niego. Daruję sobie sen. Jest tak przyjemnie, że wychodzę na balkon i usiłuję oczyścić pękniętą na pół głowę. Za bardzo analizujesz i masz zbyt wysokie oczekiwania, usłyszałam w odpowiedzi na swoje niedawne rozterki, stąd tak silne emocje. Gdybyś je <oczekiwania> ograniczyła albo zredukowała, nie byłoby tylu dylematów, analiz. Może powinnaś skorzystać z fachowej pomocy? Coach? Mentor? Znowu to samo. W jakim celu rozkładam te zdania na czynniki pierwsze? Chwytam małą poduszkę, otulam się szczelnie kocem i ląduję w hamaku. Może tym razem zasnę? Deszczowe noce są takie kojące. Gdy odpowiednia pozycja w hamaku zostaje zajęta, odpycham się łagodnie bosą stopą od podłoża i zaczynam się rytmicznie bujać. Głowa serwuje rozmaite myśli. Dokończ notatki. Uporządkuj oba dyski. Napisz zaległy e-mail. Zmodyfikuj biurko. Zacznij od znalezienia dobrego stolarza. Zaczynam od jutra. Teraz jesteśmy tylko poduszka, ulewa, noc i ja. Jesteśmy jednością.

Budzi mnie krakanie wron i kawek. Nie miałam pojęcia, że tyle ich tu jest. Ale budynek jest przecież stary, zawiera mnóstwo ptasich kryjówek i wymaga kapitalnego remontu. Nic dziwnego, że te piękne ptaki upodobały go sobie jako miejsce przeznaczenia. Schodź na śniadanie, już czas. Zdawałyby się mówić do mnie w ptasim języku.

Pary podczas wspólnych wyjazdów niekiedy zachowują się osobliwie, w sprzeczności wobec zasad właściwych czysto ludzkiej naturze. W jadalni pojawiają się: on ubrany w koszulkę z logo popularnej firmy produkującej motocykle (innego dnia miał na sobie T-shirt z nadrukiem biblijnej bestii). Na stopach oczywiście popularne klapki marki będącej częstym gościem memów. Ona, która bardzo chciałaby być obsługiwaną damą o nienagannej dykcji i manierach. Kawa z mlekiem? Jaką wziąłeś? Jakiej marki? Ile nalałeś? Skąd? Tam była. Mogłeś z innego pojemnika wziąć. Dużo mleka dałeś? Jakie pieczywo bierzesz? Ile kromek? Jakiego rodzaju? Do wędlin możesz wziąć dodatki. Musztarda. Ketchup. Tylko nie wyciskaj za mocno. Bo wytryśnie. Coś do picia jeszcze przynieś. Może spróbuj soku. Tylko uważaj na żołądek.

Stoję przy ekspresie do kawy i kątem oka przyglądam się twarzom rozmówców. Przyrządzam kawę tak mocną, o jakiej on mógłby co najwyżej śnić przy swojej wybrance, i z taką ilością mleka, jakiej potrzebuję. Wcinam ciastka i kawałki owoców. Do tego świeżo wyciskany sok. Uśmiecham się do mężczyzny znacząco, aby wiedział, że ja wiem, przez co on przechodzi. Człowieku, wycofaj się, zanim będzie za późno. I zmień koszulki, bo kłócą się z Twoją osobowością.

One. Przerwa

-Zadzwoniłam, bo pomyślałam, że nie śpisz. Widziałam, że jesteś online.

-Czasami zapominam wyłączyć, ale istotnie, mam dziś kolejną noc dla siebie. Skąd dzwonisz?

-Z dworca. Czekam na pociąg. Ładuję telefon. Mam przerwę. To jeszcze trochę potrwa.

-Wysłałam materiały na konkurs, jak mi radziłaś.

-Świetnie. Kiedy wyniki?

-Kapituła zbierze się w najbliższym tygodniu i wyłoni zwycięzców, którzy otrzymają nagrody pieniężne. Nawet ci wyróżnieni.

-Na co przeznaczysz wygraną?

-Daj spokój.

-Na co?

-Nie sądzę, abym się załapała. Zrobiłam to raczej dla sportu i w ramach autoterapii.

-To niewłaściwe podejście. O czym pisałaś?

-O galeriach handlowych, a właściwie o walkach z samotnościami, które rozgrywają się na ich terenie.

-Jaki był pomysł na realizację?

-Opisałam kilka historii na podstawie tego, co zobaczyłam i czego doświadczyłam. Całe szeregi ludzi w różnym wieku zmagają się z samotnością myśląc, że w galeriach można się ukryć. Ale to nieprawda. Tam dopiero można być wyeksponowanym. Niektórzy klienci wyjmują laptopy udając zapracowanych, a w gruncie rzeczy pragną, aby ktoś ich dostrzegł. Częściowo odpowiadam na ich potrzeby uśmiechając się niby przypadkiem, gdy mijam ich stoliki. W oczach widać wtedy podziękowanie. Dużo mamy czasu?

-Bez obaw. Dam znać, gdy zacznę się zbierać. Mów do mnie. Uwielbiam Cię słuchać, o czytaniu nie wspominając.

-Własne obserwacje zamieściłam w pracy konkursowej, a w ramach grafiki dołączyłam samodzielnie wykonane i lekko podrastowane zdjęcia. Opisałam też krzywdzącą się parę. Ona miała w oczach smutek i krzyk. Co najmniej dwa razy domawiała ciastko, aby przedłużyć coś, czego konsekwencje są tylko rozłożone w czasie. On miał jej dosyć. Zdradziły go drobne, niby nic nie znaczące gesty i spojrzenie.

-Mówiłam Ci, że poprosiłam o przeniesienie w ramach projektów? Będę prowadzić zajęcia dla osób samookaleczających się i ano. Zaczynam od przyszłego miesiąca. Mogę liczyć na Twoją fachowe wsparcie?

-Schlebiasz mi. Nie wiem, czy będę potrafiła.

-Na początek możesz mi polecić coś z literatury. Tylko niezbyt dużo. Liderka mówi, żebyśmy podpierali się nazwiskami autorytetów.

One. Akcja

-Nie pozwolisz mi na działanie? Mogłabym coś zorganizować, a przynajmniej podjąć próbę.

-Nie zgadzam się.

-Domyślam się, dlaczego.

-Jeśli chcesz, możesz wesprzeć inną aukcję. Robiłaś kiedyś piękne kartki. Mogłabyś przy okazji zareklamować swoje usługi. Stałabyś się sławna.

-Nie zależy mi na sławie. Może spróbujmy ze zbiórką? Portale społecznościowe mają szeroki zasięg.

-Istotnie. Musiałam zachorować, abyś się odezwała.

-Oj, bierzmy się do roboty. Nie ma czasu do stracenia.

-Mam mniej czasu niż Ty. Zawsze chciałam pozwolić sobie na komfort jego tracenia. Póki co skończyliśmy kolejną terapię.

-Dała coś?

-Opowiem, gdy otrzymam wyniki. Pomożesz młodej w lekcjach?

-Tak. Co tam obecnie omawiają?

-Trzeba ją stale kontrolować i odpytać z biologii. Budowa mózgu i jego możliwości.

-Z tego tematu chyba niewiele pamiętam.

-Na pewno wiesz więcej ode mnie. Odświeżasz sobie nieustannie tę wiedzę. Przyjedziesz latem?

-Takie mam plany. To będą piękne wakacje.

-Opowiesz mi, jak było. Nie chciałabyś wystąpić?

-Przestań. Chyba że w sprawie Twojego zakupu.

-Umiesz wiązać chustki na głowie w ciekawy sposób?

-Nie umiem.

-Mogłabyś poćwiczyć. Masz ich tyle. Chustek, nie głów oczywiście.

-Mogę Ci je oddać, jesli chcesz.

-Farbujesz włosy.

-Tak.

-To nie możesz oddać.

-Jakie to ma znaczenie? Myślałam o chustkach. Pozwól sobie sprawić niespodziankę.

-Trzeba będzie przejść się do szkoły. Asystent rodziny jest kompletnie niewydolny. Napisałabym Ci upoważnienie. Załatwisz kilka spraw w moim imieniu? Składki. Wycieczka. Odbiór młodszego ze świetlicy.

-Nie da rady zrobić tego zdalnie? Na przykład przelewem?

-Są zaległości. A co do świetlicy już wpisałam Twoje nazwisko na listę opiekunów.

Oni. Matura

-Nie mogę jechać na wycieczkę.

-Przestań. Dlaczego?

-Syn pisze wtedy maturę.

-I co? Chcesz ją napisać za niego?

-Nie o to chodzi. On może mi wywinąć numer.

-Jest dorosły.

-Za każdym razem, gdy wracam do domu, mamy nowy problem.

-Jak długo zamierzasz go tak niańczyć?

-Aż zda.

-A jeśli nie zda?

-Nie mogę jechać i już. Muszę go przypilnować.

-Okazja do wyjazdu może się nie powtórzyć. Przy takiej cenie?! I zaliczkę masz z głowy.

-Odpada. Musze przypilnować młodego. Powiedział, że nie pójdzie na egzamin. Boję się o niego.

-Będzie nadal wywijać numery, bez względu na wszystko. Taka jego natura.

-A jak Twoje sprawy? Na długo przyjechałaś?

-Na kilka dni. Umówiłam się z notariuszem.

-Jest szansa, że odzyskasz swoją część domu?

-Przecież jej nie utraciłam.

-Za każdym razem, gdy przyjeżdżasz, jest tutaj mniej Twoich rzeczy.

-Fakt, znikają w zastraszającym tempie.

-Jakby ktoś chciał zatrzeć ślady obecności. Dużo jeszcze tego zostało?

-Trzy kartony.

-To wszystko?

-Nie mam się gdzie podziać.

-To rześko.

-Przenocujesz mnie? Na kilka dni.

-Nie przenocuję.

-Ok, tak tylko pytam. Kogo teraz przygarnęłaś? Albo co?

-Nikogo. Potrzebuję ciszy. Pracuję. Poza tym spotykam się z kimś.

-Gratuluję! Jak Ci się to udało?

-Tak jakoś wyszło.

-Powiesz coś więcej?

-Nie powiem.

-To dlatego nie chcesz jechać na wycieczkę. Syn sobie poradzi bez Ciebie, a Twoje obawy dotyczą czegoś innego.

-Bingo! Znowu wygrałaś. Jak Ty to robisz?

One. Ziemia

-Mamy zajęty kalendarz do końca roku. Akurat terminy podane przez Panią idealnie się w niego wpisują.

-Cieszę się, że znalazły Panie dla mnie czas. Śmieszne są te kozy. Uciekły przede mną, ale nie miałam zamiaru ich wystraszyć.

-To matka i córka. Dzięki nim mamy mleko, bo dziecko Heli ma alergię i lekarz pediatra zalecił kozie mleko zamiast krowiego. Nie chce małemu dawać sztucznych mieszkanek. Inaczej, jej zdaniem, prowadzenie takiego gospodarstwa nie miałoby sensu. Przy okazji wyrabiamy sery, ale wyłącznie na swój użytek.

-Jak długo Pani tutaj pracuje?

-Dwa lata jako instruktor, ale od czasu do czasu pomagam w gospodarstwie. Przyda się dodatkowa para rąk. Będziemy rozbudowywać stajnie, dlatego w perspektywie skupimy się głównie na jeździe sportowej.

-Mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się dość dobrze opanować podstawy.

-Bez obaw. Jest Pani blisko celu. Jeśli szuka Pani pokoju do wynajęcia, za jakiś dobry tydzień zwolni się jeden. Byłby idealny dla Pani i nie trzeba byłoby tracić czasu i pieniędzy na dojazd na lekcje.

-Przyznaję, że ładna okolica, a gospodarstwo robi wrażenie. Jest zadbane. Zwierzęta też.

-Przyjechałam tutaj na praktyki i zostałam. Wraz z narzeczonym mamy zamiar kupić ziemię w tej części Polski.

-Tu w okolicy?

-Niekoniecznie. Raczej na wzgórzu. I na końcu świata, gdzie będą tylko góry, lasy i konie.

-Będą Państwo dodatkowo coś uprawiać?

-Ziemia jest potrzebna, aby założyć stajnię. Chcemy zawodowo prowadzić działalność związaną z końmi. Jazda. Hotel. Dzierżawa. To mądre i piękne zwierzęta. Są jak dzieci. Przytrzyma Pani?

-Tak.

-Stara chata do remontu byłaby ok, ale na początek możemy zamieszkać w przybudówce tuż przy stajniach. Gdzie ta Zosia? Miała mi pomóc zaprowadzić konie.

-Chętnie pomogę, jeśli to nie problem.

-Nie, a prowadziła Pani kiedyś?

-Mogę się nauczyć, jeśli Pani pozwoli.

-Proszę tu chwycić i idziemy. Pięknie! Bardzo dobrze sobie Pani radzi.

-Dziękuję. Staram się. Mam nadzieję, że pozostaniemy w kontakcie. Proszę dać znać, gdy z pomysłów coś się urodzi. Będzie mi ogromnie miło zagościć u Państwa.

Notatki. Święta po naszemu

Od lat można zaobserwować stopniowe wydłużanie się czasu oczekiwania na święta Bożego Narodzenia, które charakteryzują się między innymi tym, że przypadają w stałe dni roku. Pierwsze życzenia radosnego przeżywania Gwiazdki otrzymałam w okolicy połowy października, zatem w czasie, gdy niektórzy jeszcze nie powrócili z letniego urlopowania. I tak już w październiku na witryny sklepowe trafiły rozmaite ilości czekoladopodobnych wyrobów w złotkach, pierników w różnych smakach, udekorowanych w gwiaździste symbole, otyłych, plastikowych dziadków w czerwonych paltach tudzież ich inflacyjnej wersji – po diecie keto, z sześciopakiem (nie zawsze na ciele). Co my świętujemy? Chciałoby się zapytać coraz głośniej i wyraźniej. I kiedy?

-Jestem znudzona czekaniem na święta. Najadłam się korzennych ciastek, udekorowałam dom miesiąc temu. Część dekorów została rozwalona przez kota, który lubi się nimi bawić. Prezenty dla rodzinki leżą w szafie, dostarczone i zapakowane przez znaną firmę. Potrawy zamówiłam z odpowiednim wyprzedzeniem.

-A gdybym Ci powiedziała, że można czekać na coś inaczej, pełniej?

-Nudy.

-Wojna o życie karpi to nie wszystko. Wyjedź gdzieś, odpocznij.

-Irytuje mnie dźwięk Twojej bransoletki, gdy piszesz, a jej elementy ślizgają się po klawiaturze.

-Nie słuchaj. Odpraw… Co tam za rytuały odprawiasz?

-I tak w to nie wierzysz.

-Nie przyniosły spodziewanej poprawy, co?

-Widocznie nie skupiłam się zbyt mocno na oddechu.

-Może byś gdzieś wyszła zamiast narzekać? Dotlenisz się. Wrócisz z otwartą, odświeżoną głową.

-Dlaczego nie chcesz dekorować mieszkania ani piec pierników? Dlaczego jesteś taka uparta? I tak co roku.

-Zbędne atrakcje. Pierniki kupuję i jem przez okrąglutki rok. W różnych smakach. W mieszkaniu utrzymuję porządek niezależnie od świąt.

-Nie chcesz zmiany? Takiej trwałej. Radykalnej.

-Nie.

-Może wpadniesz do nas w pierwszy dzień świąt? Wiem, co powiesz. To, co każdego roku.

-Dziękuję, nie.

-Co będziesz robić?

-Wspominać.

Oni. Pisz

-Nie masz ociekacza na sztućce?

-Nie mam, ale jest czajnik.

-To już coś.

-Przyniosłam Ci miski, wałek…

-Niepotrzebnie.

-Potrzebnie, potrzebnie. Trzęsą Ci się ręce.

-Z zimna.

-Nie z zimna.

-Nie wiem, co powiedzieć.

-Zacinasz się. To do Ciebie niepodobne.

-Denerwuję się. I zimno jest.

-Mieszkanie było nieogrzewane podczas Twojej nieobecności. Co Ci tam dawali?

-Klasyka.

-Ciepłej wody też nie ma. Zalegałaś z opłatami w spółdzielni. Opłaciłam tylko zimną.

-Po to robisz?

-Żebyś stanęła na nogi.

-Dam sobie radę.

-Niby jak?

-Ręce Ci się trzęsą. Do roboty się nie nadajesz. Zaczęłaś się jąkać. Masz dziury w głowie.

-Długo jeszcze tu będziesz?

-Póki nie zaśniesz.

-Ale ja chcę porozmawiać, a nie wiem, co mówić.

-To pisz.

-Co?

-Pisz. To, co chcesz, aby inni wiedzieli i usłyszeli. Pisz. Notuj. Tu jest twoje pióro. Bierz je do ręki. Natychmiast. I pisz.

Dymi mi z czachy. Chce mi się pić i rzygać. Ostatnie tygodnie były koszmarne. Zmieniły się piguły na oddziale. Służbistki jedne. Wyganiały do łóżek na ciszę. Zero dostępu do telefonu, jeśli ich zdaniem coś zawaliłaś. Ale z nimi lepiej nie dyskutuj. Zero kontaktów. Tylko paczki. Ale ja nie żarłam tego, co przynosiliście.