Patynowa Pani Domu. Deszcz ciśnie

Leje. Wczoraj lało. Dzisiaj leje. Jutro też będzie lać. Zgodnie z prognozami przepowiadaczy. Lepszy deszcz niż muszki owocówki. Teraz jest na nie sezon. W tym roku wyjątkowo mało aktywne. Uwielbiasz patrzeć na spadające krople deszczu, które uderzają do szyby, o rynnę, o chodnik. To Cię uspokaja. Na chwilę. Pół chwili. Zaparzona kawa bulgocze w kawiarce. Od jakiegoś czasu. Dobrze, że w porę zdejmujesz ją z palnika. Inaczej cała mogłaby przywrzeć do ścianek naczynia albo wyparować pozostawiając swąd spalenizny. Takim sposobem  można zaoszczędzić na świecach zapachowych. Masz prawie za darmo (nie licząc ukrytych kosztów obróbki cieplnej oraz zużycia wody) aromat unoszący się w całym mieszkaniu. Właśnie! Gdzie ukryły się świece zapachowe?!. Powinno coś jeszcze zostać z czasów prawnie nakazanej izolacji. Buszujesz wśród kartonów, puzderek i innych miejsc zawierających potencjalne skarby. Znajdujesz to, czego szukałaś, a przy okazji inne rzeczy służące poprawianiu urody. Nawet nie wiedziałaś, że je masz. Natychmiast zapalasz świece. Jest nastrój. Pędzisz do łazienki. Nakładasz na twarz i włosy to, co znalazłaś. Czas oczekiwania na efekty ok. kwadransu. Ok, w tym czasie zdążysz przejrzeć nowości książkowe. Uzbrojona w maseczki i cierpliwość zasiadasz do wydawniczej uczty. W skrzynce znajdujesz m.in. wartościowe, jak wynika z reklamy, propozycje dotyczące relacji, tzn. dlaczego się udają, kto zasiada na tronie (to nie dla Ciebie, za dużo koron w Twoim życiu), dlaczego rozmowy nie zawsze pomagają (pod warunkiem, że ktoś je prowadzi), jakie mechanizmy działają w duszy mężczyzny (jesteś kobietą, więc po co Ci ta wiedza). Do książki dostępnej także w formie elektronicznej jest załączony program, którego realizacja powinna pomóc uporządkować Twoje relacje z osobą przeciwnej płci. Hmm. Paskuda zdechł, a to jedyny samiec w Twoim życiu. Paprotka i storczyk są raczej obupłciowe, a Wasza relacja i tak jest skośna. Ty sprawujesz nad nimi opiekę, a one odwdzięczają się swoim pięknem. Idźmy dalej. Czytasz fragment polecaj lektury. O tym, że samiec został stworzony do budowania, porządkowania, konstruowania świata, a samica do relacji. Masz prawo mieć odmienne zdanie od Autora tezy. Masz prawo do merytorycznej dyskusji. Z treści, które przeczytałaś, wynika, że nie jesteś samicą. Chcesz to dalej czytać? Właśnie. Spójrz na inne propozycje. Znowu diety i choroby układu krążenia. Dotykasz się tam, gdzie powinno być umiejscowione serce. Jest! Pika! Ok, o dietach pomyślę jutro. Dzisiaj brownie i kolejna kawa mocna jak siekiera. Nie dasz rady żywić się głównie brokułami i chudym, gotowanym mięsem. Kolejny temat. Tematy. I następny. Następne. Jak zmienić. Co powiedzieć. Jak uporządkować… Łapiesz się za głowę. Wiedziałaś, że o czymś zapomniałaś. Idziesz zmyć to, co na nią wcześniej nałożyłaś. Limit czasu przekroczony. Producent zapewnił o skuteczności środka. Jest efekt.

Całuchy-kluchy!

One. Zielnik

-Padam. Nie ma więcej wody?

-Nie ma.

-Nie kupiłaś.

-Myślałam, że Ty kupisz. Co tam masz?

-Wrotycz. I takie tam.

-Nie żartuj. Wyglądasz, jakbyś obrabowała pół targowiska.

-Zrywałam, gdzie się dało. Objechałam cały teren lasku i kilka sklepów zielarskich. Nasz ulubiony działa tylko do końca miesiąca. Wyprzedają asortyment, więc wyżebrałam upust.

-Jest trujący. Wiesz, że możesz mieć przez to problemy.

-W małych ilościach pomaga.

-W dużych szkodzi.

-Gdybyś zjadła za dużo śliwek, też by Ci zaszkodziły. Pójdziesz do sklepu po wodę?

-A tam co masz?

-Ziele bagien.

-Na bagnach też byłaś?

-Nie, mówiłam Ci, że odwiedziłam kilka sklepów zielarskich i…

-Znowu przepuszczasz pieniądze na niepotrzebne rzeczy.

-A Tobie nawet nie chce się zrobić podstawowych zakupów.

-Możemy kupić filtr do wody zamiast gromadzić plastik.

-Dlaczego więc jeszcze go nie kupiłaś? Uważaj! Wysypało się.

-Lawendę też kupiłaś?! Oszaleję zaraz.

-Zrobimy z niej paczuszki i bukieciki. Będziemy je sprzedawać, a wcześniej zawiesimy w kilku miejscach w mieszkaniu. Inaczej komary nas zeżrą.

-Mnie jest wszystko jedno. I tak nic z tego nie wyjdzie.

-Przy Twoim podejściu. Wrotycz coraz trudniej zdobyć. Trzeba się trochę nachodzić za nim. Nauczę się robić maści i kremy z jego zawartością. Na własny użytek.

-Szkoda, że pieniędzy nie potrafisz wyprodukować na własny użytek. Tutaj chcesz to robić? W kuchni?

-Szkoda, że alimentów z niego nie potrafisz ściągnąć. Mogę mieszać w łazience.

-To lepiej w kuchni.

 

 

 

One. Puszki

-Chcesz je?

-Pewnie, że chcę. Cudne puchy.

-Są Twoje.

-Będą pasować do pasków na ścianie. Zieloniutkie jak wiosenna łąka.

-Nie były używane.

-To po co je kupiłaś?

-Myślałam podobnie jak Ty, że będą pasować do kuchni, którą z taką pieczołowitością urządzałam.

-I?

-Nie pasowały. Podobnie jak kuchnia i nie tylko ona. Do życia.

-Tamto małżeństwo nie było dla Ciebie. Dla Was.

-Małżeństwo w ogóle nie jest dla mnie. Wiesz, kiedy dokładnie kupiłam te puszki?

-Nie wiem.

-W dniu, w którym garnki z zawartością po raz pierwszy poleciały przez okno. Grunt, że nikogo wtedy nie zabiły.

-To już przeszłość. Teraz skup się na…

-Na tym, jak przeżyć z dziećmi, nie pozostawić ich sierotami i nie zostać wyeksmitowaną.

-Nie panikuj.

-Tamtej wiosny miałyśmy jechać do Wiednia.

-Jeszcze pojedziemy.

-Kupiłyśmy bilety i zabukowałyśmy noclegi. Dzień wcześniej dostałam ataku. Ty wpadłaś w furię. Krzyczałaś, że zepsułam Ci weekend, naraziłam na koszty i jestem nieodpowiedzialna. Pojechałaś sama. Jak zwykle postawiłaś na swoim. Kilka dni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Wzięliśmy ślub, na który nie przyszłaś.

-Nie widziałam w tym związku przyszłości.

-Urodziła się K. Od początku coś było nie tak. Obwiniał mnie o jej stan. Oboje stale mnie o coś obwiniacie.

-Przestaniesz?!

-Właśnie K. się obudziła i domaga uwagi.

-Krzyczy tak, bo nie chce, abyś ze mną rozmawiała i dzieliła się czasem z kimś innym.

-Nie znasz jej. Ona nie umie inaczej.

-I nie będzie umieć, skoro ma Ciebie na każdy gwizdek. Pójdę już.

-A puszki?

-Nie chcę ich.

-To je wyrzuć po drodze. Nie mogę na nie patrzeć.

-A mnie to chciałaś je podarować.

-Ty byś z nich zrobiła właściwy użytek i może do czegoś dobrego by to doprowadziło.

-Chyba w to nie wierzysz.

-Zawsze zazdrościłam Ci porządku na głowie i w głowie. Podasz mi chusteczki?

-Pozory.

-Nie można grać przez kilkadziesiąt lat. To by była schizofrenia.

Patynowa Pani Domu. Powroty

Gdy zakończy się pandemiczne szaleństwo, zrobisz sobie ucztę. Przestaniesz gotować i zaprosisz się na obiad z przystawką do lokalu, jak wielokrotnie myślałaś podczas przebywania w przymusowej izolacji od społeczeństwa. Podchodzisz pod drzwi jednej z knajpek i czytasz instrukcje zamieszczone na drzwiach. Ok, będziesz się do nich stosować, myć i dezynfekować ręce. Jednocześnie rzuca Ci się w oczy zakaz korzystania z łazienki wewnątrz lokalu. Drzwi do miejsca, w którym najłatwiej podtrzymywać nawyki higieniczne, są dodatkowo zasłonięte parawanem. Sytuacja powtarza się jeszcze w dwóch innych knajpkach, a w dwóch kolejnych mentalnie całujesz klamkę, nad którą figuruje napis nieczynne do odwołania. Dodatkowo w innych pada propozycja wzięcia jedzenia na wynos w jednorazowych opakowaniach. Nie, dziękujesz. Jednorazowość podnosi koszty towarów i usług zanieczyszczając naturalne środowisko.

Głodna i zniecierpliwiona, ale wciąż z nadzieją na ucztowanie postanawiasz odwiedzić wreszcie sprawdzony warzywniak. Są ziemniaki, jest i koperek. Jogurt naturalny i czosnek. Ale będzie biba.

Upojona wolnością wyruszasz na jej kosztowanie kolejnego dnia. Obowiązkowy punkt programu to wizyta w sklepie z ładnymi rzeczami, od których poprawia Ci się nastrój (na jakiś czas). Już od progu słyszysz proszę, tam jest płyn do dezynfekcji. Reagujesz na polecenie obsługi spełniając je natychmiast. Przeglądasz ofertę zakupową. Przekładasz wieszaki. Z kilkoma udajesz się w stronę przymierzalni. Do kabin nie może Pani wejść, słyszysz. To jak mam zdecydować się na zakup ubrań, pytasz. Może Pani kupić kilka sztuk, przymierzyć w domu, a potem niepotrzebne zwrócić. To ja się jeszcze zastanowię. Odkładasz rzeczy na miejsce. Rozglądasz się po pustawym sklepie, po czym wychodzisz. Może na stoisku z kosmetykami pójdzie Ci lepiej. Nie mamy takiego produktu. Spodziewamy się dostawy w okolicach piątku. Lepiej byś zrobiła wędrując po lesie. Pora do domu, Twojego azylu. Cisza. Spokój. Słowa klucze.

Gdy się nie ma, co się lubi. Tymczasem na drzwiach prowadzących do dziupli widnieje napis. Od dnia rozpoczynamy drobny retusz części wspólnej (planowany na wrzesień ub.r.). Prosimy o usunięcie, zabezpieczenie i umożliwienie. To… dzisiaj! Usuwasz. Zabezpieczasz. Umożliwiasz. Jak długo potrwa? Trudno powiedzieć, dopiero zaczęliśmy.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Żyjmy dalej

Otwierasz oczy, zanim zabrzmi sygnał budzika. Najpierw budzą się ptaki. Potem jedzą śniadanie. Potem przyjeżdża śmieciara. Dziś odbiór szklanych odpadów. Wyskakujesz z łóżka, by zamknąć okno. Świeże powietrze podamy za chwilę. Zamawiałaś też ciszę. Zaczekasz na nią, podobnie jak na rześkie powietrze. Uwielbiasz swoje łóżko najbardziej na świecie. Planujesz dzień. Trzeba go zacząć i zakończyć przyjemnościami, inaczej się nie uda. Najpierw coś na ząb. Następnie praca zdalna. Próba dokonania zakupów. Tysiąc różnych spraw do załatwienia. Najlepiej na zaraz. Budzik! Kurtyna! Rutyna! Pranie! Brak proszku. Płyn! Jest! Pralka! Nie działa! Nie skupiaj się na brakach, patrz na zasoby. Śniadanie! Herbata. Cieplutkie, świeże chrupiące kromeczki. Zamarzyły się. Włączasz piekarnik. Telefon. Możesz podrzucić klucz do… B. będzie przejeżdżać zaraz koło Ciebie. Mogę? Czekaj na parkingu koło urzędu. Tam jest miejsce na parkowanie. Ubierasz się w trzy sekundy. Biegniesz na parking. B. już czeka. Chwilę rozmawiacie. Mogłabyś dorobić sobie klucz. Gdybym mogła, to bym dorobiła. Wracasz do siebie. Po drodze wbijasz do dyskontu. Nic się nie stało, robotę mam, wyjaśniasz zdumionej obsłudze i wychodzisz. Następnym razem niech Pani założy maseczkę, słyszysz.  Najważniejsze, że w reklamówce jest tiramisu i środki do prania. Dziś zapomnij o śliczniusich kromeczkach. Zimna tortilla też się nada. Prosto z lodówki. Pochłaniasz placki bez dodatków i zapijasz je mocno wystudzoną herbatą. Sygnały nadesłanych wiadomości przychodzą raz po raz. Dlaczego w tej rubryce są takie wartości? Czy mogłaby Pani to wyjaśnić? Wyjaśniasz. Po chwili telefon. Proszę o przemyślane zakupy. Część odkładamy na wrzesień. Czy w ogóle wiesz, o czym mówimy? Wiem. Korespondencja trwa. Odpowiadam za to, co napisałam, a nie za to, jak moje słowa zostały zinterpretowane. Kolejny telefon. Może powinnaś go wyłączyć. Nie ma Cię. Jest tylko espresso i tiramisu. Zbyt gwałtowanie rozprawiasz się z folią zabezpieczającą opakowanie. Kakao i część masy lądują na dywanie, obrusie i stole. Dawno nie robiłaś porządków. A i z pralki dziś jeszcze nie korzystałaś. Pora to zmienić. Nastawiasz pranie. Urządzenie działa. Wyłączasz telefon. Siadasz naprzeciwko wirującego bębna pralki i przyglądasz się mu. Zachowuje się podobnie do Twojej głowy. Jesteś tylko Ty, Twoja kawa siekiera, zabielana dla sportu, to, co zostało z tiramisu i pomysł na research dotyczący Twojej ulubionej części ciała.

Całuchy-kluchy!

One. Myślicielka

-Który dzisiaj?

-10.

-To może renta już jest na koncie. Do ojca muszę zadzwonić, żeby mi coś kupił. Ale nie mam doładowanego telefonu. Doładujesz mi? Wiesz, coś za coś. Ja Tobie o sobie, a Ty mi dasz na doładowanie.

-Może być. Za ile?

-Dycha? Wystarczy, aby do starego zadzwonić. Powiem mu, żeby przywiózł trochę z renty i w kiosku doładowanie kupił. Nie dają mi kasy. Boja się, że zginie. Bo tu świry. Złodzieje. Schizole. Wiesz, cała śmietanka wariatkowa. A Ty do kogo przyszłaś?

-Do znajomej.

-Widziałam Cię, jak gadałaś ze stalkerką.

-Gadałam.

-Ona jeszcze jest na ogólnej. Mówią, że nie wyjdzie z tego. Wyjdzie, ale zacznie robić to samo. Czyli nie wyjdzie. A ze mną dlaczego chcesz gadać?

-Samo wyszło.

-Idziesz do kiosku?

-Zaraz idę.

-To pamiętaj o doładowaniu dla mnie. Za dychę. Oddam, kiedy przyjdziesz następnym razem. O ile przyjdziesz. Znajdziesz tu tylu świrów i historii, że wystarczy na książkę, a nie tylko na… Na co to ma iść?

-Na blog.

-Właśnie. Na blog. Po co chcesz pisać o czubkach.

-Chciałabym pokazać ich historie.

-Co tu do pokazywania. W głowach się poprzestawiało. Leki trzeba brać i tyle. O stalkerce też będzie?

-Może troszkę.

-Nie wyglądała na zadowoloną, gdy z nią gadałaś.

-A Ty?

-A ja jestem zadowolona, że ktoś chce ze mną gadać i pisać o szambie, w które weszłam. Psychiatryk to szambo, wiesz.

-Wiem.

-Lepiej tu nie przychodzić za często, bo jeszcze Cię zamkną. Jak mnie. Któregoś dnia matką z ojcem mnie tu przywieźli. Pojechali, a ja zostałam. Potem wyszłam, ale nie miałam do czego wracać. Sklep nie chciał mnie przyjąć z powrotem do pracy, bo coś im niby ukradłam i klienci się wykruszali. Były jakieś problemy z czynszem zaległym. I administracja wywaliła ich stamtąd. Potem nie znalazłam nigdzie roboty. Wiesz, kiedyś chciałam prowadzić proste życie. Pracować w jakimś sklepie z ciuchami, sieciówce jakiejś albo kawiarni. Poznawać ludzi. Rozmawiać z nimi. Pomagać im. A wyszło jak wyszło.

-Zdarza się.

-Tylko takim jak ja. Nie dostałam się do knajpy, ale znajoma otwierała sklep z ciuchami i pamiątkami.  Tam się zaczepiłam i tam poznałam, jak to się mówi, jedynego. Miał być na całe życie. On był, jak to się mówi, nawiedzony. Chciał mnie czymś karmić, książki pisać o nas, o jakimś spełnieniu, wcieleniu. Czy jakoś tak. Dziecka nie chciał. A potem nas okradł i zniknął. Gadają, że romansował z moją znajomą, tą, co sklep miała, gdzie ja pracowałam. Idziesz już?

-Raczej tak. Autobus mam.

-Nie myśl za dużo. Ja myślałam o życiu i myślałam, co mnie spotkało i dlaczego i widzisz, gdzie wylądowałam.

Patynowa Pani Domu. Majówka-domówka

Stało się.  W tym roku spędzisz pierwszy majowy weekend we własnych czterech ścianach. Dla dociekliwych: niekoniecznie tylko czterech, lecz kto by w czasach pandemii ściany liczył. Nie boli świadomość, że dni wolne od pracy (w tym Święto Pracy) spędzisz pracując, czyli wymiatając kurz, myjąc podłogi, szorując inne powierzchnie. Porządkowanie otoczenia sprzyja utrzymywaniu porządku we wnętrzu. Tę teorię wspomagającą skołatane nerwy powtarzasz niczym pierwszą czytankę. Na wallach sieciowych znajomych liczba zamieszczanych słit foci z weekendowych wypadów na egzotyczne wyspy jest mniejsza w stosunku do lat ubiegłych. Na ściankach dominują udostępniane wspomnienia albo wpisy o przyszłych urlopowych planach. Lajfy, jeśli już takowe się pojawią, najczęściej są nagrywane w lesie. Spacer po lesie i parku to prawdziwe wydarzenie biorąc pod uwagę niedawne obostrzenia. Ty tradycyjnie niczego nie zamieszczasz. Ujawnianie, w jaki sposób dokarmiasz glonojada lub poisz roślinki, mogłoby naruszyć Twój mir domowy. Zamiast lansować, co zjadłaś albo ugotowałaś (jedno nie zawsze wynika z drugiego), wolisz w ciszy smakować dźwięki natury obserwując np. posiłek dzięciołów. W czasie deszczu odwiedzasz wirtualne muzea i galerie obrazów. Tym sposobem byłaś nawet w Nowym Jorku i w Żelazowej Woli. Spacerujesz do znudzenia, aż Cię opuszki palców i kark pobolewają. I wszystko w ramach abonamentu za podłączenie do sieci. Wirtualne odwiedziny w domostwach znajomych też Cię niewiele kosztują (może trochę czasu) i nie trzeba się do nich przesadnie przygotowywać. Wizytowe ciuchy, kąpiel, odpowiednio nakryty stół. Nie tym razem. Majówka w domu ma swoje zalety. Doceniasz każdą z nich.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Tosty z resztek

Mentalnie przygotowujesz się do spędzenia majówki w domu. W tym roku wojaże z noclegiem w katalogowych hotelach z gwiazdkami są zawieszone ze względu na wprowadzony stan epidemii i odmrażania gospodarki. Gdy się nie ma, co się lubi… Wycieczki po okolicy też mają swoje zalety. Dzięki ich regularnym praktykowaniu zyskujesz miano lokalnego patrioty. Zmniejszają się koszty podróży, a co za tym idzie, emisja gazów cieplarnianych do atmosfery. Zyskuje zatem środowisko naturalne. I biznes, bo kupujesz lokalnie od tych, od których jest jeszcze co kupować. Ale najpierw układasz menu. Choć właściwie przez kilka ostatnich tygodni to ono układa Ciebie. Dziś jest przedmajówkowy Dzień Dziecka. Nie przygotowujesz w związku z tym obiadu składającego się z trzech dań z deserem, lecz wybierasz opcję: zrób coś na ciepło z tego, co akurat masz w lodówce. Zobaczmy. Kilka kromek pieczywa tostowego. Pomidorki. Po jednym plasterku sera różnego rodzaju, co daje łącznie tyle plasterków, ile masz kromek chleba. Punkt dla Ciebie za rozsądne gospodarowanie środkami żywności. Ekonomia i ekologia. Oba pojęcia stanowią fundament Twojego gospodarstwa. Wróćmy do składników: dwa plasterki chudej wędlin, co w praktyce oznacza tyle samo tostów dla mięsolubów. Oprócz śmierci i podatków jedno jest pewne: bez względu na to, jaka zaraza by nie przyszła, Ty nie skonasz z głodu pod warunkiem, że plaga zastanie Cię schowaną w dziupli. Twoja atawistyczna potrzeba została zaspokojona. A co z innymi, mniejszymi braćmi? Kolejny punkt z listy: nakarmić Paskudę. Paskuda będzie szczęśliwa, że ma Ciebie, a Ty, że masz ją. Uff, chyba można zacząć majówkowanie. Nie będziesz czekać z tym do północy.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Pieczone ziemniaczki

Podczas planowania tygodniowego jadłospisu zwykle cieknie Ci ślinka na myśl o mocno chrupiących, gorących niczym polskie lato w maju, plackach ziemniaczanych prosto z patelni. Z obowiązkowym dodatkiem śmietany. Dziś jest ten dzień, w którym realizujesz kolejny kulinarny zamiar. Od rana odczuwasz dziwną ekscytację. Nareszcie obiad koronowanych głów. Obieranie ziemniaków staje się dla Ciebie rodzajem medytacji. Głaszczesz każdego obranego kartofelka i obmywasz go pod lodowatym strumieniem bieżącej wody (o, dziwo ostatnio bez przerw w jej dostawie). Włączasz skonfigurowane urządzenie kuchenne, które przerobi składniki na miazgę i… trach! Po ptokach. Znowu padł. Znajomy dźwięk oznacza, że dziś  i jutro placków ziemniaczanych nie będzie. Zachowaj spokój. Powtarzaj za mną: jestem spokojna. Jestem spokojna. Oddychaj głęboko. Płytki oddech może powodować m.in. niedotlenienie narządów wydzielania wewnętrznego, ucisk w klatce piersiowej, a w konsekwencji przykurcze mięśni. Odłącz sprzęt od źródła prądu i pamiętaj o głębokim oddychaniu. Oczyść i umyj sprzęt. Po zrealizowaniu tego etapu możesz przystąpić do przyprawiania ziemniaków. Zajrzyj na półki ze słoikami, w których przechowujesz skarby nadające smak i charakter efektom Twoich alchemicznych poczynań. Wyjmij to, czego potrzebujesz. Ułóż ziemniaki pokrojone w łódki w naczyniu żaroodpornym. Natrzyj je mieszanką przypraw. Wyjmij masło z lodówki. Przy pomocy nożyka zrób wiórki. Posyp wiórkami zawartość naczynia, które ustawisz na środkowej płycie dobrze nagrzanego piekarnika. odczekaj wymagany czas zapiekania. To danie autorskie i w dodatku debiut. Daj sobie prawo do błędu. Następnie wejdź na stronę hurtowni części zamiennych. Skontaktuj się z serwisem. Oszacuj potencjalne koszty naprawy i wymiany elementów. Złóż zamówienie. Poczytaj porady w dziale zajmującym się konserwacją urządzeń. Zagłęb się w lekturę pionierskich rozwiązań. Ziemniaczana zapiekana nieziemsko pachnie. Pora wyłączyć piekarnik. Odczekaj niepisane 10 minut. W tym czasie przygotuj coś do picia. Zrobisz koktajl. Popsuła się inna nakładka urządzenia. Taka niekoktajlowa.

Wyjmujesz z piekarnika to, co uprzednio zostało do niego włożone. Jest lepiej niż dobrze. Ziemniaczki parują. Wyglądają cudownie te małe, ozłocone rozbójniki. Smakują nieziemsko. Z każdym sosem. A wyglądają zjawiskowo z kleksem gęstej śmietany lub jogurtu. Placki ziemniaczane zrobisz w przyszłym tygodniu. Na dniach powinna dotrzeć paczka z potrzebnymi częściami do urządzenia, które jest wielofunkcyjne, podobnie jak Ty.

Całuchy-kluchy!

Notatki. P jak pieczarkowa

Kolejny tydzień izolacji nie niesie niczego nowego. Jestem tylko coraz starsza, coraz bardziej sfrustrowana i coraz mniej zainteresowana newsami podawanymi w formie ciężkostrawnej P jak papki. P jak pandemia. Słowo klucz, odmieniane przez P jak przypadki, które niczego nie otwiera, a już najmniej nasze umysły. P jak panika. Usilnie wywoływana na wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy utracić wiarę w czwartą władzę. P jak porządki. Zalecam codzienne praktykowanie. Najlepiej zacząć z czystą kartką usuwając z głowy to, co niepotrzebne. P jak prokrastynacja. Niebawem zostanie zdiagnozowana jako jednostka chorobowa. Podobno WHO czyni o to starania. Ciekawe, jakimi środkami prokrastynacja będzie leczona. P jak pożar. Spłonęły tysiące hektarów, a wraz z nimi żywcem upiekły się rzadkie osobniki fauny i flory. Ekosystem został zakłócony na długie lata. Gdzie jest P jak podpalacz? Wierzę, ze sprawiedliwość go dosięgnie. Jeśli nie boska, to ludzka. Tej ostatniej obawiałabym się bardziej. P jak podwyżki. Ceny za żywność oraz jakże nieliczne już usługi poszybowały w górę niczym orły znad Biebrzy. Pożar dokończył ich P jak podróż. Trzeba zmienić P jak plany (podróżnicze). P jak parki. Można po nich spacerować i biegać. To już coś. P jak pieczarkowa. Bo trzeba jeść. Niedożywiony umysł mógłby popaść w P jak paranoję. P jak pomidory. Niebawem na skutek niekontrolowanych podwyżek cen nie będzie mnie na nie stać. P jak prawo. Autorskie. P jak plagiat. Podróbka. P jak piosenka.

Uważajcie na siebie i pozostańcie w zdrowiu.