Notatki

Na wyświetlaczu alarm za 3 godz. 1 min. Kolejna noc w plecy. Próbuję czytać. Brak koncentracji. Mimo wszystko usiłuję zebrać myśli. Może coś napiszę. Z tym też kiepsko. Stawiam tezę, że teoria o gromadzeniu pomysłów i zapisywaniu przemyśleń w nocy, gdy otoczenie się uspokoi, jest błędna. Gdyby było inaczej, większość z nas już dawno otrzymałaby Pulitzera. Dlaczego nie stać mnie na cygara? Przynajmniej zajęłabym czymś ręce.
Pytano mnie, dlaczego nie napiszę czegoś dla młodszych dzieci. Nie i już. Nie mam argumentów, dlaczego nie. Nie chciałabym pisać czegokolwiek dla dzieciaków. Ani dla młodszych, ani dla starszych. Mają rodziców. Niechaj oni piszą albo opowiadają, jeśli potrafią i im się chce.
Zabieram się zatem za porządkowanie i tak poukładanych rzeczy. Zaraz, zaraz… Do tamtych kartonów nie zaglądałam. Tzn. nie pamiętam, abym takie miała. A w nich Placebo. Tego kiedyś namiętnie słuchałam i uczyłam się angielskiego bawiąc się w tłumacza. A to dobre. Znajduję również inne głęboko ukryte niespodzianki. Drobne upominki. Własnoręcznie wykonane. Wciąż pamiętam okoliczności, w których je otrzymałam.

Budzik. Wyłączam. Środek nocy. Rutynowe czynności w łazience. Wychodzę. Zapominam pilota. Sąsiad ma i użycza. Dotychczas byłam przekonana, że o nieludzkiej porze wstają głównie tacy jak ja oraz członkowie ekip budowlanych, których codziennie mijam po drodze. Jeszcze nie wyję. Jeszcze nie… Ale wewnątrz wszystko kipi i rozsadza czaszkę…

One

-Miałam wtedy niepełny etat w szkole. Byłam przyjęta na zastępstwo. Koleżanka ściągnęła mnie z  zagranicy w środku roku szkolnego. Nie miałam się gdzie podziać, a w mieście ciężko samej się utrzymać. Wynajęłam pokój w kamienicy u kobiety zajmującej się szyciem kostiumów dla teatrów. W szkole zarabiałam grosze, które z ledwością wystarczały na opłacenie pokoju i dojazd do pracy. Oszczędności stopniały w zastraszającym tempie. Chciałam udzielać korepetycji, ale pani Tatiana zaproponowała, abym skontaktowała się z biurem obsługi widza. Poszukiwali do pomocy zaufanej, dyspozycyjnej wieczorami osoby. W ten sposób trafiłam do teatru. W ciągu dnia byłam nauczycielką w podstawówie, a wieczorami przenosiłam się do świata iluzji i zaprzeczeń. Czasami pani Tatiana przynosiła do domu niepotrzebne kostiumy lub to, co z nich zostało. Przebierałam się w nie, a ona robiła mi zdjęcia. Cudowny czas. Obejrzałam chyba wszystkie przedstawienia. Nauczyłam się na pamięć dialogów z Ionesco i Becketta. Czasami prosto po szkole biegałam na próby. Siadałam cichutko z tyłu i zastanawiałam się , jak by to było, gdybym stała na scenie zamiast aktorki. Widziałam, co działo się za kulisami, gdy gasły światła, a publiczność już dawno opuściła budynek teatru.

-A co takiego się działo?

-Aktorki zdejmowały kostiumy, zmieniały uczesanie i sztuczne rzęsy. Zmywały makijaż. Niektóre płakały. Inne nerwowo próbowały się dodzwonić do swoich facetów, co zwykle się nie udawało, więc zamawiały taksówkę, a te, które miały dzieci, pouczały przez telefon ich nianie, co na jutro przygotować. Większość z nich paliła nałogowo lub chodziła na jakieś terapie.

-Ale chyba dobrze wspominasz tamten czas?

-Tak, bardzo dobrze. Wiesz, że marzyłam o studiach w PWST?

-Domyślałam się.

-Rodzice mi odradzili. Mówili, że to niepoważne. Zastrzegli, że nie pomogą finansowo, jeśli zdecyduję się tam studiować, gdy oczywiście się dostanę. Dlatego wylądowałam na pedagogice.

-Nic straconego. Jeszcze możesz podjąć studia.

-Nie, już nie. Nie chcę. Pozwolisz, że wyjdę na papierosa?

-Tak, proszę.

Wraca po kilku minutach.

-Tak szybko?

-Szybko?! Wiesz, jest jeszcze coś.

-Tak?

-Rozmawiamy o mojej niby karierze w teatrze. Może zamówimy jeszcze coś do picia? Stawiam.

-Nie ma sprawy. Następnym razem odstawię.

Kelnerka błyskawicznie zjawia się z tacą.

-Czego się napijemy?

-Dla mnie tylko yerba i tonik.

-Poprosimy yerbę i dwa duże toniki.

-Wiem, że wtedy starałaś się o pracę w teatrze. Widziałam Twoje CV, zupełnie przypadkiem. Leżało na wierzchu.

-Sporo wiesz.

-Powiedziałam dyrekcji, że podejmę się każdej pracy, nawet doraźnie pomogę sekretarce.

-Ale co w związku z tym?

-Łucja, wyrzuciłam Twoje CV. To dlatego nie otrzymałaś posady, a wkrótce potem wyjechałaś i zaszyłaś się w jakimś ośrodku na odludziu.

Zamówione napoje lądują na blacie stołu, a kelnerka z gracją oddala się.

-To nie ma teraz znaczenia. Żadnego.

-Podobno nie miałaś z czego żyć.

-Miałam. To były plotki.

-Chciałam Ci powiedzieć, ale zniknęłaś. Nie było okazji.

-Daj spokój. Nie wracajmy do tego.

-Dopiero po latach zobaczyłam Cię przypadkiem na dworcu. Nie mogłam uwierzyć, ale to na pewno byłaś Ty. Niewiele się zmieniłaś. Poszukałam w sieci, na portalach społecznościowych. Na szczęście miałam Twój stary e-mail i Cię znalazłam. Wymyśliłam więc spotkanie po latach przy lampce wina, a Ty się zgodziłaś. Zaraz, a czym obecnie się zajmujesz? Powiedz coś.

-Właściwie niczym istotnym. Pora na mnie.

-Nie wypiłaś yerby.

-To nic. Wypij ją za mnie.

Zmierzchało, gdy opuściłam lokal. Rynek o tej porze roku wyglądał bajecznie. Odetchnęłam pełną piersią. W drodze na przystanek tramwajowy układałam w głowie plan na sobotę. Najpierw zajęcia na podyplomówce. Trzeba dostarczyć pracę zaliczeniową. Dostarczona. Jutro ćwiczymy role według scenariusza mojego autorstwa. Sama słodycz. Tym razem nie wybuchnę śmiechem. Obiecuję. Uwielbiam prowadzących i swoją grupę na pedagogice teatru.

 

 

 

 

Ziemniaki „na biedaka”

Który punkt wyznacza początek nowego dnia, a koniec poprzedniego? Sygnał budzika po nieprzespanej nocy? Nastawienie wody na herbatę? Włączenie radia? Spojrzenie w lustro? Może to usłyszenie piosenki, na którą długo polowałaś, aż wreszcie podczas szykowania pasty kanapkowej trafiasz na nią. Tytuł oraz wykonawcę zapisujesz w pamięci. Marzenia się spełniają, zwłaszcza te drobne. A może początek dnia stanowi opuszczenie bezpiecznego portu, którym są Twoje cztery ściany i sufit? Może jest nim uśmiech zaniedbanej starszej osoby, która przez okno na parterze spogląda na świat? O czym ona wtedy myśli, gdy opiera się o parapet, a jej oddech ozdabia szybę? Czy też nie przespała nocy? A może się nie kładła? Może na kogoś czeka?

Gdzieś widziałam osoby z wyrazem twarzy podobnymi do niej. To było w czasach, gdy zostawiałyśmy przygotowane przez nas jedzenie bezdomnym w parku.

Nasze ścieżki nie miały prawa się przeciąć. Spotykałyśmy się głównie w niedzielę na obiedzie albo na koncertach. Byłaś i jesteś mistrzynią w wyszukiwaniu atrakcyjnych cenowo imprez. dzięki Tobie poznałam twórczość T. Capote’a. Czasami przychodziłaś do mnie coś obejrzeć w telewizji, ponieważ nie miałaś własnego odbiornika. Ja w tym czasie głównie zmywałam, aby Tobie nie przeszkadzać. Nie miałam radia, a Ty telewizora, więc przychodziłam do Ciebie posłuchać naszej ulubionej audycji. Snułyśmy wtedy plany, czym będziemy zajmować się, gdy skończy się przejściowy czas.

Próbowałam gotować. Motywowałaś mnie. Twoją specjalnością był ryż z warzywami, a moją odpowiednio przyprawione pieczone ziemniaki z dipami. Gdy mnie odwiedzałaś, wyciągałam najlepsze naczynia. Obiad, na który składały się przeważnie pieczone ziemniaki albo makaron w sosie musztardowym z brokułami, podawałam na półmisku, który wcześniej ogrzewałam i przyozdabiałam. Wyobrażałyśmy sobie, że to prawdziwa uczta. Prawiłaś komplementy pod adresem mojej kuchni. Może wówczas faktycznie tak było? Gdy przeprowadziłam się do siebie, co jakiś czas próbowałam przyrządzić ziemniaki „na biedaka”. Nic z tego nie wyszło. Za każdym razem potrawę trzeba było wyrzucać. Nie powtórzyłam tamtego kulinarnego sukcesu. Aż do poprzedniego wieczoru.

Post dedykuję tym, którzy pokazali mi, jak można żyć.

Ponoworoczny jet lag

Zimno i wieje. W nocy prawie nie śpisz. Słyszysz każdy mocny powiew wiatru. Uwielbiasz, jak świszcze w kominie. Teraz na pewno nie zaśniesz. Wolisz słuchać szumu wiatru. Jak wtedy w czasach dzieciństwa, gdy wiał w nocy, aż nagie gałęzie drzew gięły się prawie do ziemi. Wówczas stawałaś przy oknie i obserwowałaś, co dzieje się na zewnątrz. Myślałaś, że drzewa tańczą z wiatrem.

Obawiasz się, że nie usłyszysz budzika. Zastanawiasz się, od czego zacząć dzień? Co on przyniesie? Jeszcze nie ostygły sylwestrowe wspomnienia. Jeszcze czujesz w ustach smak niebiańskiego sera, który skubałaś kołysząc się do rytmu kubańskiej muzyki. Jeszcze pamiętasz zapach świec i kadzideł, którymi udekorowano mieszkanie, aby powitać Nowy Rok. Słyszysz treść rozmów. Nagle wszystko przełamuje sygnał dzwonka. Wstajesz. W lustrze nie poznajesz własnego odbicia. Nie pamiętasz, gdzie odłożyłaś krem. Nie ma go tam, gdzie zawsze był. Przecież robiłaś porządki. Jasne! Jest.

Zaparzasz herbatę, koniecznie w nowej filiżance. Następnie smarujesz masłem kromki wyjęte prosto z pieca. Są chrupiące i ciepłe. Nic nie dzieje się przypadkiem. Wieczorem zapomniałaś o wyjęciu chleba z zamrażarki, dlatego rano wrzucasz go do piekarnika i na oślep ustawiasz temperaturę. Po podgrzaniu smakują idealnie. Zatem roztargnienie spowodowane trudem powrotu do rzeczywistości ma swoje plusy. Jednym z nich jest odkrycie sposobu na umilenie sobie poranka ciepłym chlebem. Trzeba tylko działać zdecydowanie.

Wychodzisz. Mijasz po drodze ludzi z kapturami nasuniętymi głęboko na czoło. Jest ciemno, bardzo ciemno, ponieważ na skutek silnego wiatru zgasły niektóre latarnie. Mimo to pozdrawiamy się na ulicy, czasem żartujemy. Jesteś w swoim żywiole. Ciemno i wieje silny, zimny wiatr. Z radości prawie podskakujesz i piszczysz.

Potem nie ma niczego, aż do wieczora…

 

 

 

Styczeń

Co zrobić z tak cudownie rozpoczętym rokiem? Nie zepsuć go.

Przywitałam 2019 rok w doborowym towarzystwie smakując pieczone kasztany, oliwki oraz delektując się znakomitym winem. W tle było słychać etniczną muzykę. Powróciłam do marzeń z dzieciństwa. Wspominałam wiele pięknych chwil, którym doświadczyłam. Wyciągnęłam wnioski. Podzieliłam się nimi z otoczeniem. Zatem lekcje zostały odrobione.

Wysłuchałam kolejnych historii i otrzymałam zgodę na ich opowiedzenie. Złożyłam obietnicę młodemu człowiekowi, że poświęcę mu przynajmniej kilka zdań na blogu.

Rozpoczynamy nowy rozdział. Kartka jeszcze czysta. Każdy dzień jest prezentem. Odpakuj go, abyś za rok o tej porze mógł powiedzieć „W dobrych zawodach wystąpiłem”.

 

 

 

One

– Nad czym myślisz?
– Doraźnie nad tym, że napisałam dwie wersje tekstu i zastanawiam się, którą wybrać. A poza tym myślę, co zrobić z resztą czasu, który pozostał, jak poukładać sprawy, zadbać o priorytety.
– Byłoby Ci łatwiej, gdybyś z kimś się związała. A tak siedzisz sama i piszesz bzdury nie wiadomo, po co.
– To mój pomysł na siebie, by zapomnieć. Twoim są dziwki i to, co się z nimi niebezpośrednio wiąże – kosztowna rozrywka.
– Przestań już.. Dość nasłuchałem się od Ciebie, jaki jestem. Nie masz racji. I wcale nie dbasz o to, by mnie poznać. A ja też mam swoje zalety.
– Nie wątpię.
– Tylko Ty ich nie chcesz dostrzec.
– Nie jest moim celem poszukiwanie w Tobie piękna. Proszę, abyś pomógł mi w skonfigurowaniu sprzętu. Mikrofon nadal nie działa. Jeśli jest dla Ciebie problemem słuchanie tego, co mówię, weź sobie z mojego portfela kwotę należną za usługę i wyjdź.
– Nie chcesz usłyszeć prawdy o sobie!!!

– Twoje słowa na mój temat niewiele dla mnie znaczą. Ale Twoja wiedza z zakresu elektroniki jest bezcenna. Chylę czoła. A teraz powiedz mi, który kabel gdzie podłączyć.

One

Dzisiaj. Środek nocy. Nie śpię od jakiegoś czasu. W głowie pościg jednych myśli za innymi. Niczym stukot kół pociągu. Zimno spowodowane brakiem snu jest najbardziej dokuczliwe. Każde inne jest do zniesienia. 
Dzisiaj. Środek dnia. Pasażerka w wieku bliżej nieokreślonym wraz z nastoletnią córką wyraźnie spóźnione i zdenerwowane wbiegają do pociągu. Nie mają biletów. Rodzicielka głośno strofuje latorośl. Do obu pań
podchodzi konduktor. Kobieta udając, że szuka portfela w dość obszernej torbie kłóci się z nim. Świadkami zdarzeń są wszyscy pasażerowie wagonu bez przedziałów. Wybrzmiewa sygnał oznaczający stację. Spór o brak biletu zostaje tymczasowo przerwany. Pracownik kolei przeprasza i dopełnia czynności służbowych. Kobieta sięga po telefon i usiłuje przekazać swoje pomysły rozmówcy. Próba rozmowy gwałtownie kończy się. Następuje zmiana punktu ciężkości. Tym razem na drodze rozważań stoi córka pasażerki. 

Pozostali podróżni dowiadują się zatem, dlaczego jej okulary wciąż parują i czy są zarysowane. Optyk pewnie nie zdąży na jutro. Włosy dziewczyny nie są spięte, bo. Łabędzie na rzece są głodne, bo. Kartkówki z niemieckiego niezaliczone, bo. Dziecko zbyt zdolne, ale leniwe, może wreszcie nauczyć się gospodarowania czasem. Prezentacja wspomnień. Gdy ja chodziłam do szkoły, to. Uczyliśmy się na pamięć wszystkich haseł z encyklopedii powszechnej, bo. Skórki przy paznokciach trzeba wycinać, bo. Dłonie należy natłuszczać kremikiem, bo. W jej czasach ambicją było mieć jak najlepsze oceny, bo. Jak to nie nauczyła się piosenki?! Muzyka uszlachetnia, bo. Z jakimi Ty ludźmi się zadajesz?! Jak Ty sobie ułożysz życie?! Z kim?!
Wraca konduktor. Różnica zdań przybiera na sile.
Przedział nie jest ogrzewany. Piasek pod powiekami coraz bardziej daje się we znaki. Zimno.
Dzisiaj. Późne popołudnie. Wciąż zimno. Z braku snu. Z bezsilności. Z wielu innych powodów. Kulę się w sobie. Próbuję czymś zająć ręce. Przy okazji układam plan działań na resztę dnia. Baterie w telefonie wyczerpane. Gdzie położyłam sudoku? Może nie spakowałam.

Dzisiaj. Wieczór. Wracam. Spoglądam w stronę Twojego okna. Widzę światło. Prószy śnieg. Zatrzymuję się na chwilę. Drobne płatki łagodnie omiatają mi twarz i włosy. Ciepło.

Biurka

Historia mojego życia jest nierozerwalnie związana z historią moich biurek. Gdy podarowano mi pierwsze z nich, ciężkie i solidne, nie posiadając się ze szczęścia poczułam się nad wyraz dorosła. Do tej pory pamiętam jego zapach oraz miłe zaskoczenie, które towarzyszyło mi podczas pierwszych oględzin. Nie sposób zliczyć, ile czasu przy nim spędziłam. Lekcje, próby malarskie, kreślenie, zabawy z wykorzystaniem nożyka do cięcia papieru i w związku z tym prawie zerowe ślady użytkowania mebla. Obecnie stoi w piwnicy przyczyniając się w pewien sposób do realizacji mojego urodzinowego życzenia.
Drugie sprawiłam sobie na studiach. Kwintesencja kiczu i tandety. Cóż, kiedyś mi się podobało, ale potem… Hmm… Nie będzie potem. Nie napisałam przy nim niczego sensownego, może z wyjątkiem pracy magisterskiej, choć o sensowność i zasadność w tym przypadku raczej ciężko. Obecnie stoi bezużyteczne.

Kolejne zostało zaprojektowane według moich wskazówek. Wzięłam pod uwagę także zdanie wykonawcy. Czekam na realizację. Chyba się niecierpliwię.
Jeżeli nie masz pomysłu na siebie i na własne życie, spraw sobie nowe biurko. I napisz, co zamierzasz.

One

– Piszę pewną historię, wie Pani.
– Dobrze. Pisz.
– Teraz piszę rozmowę między dwiema osobami, kobietą i mężczyzną.
– O czym będzie ta rozmowa?
– Powiem Pani, gdy napiszę.
– Dobrze.
– Proszę Pani, jaka rzeka płynie przez Londyn?
– Tamiza.
– Aha. Dzięki.
Zaglądam przez ramię. Rzecz dzieje się w Londynie podczas romantycznego, jak mniemam, spaceru. Usiłuję zrozumieć przekaz. NN nie ustaje w pisaniu dialogu.
M: Mogę potrzymać Cię za rękę?
K: Możesz. W końcu jesteśmy na randce.
M: A mogę Cię pocałować w usta.
K: Nie możesz. Jeszcze nie jestem Twoją ukochaną.
Jakie to oczywiste.

Małe co nieco

Czytasz wymóżdżyny, które kiedyś wypłynęły z Twojej głowy i zastanawiasz się, jak to możliwe, że wyszły od Ciebie. Grunt, że nie ujrzały światła dziennego.
Dochodzisz do wniosku, że zamiast eksperymentować ze stukaniem w klawiaturę powinnaś przyrządzić coś do jedzenia. Uczysz się zatem przygotowywać udawaną frużelinę, którą konsumujesz bez względu na porę dnia. Chrzanisz narzuconą dietetyczną dyscyplinę i wcinasz to, na co masz ochotę. Żaden dzień bez kreski, jak w starożytności mawiano.