Od lat można zaobserwować stopniowe wydłużanie się czasu oczekiwania na święta Bożego Narodzenia, które charakteryzują się między innymi tym, że przypadają w stałe dni roku. Pierwsze życzenia radosnego przeżywania Gwiazdki otrzymałam w okolicy połowy października, zatem w czasie, gdy niektórzy jeszcze nie powrócili z letniego urlopowania. I tak już w październiku na witryny sklepowe trafiły rozmaite ilości czekoladopodobnych wyrobów w złotkach, pierników w różnych smakach, udekorowanych w gwiaździste symbole, otyłych, plastikowych dziadków w czerwonych paltach tudzież ich inflacyjnej wersji – po diecie keto, z sześciopakiem (nie zawsze na ciele). Co my świętujemy? Chciałoby się zapytać coraz głośniej i wyraźniej. I kiedy?
-Jestem znudzona czekaniem na święta. Najadłam się korzennych ciastek, udekorowałam dom miesiąc temu. Część dekorów została rozwalona przez kota, który lubi się nimi bawić. Prezenty dla rodzinki leżą w szafie, dostarczone i zapakowane przez znaną firmę. Potrawy zamówiłam z odpowiednim wyprzedzeniem.
-A gdybym Ci powiedziała, że można czekać na coś inaczej, pełniej?
-Nudy.
-Wojna o życie karpi to nie wszystko. Wyjedź gdzieś, odpocznij.
-Irytuje mnie dźwięk Twojej bransoletki, gdy piszesz, a jej elementy ślizgają się po klawiaturze.
-Nie słuchaj. Odpraw… Co tam za rytuały odprawiasz?
-I tak w to nie wierzysz.
-Nie przyniosły spodziewanej poprawy, co?
-Widocznie nie skupiłam się zbyt mocno na oddechu.
-Może byś gdzieś wyszła zamiast narzekać? Dotlenisz się. Wrócisz z otwartą, odświeżoną głową.
-Dlaczego nie chcesz dekorować mieszkania ani piec pierników? Dlaczego jesteś taka uparta? I tak co roku.
-Zbędne atrakcje. Pierniki kupuję i jem przez okrąglutki rok. W różnych smakach. W mieszkaniu utrzymuję porządek niezależnie od świąt.
-Nie chcesz zmiany? Takiej trwałej. Radykalnej.
-Nie.
-Może wpadniesz do nas w pierwszy dzień świąt? Wiem, co powiesz. To, co każdego roku.
-Dziękuję, nie.
-Co będziesz robić?
-Wspominać.
