Plecak

Bagaż podróżny to niemy świadek wojażu oraz tego, co się odbywa poza utartymi szlakami, szczególnie w miejscach, w których nawet bociany nie zawracają, ponieważ jeszcze tam nie doleciały:

-I jeszcze na plecak bilet trzeba wykupić.

-Poproszę. Nie wiedziałam… Dlaczego za plecak mam zapłacić tyle, ile za pasażera?

-Bo na siedzeniu leży.

-Ale ja go mogę trzymać na kolanach.

-Nie będę z Panią dyskutował. Płaci Pani czy wychodzi?

-Płacę, ale uważam, że to nie w porządku.

-Opłata się należy. Jak Pani chce, to może na piechotę iść. To ostatni kurs.

-Nie chcę. Zapłaciłam przecież. Jakby nie można było do bagażnika go dać.

Dalsza część drogi upływała we względnym milczeniu. Plecak został zabrany z siedzenia i trzymany na kolanach, aby ustąpić miejsca pasażerowi. Nie miałam siły spierać się o parę złotych tym bardziej, że było relatywnie późno, a ja po całym dniu podróżowania różnymi środkami marzyłam jedynie o prysznicu i lekkiej kolacji. Stan techniczny pojazdu budził wątpliwości nawet u takiego laika jak ja. Moje obawy potwierdziły się. W pewnym momencie otrąbieni cudem lądujemy się na poboczu. Jest dawno po zmroku. Znajdujemy się na drodze lokalnej. Kierowca wysiadł. Obchodzi bus dookoła, a potem udaje, że panuje nad sytuacją wykrzykując od czasu do czasu nieparlamentarne wyrażenia. Dźwignia zmiany biegów stała się bezużyteczna. Ktoś z pasażerów podpowiada, aby wetknąć kija od szczotki i spróbować nim manewrować. Jesteśmy w połowie drogi. Jakoś dojedziemy do miasta, odzywa się chłopak z fryzurą samuraja z kataną przy boku. Jadę na turniej, jutro z rana mamy ćwiczenia. Nie może mnie zabraknąć, dorzuca, mam swoją funkcję na pokazie. Ja wracam z drugiej zmiany, a jutro obiecałam przyjechać wcześniej, aby zastąpić koleżankę, odzywa się sfrustrowana pasażerka, nie ma mnie kto przywieźć. Jak tak dalej będzie, to dzwonię na Policję.

Kwitniemy w ciemnościach na poboczu. Tereny przygraniczne. Są krzaki. Nie ma latarni. Część pasażerów rozładowuje nerwy pielęgnując swój nałóg. Nie panikować. Zachować spokój. Chętnie poznam osoby, które osiągnęły spokój po usłyszeniu słów „uspokój się”. W końcu zapada decyzja. Samuraj godzi się trzymać kij od szczotki i manewrować nim w miejscu, w którym znajduje się dźwignia zmiany biegów. Zatrzymywać się będziemy na awaryjnych i tylko tam, gdzie nie ma monitoringu. Tym razem nie zawiadamiamy Policji. Wsiadamy na własne ryzyko. Ruszamy. Jedziemy. Samuraj z wdziękiem operuje kijem od szczotki. Snuje opowieść o swoim plecaku, całkiem podobnym do tego, który wciąż trzymam na kolanach. Wspomina pobyt na Mazurach, gdy były całkiem dzikie. Teraz jest cywilizacja i nie ma tego uroku, co kiedyś, prawi.

Docieram do wsi w środku nocy. Na szczęście kierowca bombowca postanowił zrobić przystanek dość blisko chałupy, w której miałam zabukowany nocleg. Pukam delikatnie w okno nie chcąc obudzić gospodarzy. Wiem, że jest późno. Mieliśmy mały problem z dojazdem. Trzeba było zadzwonić. Mój by przywiózł. Ale ja nie wiedziałam, gdzie jesteśmy. To nic. Jutro też jest dzień. Odpływam przytulona do plecaka.

 

Patynowa Pani Domu. Drobiazgi

Dziś napiszesz wreszcie coś więcej niż wiadomość w komunikatorze. Wstajesz rano z tym mocnym postanowieniem. Gra jest warta świeczki. I stołu, na którym stała. Pomysł na tekst narodził się kilka dni temu, ale z jego realizacją jest gorzej. Nie pozwól innym grać Twoimi kartami. Ty je wykładasz i nimi dysponujesz. Rady otrzymane podczas szkoleń są bezcenne, podobnie jak to, co usiłujesz tworzyć, a nie przynosi Ci szczególnych grantów oprócz satysfakcji i (podobno) porządku w głowie. Zacznij dzień od małych przyjemności. Ok, kawa zaparzona, śniadanie przygotowane, lektura rozpoczęta (po spożyciu śniadania przy świecach). Wybierasz świeczkę, która oczyszcza powietrze z toksyn pachnąc przy tym delikatnie. Jaka szkoda, że nie wymyślono uniwersalnego środka na skuteczne oczyszczenie głowy z gonitwy myśli. Pozostaje wiara producentowi świec. Krzątasz się po własnej dziupli próbując zaprowadzić w niej porządek. Nastawiasz pralkę. Siadasz przy kompku i sprawdzasz wiadomości. Odpowiadasz na nie, pozdrawiasz, doradzasz, oferujesz, wysyłasz zapytanie. Zapominasz na jakiś czas o tlącej się świecy, ale ona o Tobie pamięta. Co tak cuchnie?! Zapaliło się aluminiowe opakowanie, w którym była umieszczona. Zrywasz się, by ugasić ogień. Po opanowaniu sytuacji oceniasz straty. Przepalona podkładka (w składzie ma na pewno plastik, który przywarł do serwety i stołu. Trudno, nie można być materialistką. Minimalizm jest obecnie trendy. Pozbywasz się bez żalu nieużytecznych przedmiotów. Gorzej ze smrodem pochodzącym od aluminium. Oczyszcza powietrze! Wolno się spala! Delikatnie pachnie! Akurat. Reklama kłamie. Niech tylko dorwiesz producenta. Wystawisz mu odpowiednią opinię i na pewno niczego u niego nie kupisz. Tymczasem trzeba zająć się najbliższym otoczeniem. Otwierasz na oścież okno. Jakie cudne chmurki! Rozwieszasz pranie, a następnie wychodzisz po zapasy spożywki. Nie będzie padać. Nie powinno. Tak brzmiały komunikaty w radiu. Przebierasz nogami, jakbyś miała dogonić odjeżdżający pociąg. Zdążysz. Zdążysz, słyszysz? Gdy miotasz się pomiędzy sklepowymi półkami, zaczyna lać. Myślisz o swoim praniu rozwieszonym na świeżym powietrzu. Dobrze jest!

 

Patynowa Pani Domu. Paskuda

Ten dźwięk rozpoznasz wszędzie, zwłaszcza w środku nocy, podczas próby rozkoszowania się ciszą,  gdy leżysz pod kocem i usiłujesz zasnąć. Nie próbuj się oszukiwać. Charakterystyczne bzyczenie o tej porze roku. Słychać je tuż nad Twoim uchem. To nie daleki odgłos silnika pojazdów poruszających się na drogach szybkiego ruchu. Nie. Zapalasz lampkę. Leci, leci samolocik. Wylądował. Chwytasz na oślep za coś miękkiego, co akurat jest pod ręką. Uważaj na śnieżną biel sufitu. Uwa… Jutro… Nie! Dzisiaj go umyjesz i nie będzie śladu po zbrodni. Kładziesz się w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i ponownie przyzywasz Morfeusza, aby rozłożył swoje ramiona. To nie ten dźwięk. Przecież dopiero unicestwiłaś to, co skrzydlate i żądne Twojej krwi. Tym razem nie wstanę, postanawiasz, może sam się wykończy. Nie tej nocy. Chyba jest ich więcej niż jeden. Sygnały wysyłane przez owadzie wampiry są coraz głośniejsze i brzmią niczym orkiestra strojąca instrumenty na chwilę przed koncertem. Przecież padało, a podczas deszczu i krotko po nim raczej nie powinny się pokazywać. Może ta prawidłowość obowiązuje na zewnątrz, ale komar jak każde stworzenie swój rozum ma i przed deszczem też pragnie się schronić, by nie zmoczyć skrzydełek. Tylko dlaczego w pokoju, w którym spędzasz noce (i dnie). Wstajesz, chwytasz ręcznik i szukasz intruza. Uważnie obserwujesz ściany i sufit (nie szklany). Omiatasz wzrokiem meble i sprzęty. Gdzie się schowały małe szkodniki? Może wpadły do akwarium? Wtedy Paskuda by się z nimi rozprawił. Paskuda to dyżurny glonojad, duży, tłusty i niegrzeszący urodą, który waletuje u Ciebie podczas nieobecności prawowitego właściciela. Wyrobisz mu wizę turystyczną i zaczipujesz, jeśli będzie trzeba, ale póki co walczysz ze zmianą dźwięków. Paskuda jest nocnym markiem. Obżera się niemiłosiernie, głównie w nocy i stanowi skuteczną konkurencję dla rozmaitych gatunków ryb, które pojawiają się w jego otoczeniu. Może powinnaś go nauczyć kilku sztuczek, np. gdy usłyszy lub wypatrzy komara, to wyskoczy z wody i go połknie w powietrzu. Ewentualnie w wodzie. Ewentualnie niech go nawet nie połyka, byle oczyścił najbliższą przestrzeń z jego obecności. Paskuda zajmuje się głównie sobą. Niczym stary kawaler ma swoje przyzwyczajenia, fochy i wyraźnie znaczy terytorium. Źle znosi przeprowadzki, chyba że do Patynowej Pani Domu. Po przepisowym okresie karencji przybywa mu gramów i energii, na to wygląda. Tym razem nie możesz liczyć na jego pomoc, ale dobrze, że jest. Przynajmniej masz po co wstać z łóżka. Są. Dwa. Były. Nie będzie dużo mycia. Kładziesz się z nadzieją, że to ostatnie osobniki, a reszta zdarzy się jutro. Śpij, Paskudo, nie budź, bo Ci sprowadzę niewydarzoną dziewczynę i dopiero wściekły będziesz…

Notatki

Noc była dość pracowita. Odpowiedziałam na zaległe e-maile, posegregowałam pocztę oraz pozostałą lekturę na najbliższe tygodnie. Na czas afrykańskich upałów przeniosłam się z noclegiem do piwnicy. Obudziłam się, gdy wskazówki zegara powędrowały na krótko przed jedenastą. SMSy z informacją o zaległościach postawiły mnie na nogi. Zerwałam się i wbiegłam pod prysznic. Sprawdź pocztę. Przedstaw swoją propozycję. Napisz uzasadnienie. Zatwierdź. Prześlij. Dokładnie w tej kolejności. Ale najpierw śniadanie i kawa.

Zmniejszył się upał, więc można planować działania związane z pracą na zewnątrz. Obiegówka po miejscach, w których jest coś pilnego do załatwienia. Spotykam znajomą będącą jest w trakcie przeprowadzania się. Dziewczyna naprzemiennie klnie i płacze. Obrywa się nawet ekipie, którą zatrudniła do pomocy. Mięcho! Jesteście do niczego, mięcho! Co mnie podkusiło, żeby Wam to zlecić, mięcho! Wszystko powiem szefowi! Będziecie mieć po premii, mięcho! Uwaga! Ostrożnie! To stary kredens! Musi jeszcze trochę wytrzymać! Zapodziałam gdzieś fajki. Poczęstujesz mnie, zwraca się tonem błagalno-rozpaczliwym w stronę pracownika firmy. Nie mam, odpowiada zagadnięty. A tak w ogóle to zapytam szefa, czy kończyć tę robotę. Zdaje się mamy dziś jeszcze jedno mieszkanie. Szefie, to wszystko tutaj? Pani ma uwagi! Co Pan mówi?! Jakie uwagi?! Nie mam uwag! Tylko pytam o papierosa! Podchodzi rosły mężczyzna. Co jest, pyta. Nic, tylko gdzieś podziałam fajki. Chciałam prosić o jedną, chlipie. Proszę Pani, my już skończyliśmy. Na kogo wystawić fakturę? Miało być bez faktury, znajoma krzyczy tak głośno, że słychać ją w całej okolicy. Odchodzę nie chcąc w przyszłości być powołaną na ewentualnego świadka w sprawie o znieważenie.

W sklepie spożywczym klientka wybiera najtańszą kiełbasę, ale nie może się zdecydować. Ekspedientka pyta o cel przeznaczenia wyrobu. Staremu do roboty, więc tania i dużo ma być, zdecydowanym głosem odpowiada zapytana. Wybucham śmiechem. Obie kobiety spoglądają na mnie z nieukrywanym oburzeniem. Jeszcze fasola, pomidory i pasta z ciecierzycy, a potem można podchodzić do kasy. Zostawiam za sobą frustrację klientów taniego marketu. Odwiedzam sklep wielkopowierzchniowy. Może tym razem uda się kupić klimatyzator? Nic z tego, informuje pracownik obsługi, gdy się pojawią w hurtowni, to zaraz są rozdzielane. Nam przypadły cztery. Dzisiaj przyszły i od razu je wykupiono. Czy już pogratulowano pomyślunku osobie odpowiedzialnej za zamówienia, pytam z wyraźną ironią. Jest jak jest i tego nie zmienimy, słyszę z uśmiechem w głosie, na co odpowiadam tym samym.

Nie wierzę własnym oczom. Gniazda jaskółek są strącane. W środku z pewnością były pisklęta. Jeszcze dwa dni temu było słychać, jak popisują. Opiekuję się mieszkaniem koleżanki, gdy ona przebywa za granicą. Rośliny padły. Zrobię wszystko, aby przywrócić je do życia, składam uroczystą obietnicę i ruszam do pracy.