Patynowa Pani Domu. Nie

W odpowiedzi na namolne pytania zainteresowanych (a może tylko ciekawskich) o sposób spędzania świąt Bożego Narodzenia postanawiasz zamieścić kilka zdań na ten temat. Podejmujesz wyzwanie jak co roku: niechaj przedświąteczny amok przynajmniej Ciebie ominie. I każdego roku sytuacja się powtarza, tzn. są ponawiane pytania o to, gdzie i z kim przeżyjesz ten czas. Gdybyś miała do wyboru tańczenie salsy na wyspie jak wulkan gorącej, albo pojenie się naparem z jagody moroszki w krainie na czerwono ubranego staruszka z wielkim brzuchem, albo popijanie drinków z palemką z widokiem na zatokę, w której obok surferów pływają rekiny, z pewnością nadmieniłabyś o tym w rozmowach z coraz liczniejszymi interlokutorami. Na szczęście nie masz dylematu, co wybrać i jak się ubrać oraz czy dodatkowe klapki pod prysznic zmieszczą się w bagażu podręcznym. Oto antydekalog świętowania stworzony na potrzeby ciekawskich. Pozostałych (ewentualnych) zainteresowanych odsyłasz do poniższego tekstu. I tak podczas przedświątecznej gorączki:

  1. Nie upieczesz pierników, kruchych ciasteczek, orzeszków, muffinek oraz żadnych innych słodkości.
  2. Nie ubierzesz drzewka choinkowego ani nie przygotujesz świątecznych dekoracji.
  3. Nie przyrządzisz ryb pod żadną postacią (wszystkie ryby są fe!!!).
  4. Nie wybłyszczysz mieszkania.
  5. Nie wypucujesz zastawy stołowej.
  6. Nie przystroisz gospodarstwa gałązkami jemioły.
  7. Nie wybierzesz się na mega zakupy do galerii handlowej, aby poczuć drenaż portfela.
  8. Nie wpadniesz w panikę z powodu braku nowych ubrań na okazje spotkań przy rodzinnym stole.
  9. Nie przyjdzie Ci do głowy pomysł podania obiadu składającego się z trzech dań z przystawkami.
  10. Nie będziesz robić niczego, na co najzupełniej nie masz ochoty.

Całuchy-kluchy!

Notatki

Spoglądam do kalendarza i nie wierzę, że to już połowa grudnia. Zmęczenie ścina mnie z nóg. Każdy poranek to zmaganie się ze sobą. Nierówna walka, w której nie można stanąć po danej stronie, bo taka jest tylko jedna. Wstajesz, wychodzisz i dzięki temu wygrywasz. Nawet jeśli o mały włos nie zostałaś potrącona przez rozpędzony samochód na przejściu dla pieszych. Na szczęście na zewnątrz był mróz, więc przebudziłam się na dobre zaraz po wyjściu z domu. To mnie uratowało. Wygrałam zatem podwójnie. Po pierwsze stoczyłam bitwę z przemęczeniem. Pokonałam je przy pomocy ogromnej siły woli. Po drugie zachowałam zdrowie i życie dzięki refleksowi oraz dobrej kondycji.

Wchodzę w tryby. Wycinam. Docinam. Kleję. Mocuję. Układam. Niechaj to przypomina coś, co z założenia ma być dekoracją. Postępuję wbrew sobie. staczam kolejną walkę. Jeszcze trochę. Jeszcze trochę wytrzymam. Nie chcę więcej dekorować, kupować, mierzyć, odkładać, przekładać, zastanawiać się, toczyć bojów z klientami. To nie mój świat. Nie mam siły tłumaczyć, dlaczego wybrałam podążanie inną ścieżką. Nie doklejam do tego żadnej schizofrenicznie propagowanej ideologii, minimalizmu, walki z plastikiem, światowym zużyciem wody itp. Nie jest moją podstawową troską, co postawię na świątecznym stole ani czym udekoruję mieszkanie, lecz kogo do niego zaproszę oraz z kim usiądę przy stole. Co przeczytam i co obejrzę oraz czy nie zrobi mi to papki z mózgu. Czy następnego dnia wstanę z łóżka i pokonam codzienność? Czy zachowam tożsamość?

Patynowa Pani Domu. Kartki hand made

Ferwor przygotowań do świąt trwa. Na dobrą sprawę niektórzy nawet nie wiedzą, jakie święta nadciągają, ale wiedzą, gdzie udać się po całą masę nie zawsze potrzebnych gadżetów. Opuszczają świątynie handlu objuczeni niczym renifery św. Mikołaja. Gdyby pogrzebać w historii, to Józef z brzemienną Marią podróżowali na ośle. Ale to zwierzę ma nieco inne konotacje znaczeniowe niż wspomniany rumak dziadka w czerwieni, więc zostawmy ten wątek tęgim głowom.

Jako zakupofob omijasz wielkopowierzchniowe sklepy szerokim łukiem, szczególnie w grudniu.  Kalendarz adwentowy przypomina Tobie, że czas pomyśleć o wysłaniu kartek świątecznych. Dla niewtajemniczonych: kartka okolicznościowa (pocztówka) to kawałek papieru o dowolnym rozmiarze, który zmieści się do koperty. Na awersie kartki są zamieszczane motywy, których dotyczą słowa kierowane na jej rewersie. I tak z okazji urodzin kartka może zawierać nadruk kwiatów, butelek z winem, osób obu płci w zależności od tego, do kogo kartka jest adresowana. Są i tacy, którzy nie korzystają z gotowych wzorców, lecz wykonują pocztówki samodzielnie. Do tego celu należy zakupić: kolorowy, sztywny papier o różnej gramaturze (masz w ciemnych barwach – odpada), kilka sztuk miękkich kartek (zostały z ubiegłych lat), dziurkacze ze świątecznymi motywami (już masz), klej dobrej jakości, aby nie zostawiał śladów (jest), brokat (podwójna korzyść, kup więcej, aby zostało na szaloną, sylwestrową noc – przy tej okazji już teraz możesz zaopatrzyć się w zimne ognie, tylko nie używaj ich do wykonywania kartek; zostaw na sylwestra) – jeśli jesteś zakatarzona i często kichasz, nie używaj go, stemple (są, to nic, że z motywem tulipanów, serc i dzbanuszków), nożyk do cięcia papieru. Przeszukaj szuflady. Może znajdziesz w nich stare koronki, kolorowe tasiemki i inne rzeczy, które wykorzystasz w pracy na poły artystycznej, a przy okazji wypromujesz własne działania na frontach walk o czystość planety.

Sposób wykonania. Przygotuj potrzebne materiały. Policz, ile kartek potrzebujesz. Możesz posiłkować się listą osób, których obdarujesz pocztówkami. Przytnij papier do odpowiednich rozmiarów (takich, by zmieścił się w kopertach). Skomponuj elementy, które nałożysz na wierzch kartki. Naklej motywy, które Ci się podobają. W środku pocztówki po prawej stronie zamieść kilka ciepłych słów do adresata. Jeżeli opisane wyżej czynności wydają Ci niemożliwe do wykonania, idź do najbliższego sklepu papierniczego lub na pocztę i kup gotową kartkę.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Prezenty

Uwielbiasz spacerować wieczorami w grudniu, szczególnie gdy mocno wieje. Jest wtedy przenikliwie zimno, a Ty odczuwasz to w każdej komórce własnego ciała. Wędrówki podczas zimnych dni ładują Cię energetycznie i sprawiają, że zaczynasz myśleć konstruktywnie. Planujesz wyjazdy, zakupy, popołudniowe zajęcia… Taki obraz grudnia znajduje się głównie w sferze Twojej wyobraźni, ponieważ rzeczywistość skutecznie go odczarowuje. Co roku czekasz na grudzień i co roku on wygląda podobnie. Właściwie rozpoczyna się już w listopadzie wraz z przedświątecznym amokiem w galeriach handlowych, które prześcigają się w pomysłach na prezenty w atrakcyjnych cenach (nota bene odkąd żyjesz jeszcze nie spotkałaś się ze stwierdzeniem, że zakupy prezentowe kosztują za dużo). Wtórują im mali wytwórcy, garażowcy, a la artyści oraz lokalsi usiłujący przedstawić swój pomysł na obdarowanie kogoś wyprodukowanymi przez siebie gadżetami. Niekiedy owe gadżety są kupowane po cenach hurtowych, a następnie sprzedawane po detalicznych. Do tego dochodzą usługodawcy. I tak mamy propozycję skorzystania z masażu albo zabiegów pielęgnacyjnych w pakiecie.

Od listopada przynajmniej jedno Twoje popołudnie w tygodniu wygląda mniej więcej tak: pomożesz mi coś wybrać dla…? Pomogę. Właściwie rodzince już kupiłam, ale dziewczyna brata będzie u nas i nie wiem, co jej kupić. Może książkę? Książkę już ma. A nie przeszłabyś się ze mną do… Poszukałybyśmy czegoś. Jasne, że tak. Kiedy idziemy? Dzwoniłam do sklepu ze sprzętem AGD. Powiedzieli, że blendery przyjdą najpóźniej na początku przyszłego tygodnia. Pójdziesz ze mną, dla pewności, żeby nikt mnie nie wyrolował? Pójdę do towarzystwa. Znasz mój stosunek do prowadzenia domu oraz do posługiwania się nowinkami z półki AGD. Chodzi mi o to, żebyś robiła dobre wrażenie. Nie ma sprawy. To się na pewno uda. Jak placki ziemniaczane.

Kiermasze rękodzielnicze, pchle targi, jarmarki ze stoiskami we wszystkich kolorach, jakie stworzyła paleta barw dla popularnej marki kosmetycznej odwiedziłaś ostatnimi tygodniami kilkakrotnie. Głównie turystycznie wspólnie z D., która nie mogła zdecydować się, kogo czym obdarować i wreszcie uznała, że najlepszym prezentem dla bliskich będzie przygotowanie upominków samodzielnie. Ba! Nareszcie! Telefon: nie masz czegoś na chacie, czegoś nieprzydatnego, z czego można zrobić coś, co się przyda? Mam kilka wstążeczek w nasyconych barwach, kolorowy papier, muszelki, dziurkacze w rozmaitych kształtach. Wymieniać dalej? Kartki świąteczne zamierzam z tego zrobić. A nie zrobiłabyś i dla mnie kilku? Coś wymyślimy. Ilu potrzebujesz?

Całuchy-kluchy!

Notatki. Przedświąteczna gorączka

Budzę się w środku nocy i po omacku włączam radio. Pierwsza informacja, która dociera do mnie na wpół sennej, dotyczy śniegu lekko prószącego gdzieś na południu Polski. Następnie dowiaduję się, ile osób zamarzło w ciągu ostatnich kilku tygodni z powodu wychłodzenia organizmu. Słyszę auta odjeżdżające z parkingu. Spoglądam przez okna. Ktoś skrzybie samochód, kto inny nerwowo gestykuluje. Nie może odpalić. Wracam do łóżka. Przymykam oczy. Słychać budzik. Od tej pory moje życie wplata się w tryby maszyny, która mnie zmieliła, przyprawiła trucizną z dodatkiem glutaminianu monosodowego i przeznaczyła na fastfood. Po drodze znowu widzę martwego szczura. Dostrzegam symbole, ale nie rozumiem ich znaczenia w kontekście własnego życia.

Popołudnie. Mgła osnuwa ziemię. Śniegu wciąż nie ma. Szamańskie prognozy kolejny raz nie sprawdziły się.

Uciekłam ze sklepu. Zobaczyłam, co się tam dzieje i uciekłam wrzuciwszy wpierw do koszyka porcję sera z orzechami oraz dwie zgrzewki wody mineralnej. Konsumenci niemalże wyrywają sobie towar z rąk celowo trącając się wózkami. Tak ma być do końca grudnia, jak dowiaduję się od obsługi. Klienci głównie krzyczą na pracowników sklepu albo ponaglają ich i tak błyskawicznie poruszających się z towarem pomiędzy półkami. Są amatorzy zakupów, którzy nie znają położenia produktów oraz nie potrafią porównać ich cen. Czytanie ze zrozumieniem oraz znajomość topografii sklepu to dla nich wyprawa na Kaukaz. Dla mnie samo obserwowanie tego zjawiska jest niczym przeprawa przez amazońską dżunglę. Współuczestniczę volens nolens w Armagedonie. Jestem w samym jego epicentrum. Usiłuję przestawić się na tryb off. Nie słyszę, jak z jednego rogu sklepu ona wrzeszczy do niego, aby wziął o jedno opakowanie pasztetu więcej, a on jej odkrzykuje: zwykłe czy z kary. I dorzuca: zobacz jeszcze te okulary z reniferkiem, dla Zochy weź okrągłe, a dla nas z brokatem, ale pospiesz się, bo mało zostało.

Na nowo uczę się pisać przy muzyce poznając inny rodzaj ciszy.

Patynowa Pani Domu. Andrzejki

Jutro bierzesz się za porządki w gospodarstwie domowym. Zbliża się czas Adwentu. Zatem porządkujesz wnętrze i zewnętrzność. Świece zakupione i to z naddatkiem. Lodówka zaopatrzona. Domowe SPA zaliczone. Pozostaje doprowadzić otoczenie do względnej przejrzystości. Zakasujesz rękawy od samego południa. Najpierw obowiązki, potem przyjemności. Nie będzie andrzejkowej zabawy. To tylko symboliczne obrzędy nie mające większego znaczenia. Nawet nie pamiętałabyś, że takowe istnieją, gdyby nie radiowe audycje oraz telefony D., która do pracy pilnie poszukiwała materiałów, a Ty pomagałaś jej je przedstawić, skompletować, wydrukować i zebrać. Nie chcesz sobie wylać wosku? Nie chcę. Wosk i tak się wyleje, zwykle podczas mało delikatnego zdmuchiwania płonących świec. Mimo że wychodzisz na balkon, by zasłona dymna nie przyćmiła Ci oczu, ani razu nie udało Ci się nie wylać wosku. Nawet nie próbowałaś ułożyć wzoru z ciepłej, roztopionej parafiny, ale wielokrotnie podejmowałaś próby jej usunięcia z różnych sprzętów. Fusy do kawy zostawiasz dla roślinek. Podobno dobrze wpływają na ich wzrost i odżywiają. Ustawianie butów. Nie słyszałaś o przyszłej (prędzej niedoszłej) pannie młodej, która wybrałaby się do ślubu w martensach vagabondach  albo sznurowanych sztybletach. Wiedza na ten temat nie będzie Tobie potrzebna.

Ścierki czekają. Podobnie jak ekologiczne i ekonomiczne środki czystości. Omiatasz. Pucujesz. Szorujesz. Wietrzysz. Zdzierasz paznokcie (polakierujesz je wieczorem wcześniej robiąc im kąpiel w papce z mielonego siemienia lnianego). Padasz. Zasypiasz. Budzisz się. Późny wieczór. Jadłaś coś? Dzisiaj dzień postu. Ale chleb z miodem to nie rozpusta, więc pochłaniasz jedną kromcię, potem drugą. Płynne złoto roztapia się w ustach, potem grzeje przełyk, dociera do brzuszka pieszcząc go. I masz pomysł na kolejne kuchenne szaleństwo. Kanapki pieścibrzuszki.

Całuchy-kluchy!

Notatki

Zimno. Coraz zimniej. Kolejny raz zapomniałam o rękawiczkach. Pstrokate reklamy zachęcają do udanych zakupów (czy kiedykolwiek zdaniem „speców” od marketingu zakupy mogłyby być nieudane). Mogłabym zatem kupić kolejną parę rękawiczek po okazyjnej cenie. Do tego patelnię, komplet sztućców, skarpetki, bo z pewnością kiedyś się przydadzą. Z trudem przeciskam się przez hałaśliwy tłum. Zdążyłam kupić bułki i warzywa, zanim znalazłam się na przystanku. Jedzenia mi wystarczy na dziś i na jutro. Obserwowałam twarze pracowników sklepów, na których zamiast wyszkolonych trików zachęcających do nabywania najczęściej niepotrzebnych produktów, zauważam znużenie, zniecierpliwienie i z coraz większym trudem ukrywaną niechęć. Podobnie u klientów. W drodze powrotnej czytam o sposobach na świętowanie czarnego piątku bez obciążania układu nerwowego. Wypunktowane. Zostań w domu. Wyjdź na spacer. Z psem. Autorowi tekstu gratuluję logicznej spójności w przedstawianiu pomysłów. A co z osobami, które nie mogą opuścić mieszkań ze względu na stan zdrowia lub utrudnienia architektoniczne, choć bardzo pragnęłyby wyjść na spacer? Tego autor tekstu nie uwzględnił. Unikaj niepotrzebnych zakupów. Najpierw w sztuczny sposób wykreowano potrzeby, a następnie w nienaturalny sposób próbuje się je zastąpić kolejnymi substytutami. Tak czy inaczej nie mówi się konsumentom, że stali się ofiarami manipulacji ze strony tych samych osób, które potem wepchną ich do gabinetów na kosztowne terapie. Zamiast odwiedzać rozmaite sklepy, zapukaj do drzwi samotnej osoby i zapytaj, czy nie potrzebuje pomocy. Taką postawę należałoby promować nie tylko podczas czarnego piątku, lecz przez okrągły rok. Odwiedź kogoś bliskiego. Spadły mi kapcie. Punkt pozostawiam bez komentarza. Co istotne, gdyby nie informacje o czarnym piątku z każdej strony serwowane krzykliwie i najczęściej z domieszką bezguścia, znaczna liczba konsumentów nie wiedziałaby, że takowy dzień istnieje i można go świętować, np. na równi z urodzinami.

Patynowa Pani Domu. Black week

Wszystko, co jest związane z promocją i marketingiem o tej porze roku, krzyczy najgłośniej. O jedynej takiej okazji, o promocjach, o produktach, bez których nie można się obejść, a już na pewno spędzić nadchodzących świąt. Pytanie, jakie to święta i gdzie powinna odbywać się ich celebracja. Spece od manipulacyjnych technik sprzedaży z pewnością znają odpowiedź. Nie przewidzieli chyba, że wśród potencjalnych konsumentów znajdą się osoby takie jak my, czyli sporadyczni konsumenci dóbr rozpowszechnianych w miejscach wzmożonej i nie zawsze niepotrzebnej konsumpcji. Oto checklista sprawunków na wypadek, gdyby przyszło Tobie wybrać się do sklepu wielkopowierzchniowego w najbliższych dniach, tudzież tygodniach.

Soda oczyszczona i kwasek cytrynowy. Kilka paczuszek. Cel: ekonomiczny i ekologiczny sposób na porządki. Pokarm dla zbrojnika pospolitego. Jeśli nie wystarczy Ci pieniędzy na ten cel, powiedz Paskudzie, żeby wcinał glony. W końcu jest glonojadem. Odżywki dla roślinek. Nie potrzebujesz. Zamiast nich użyj do podlewania wody po gotowanej kaszy lub po skorupkach jajek. Liściasta herbata smakowa. Zamiast kupować bez limitu, rozpuść wici po rodzince i znajomych, co chciałabyś znaleźć pod drzewkiem choinkowym. To ostatnie z powodzeniem może być zastąpione wieloletnią poinsencją, figowcem lub juką. Ewentualnie paprotką. To będzie zależało od zasobów gospodarzy. Czekolada. Kilka tabliczek uwzględniając czas spędzony pod kocem, przeznaczony na lekturę książek (oczywiście pochodzących z biblioteki lub z bookcrossingu) albo czasopism (z wymiany). Kawa. Patrz dwa wątki wyżej. Krakersy. Tylko dwie paczuszki… Z każdego rodzaju dostępnego na półce sklepowej.

Oczywiście przed wycieczką do świątyń bałamuctwa przejrzyj zawartość domowych szaf, szafek i szafeczek. Może okazać się, że przechowujesz w nich niepotrzebne sprzęty i gadżety, które ktoś chętnie przygarnie. Wtedy opróżniasz zawartość schowków, rozdajesz to, czego chciałabyś się pozbyć, a następnie składasz uroczystą obietnicę, że więcej nie pozwolisz na uleganie pokusie posiadania nieprzydatnych rzeczy w promocyjnych cenach.

And last but not least. Jeśli drażnią Cię reklamy oraz głos spikerów w agresywny sposób nakłaniających do hedonistycznych zakupów, wyłącz radio i telewizor, jeśli jesteś ich posiadaczem. Nie zaglądaj na strony internetowe, na których spodziewasz się sygnałów zdradzających psychomanipulacje zmierzające do nabywania czegoś, bez czego Ty i Twoje gospodarstwo może przestać istnieć. Nie kreuj nadliczbowych potrzeb. A jeśli nie masz problemu z wyborem rzeczy pilnych, nagłych i niezbędnych, podziękuj swojemu portfelowi za to, że oszczędzi Ci wątpliwej przyjemności spacerowania pośród sklepowych półek.

Całuchy-kluchy!

One. F.

-To Pani gabinet? Trzeba przyznać, że jest gustownie urządzony.

-Nie, podnajmuję go. Pracuję jeszcze w kilku miejscach. Jeżdżę też do klientów do domów, ale tylko do sprawdzonych. Grafik mam tak ustawiony, że obsługuję stałe zamówienia. Doliczam kilometrówkę.

-Dziewczyny z reprodukcji spoglądają na nas tak, że czuję się, jakbym była jedną z nich.

-Nawet nie zwróciłam uwagi. Nie jestem wybitnym znawcą malarstwa.

-Ja też nie, ale akurat obrazy tego twórcy są charakterystyczne, dobór kolorów, sposób, w jaki patrzy na kobiety. Chciałabym, aby ktoś mnie kiedyś taką namalował.

-Przyjechała Pani na wypoczynek?

-Coś w tym rodzaju. Raczej po to, by nabrać dystansu do pewnych spraw. Odreagować silny stres, trochę się go nazbierało ostatnimi czasy.

-Tutaj są mocne przykurcze. Ja tego nie rozmasuję podczas jednego seansu, ale dam Pani wskazówki do samodzielnej pracy. Nie zaszkodzi pokazać się fizjoterapeucie.

-Nie zauważyłam.

-Pokażę Pani. Proszę luźno trzymać rękę. Jeszcze luźniej. O, tutaj jest mocny i biegnie tędy.

-Ok, coś zrobię w tym kierunku. Pani jest miejscowa?

-Tak, sprowadziłam się tu kilka lat temu.

-Gratuluję świetnej figury.

-Zmieniłam dietę. Wzięłam się za siebie. Zdobyłam uprawnienia na instruktora fitnessu. Jestem po fizjoterapii, ale mam też skończone różne kursy.

-To z pewnością wzmocni Pani pozycję na rynku, który w tej dziedzinie jest bardzo konkurencyjny.

-Ma Pani rację, lecz na dobrego specjalistę ciężko trafić. Sama mam z tym problem, gdy potrzebuję pomocy. Na szczęście jest w okolicy ktoś sprawdzony.

-Córka pójdzie w Pani ślady?

-Nie sądzę, ona ma zapędy do układania włosów, kosmetyków. Nie będę jej tego wybijać z głowy. Kiedyś myślałam, że u niej to przejściowe, ale widzę, że z wiekiem się nasiliło.

-Ojciec młodej co na to?

-Mieszkamy same. Jeszcze z moją mamą. Wybudowałyśmy dom wspólnymi siłami. Zaczęło się od tego, że przyjechałam tu kiedyś z przyjaciółką na wakacje i zażartowałam, że mogłabym zamieszkać w tym mieście. Okazało się wkrótce, że rodzice kupili działkę i rozpoczęli budowę domku. Wyliczyli, że będzie taniej, jeśli postawimy coś swojego. Będzie baza na urlop i na wypady. Życie się tak ułożyło, że urodziłam córkę, którą samotnie wychowuję. Pomaga mi mama. Jest już na emeryturze. Dorabia księgowaniem. Żyjemy tu we trzy i bardzo się kochamy. Młoda ćwiczy na nas swoje pomysły na fryzury. Ja ćwiczę masaże na nich obu, a mama prowadzi moją działalność i domowy budżet od strony księgowej. Uzupełniamy się. Przed laty zaczęłam tutaj życie od nowa. Nie żałuję.

-Pani cały czas w ruchu?

-Staram się. Prowadzę zajęcia na siłowni, z fitnessu. Jestem w trakcie robienia uprawnień na trenera personalnego. Lubię kontakt z ludźmi oraz to, co robię. Chciałabym to wszystko jakoś powiązać. Wiosną i latem jeżdżę na rowerze. Czasami wyskoczę na krótki urlop, ale nie na długo. Wraz z dietą zmieniłam nastawienie do życia. Pomogło.

 

Patynowa Pani Domu. Jesień

Nadszedł okres roku, w którym nie są potrzebne zegarki i kalendarze, ponieważ czas jest odmierzany przez ilość wypitej herbaty oraz liczbę przeczytanych książek. Najchętniej nie opuszczałabyś dziupli, ale kto zapracuje na orzeszki i płatki dla Paskudy? Opiekujesz się doraźnie glonojadem, coraz częściej zdradzającym cechy samotnie żyjącego mężczyzny. Odnosisz wrażenie, że Twoje towarzystwo też mu przeszkadza, dlatego czynisz swoją powinność i czym prędzej opuszczasz pole widzenia stwora.

Trwa jeden z tych dni, gdy jedyne, o czym marzysz, to ciepła strawa, spokój i koc. Dziuplę i Paskudę widujesz tylko późnymi wieczorami lub wściekle rano, gdy nawet nie wiesz do końca, jaki jest dzień tygodnia, a co dopiero miesiąca. Leje po zbóju, nie Paskuda, tylko deszcz. Spacer podczas deszczu nawet byłby przyjemny, gdyby nie masa spraw do załatwienia i ciężary do udźwignięcia. Dziś postanawiasz usmażyć placki ziemniaczane. To potrawa, na którą na pewno Cię stać. Garmażerka Ci się przejadła. Na krzywy … też nie bardzo gdzie jest się wcisnąć. Wracasz do dziupli, która wyglądem coraz częściej przypomina lokum starego kawalera. Podobnie jak świecąca pustkami lodówka. Stawiasz zakupy na stole. Część z nich się wypada z reklamówki wprost na ubrania treningowe. Szukasz patelni. Myjesz ją. Słyszysz pukanie do drzwi. Czyżby ktoś głodny? Nie, to pracownik obsługi. Zapomniałaś, że zamawiałaś usługę. Gość ma ciekawy wyraz twarzy na widok Ciebie w służbowym uniformie. Proszę, Pan wejdzie. Znajoma twarz, kurka-rurka. A tu taki bajzel. Wynosisz brudne naczynia na balkon. Ale ziąb. Chłopina upora się z tym najwyżej w kwadrans, myślisz. Nie tłumaczysz, że jesteś po długim i ciężkim dniu i dopiero weszłaś. Akwarium z Paskudą trzeba przenieść. Glonojad piszczy. Grunt, że książek i czasopism nie trzeba wynosić. Herbaty też nie zaparzysz, nie ma dostępu do czajnika. A zresztą kto się nie spodoba na brudno… Teraz łazienka, tamtędy biegnie instalacja. Kosz z brudnymi ubraniami i ręczniki też lądują na balkonie. Kosmetyki i chemia gospodarcza w pomieszczeniu wielofunkcyjnym…

Wizyta trwała dłużej niż kwadrans. Kuchnia wygląda jak miejsce u kogoś, komu przestało zależeć. Zamiatasz i myjesz podłogę, po czym idziesz się wykąpać. Przenosisz akwarium w jego dawne miejsce. Paskuda wcina glony. Zapominasz o stosie brudnych rzeczy na balkonie. Jutro też jest dzień.

Całuchy-kluchy!