Od lat zmagam się z bezsennością. Lubię wtedy nasłuchiwać nocnej ciszy i uderzeń kropli ulewnego deszczu, jeżeli ten akurat pada. Aby zebrać myśli i wtłoczyć je w coś, co będzie przypominać dłuższą całość, wychodzę nad staw. Gospodyni nie zamyka na noc bramy. Drzwi na klucz również. Nie ma zainstalowanego alarmu, a ściany jej domostwa nie są ozdobione przez logo firmy ochroniarskiej. Podobno zamek w drzwiach nieustannie się psuje, a jego otwarcie wymaga niemałego sprytu. Tamtej nocy staw był spokojny. Łódki kołysały się jak zwykle lekko skrzypiąc. Lubię do nich wsiadać i bujać się delikatnie.
-Czy Pani mówi po polsku?
-Tak.
-Jest Pani jakoś związana z tym ogrodem? Przepraszam, że tak pytam. Widziałam, w jaki sposób Pani dotyka roślin i przygląda się im i spaceruje Pani po ogrodzie, jakby go dobrze znała. Prowadzi Pani badania?
-Przyjechałam tu na krótki urlop.
-Podobnie jak ja.
-Chyba obie lubimy wymknąć się przed świtem, aby tu pobyć sam na sam. Wspaniały widok na staw. Robi Pani zdjęcia?
-Nie, wyszłam bo nie mogłam zasnąć. Gorąco, a on chrapie coraz głośniej. Pewnie Panią przez ściany też obudził.
-Łódka lekko zaskrzypiała. Uwielbiam łódki.
-Spanie w osobnych pokojach też nie pomaga. Żyjemy osobno. Od lat. Tylko kredyt nas wiąże.
-Widziałam, jak zmagała się Pani z zamkiem w drzwiach, podczas gdy mąż robił wykład na temat różnych technik zastosowanych w jego budowie.
-Nie jest moim mężem. Nie mamy ślubu.
-Łatwiej rozprawić się z zagadkowym zamkiem niż z własnymi demonami, co?
-Z zamkiem sobie poradzimy. Jakoś. Ale spakowanie walizek to już coś.
-Ma Pani dokąd pójść?
-Nie.
-A Pani konkubent?
-Jemu tak dobrze. Zresztą nie poradziłby sobie beze mnie.
-Słońce wstaje. Bociany już są. I czapla.
