Wychodzę przed południem. Mijam stojącego w drzwiach klatki schodowej zaniedbanego higienicznie człowieka, ubranego w brudny turecki sweter oraz spodnie pamiętające czasy bazarów wczesnych lat 90. Przerzedzone, tłuste włosy pozostają w niechlujnym nieładzie. W XXI wieku, gdy łazienka jest w każdym domu w niedzielne przedpołudnie można jeszcze spotkać kogoś, kto o zasadach higieny osobistej słyszał może w latach szkolnych. W dłoni ozdobionej zapuszczonymi paznokciami trzyma obitą, blaszaną miskę, z której aluminiową łyżką wyjada ziemniaki obficie polane przypalonymi skwarkami. Swąd przypalonych skwarków i cebuli roznosi się po całej okolicy.
Matka z dwojgiem dzieci. Jedno w wieku ok. 4 lat i drugie noszone w chuście w wieku kilku miesięcy. Dodatkowo w jej dłoni smycz, na której idzie uwiązany pies. Mówią tak głośno, że słychać ich z daleka. Wybierają się na wycieczkę po okolicy. Zmierzają w w kierunku dworca kolejowego. Zostaw. Nie rusz. Połóż. Zaraz w d*pę dostaniesz. I zobacz, co narobiłeś. Nie wezmę Cię już nigdzie. Oddaj to. Potrzymaj psa. Nie tak mocno. Nie szarp. Czterolatek kładzie się na chodnik, który dzieli z resztkami niestrawionego pożywienia. Rozpoczyna się pokaz akrobatyczny w jego wykonaniu. Widownia nie klaszcze. Oddala się spoglądając w ekrany swoich smartfonów. Matka wraz z dziećmi i czworonogiem wsiada do pociągu.
Późne niedzielne popołudnie. W bistro przy stoliku rodzina z dzieckiem o specjalnych potrzebach edukacyjnych. W powietrzu czuć dziwne zawieszenie, ciszę przed burzą. Intuicja mnie nie zawodzi. Dziecko z zaburzeniami zachowania i emocji nie odnajduje się w świecie, do którego zostało zaproszone. Na oczach konsumentów daje temu wyraz w postaci konwulsji oraz rzucania czym popadnie. Przytomny ojciec wynosi je na zewnątrz. Matka w błyskawicznym tempie ubiera pozostałą dwójkę, chwyta torebkę i wybiega za nim.
Moja strefa ciszy i komfortu znajduje się za zamkniętymi drzwiami mieszkania. Rezygnuję z obiadu w punkcie gastronomicznym. Wracam do siebie. Otulam się w koc niczym w kokon. Nie ma mnie dla nikogo.
