Patynowa Pani Domu. Spa

-Grzywkę też krótko, najkrócej, jak się da.

-Tak na pewno nie zrobimy, ale wiem, o co Pani chodzi.

-Abym przyzwoicie wyglądała.

-Przy Pani twarzy każda fryzura dobrze się prezentuje.

-Pani została dobrze wychowana. Prosiłabym o 3 mm na głowie. Ewentualnie 5. Nie chce mi się myć włosów o tej porze roku.

-Nie wypuszczę Pani takiej.

-Proszę zatem czynić, co Pani uważa.

Wstajesz z fotela. Nawet nie spoglądasz we fryzjerskie lustro, bo wiesz, że mistrz nie stracił formy. Płacisz i wychodzisz. Pakiet konesera zrealizowany. Ceny za usługi poszły w górę, ale oferta została rozbudowana o kolejne punkty, zatem jesteś na zero. Nie zero waste, choć w pewnym sensie Twój budżet generuje taki sposób na życie. Zaoszczędzisz na szamponie. I masz spokój z koafiurą na jakiś czas. O wyrównanie grzywki poprosisz koleżankę. Od kilku lat odwiedzasz tego samego fryzjera, który nie zgadza się na 3 mm. Do innego nie pójdziesz w trosce o włosy, które i tak odrosną, ale sam fakt, że ktoś może nie wiedzieć, jak ma ostrzyc, doprowadza Cię do histerii.

Dziś dzień relaksu i dbania o siebie. Tylko kawka, tylko dobra książka w stylu Jak pisać, by dobrze napisać (i jeszcze lepiej się sprzedać). Odpowiedź sama nasuwająca się: przede wszystkim pisać. Ewentualnie obejrzysz film, tylko komedię, tylko obyczajówkę, ewentualnie rzucisz okiem na blogi o tematyce społecznej, ewentualnie przygotujesz fit przekąski (tym razem możesz jeść dietetyczne chrupkie pieczywo prosto z fabrycznego opakowania), ewentualnie na krakersach. Jeśli rozmowy, to tylko na tematy lekkie jak twarożek, tylko o ekologicznych kosmetykach (w Twoim wydaniu slow life zjedzeniu surowego awokado lub schrupaniu kilku orzechów). Odpowiednia dieta to najskuteczniejszy i najtańszy kosmetyk dla cery, włosów i paznokci. Na inne mogłabyś sobie pozwolić co najwyżej w ratach. Pamiętaj, tylko przyjemności. Nakarm glonojada. Teraz! To Twój obowiązek, a potem tylko przyjemności. Nie filozofuj. Jaki jest sens dokarmiania Paskudy, skoro powinien się żywić glonami, a więc tym, co wytwarzają reagujące ze sobą roślinki i woda? Koniec z filozofowaniem.

SMS. Przyjedziesz? Parszywie się czuję. Nic mnie nie boli, tylko trochę dusza. Co tym razem, pytasz. Nic, tylko jakaś taka zmęczona jestem i wypompowana. Może powinnaś wziąć kąpiel z olejkami, zanim doczołgam się do Ciebie, a docelowo przebadać pompkę? Przestań, ja się zamartwiam, a Ty jak zwykle ironizujesz. Co znowu zgubiłaś? Klucze? Dokumenty? Piżamę? Jasne, że zostanę na noc, ale tylko ten jeden przedostatni raz.

Całuchy-kluchy!

Notatki

Obsługa kawiarni rozlokowanych na dworcu zdaje się czytać w myślach. Zanim wymówię nazwę wybranej kawy, bariści zawczasu wiedzą, które brałam pod uwagę. Gdy jest trochę czasu i poza mną nie ma nikogo w kolejce, wdaję się w pogawędki z pracownikami:
– Jestem ciekawa, jaki jest Pani ulubiony gatunek kawy.
– Nie piję kawy.
– Naprawdę?! To można pracować w kawiarni i nie pić kawy?!
– Oczywiście, że można. Jestem herbaciarą.
– Awansowała Pani na lidera. Gratuluję. Przeczytałam na plakietce.
– Od niedawna. Dziękuję. Zobaczymy, co dobrego przyniesie awans.
– Trzeba stawiać na rozwój.
– Proszę, oto Pani kawa.
Gdybym miała wybór, urządziłabym mieszkanie w stylu dworcowym. Zaparzałabym ulubioną kawę, paliła kubańskie cygara i pisała.

Patynowa Pani Domu. Urodnik

Nadszedł ten dzień. Masz wolne. Nie sprzątasz. Nie nadrabiasz zaległości z pracy. Nie zajmujesz się sprawami innych. Nie ogarniasz niczego oprócz siebie. Żadnych zakupów, stania w kolejkach, nasłuchiwania mało inteligentnych rozmów przy kasach. Wstajesz niczym młoda bogini (jasne, że to przesada, dodaje pikanterii życiu) i bierzesz długi prysznic. Otulasz się szlafroczkiem i zabierasz się do przyrządzania czegoś do jedzenia. Owsianka odpada. Chcesz malutkie kanapki. A do tego kawę. Popijając ją zastanawiasz się, jak spożytkujesz ten cudowny dzień. Radiowy spiker zachęca do spacerów na łonie przyrody. Eureka! Wskakujesz w buty pamiętające czasy egzaminów i spodnie sprzed życiowej rewolucji. Biegniesz przed siebie w poszukiwaniu spokoju. Omijają Cię gromady cyklistów wykrzykujących coś raz po raz i całe stada biegaczy z urządzeniami na przedramionach odmierzającymi liczbę przebytych kilometrów. Amatorzy biegania zatrzymują się co jakiś czas i serwują selfie przy pniach drzew. Radio podawało, że spacer wśród przyrody w otoczeniu ptaków (nielicznych w stosunku do użytkowników lasu, jak się okazuje) zdecydowanie poprawia urodę i kondycję. Uwierzyłaś.

Wracasz do siebie. Postanawiasz kontynuować działania mające na celu poprawienie natury. Z szafek wyjmujesz wszystko, czym łazienka bogata i próbujesz odczytywać etykiety. To dzień piękna. Skoro tak został zapowiedziany, to niechaj takim pozostanie. Obmywasz buźkę czymś pachnącym. Potem nakładasz na twarz czarną, plastyczną masę. Napisano na opakowaniu, by dobrze ją rozsmarować, zatem czynisz wedle wskazówek. Kolejny etap to pozostawienie kosmetyku na 10 minut. W tym czasie będziesz leżeć, pachnieć (niekoniecznie substancją, którą się nasmarowałaś) i relaksować się przy dźwiękach muzyki. Kładziesz się wygodnie i zamykasz oczy. Budzi Cię uczucie mocnego ściągnięcia na twarzy. Dotykasz policzka. Dociera do Ciebie, że nie zmyłaś maseczki. Idziesz do łazienki i próbujesz zetrzeć to, co masz na twarzy. Udaje się po wielu próbach, ale jak teraz mocno szczypie. Gdzie Twój olejek? A , jest! Bryzg! Na koszulce ląduje część zawartości buteleczki. Masujesz kolistymi ruchami facjatę. Ojej, ale jak wygląda podłoga. Trzeba ją czym prędzej zetrzeć. Ręcznik i poducha też oblepione czarno-szarym gipsem. Próbujesz je doczyścić. Żegnaj, poduszko. Byłaś mi wierna przez tyle lat.

Zmęczona niezapowiedzianymi porządkami i zaskoczona możliwościami, jakie w Tobie drzemią, postanawiasz kontynuować prace nad poprawianiem tego, co już w sobie masz. Pora na stopy. Czas oczekiwania na działanie zabiegu pielęgnacyjnego wynosi ok. 20 minut. Poświęcisz się. Siadasz przy stole i odmierzasz czas. Nie wytrzymujesz bezruchu i bierzesz się za przygotowanie sosu winegret. Ostrożnie pamiętając, że na stopach masz coś tłustego. Jeżeli sos znowu nie wyjdzie, to dasz sobie spokój i przez najbliższy rok nie będziesz jeść sałatek z jego dodatkiem. Przelewasz składniki do słoiczka, zamykasz go szczelnie i je łączysz. Po trzech minutach następuje degustacja. Pycha. Taki właśnie sobie wymarzyłaś. Zaraz coś do niego przygotujesz. Zrywasz się gwałtownym ruchem z krzesła i… zapomniałaś, że masz tłuściutkie stopy. Wstań, otrzep pył z nóg i weź się za siebie… Wytrzyj maź, którą masz na stopach. Nałóż grube skarpety. Pora na podwieczorek. Zacznij działać. Poprawianie urody ma swoje zalety. Można wreszcie nauczyć się, jak przygotować idealny winegret.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Przygotowania do podróży

Jeżeli wreszcie po długich wewnętrznych monologach płynących strumieniem świadomości postanowiłaś opuścić swoje gniazdko, wiedz, że proces przygotowań do drogi nie jest tak prosty, jak o nim piszą w poradnikach i na blogach. Zaczynasz od checklisty. Nie, sorry, do zakupy biletu w jedną stronę z otwartą data powrotu. Dlaczego tak? Dlatego, że nie wiesz, jak długo będziesz przemieszczać się z jednego końca Ziemi na drugi i co spotka Cię w podróży. Nie wiesz również, jakie opóźnienie będą mieć publiczne oraz niskobudżetowe środki transportu. Jeśli nastawiasz się na te ostatnie, zainwestuj w dobrego stomatologa i pastę do zębów o właściwościach wybielających. Nie znasz dnia ani godziny, w których ktoś zakocha się w Twoim uśmiechu. Bilet na wszelki wypadek wydrukuj w dwóch kopiach. Tak, tak, chronimy środowisko naturalne, lecz nie masz pewności, że np. w kraju nad Odrą, Wisłą i Bugiem będzie nieprzerwana dostawa energii elektrycznej i czy w związku z tym skorzystasz z odpowiedniej aplikacji. Numer biletu i kod rezerwacji miej zanotowane na karteczkach schowanych w kilku miejscach. Nie ręczę za Twoją pamięć. W głowie zanotuj, w której szufladce schowałaś karteczki.

Checklista. Najtrudniej zacząć ją sporządzać. Bez czego nie możesz obejść się w podróży? W tym miejscu wpisz wszystko, co chciałabyś zabrać na wypadek końca świata albo jego nowego początku. Wiem, nie możesz zabrać mamy, ukochanej paprotki i biblioteczki (e-book nie będzie przesadnie obciążać Twoich pleców), wszystkich pluszaków od ukochanego (zamiast nich zabierz jego, koniecznie z seksownym, podkreśl „seksownym” zarostem, który świetnie kłuje, a jednocześnie nie świadczy o brakach w utrzymaniu higieny osobistej). Na dobrą sprawę w tym miejscu kończy się jakakolwiek checklista. krótko pisząc ogranicz bagaż do tego, co niezbędne. Jeżeli nie lubisz pakować walizki, zainwestuj w plecak albo go pożycz. Z doświadczenia wiem, że najlepiej sprawdza się własny. Możesz na nim kolekcjonować przygody, np. przyklejone zwłoki zaprzyjaźnionego pająka, ślady pazurów drapieżników, plamy po kawie niechcący wylanej przez zgryźliwego turystę. Nie mów, że wybierasz się w miejsca, do których tacy nie zawitają. Zapewniam, że trafisz przynajmniej na jednego osobnika, dla którego pojęcie „podróż” oznacza co najwyżej wyjazd do marketu. Takiego turystę rozpoznasz po looku albo po grupie. Rzucają się w oczy niczym logo sieciówek z owadem lub płazem.

Ładowarka. Ładowarka. Ładowarka. Aby rodzina i przyjaciele nie umarli z troski o Ciebie, od czasu do czasu rzuć im trasy jakieś fotki czy SMS w stylu: żyję. jest ok. Będę, kiedy wrócę. Nie dzwońcie co kwadrans i nie pytajcie, czy szysko ok.

Gotówka. Niekoniecznie. Da się podróżować bez pieniędzy. Czasami mimo wszystko trzeba posłużyć się kartą, aby zapłacić za kawę. Ale lepiej wozić ze sobą swój ulubiony gatunek kawy i herbaty. Masz ich wiele? Wybierz tyle, ile zmieści się w bagażu, który będzie obciążać Twoje plecy. W ten sposób prędko dokonasz kalkulacji.

Zeszyt w stabilnej okładce i wiele dobrze zatemperowanych ołówków, jeśli poczujesz się zainspirowaną do zanotowania spostrzeżeń. Jeśli nie chcesz w miejscach publicznych i niepublicznych chwalić się swoimi gadżetami, zaopatrz się w notatnik i temperówkę, którą posłużysz się do ostrzenia ołówków oraz konturówek i kredek do oczu.

W podróży staraj się zawsze przedstawiać najlepszą wersję siebie i uwierz, że wszystko jest możliwe.

Całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Pustelnia

Gdy pomyślisz o rozmieszczeniu ewentualnych mebli i domowych sprzętów pierwszej (ostatniej) potrzeby, zastanów się nad drobiazgami, które umilą Ci czas spędzany w Twoim gniazdku w towarzystwie… tutaj wpisz imię lub określ stopień zażyłości z osobnikami darzonymi zaufaniem, znajdującymi się w polu Twoich zainteresowań. Uwzględnij przede wszystkim preferencje odwiedzających. Jeżeli mieszkasz na pustkowiu, weź pod uwagę, że częstymi gośćmi w Twoim gniazdku mogą stać się owady, ptaki lub inni bracia mniejsi. Zapewnij im zatem komfort pobytu i pamiętaj, że to Ty zajmujesz ich terytorium, a nie oni Twoje. Nie przez wszystkich będziesz od razu zaakceptowana, jeśli w ogóle zostaniesz.

Gdy myślisz o osobnikach gatunku ludzkiego, przyjrzyj się ich preferencjom nie tylko kulinarnym. W tej kwestii najbezpieczniej będzie uprzedzić potencjalnych przybyszów, aby przywędrowali najedzeni. Na wszelki wypadek miej w zamrażarce np. pierożki lub kieszonki z ciasta francuskiego, nadziewane dobrze przyprawionym mięsem lub szpinakiem. Gdy gość ich skosztuje, prędko zapomni o głodzie tym samym bardziej doceniając Twoje towarzystwo (oprócz niego nie będzie niczego do zaoferowania) w wersji saute. Zadbaj o różnorodność gatunków herbat i kaw z całego świata. Zaopatrz się w kolorowe puszki, do których przesypiesz zawartość torebek z suszem czy zmielonymi ziarnami. Nikt nie odważy się zapytać, skąd pochodzi dany gatunek herbaty, co najwyżej zwróci uwagę na pojemnik. Nie zawracaj sobie głowy liczeniem puszek. Im więcej, tym lepiej. Staraj się mieć pod ręką coś idealnie komponującego się z herbatą i kawą. W razie gdyby nikt Cię nie odwiedził, będziesz mogła rozpieścić żołądek pysznymi przekąskami. I pamiętaj o Patynowej zasadzie: nie jesteś wiewiórką, choć uwielbiasz orzechy. Nie potrzebujesz więc robić zapasów na zimę. Twoja dziupla. Twoje zasady.

Zielony kącik. Postaw na parapecie kilka ozdobnych doniczek z aromatycznymi ziołami. Pamiętaj o regularnym ich podlewaniu. Jasne, że suszone też są akceptowalne, tylko weź pod uwagę ich walor estetyczny, szczególnie gdy umieścisz je w widocznym miejscu. Tobie to nie przeszkadza, ale ktoś przypadkiem przechodzący nieopodal Twojego królestwa może potraktować je jako swoją potencjalną samotnię i zechce np. wprowadzić się wraz z grupą towarzyszy podobnych do siebie. Dzikość, slowlife i egzystowanie we wspólnocie bez względu na to, przez kogo jest tworzona, są bardzo na topie. Wpisujesz się zatem we współczesne trendy życia w stylu eko.

Całuchy-kluchy!