Notatki

-Czytam Panią. Pani od lat łamie stereotypy, a ja się nudzę, wie Pani. Gdy człowiek wychodzi wyszykowany do ludzi, bywa w kinie, w kabarecie, wtedy żyje, a ja nie mam tutaj przyjaciół ani znajomych, z którymi można wychodzić, aby rozegrać na przykład partyjkę szachów albo wybrać się na wycieczkę rowerową po okolicy. Obrzydło mi spotykanie się z ludźmi i poznawanie nowych osób. Obserwowałem Panią w sklepie, gdy zwracała Pani uwagę tamtemu gamoniowi, aby nie obrażał kasjerki. Jest od Pani dwa razy większy i bardzo agresywny, a Pani się nie bała, że się narazi.

-Nie myślałam o tym wtedy. Chyba zadziałała adrenalina.

-Znała go Pani?

-Tak jakby.

-To pewnie dlatego Pani się nie bała.

-To nie miało znaczenia.

-Pamiętam, jak kiedyś rozmawialiśmy. Uważam, że ma Pani dość radykalne i zdecydowane poglądy. Nic się pewnie nie zmieniło.

-Nic. Może troszkę zmodyfikowało.

-Nie obawia się Pani, że przez to straci kolegów, towarzystwo?

-Nie mam takich obaw. W relacjach z innymi ujawnia się moja osobowość. Jeżeli ktoś jej nie zaakceptuje, to trudno. Co mogę stracić? Znajomych na Facebooku albo lajki, gdy zostanę usunięta?! To by świadczyło o wartości takich relacji. Co mogę zyskać? Porządek i weryfikację znajomości, a to cenna lekcja.

 

Notatki

-Nie umiałabym się czegoś nauczyć w takich warunkach. Za dużo bodźców. Hałas. Ruch. Spójrz na nich. On udziela lekcji języka obcego. Ona niewiele z tego kuma. Widać po zażenowaniu malującym się na jej twarzy. Omawianie przykładów słychać aż tutaj. Pewnie słono kosztuje ta godzina.

-To normalny widok. Lekcje na mieście. Najlepiej w publicznym miejscu, aby fiskus się nie przyczepił. Poza tym on liczy na zwiększenie liczby klientów będąc widocznym i działającym w sieciówce. Robi sobie reklamę. Inaczej zapraszałby klientów do domu albo organizował lekcje u nich. Jeśli ona niczego nie wyniesie z tych lekcji oprócz głupio wydanych pieniędzy, on wtłoczy jej do głowy, że robi za mało powtórek, powie coś w stylu „wiesz, czasami trzeba na jakiś czas odpuścić, nabrać dystansu, ale nie rezygnować. Potem może coś zaskoczysz. Nie przejmuj się”. Ona to łyknie. Oboje dodatkowo czują się częścią większej społeczności. Jesteśmy. Działamy. Przychodzę tu, gdy czekam na pociąg lub mam przerwę pomiędzy zajęciami. Stale zmieniająca się obsługa raczej mnie kojarzy, podobnie jak niektórych klientów. Tamta para spotyka się tutaj na lekcjach. Inni ludzie czasami wyciągają tablety lub laptopy i udają, że pracują. Czują się tak potwornie osamotnieni, że wychodzą gdziekolwiek, by ktoś ich zauważył. Rozkładają sprzęt, zamawiają herbatę lub kawę w promocyjnej cenie i zasiadają najczęściej przy oknach, by być dobrze widocznymi na zewnątrz i wewnątrz. Spójrz, jest coraz więcej stolików niewielkich rozmiarów przeznaczonych dla jednej osoby. Jakby ci wszyscy ludzie nie mogli zasiąść przy jednym wspólnym i nawiązać ze sobą kontakt. Porozmawiać. Niektórzy spożywają tu śniadanie. Śmiało mogliby przygotować i zjeść kanapki w domu, ale tego nie robią. Liczą, że w publicznych miejscach zostaną zauważeni lub poznają kogoś ciekawego. Trochę wytłukłam się po kawiarniach i metropoliach. Scenariusz jest wszędzie podobny. Czasami próbowałam nawiązać rozmowę z takimi osobami. Po wymianie grzeczności następowało milczenie i zatapianie się we własnej działalności. Bywało i tak, że ktoś interesował się tym, co piszę. Stanowiłam ewenement, bo w odróżnieniu od innych posługiwałam się piórem, a notatki sporządzałam w zeszycie w twardej, tekturowej oprawie.

One

-Pięknie urządzone mieszkanie. Ze smakiem. Stylowe. Gratuluję.

-Dziękuję. Cieszę się, że Ci się podoba. Napijemy się czegoś?

-Poproszę wodę z cytryną.

-Proszę bardzo. Chyba jeszcze mam. Tak rzadko ktoś tu zagląda, że z czasem przestałam robić zapasy.

-Tym bardziej dziękuję za zaproszenie. Czuję się zaszczycona.

-Poprosiłam o spotkanie u mnie, ponieważ ostatnio mam coraz mniejszą ochotę na wychodzenie z domu.

-A ja chciałam Cię gdzieś wyciągnąć, zwłaszcza że jest piękna pogoda.

-Proszę, Twoja woda.

-Dzięki. Jak długo zamierzasz ukrywać się przed światem?

-Tak długo, jak to konieczne. Nie wiem, co mam ze sobą począć. W robocie się sypie, mówiłam Ci.

-Współczuję.

-Nie trzeba. To było do przewidzenia. Chcę stamtąd odejść, wyjechać gdzieś, ale nie wiem, co zrobić z mieszkaniem. Może nalać nam wina?

-Dla mnie niekoniecznie, ale jeśli masz ochotę… śmiało. Jakie konkretnie masz plany odnośnie przyszłości? Wyklarowało się coś?

-Nie, bezskutecznie szukam pracy. Na razie telefon milczy. Tracę nadzieję na zmianę.

-Może nie będzie tak źle. Jeszcze coś ruszy w najmniej spodziewanym momencie.

-Może. Czasami myślę, że zawodowo chciałabym sprzątać. Założyć własną firmę sprzątającą. Marzę o pracy w miejscu, w którym nikogo nie będzie obchodzić, kim jestem i co mam do powiedzenia. Chciałabym zająć się swoimi powtarzalnymi czynnościami i iść do domu. Pomyśl, jaka ciekawa mogłaby być praca w kawiarni sieciowej albo w fastfoodzie? Codziennie robisz to samo i niczym się przejmujesz. Nie podejmujesz żadnych decyzji, które mogłyby zrujnować zakład pracy. Od tego są inni. Nie zostajesz po godzinach, bo trzeba obliczyć słupki.

-Masz wyczucie smaku i lubisz porządek. Nadawałabyś się, tylko czy nie szkoda Ci wysiłku włożonego we wszystko, co do tej pory udało Ci się osiągnąć?

-A co ja takiego osiągnęłam?! Tyram w dwóch miejscach, aby spłacać mieszkanie i nie umrzeć z głodu. Wszystko staram się robić na błysk, aby inni byli ze mnie zadowoleni. Tak było od dziecka. Wpojono mi posłuszeństwo. Uczono, że dziewczynka powinna być pachnąca, czyściutka, nie bawić się z chłopakami. Spuszczać wzrok, gdy inni do niej mówią. Słuchać starszych. Pomagać im bez względu na chęci. Dobrze się uczyć. A ja jak głupek łykałam te zasady, chłonęłam je jak gąbka. Przynosiłam do domu świadectwa z wyróżnieniem. Czy wiesz, jakie to uczucie nie być dość dobrym?

-Nie wiem. Ani razu nie otrzymałam świadectwa z czerwonym paskiem.

-Zadania z matematyki liczyłam w pamięci, zanim nauczyciel objaśniał rozwiązanie na tablicy. Ani razu nie miałam braku zadania domowego. Ani razu nie dostałam jedynki. Pomagałam, ile mogłam, aby dom lśnił. Podejmowałam gości służąc im czym chata bogata. Nie przeklinałam, bo dziewczynce nie wypada. Nie wspinałam się na drzewa. Co niedziela białe rajstopki, spódniczka i do kościoła. Potem pomoc przy obiedzie z dwóch dań. Potem zmywanie. I tak do przeprowadzki. Studiowałam i pracowałam jednocześnie, aby odciążyć rodzinę. Czasami ze zmęczenia zasypiałam na wykładach. Wreszcie przestałam na nie chodzić. Po studiach nadal pracowałam w kawiarni, bo nie chciałam wracać do rodzinnego miasta. Liczyłam na zmianę i ona wreszcie nadeszła. Przeszłam przez sito rekrutacyjne i zaczepiłam się w banku jako kasjerka. Kupiłam to mieszkanie po atrakcyjnej cenie. Należało do córki znajomej z pracy. Jeden pokój wynajęłam i tak mi się udawało przez jakiś czas je spłacać. Obecnie nie mam siły harować jak wół, a w weekendy dorabiać prowadząc zajęcia z unijnego projektu. Starzeję się. Zwalniam tempo. Nie wyrabiam progów procentowych. Coraz częściej mówi się o redukcji etatów.

-Skąd wiesz, że mowa o Tobie?

-Czuję to.

-Może to początek dobrych zmian?

-Nie, to początek zapaści. Zajmiesz się tym mieszkaniem? Nie wynajmę go.

-Nie mogę.

-Ty też przeciwko mnie.

-Nie mogę zająć się tym mieszkaniem, bo nie mam na nie pomysłu, nie jest moje i nie będzie.

-Znasz je. Kiedyś mieszkałaś tu z … Od początku wiedziałam, że Wam nie wyjdzie.

-I dlatego nie zajmę się nim. Za dużo wspomnień.

Patynowa Pani Domu. Przygotowania do podróży

Jeżeli wreszcie po długich wewnętrznych monologach płynących strumieniem świadomości postanowiłaś opuścić swoje gniazdko, wiedz, że proces przygotowań do drogi nie jest tak prosty, jak o nim piszą w poradnikach i na blogach. Zaczynasz od checklisty. Nie, sorry, do zakupy biletu w jedną stronę z otwartą data powrotu. Dlaczego tak? Dlatego, że nie wiesz, jak długo będziesz przemieszczać się z jednego końca Ziemi na drugi i co spotka Cię w podróży. Nie wiesz również, jakie opóźnienie będą mieć publiczne oraz niskobudżetowe środki transportu. Jeśli nastawiasz się na te ostatnie, zainwestuj w dobrego stomatologa i pastę do zębów o właściwościach wybielających. Nie znasz dnia ani godziny, w których ktoś zakocha się w Twoim uśmiechu. Bilet na wszelki wypadek wydrukuj w dwóch kopiach. Tak, tak, chronimy środowisko naturalne, lecz nie masz pewności, że np. w kraju nad Odrą, Wisłą i Bugiem będzie nieprzerwana dostawa energii elektrycznej i czy w związku z tym skorzystasz z odpowiedniej aplikacji. Numer biletu i kod rezerwacji miej zanotowane na karteczkach schowanych w kilku miejscach. Nie ręczę za Twoją pamięć. W głowie zanotuj, w której szufladce schowałaś karteczki.

Checklista. Najtrudniej zacząć ją sporządzać. Bez czego nie możesz obejść się w podróży? W tym miejscu wpisz wszystko, co chciałabyś zabrać na wypadek końca świata albo jego nowego początku. Wiem, nie możesz zabrać mamy, ukochanej paprotki i biblioteczki (e-book nie będzie przesadnie obciążać Twoich pleców), wszystkich pluszaków od ukochanego (zamiast nich zabierz jego, koniecznie z seksownym, podkreśl „seksownym” zarostem, który świetnie kłuje, a jednocześnie nie świadczy o brakach w utrzymaniu higieny osobistej). Na dobrą sprawę w tym miejscu kończy się jakakolwiek checklista. krótko pisząc ogranicz bagaż do tego, co niezbędne. Jeżeli nie lubisz pakować walizki, zainwestuj w plecak albo go pożycz. Z doświadczenia wiem, że najlepiej sprawdza się własny. Możesz na nim kolekcjonować przygody, np. przyklejone zwłoki zaprzyjaźnionego pająka, ślady pazurów drapieżników, plamy po kawie niechcący wylanej przez zgryźliwego turystę. Nie mów, że wybierasz się w miejsca, do których tacy nie zawitają. Zapewniam, że trafisz przynajmniej na jednego osobnika, dla którego pojęcie „podróż” oznacza co najwyżej wyjazd do marketu. Takiego turystę rozpoznasz po looku albo po grupie. Rzucają się w oczy niczym logo sieciówek z owadem lub płazem.

Ładowarka. Ładowarka. Ładowarka. Aby rodzina i przyjaciele nie umarli z troski o Ciebie, od czasu do czasu rzuć im trasy jakieś fotki czy SMS w stylu: żyję. jest ok. Będę, kiedy wrócę. Nie dzwońcie co kwadrans i nie pytajcie, czy szysko ok.

Gotówka. Niekoniecznie. Da się podróżować bez pieniędzy. Czasami mimo wszystko trzeba posłużyć się kartą, aby zapłacić za kawę. Ale lepiej wozić ze sobą swój ulubiony gatunek kawy i herbaty. Masz ich wiele? Wybierz tyle, ile zmieści się w bagażu, który będzie obciążać Twoje plecy. W ten sposób prędko dokonasz kalkulacji.

Zeszyt w stabilnej okładce i wiele dobrze zatemperowanych ołówków, jeśli poczujesz się zainspirowaną do zanotowania spostrzeżeń. Jeśli nie chcesz w miejscach publicznych i niepublicznych chwalić się swoimi gadżetami, zaopatrz się w notatnik i temperówkę, którą posłużysz się do ostrzenia ołówków oraz konturówek i kredek do oczu.

W podróży staraj się zawsze przedstawiać najlepszą wersję siebie i uwierz, że wszystko jest możliwe.

Całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Urządzanie wnętrz

Dziś o tym, co w przyrodzie jest dość popularne o tej porze roku, czyli o zakładaniu i budowaniu gniazda. Nie jest to oczywiście pozycją obowiązkową w kanonie zadań do zrealizowania na przestrzeni czasu, który Tobie pozostał. Ale gdy już zdecydujesz, że wybrałaś miejsce do zajmowania na dłużej, postaraj się, by miało Twój charakter i odzwierciedlało Twój pomysł na siebie. Po pierwsze o wyborze decydujesz Ty, a nie rodzina, przyjaciele, znajomi z portali społecznościowych, koledzy w wojska dziadka albo inne istoty chcące umieścić temat pomocy w swoim duchowym CV. Załóżmy, że znajdujesz się w odpowiednim miejscu i czasie, a od teraz zabierasz się za nadanie odpowiedniego kształtu swojej przestrzeni.

Kolor ścian. Biel będzie kojarzyć się ze szpitalami dla obłąkanych, ale Cię wyciszy. Pastele wydadzą się zbyt cukierkowe. Barwy w odcieniach beżu i piasku zbyt archaiczne i oklepane. Blada zieleń robi wrażenie tandetnej. Ciemne kolory nie sprawdzają się w małych pomieszczeniach. Czerń odpada. Co zatem pozostanie? To, co uwielbiasz. W wyborze kieruj się intuicją oraz własnym gustem. Weź pod uwagę swoje możliwości finansowe. Sprawdź stan swojego konta i zdecyduj, czy ściany faktycznie wymagają odświeżenia.

Umeblowanie. Realizację tego etapu rozpocznij od odwiedzin znajomych i sąsiadów. Może akurat będą pozbywać się kilku ich zdaniem niepotrzebnych mebli i sprzętów. Sprawdź oferty w outletach (również internetowych), na wystawkach, wyprzedażach garażowych oraz pchlich targach. Nie będziesz korzystać z używanych, ponieważ nie masz zaufania do sprzedawców i nie chcesz przejść nieznanymi zapachami? Ok, nie kupuj więc mebli. Kto powiedział, że nie można przespać życia na materacu, a rzeczy przechowywać w kartonach? Miejsce, które zajmujesz, powinno wyrażać Twoją osobowość. Wyryj to sobie w sercu i noś niczym identyfikator. Jeżeli uwielbiasz kartony i pudełka z sieciówki, to je zatrzymaj. Pamiętaj o opisaniu ich zawartości. Stół i krzesła. Z tym będzie trudniej. Jeśli nie odpowiada Ci masowa realizacja pomysłu na te meble, sporządź własny projekt i poszukaj wykonawcy. Zawsze możesz poprosić tego, kogo lubisz, aby pomógł w wykonaniu. Przy okazji przekonasz się, do czego on/ona się nadaje. Praca przy realizowaniu zamierzeń przynosi wiele korzyści, lecz przede wszystkim skutecznie zweryfikuje nasze znajomości. Jeśli chcesz obniżyć koszty produkcji, możesz samodzielnie wykonać prace renowacyjne. Zaopatrz się w potrzebne narzędzia, obejrzyj odpowiednie filmy instruktażowe w sieci i… do dzieła. Nie martw się rezultatami. Może być tylko lepiej niż na początku, gdy stołu i krzeseł nie było.

Pamiętaj o nagradzaniu siebie za przebrnięcie przez kolejny etap prac. Formą gratyfikacji może być w zależności od nastroju: rozmowa z dawno niesłyszaną koleżanką, zakupy podstawowych produktów spożywczych, wyjście na spacer do lasu. To nic, że w pobliżu go nie ma. Wsiądź na rower i w drogę. Nie masz roweru? Pożycz. Nie masz od kogo? Na to też jest sposób. Jasne, że na końskim grzbiecie również można wyruszyć na poszukiwanie przygody. To znacznie ciekawszy pomysł na spędzanie wolnego czasu niż maraton po sklepach.

Tyle na teraz. Następnym razem będzie o dodatkach, zielonym kąciku oraz elementach dekoracyjnych (Twoja obecność sam w sobie jest jednym z nich). Tymczasem całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Spotkania w rodzinnym gronie

Są niczym egzaminy poprawkowe. Wcześniej czy później trzeba je zaliczyć, jeżeli chce się przejść na kolejny rok. Mowa oczywiście o uwielbianych przez wszystkie bezdzietne małżeństwa oraz singli spotkaniach w rodzinnym gronie, choć pojęcie „rodzinny” dawno straciło na pierwotnym znaczeniu. Bo czym tłumaczyć obecność przy świątecznym stole np. konkubentów, dyżurnych narzeczonych, ich rodzeństwa czy… pupili o urządzeniach telekomunikacyjnych nie wspominając? Pomińmy terminologiczne szczegóły. Zachowajmy podstawowe zasady etykiety.

Gdy zdarzy Ci się wziąć udział w takim spotkaniu z okazji świąt lub przy każdej innej nadarzającej się sposobności, pokaż się od tej strony, od której chciałabyś, aby Cię zapamiętano. Co to może oznaczać w praktyce? Jeżeli spodziewasz się niepokojącego pytania o zmianę stanu cywilnego, ubierz się na spotkanie tak, aby każdy potencjalny kandydat na współmałżonka już od progu stracił chęć na kontynuowanie znajomości. Pytanie, skąd rzekomy kandydat/- ka miałby wiedzieć, że w danym dniu i miejscu o konkretnej porze stawisz się akurat Ty, która olśnisz go naturalną urodą oraz niebanalną osobowością. Pamiętaj o pokrytym patyną porzekadle „Kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno”. Gdy natomiast podmiotem imprezy jest dziecko w przedziale wiekowym 0-6 w porywach 7/8, załóż coś, czego nie szkoda Ci będzie potem wyrzucić. Bądź świadom, że nie warto wywabiać plam powstałych na skutek intensywnych zabaw z maluchem nie warto. Taniej będzie sprawić sobie nowy strój aniżeli dopierać coś, co i tak z czasem nada się tylko do chodzenia po domu (pod warunkiem, że ktoś ma dom) lub po lesie (w tym miejscu kłaniam się wszystkim zwolennikom sylvoterapii) zważając na szacunek braci mniejszych.

Przy stole zachowuj się tak, aby biesiadnicy odnieśli wrażenie, że kosztujesz wszystkiego ze zachwytem, nawet jeśli są to potrawy, które okażą się niesmacznymi. Smakujących obrzydliwie z założenia nie nakładaj na talerz tłumacząc się wcześniejszym zrealizowaniem zapotrzebowania na składniki odżywcze.

Gdy będą Ciebie nudzić treść i forma rozmów, które potrafisz odtworzyć z pamięci, wstań i z uśmiechem podziękuj za gościnę zasłaniając się rychłym potencjalnym spotkaniem z dawno niewidzianą koleżanką przybyłą z  zagranicy.

Radzisz sobie za każdym razem, zatem i teraz pójdzie gładko. Powodzenia 🙂

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Przedświąteczne zakupy

Tandeta wyłania się zewsząd. Krzyczy i uderza ze szczególną mocą kilka razy w roku, np. w okolicach świąt Wielkiej Nocy. Półki sklepowe uginają się od nadmiaru plastikowych zajączków, jajeczek, gadżetów do zabawy w Lany Poniedziałek, dekoracji służących ozdabianiu (tu raczej szpeceniu) domostwa. Wśród odpustowego kiczu czujesz się jak zając na polowaniu. Robi Ci się słabo się na samą myśl o odwiedzinach miejsc, które w sezonie wzmożonej konsumpcji stanowią skrzyżowanie cyrku, wesołego miasteczka i niezupełnie legalnego bazaru. Postanawiasz zatem, że zapasy jedzenia i drobnych produktów niezbędnych w każdym domu uzupełnisz poza godzinami zakupowego szczytu. Wchodzisz do środka. To nie przesada. Naprawdę nie ma tu czym oddychać. Powierzchni użytkowej jest jakby mniej. Ogromne kartony i palety przesłaniają widok. Ich zawartość, również płynna, co rusz ląduje na podłodze potęgując i tak spory rozgardiasz. Pracownicy dyskontu uwijają się jak mrówki. Niezadowoleni klienci, często w wieku postprodukcyjnym, pokrzykują „jak długo będę stać w tej kałuży”, „tu nie da rady przejść”, „możecie otworzyć inne kasy”? Gdyby można było, zostałyby otwarte. Nie pamiętasz czasów kolejkowych, pańciu ubrana w tanie, niewygodne buty, na ramieniu mająca plastikową torbę wyprodukowaną przez dzieci w krajach Dalekiego Wschodu? Przestań zamulać, bo eksploduję. „Zaraz zawołam kierownika”, „jak tak dalej pójdzie, to do mediów napiszę”. Po kwadransie słuchania pseudomądrości postanawiasz dać ripostę życiowym nieudacznikom, którzy posiłkują się groźbami wobec Bogu ducha winnych kasjerów. Mówisz na tyle głośno, by Cię usłyszano:

-Najpierw trzeba nauczyć się czytać i pisać.

-Patrzcie, jaka mądra! A do kasy ma tylko zielone cytryny, trucizny z Chin. Będzie tu stać do wieczora. Haha!

Nikt ze stojących w kolejce nie podziela radości pańci w ubranej zgodnie z trendami lansowanymi w bezpłatnych dodatkach do prasy przeznaczonej dla niewyszukanego odbiorcy.

Trzymając w dłoniach małe opakowanie śmietany, paczkę migdałów i kilka sztuk limonek walczysz z myślami, aby nie powiedzieć niczego, co mogłoby spowodować zainteresowanie ochrony obiektu. Zamiast tego uśmiechasz się do pracowników sklepu, a w ich twarzach widać głównie znużenie mijającym dniem i ledwo skrywaną niechęć do wszechświata. Żaden z klientów pchając wózki wypełnione po brzegi, widząc, co masz do skasowania nie próbuje Ciebie przepuścić. Gdy nadchodzi Twoja kolej, płacisz i opuszczasz sklep z zamiarem natychmiastowego udania się w stronę jeziora. Już sama myśl o tym, co niebawem ukoi Twoje serce i nerwy sprawia, że świat błyskawicznie nabiera soczystych kolorów. A zakupowe szaleństwo? Cóż, bez tego można żyć. I trzeba.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Dzień kulinarnej rozpusty

Mży. Do tego silny wiatr. Idziesz pod wiatr. Bez względu na okoliczności postanawiasz, że nic nie zepsuje Ci tego dnia. W końcu jest początek kalendarzowej wiosny. Podarujesz sobie iście wiosenny prezent. Przyrządzisz w kuchni coś, czego dawno nie jadłaś. I będą to potrawy w różnych kolorach tęczy rozjaśniające tym samym pochmurne niebo.

Pakujesz zakupy. Owoce, jogurt, pszenne placki, oliwki, różne rodzaje sera. Spoglądasz na zegarek. Dopiero ta godzina. Dziś jesteś mistrzynią w organizowaniu czasu, więc idziesz do kawiarni odetchnąć po burzliwych decyzjach i planowaniu wiosennego menu na najbliższe godziny. Zamawiasz czekoladę na gorąco i zatapiasz się w lekturze magazynu związanego z poradami, jak się nie ubierać i jak nie urządzać mieszkania. Czas nie ma znaczenia. Jest tylko minimalistyczne, lecz przytulne wnętrze lokalu i Ty z kubkiem gorącej czekolady z cynamonem w dłoni. Jeszcze raz sprawdzasz, czy kupiłaś to, co nie zbędne i przeliczasz złotówki, czy na pewno wystarczy na przyprawy oraz inne drobiazgi, bez których osoba ambicjonalnie podchodząca do ekologicznego i ekonomicznego prowadzenia domu nie mogłaby się obejść. Jeszcze raz sprawdzasz godzinę. Tym razem na knajpianym zegarze. Zwarta i gotowa w trzy sekundy płacisz i wychodzisz.

Zegarek nie działa. Niemożliwe! Jeszcze przed godziną działał. Bez niego czujesz się jak bez ubrania. Wpadasz w panikę. Czyżby syndrom odstawienia?! Gdzie szukać i znaleźć zegarmistrza?! Jesteś użytkownikiem tradycyjnych zegarków zakładanych na rękę. Uważasz, że przedmioty powinny służyć tak długo, dopóki ktoś podejmuje się ich naprawienia. Miotasz się w deszczu i na wietrze, patrzysz przed siebie. Jest zakład zegarmistrzowski. Załatwiasz sprawę u człowieka, od którego bije spokój i profesjonalizm. Przy okazji mało dyskretnie przyglądasz się jego pracowni. Tik-tak, tik-tak. Bujasz się rytmicznie. Tik-tak, tik-tak. Jest tylko cisza, w której słychać tykanie zegarów. Żadnego wrzaskliwego radia, głośnej muzyki ani otumaniającej papki dziennikarskiej. Porządek i ład.

Upojona własnym szczęściem wracasz do domu. Rozpoczynasz gotowanie zaplanowanego obiadu składającego się z różnokolorowych składników. Nie kupiłaś warzyw. Tym razem możesz obejść się bez nich. Dodajesz przyprawy. Zostały w sklepie. Ale sól i pieprz też są przyprawami.

Wiosenny koktajl dodający urody przyrządzisz później. Wszystko w nadmiarze szkodzi. Kiedyś wypijesz go więcej i rachunek będzie się zgadzać. To nic, że brakuje niektórych składników. Najważniejsze, że jest sprawny zegarek. Priorytety ulegają częstym zmianom zależnie od okoliczności. Przekąskami też zajmiesz się za kilka chwil.

Ciepło w brzuszku sprawia, że wchodzisz w komunię w poduszką i kocem. Za oknem deszcz obmywa kwiaty, zwiastuny wiosny, a silny wiatr je dodatkowo hartuje. Aaa, fiołki dwa, aaa… Kulinarne szaleństwo może poczekać… Zaczniesz od jutra…

Patynowa Pani Domu. Ostatki

Gdyby nie aksamitny głos radiowego spikera od wczesnych porannych godzin łagodnie przypominający o ostatnim dniu karnawału, pewnie nie uległabyś zakupowemu szaleństwu i nie nabyła sałatki śledziowej, jak przystało na tradycyjną gospodynię. Właśnie! Tradycyjną! Nie upieraj się, że kiedyś osiągniesz ten etap w zarządzaniu własnym mikrokosmosem, a szczególnie kulinariami. Tymczasem mocno zaprzyjaźnij się z obsługą sklepów, które oferują towary delikatesowe t.j. rzeczoną sałatkę, której bazą do stworzenia jest popularny gatunek ryb słonowodnych. Albo naucz się przyrządzać własną. Ok, poprzestańmy na interpretacji pierwszej części poprzedniego zdania.

Inne punkty gastronomiczne, które powinny znaleźć się na liście „must visit” Patynowej Pani Domu, to: pierogarnie, naleśnikarnie, bistro, to ostatnie zwłaszcza w porach happy hour, ewentualnie pizzerie (dobrze, jedyna ulubiona) na czarną godzinę. Jeśli firmy cateringowe tylko sprawdzone, z polecenia innych Patynowa Pań Domu, ale przecież nie lubisz jeść z plastiku, prawda? I pamiętaj o piekarniach. Tam uśmiechaj się szczególnie szeroko i praw komplementy obsłudze.

Wracamy do ostatkowego wieczoru. przygotowania rozpocznij już w porze popołudniowej zaopatrując się jedynie w to, co na pewno zjesz i wypijesz. Tym razem na stole króluje sałatka śledziowa z ananasem, aby tradycji stało się zadość (gdzie tu miejsce dla egzotycznego owocu? Patynowa Pani Domu wyznacza nowe tradycyjne trendy, zatem nie przejmuj się antropologicznym kontekstem potrawy). Śledzik lubi pływać, więc postaraj się o odpowiedni trunek. To nic, że nie masz. Obdzwoń kilka osób i zaproś je na ucztę, lecz uprzedź, by przybyły na nią najedzone. Z pewnością nie przyjdą z pustymi rękoma.

Gdy sporządzisz listę gości i zaplanujesz pozostałe działania, w końcu możesz zająć się sobą. Włącz ulubioną filmową muzykę. Skoro stało się tak, jak przewidziałaś, czyli wieczór spędzasz w kameralnym gronie: Ty plus Twój Anioł Stróż, możesz poczuć się szczęśliwą. Żadnych smutków ani rozmyślań o tym , co zrobisz jutro, aby zarobić na chleb. Kwestia karnawałowej kreacji również odpada. Załóż coś, co jest wyraźnie nadgryzione zębem czasu albo w czym byłaś ostatnio (nie bez kozery dzisiejszy wieczór jest nazywany ostatkowym). Niewykluczone, że będzie to ta sama odzież. I baw się na całego!

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Przepisownik

Postanawiasz dzielić się recepturami na rozmaite potrawy, a tym samym rodzi się kolejny pomysł. Przepisownik, czyli jak nie gotować i nie prowadzić domu. Na drugi ogień idą placki ziemniaczane w wersji minimalistycznej, zatem klasyczne Danie Dziadów. Uwielbiasz je, bo jest tanie, szybkie, sycące i (prawie) zawsze się udaje, więc idealne dla osoby o ograniczonych możliwościach finansowych i kulinarnych.

Zatem do arcydzieła!

Etap 1.

Sprawdź, czy masz wszystkie składniki w wystarczającej ilości. Sól i pieprz również wchodzą w skład potrawy, więc dobrze się zastanów, zanim stwierdzisz, czy na pewno bierzesz się za przygotowanie placków. Następnie obierz tyle ziemniaków, ile zjesz. Jeśli postanawiasz zaprosić kogoś do stołu, zrób to za potwierdzeniem, najlepiej przed końcem obierania kartofli.

Etap 2.

Surowe ziemniaki i obraną cebulę zetrzyj przy pomocy urządzenia. Żadnych ręcznych tarek, chyba że bardzo się uprzesz. Wtedy obok składników połóż plaster z opatrunkiem oraz wodę utlenioną. W najmniej oczekiwanym momencie mogą się przydać.

Etap 3.

Do szczęśliwie przetartych ziemniaków dodaj czubatą łyżkę mąki. Nie masz? Wróć do etapu 1. Aneks – wybierz najsympatyczniejszą sąsiadkę i udaj się do niej po brakujący składnik. Sąsiad ostatecznie też może być, ale niegotująca grupa płci męskiej nie zawsze wie, jak wygląda mąka, a już na pewno w której szafce się znajduje. Jeśli mimo to zdecydujesz się w tej sprawie odwiedzić sąsiada, z grzeczności nie zapomnij zaprosić go do stołu (pod warunkiem, że masz klasyczny stół; rachityczny, stworzony na potrzebę chwili też może być. Wiele zależy od Twojej kreacji). Niegrzeczne dziewczynki nie powinny zapraszać kolegów na obiad, tylko zaproponować wspólne gotowanie.

Etap 4.

Dodaj jajko od szczęśliwej kurki. Od nieszczęśliwej też ujdzie. Może uszczęśliwi ją współdziałanie na rzecz zmniejszenia głodu na świecie. Wymieszaj wszystkie składniki. Dopraw solą i pieprzem. Kurki nie dodawaj. Tylko jajko.

Etap 4.

Usmaż placuszki-maruszki na rozgrzanym oleju. Oczywiście, że na patelni. Nie masz czystej, to umyj brudną. Potem dopilnuj, aby była sucha, gdy będziesz wylewać na nią olej. Niech telefon dzwoni. Ty jesteś bardzo zajęta. Smażysz właśnie placuszki-maruszki. Na dobrze rozgrzaną patelnię nakładasz łyżką cienką warstwę ziemniaczano-cebulowej miazgi. To odbierz, ale nie rozmawiaj za długo. Są sprawy ważne i pilne, szczególnie gdy dzwoni ktoś, kogo relatywnie długo nie słyszałaś. Jasne, że należy wspierać starych znajomych i nowych również, zwłaszcza dobrym słowem. Niczego więcej nie możesz zrobić w tej chwili. Zaproszenie na placki będzie strzałem w dziesiątkę. Placki! Zgaś płomień jak najszybciej. Z tej porcji już niczego nie będzie. Z kolejnej też, bo wyszłaś na chwilę do łazienki i chcąc nie chcąc zaczęłaś układać rzeczy, a po powrocie prawie nie było czego skrzybać. Pamiętaj, aby podczas smażenia placuszków nie układać tekstu na bloga, który i tak finalnie trzeba będzie zmienić. To również nie sprzyja kulinarnym szaleństwom, przynajmniej Twoim.

Etap 5.

Wyrzuć przypaloną zawartość patelni. Olej również stanowi zawartość patelni. Ją samą dokładnie umyj. A czym ma pachnieć! Konwaliami!  Otwórz okno. To nic, że zimno. Wskoczysz pod koc i będzie cieplej. Jeśli przeszła Ci ochota na placuszki-maruszki, przejdź do etapu 6. Jeśli nie, usmaż resztę.

Etap 6.

Zamów pizzę. Ok, makaron też może być. Nie zapomnij zapytać, czy można zapłacić kartą.