Patynowa Pani Domu. La vida es un carnaval

Nie znasz nikogo, kto przynajmniej raz w życiu nie brał udziału w balu karnawałowym. Świadomie bądź nieświadomie szykował kreację oraz krok po kroku budował swój image na tę wyjątkową okazję. Niezbędnym jego elementem oprócz stosownego ubioru jest brokat, najlepiej w ogromnych ilościach na włosach, powiekach, odzieży, obuwiu i gdzie tylko jego amator sobie wymarzy. Podajesz w związku z tym prostą recepturę na jego przygotowanie. Stare bombki i szklane ozdoby choinkowe (rzecz prywatnych upodobań, co stanowi ozdobę, a co nie) owijamy w niepotrzebną ścierkę kuchenną. Weźmy młotek do ręki i wyobraźmy sobie, że jesteśmy jubilerami i bierzemy udział w tworzeniu wyjątkowego klejnotu. Następnie uderzajmy młotkiem w zawiniątko tak długo, aż poczujemy, że jego zawartość zmieniła się w drobny mak. Gdy odwiniemy ściereczkę, podejmijmy decyzję, czy jeszcze bardziej skruszyć bombki czy dać sobie spokój z produkcją brokatu.

Możesz dojść do wniosku, że błyskotki niezbyt ładnie prezentują się na Tobie, dlatego wyrzucamy do śmieci to, co wcześniej przygotowaliśmy. Najważniejszym elementem dobrej zabawy jest towarzystwo. Zaproś zatem do siebie tych, na których Tobie zależy (ewentualnie tych, którym zależy na Tobie) albo umów się z nimi w innym określonym miejscu, załóż taki strój, by było wygodnie i zatańczcie w rytm latynoskich szlagierów. Wtedy nawet w nieogrzewanej sali będzie Wam gorąco. Jeśli mimo licznych, nieszablonowych kuszących propozycji stwierdzisz, że wystawne bale albo spotkania w kameralnym gronie nie są dla Ciebie, zrób sobie prywatną imprezę. Glonojadowi wszystko jedno, jakiego koloru suknię włożysz, jaką muzykę włączysz albo co z tej okazji ugotujesz. Odgrzewana pizza u naczelnych świetnie sprawdza się w takich sytuacjach. Natomiast zbrojnik pospolity nie jest wybredny w jedzeniu i zwykle menu ma podane na tacy. Wystarczy, że opuści kryjówkę składającą się z akwariowych roślinek.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Bez paniki. To tylko święta

Jest dobrze. Masz co jeść i gdzie spać. Jutro będzie podobnie. Poza tym nad głową nie świszczą kule. Jest naprawdę dobrze. Jemioła nie zawisła nad stołem ani w żadnym miejscu, które oznaczyłaś jako własne. Paczuszki z upominkami stoją tam, gdzie zwykle. Nie zapominaj, że Ty też jesteś prezentem. Ty oraz inni, z którymi spotkasz się przy wspólnym stole podczas nadchodzących świąt. Wasza obecność, dar spotkania i dobrego słowa.

Zapasy jedzenia zrobisz w najbliższych dniach. Może wystarczy Ci na orzechy, bo o pieczonych kasztanach zapomnij. Przynajmniej na razie. Okna są nieumyte. O tym wiesz głównie Ty. Innym ta wiedza nie jest potrzebna. Uspokój się. Wystarczy, że wyniesiesz śmieci, pozmywasz naczynia, zbierzesz wyschnięte pranie i już Twoje autonomiczne imperium znajdzie się w anturażu nieco innym niż zwykle. Powiedzmy świątecznym.

Uroda jest dla Ciebie kwestią nadrzędną. Zwykle wyglądasz en vogue, dlatego w najbliższych dniach możesz skorzystać z odpoczynku od świetnego looku i pozwolić, by inni błyszczeli niczym gwiazdy na niebie. Pod warunkiem, że nie będzie londyńskiej mgły. To zjawisko pogodowe według niektórych charakteryzuje się niepospolitą urodą. Wiatr nie sieje, blask nie grzeje, jak mawiano w tradycyjnych domostwach, w których sprawa wychowania i manier była kwestią nadrzędną, stanowiącą o bogactwie panny na wydaniu. Dlatego ze swoją urodą pozostań w ukryciu. Przynajmniej w towarzystwie.

Jeśli nie lubisz ryb pod każdą postacią, to ich nie spożywaj (pod każdą postacią). Jeśli nie znosisz kapusty z grochem, to zostaw ją np. kurom. Może Ci coś opowiedzą po północy. Mogą Cię też zrobić w jajo. Jeśli picie czerwonego barszczu stanowi dla Ciebie formę kary, zaprzestań tego. Jeśli dania zawierające kiszoną kapustę nie należą do grupy przysmaków preferowanych przez Ciebie, nie nakładaj ich na talerz. I pamiętaj: święta są po to, by się nimi cieszyć. Bądź dobra dla innych i dla siebie albo taka, jaką chciałabyś być.

Całuchy-kluchy!

 

 

Patynowa Pani Domu. Sylwester. Fit sylwetka

Otrzymujesz sporo pytań dotyczących utrzymania fit sylwetki. Dlatego dzielisz się radami z tymi, którzy uznali, że w tym roku do sylwestra raczej nie zdążą, a po Nowym Roku ponownie podejmą wyzwania. Tak się składa, że od wielkiego grzmotu odwiedzasz siłkę i salę fitness o różnych porach roku i dzięki temu wiesz, ile w praktyce oznaczają owe postanowienia w stylu „schudnę”, „zmotywuję się do pracy nad sobą”, „pakerka dwa razy w tygodniu (plus pilates na początek). Potem nadciąga lato, które może trwać od połowy marca do października, jak się okazuje, i nagle zdajesz sobie sprawę, że nie zmieścisz się w kostium kąpielowy sprzed roku ani w spódnicę kupioną w outlecie na wypadek, gdybyś zrzuciła zbędne kilogramy. A swoją drogą, skoro je masz i ciężko na nie pracowałaś, to oznacza, że są niezbędne. W drugiej połowie grudnia dochodzisz do wniosku, że w kreację sylwestrową, w której miałaś wyglądać zjawiskowo, też się nie zmieścisz. Co zatem robisz? Pijesz ogromne ilości wody z cytryną? Jesz tylko ciemne pieczywo i spontanicznie przechodzisz na dietę vege? Spożywasz wyłącznie fit słodycze albo nieprzetworzone produkty? Nic z tych rzeczy. Zwyczajnie kupujesz suknię w rozmiar większą i sprawę uważasz za załatwioną. Zapominasz o dietach cud. Nie oglądasz kanałów modowych z wychudzonymi modelkami na wybiegach. Nie surfujesz po stronach zawierających receptury na tradycyjne potrawy serwowane podczas świąt. Nie szukasz kompulsywnie trenera osobistego. Nie umawiasz się z nim na treningi. Na kawę i pogaduchy owszem. I na sałatkę, a najlepiej cały obiad składający się z przystawek, dania głównego i deseru. O zmianie nawyków żywieniowych pomyślisz w stylu Scarlett O’Hary. Jutro też jest dzień. Bez względu na to, ile pracy włożysz w wymarzoną fit sylwetkę, sylwester się odbędzie. Wracając do odpowiedzi na pytania o wyrzeźbione ciało, mówisz to, co zwykle „kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno”.

Całuchy-kluchy!

 

 

Patynowa Pani Domu. Andrzejki

Jutro bierzesz się za porządki w gospodarstwie domowym. Zbliża się czas Adwentu. Zatem porządkujesz wnętrze i zewnętrzność. Świece zakupione i to z naddatkiem. Lodówka zaopatrzona. Domowe SPA zaliczone. Pozostaje doprowadzić otoczenie do względnej przejrzystości. Zakasujesz rękawy od samego południa. Najpierw obowiązki, potem przyjemności. Nie będzie andrzejkowej zabawy. To tylko symboliczne obrzędy nie mające większego znaczenia. Nawet nie pamiętałabyś, że takowe istnieją, gdyby nie radiowe audycje oraz telefony D., która do pracy pilnie poszukiwała materiałów, a Ty pomagałaś jej je przedstawić, skompletować, wydrukować i zebrać. Nie chcesz sobie wylać wosku? Nie chcę. Wosk i tak się wyleje, zwykle podczas mało delikatnego zdmuchiwania płonących świec. Mimo że wychodzisz na balkon, by zasłona dymna nie przyćmiła Ci oczu, ani razu nie udało Ci się nie wylać wosku. Nawet nie próbowałaś ułożyć wzoru z ciepłej, roztopionej parafiny, ale wielokrotnie podejmowałaś próby jej usunięcia z różnych sprzętów. Fusy do kawy zostawiasz dla roślinek. Podobno dobrze wpływają na ich wzrost i odżywiają. Ustawianie butów. Nie słyszałaś o przyszłej (prędzej niedoszłej) pannie młodej, która wybrałaby się do ślubu w martensach vagabondach  albo sznurowanych sztybletach. Wiedza na ten temat nie będzie Tobie potrzebna.

Ścierki czekają. Podobnie jak ekologiczne i ekonomiczne środki czystości. Omiatasz. Pucujesz. Szorujesz. Wietrzysz. Zdzierasz paznokcie (polakierujesz je wieczorem wcześniej robiąc im kąpiel w papce z mielonego siemienia lnianego). Padasz. Zasypiasz. Budzisz się. Późny wieczór. Jadłaś coś? Dzisiaj dzień postu. Ale chleb z miodem to nie rozpusta, więc pochłaniasz jedną kromcię, potem drugą. Płynne złoto roztapia się w ustach, potem grzeje przełyk, dociera do brzuszka pieszcząc go. I masz pomysł na kolejne kuchenne szaleństwo. Kanapki pieścibrzuszki.

Całuchy-kluchy!

One. F.

-To Pani gabinet? Trzeba przyznać, że jest gustownie urządzony.

-Nie, podnajmuję go. Pracuję jeszcze w kilku miejscach. Jeżdżę też do klientów do domów, ale tylko do sprawdzonych. Grafik mam tak ustawiony, że obsługuję stałe zamówienia. Doliczam kilometrówkę.

-Dziewczyny z reprodukcji spoglądają na nas tak, że czuję się, jakbym była jedną z nich.

-Nawet nie zwróciłam uwagi. Nie jestem wybitnym znawcą malarstwa.

-Ja też nie, ale akurat obrazy tego twórcy są charakterystyczne, dobór kolorów, sposób, w jaki patrzy na kobiety. Chciałabym, aby ktoś mnie kiedyś taką namalował.

-Przyjechała Pani na wypoczynek?

-Coś w tym rodzaju. Raczej po to, by nabrać dystansu do pewnych spraw. Odreagować silny stres, trochę się go nazbierało ostatnimi czasy.

-Tutaj są mocne przykurcze. Ja tego nie rozmasuję podczas jednego seansu, ale dam Pani wskazówki do samodzielnej pracy. Nie zaszkodzi pokazać się fizjoterapeucie.

-Nie zauważyłam.

-Pokażę Pani. Proszę luźno trzymać rękę. Jeszcze luźniej. O, tutaj jest mocny i biegnie tędy.

-Ok, coś zrobię w tym kierunku. Pani jest miejscowa?

-Tak, sprowadziłam się tu kilka lat temu.

-Gratuluję świetnej figury.

-Zmieniłam dietę. Wzięłam się za siebie. Zdobyłam uprawnienia na instruktora fitnessu. Jestem po fizjoterapii, ale mam też skończone różne kursy.

-To z pewnością wzmocni Pani pozycję na rynku, który w tej dziedzinie jest bardzo konkurencyjny.

-Ma Pani rację, lecz na dobrego specjalistę ciężko trafić. Sama mam z tym problem, gdy potrzebuję pomocy. Na szczęście jest w okolicy ktoś sprawdzony.

-Córka pójdzie w Pani ślady?

-Nie sądzę, ona ma zapędy do układania włosów, kosmetyków. Nie będę jej tego wybijać z głowy. Kiedyś myślałam, że u niej to przejściowe, ale widzę, że z wiekiem się nasiliło.

-Ojciec młodej co na to?

-Mieszkamy same. Jeszcze z moją mamą. Wybudowałyśmy dom wspólnymi siłami. Zaczęło się od tego, że przyjechałam tu kiedyś z przyjaciółką na wakacje i zażartowałam, że mogłabym zamieszkać w tym mieście. Okazało się wkrótce, że rodzice kupili działkę i rozpoczęli budowę domku. Wyliczyli, że będzie taniej, jeśli postawimy coś swojego. Będzie baza na urlop i na wypady. Życie się tak ułożyło, że urodziłam córkę, którą samotnie wychowuję. Pomaga mi mama. Jest już na emeryturze. Dorabia księgowaniem. Żyjemy tu we trzy i bardzo się kochamy. Młoda ćwiczy na nas swoje pomysły na fryzury. Ja ćwiczę masaże na nich obu, a mama prowadzi moją działalność i domowy budżet od strony księgowej. Uzupełniamy się. Przed laty zaczęłam tutaj życie od nowa. Nie żałuję.

-Pani cały czas w ruchu?

-Staram się. Prowadzę zajęcia na siłowni, z fitnessu. Jestem w trakcie robienia uprawnień na trenera personalnego. Lubię kontakt z ludźmi oraz to, co robię. Chciałabym to wszystko jakoś powiązać. Wiosną i latem jeżdżę na rowerze. Czasami wyskoczę na krótki urlop, ale nie na długo. Wraz z dietą zmieniłam nastawienie do życia. Pomogło.

 

Patynowa Pani Domu. Czas dla siebie

Docierasz na miejsce. To nic, że pada. Jutro ma być bezdeszczowo i wietrznie, a więc tak jak uwielbiasz. Otrzymujesz kwaterunek. Cena adekwatna do warunków. Metraż pokoju odpowiedni dla osoby o Twoich gabarytach. Czy K. by tutaj się zmieściła? Owszem, w kabinie prysznicowej oraz w szafie są miejsca. Zamykasz drzwi, po czym automatycznie sprawdzasz ogrzewanie. Niektóre żeberka nie działają. To nic, najwyżej na piżamę narzucisz bluzę, a na kołdrę koc i jakoś przeżyjesz. Duże okna od strony wschodniej. Są rolety. Również w wyodrębnionym kącie z przeznaczeniem na toaletę. Nie potrzebujesz luksusu, poza tym zaplanowałaś krótki pobyt, więc wygody nie są niezbędne. Drewniana podłoga na zewnątrz cudownie skrzypi. W aneksie kuchennym można przygotować skromne posiłki, choć jest tylko kuchenka z jednym palnikiem oraz czajnik. Na półce znajdujesz trzy kubki i kilka filiżanek z miśnieńską ornamentyką. Tobie wystarczy jeden plus filiżanka. Rekwirujesz je w trybie natychmiastowym, zwłaszcza że dom jest pełen gości, więc liczba kuchennych naczyń może zaraz się zmienić. Mówiłam, zabierz ze sobą przynajmniej kubek i sztućce.

Wychodzisz na obchód okolicy, bliższej i dalszej w poszukiwaniu miejsc, w których możesz zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad realizacją pomysłów. Dlaczego większość właścicieli knajp oszczędza na ogrzewaniu? Jaką przyjemność mają klienci ze spożywania posiłków w zimnych lokalach? Nie liczysz ponownie gwiazdek pod szyldem hotelu. Kto je w ogóle przydziela i według jakich kryteriów? Na salach konsumpcyjnych jest zimno, a potrawy nota bene trzeba prędko spożywać, bo stygną w lamparcim tempie. Z rozrzewnieniem wspominasz swoją dziuplę, własne kubeczki oraz serwowaną w nich herbatę. Myślisz o gorących i chrupiących plackach ziemniaczanych prosto z patelni, polanych śmietaną lub sosem czosnkowym własnej produkcji. I pomyśleć, że hotel zatrudnia kucharza z doświadczeniem. Wzdychasz i wracasz do noclegowni. Może już się nagrzała. Jest wieczór. Weźmiesz szybki prysznic i spędzisz wieczór przed telewizorem otulona w kocyk i w swoje marzenia. Zadzwonisz do rodzinki. Opowiesz, jak się masz. Opuszczasz rolety. Jedna z nich się pruje. Chwytasz mocniej za sznurki. Roleta spada. Próbujesz ją zamocować. Nie udaje się. To nic, i tak nie byłaby potrzebna. Pokój mieści się na piętrze. Świecisz światło w łazience. Migoce, ale jest. Szykujesz ręcznik i inne akcesoria potrzebne do kąpieli. Żarówka wciąż migoce. Wchodzisz, zasuwasz drzwi i… światło gaśnie. Wychodzisz. Podnosisz rolety. Bezchmurne niebo. Pełnia księżyca. Będzie, co ma być. Zapamiętujesz układ pomieszczenia i wyobrażasz sobie, że bierzesz udział w zmaganiach na oszczędność czasu i miejsca pod prysznicem. Czujesz się jak modelka z obrazu G. Klimta kąpiąca się w księżycowej poświacie.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Owoc granatu

-Gdzie najszybciej dostanę owoc granatu?

-Na Rogatkach.

-Podjechałabyś ze mną na Rogatki?

-Tak, tylko wskoczę w coś bardziej wyjściowego.

Uzależnienie od zakupów czy zachcianki? Nie snuj przypuszczeń, tylko bądź gotowa do drogi w ciągu kilku minut.

Zanim się zorientowałaś, znalazłaś się na placu przed marketem. Nie stawiałaś pytań, bo sprawa wyglądała na poważną, gdy otrzymałaś alarmujące połączenie. W pierwszej chwili pomyślałaś, że to kwestia życia lub (na pewno) zdrowia, zatem pojechałaś do sklepu jako ekspert od owoców granatu. To, że najchętniej cisnęłabyś granatem, niekoniecznie tym z sokiem, to osobna rzecz. Dzielnie przemierzasz sklepowe aleje w poszukiwaniu pożądanego owocu. Jest! Jest i drugi! Kolejny! Każdy następny wydaje się być lepszym od poprzedniego. Wybieracie Waszym zdaniem najokazalszego. Będzie się pięknie prezentować na cieście lub babeczkach (mufinkach, czy mafinkach, czy jak je tam zwą). Zjem każdą, która będzie tego warta bez względu na zastosowaną metaforę i złożoność nomenklatury. A co do tego? Nic, pozostałe składniki są przygotowane. Na wypadek powodzi, trzęsienia ziemi albo innego kataklizmu wybieracie jeszcze jeden okaz. Ale ja nie mam odpowiedniej tortownicy. Nie mogłabyś upiec w ceramicznej formie w kształcie prostokąta? Lepiej trzymać się tego, co podaje przepis. Ty wykonujesz, Ty decydujesz. Trwają poszukiwania odpowiedniego naczynia. Na Rogatkach nie ma, więc udajecie się na przeciwległy koniec miasta. Może blaszka nie wygląda jak na reklamie, ale pewnie się nada. Ma przecież odpowiednie wymiary. Bierzecie. Płacicie. Wychodzicie.

Wracasz myślami do dziupli. To będzie nastrojowy wieczór, myślisz. Rozpylisz olejek. Lawendowy? Pomarańczowy? Może je nawet zmieszasz. Już witasz się z gąską, choć do św. Marcina daleko, gdy słyszysz: pomogłabyś mi zrobić ciasto? Zanim Twój najseksowniejszy organ zgromadził i przetworzył treść zasłyszanej informacji, Twoje usta i gardło wypowiedziały sakramentalne „tak”. Nie wracasz do dziupli. Przynajmniej nie od razu po zakupach.

Podziel owoc granatu na cząstki i wyskub pestki. Polecenie jak z karabinka. Wykonano. Przygotuj szpinak. Słucham?! Szpinak do blendera wrzuć i zmiel, ja ubiję jajka i przesieję mąkę. Matko, nie tak drobno. To nie na koktajl. Ile go dałaś?! Wszystek?! I co ja teraz zrobię? Szpinak wrzucisz na patelnię, zapultasz z jajkiem, śmietaną i czosnkiem, a potem zjesz jako pożywną kolację. Nie znosisz szpinaku? To dlaczego robisz ciasto z jego dodatkiem? Chodzi o barwę, a nie o smak. Dobrze, to ja zjem szpinak z czosnkiem, a Ty zrobisz ciasto w kolorze innym niż zielony. Coś nie tak ze śmietaną. Krem nie chce zgęstnieć, a jeszcze żelatyny nie dodałam. Co to za śmietana? 18%. Kremówka miała być. To nic. Zrobisz ciasto bez kremu. Takie gołe będzie? Saute, koleżanko. Minimalizm jest trendy. Pestki granatu zjemy jako pokolacyjny deser. Podobno świetnie wpływają na poprawę stanu cery i paznokci.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Świąteczny klimat

Pora zrobić zapasy. Dziupla świeci pustką. Wybiorę się na zakupy z rana, myślisz, może będzie mniej ludzi. Dotrzymujesz danego sobie słowa i w sobotę przed południem jesteś w centrum handlowym. Dawno tam nie byłaś. Dawno, czyli od początku września, gdy jeszcze trwała końcówka wyprzedaży. Kupiłaś wtedy mydelniczkę. W dłoni trzymasz listę niezbędników na czas wojny i pokoju. O stanie zawieszenia broni jeszcze nikt nie wspomniał. Najpierw stoisko z warzywami, a przy nim tylko jedna para. Ona w wieku postbalzakowskim, on w podobnym. Oboje noszą okulary. Ogólnie niezbyt urodziwi i raczej nierzucający się w oczy, chyba że ktoś postanowi napisać o nich np. na blogu. Pójdzie zatem szybko i gładko. Nie tym razem. Przy okazji wysłuchujesz, co planują zrobić na obiad. Tonem żółwia wymieniają same paskudztwa. Ona: może fasolową. Z chudą śmietanką. On: czy Twój brzuszek to wytrzyma? Ona: nie wiem. On: może kapuśniaczek. Na żeberkach. Kapustki kupimy. Ukiszonej. Ugotujemy na dwa dni. Kapuśniaczek – obrzydlaczek, rzucasz w myślach. Nie słyszysz odpowiedzi, bo z nadmiaru słodkości uchodzących z ust klientów robi Ci się niedobrze. Idziesz więc na pasaż i miotasz się pomiędzy regałami nie wierząc własnym oczom. Już są!!! Stoją w równym rządku i uśmiechają się do Ciebie ze sklepowych półek. Mikołaje i inne krasnale z czekoladopodobnej miazgi. Bożonarodzeniowe ciastka, włoskie babki z rodzynkami, czekolady z motywem bałwanów, ozdoby z lukru na choinkowe drzewko, marcepanowe stożki, pierniczki, drobniutkie cukierkowe figurki na świąteczne babeczki. Wrzucasz kilka paczek słodyczy do koszyka. Zgodnie z prawem przyciągania oraz zasadami pozytywnego myślenia, serwowanymi raz po raz przez osoby mianujące się trenerami rozwoju, możesz mieć, co tylko zechcesz pod warunkiem, że przyciągniesz to myśleniem (a to ciekawostka). W takim razie chcę, by święta Bożego Narodzenia były w październiku. Kto nie wierzy, że się uda, niechaj uda się do pobliskiej galerii handlowej.

Nie inaczej sytuacja wygląda na stoisku z wyposażeniem wnętrz. Produkty zawierające świąteczne elementy wypierają inne. Pytasz obsługę o zapachy do mieszkań, z motywem jesiennym oczywiście. Są, odpowiada przemiła ekspedientka. Trwa pora dnia, gdy jeszcze ma siły i ochotę się uśmiechać. Ale proponowałabym Pani skorzystanie z oferty świątecznej. Mamy nową kolekcję. Ładnie schodzi. Zapach marcepanu, goździków, pomarańczy. Goździki masz w słoiku, podobnie jak wanilię i skórkę pomarańczy. Dziękujesz i wychodzisz. Nawet nie spoglądasz na poduszki z nadrukiem renifera tudzież łosia ani na zestaw kubków i talerzyków z podobizną tychże zwierząt.

Wracasz z pełną siatką zakupów. Jest w niej to, co zwykle. plus świąteczne ciasteczka. Zostaną schrupane do popołudniowej kawy. Gdy znajdujesz się w znajomej okolicy, w nozdrza uderza Cię zapach palonych liści (śpijcie spokojnie, śliczniusie jeżyki; mam nadzieję, że nie będziecie długo cierpieć) i czegoś, co wydobywa się z kominów lokatorów. Chciałaś poczuć jesień i czujesz jesień. Prawo przyciągania działa w praktyce. W drodze powrotnej zachciało Ci się świątecznych pierogów z kapustą i grzybami. Dwie godziny później telefon z informacją: pierogi jadą.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Obiad w rodzinnym gronie

Nie znosisz hasła „dawno się nie widzieliśmy”, szczególnie w wykonaniu niby lubianego członka rodziny, który generuje odzew „może wpadłabyś do nas, np. w niedzielę”. O tym wiedziałaś już od lat, ale po mijającym dniu Twoja wiedza została dodatkowo usystematyzowana. „Dlaczego nie. Brzmi zachęcająco” (znowu ta kurtuazja). Chętnie odwiedzę Was w niedzielę”. „To super. Może na obiad. Moja ugotuje coś dobrego, a Tobie przyda się kilka dodatkowych kalorii. Będą jeszcze inne osoby”. „Jasne. Może mogłabym Wam jakoś pomóc? Coś przynieść, np. deser”? Co i kogo obchodzą moje kalorie. Nie liczę ich, podobnie jak lat i pieniędzy. „Nie trzeba. Nie będziesz pałować się z pieczeniem i wożeniem tego po pociągach”. Kto powiedział, że będę piec?

Tak czy inaczej nadchodzi dzień upragniony przez innych. Nie zastanawiasz się, co na siebie włożyć. We wszystkim wyglądasz jak sto milionów euro (przeznaczonych na cel charytatywny). Zostałaś hojnie obdarzona przez naturę. Jak mawiała słynna projektantka „stylu i klasy za pieniądze nie kupisz”. Masz styl, właściwie różne, a klas ukończyłaś kilka (naście). Sukienka z secondhandu w kolorze butelkowej zieleni robi wrażenie. Od kilku lat zakładasz ją głównie na spotkania w rodzinnym gronie, by przekazać zaproszonym gościom, że w Twoim wieku najlepszą ozdobą jest miłość (niczym do słów piosenki z tańcem w tytule: „gdy trzymasz mnie za rękę, to nawet w starej ładnie mi sukience”) oraz kropelka perfum nr itp. itd. Gdy mózg, najbardziej seksowny organ, w naszym ciele, jest dodatkowo ładnie opakowany, masz wygraną w kieszeni. Co byś zrobiła z takimi pieniędzmi, to już inna sprawa. Na szczęście nie masz tego dylematu.

Docierasz na miejsce. Ze stacji jesteś odwożona pod wskazany adres. Dom tradycyjnie nowobogacki. Jedna z licznych kopii, często proponowanych przez znudzonych architektów, przedmiotowo podchodzących do klientów charakteryzujących się niewysublimowanym smakiem na piękno, harmonię i estetykę. Gospodyni wita Cię szerokim uśmiechem. Poprawia włosy niby przypadkiem informując, że dopiero wczoraj zaliczyła wizytę u fryzjera i „jeszcze nie nabrały ostatecznego kształtu, bo za dużo lakieru nałożył”. Grunt, że Twoja figura go nabrała, a Twój naiwny mąż dał się nabrać na Twoje potencjalne zalety. Gdybym miała twarz taką jak Ty, też starałabym się odwrócić od niej uwagę coraz nowszymi koafiurami.

Przy stole zachowujesz powściągliwe spojrzenie. Nie odzywasz się niepytana. Grzecznie chwalisz pieczeń przygotowaną przez gospodynię. Gdyby nie miała innych, licznych talentów, nie musiałaby zabiegać o uznanie w taki sposób. „Doskonały sos” wymyka Ci się, choć wiesz, że zbyt tłusty jak na Twój francuski żołądek. Z ulgą podnosisz do ust owoce. Pijesz kawę i zagryzasz pieczołowicie przygotowanym ciastem. Tylko malusi kawałek. Tyle, ile wymaga grzeczność. Dobrze wiedziała, że nie preferujesz ciast z kremami, przetykanych ogromną ilością spożywczych trucizn. Wyjątek stanowią torty, wytwory rąk i wyobraźni mamy D. To nic, że jest sezon na szarlotkę i szara reneta zdałaby egzamin celująco. Ciasto przygotowane przez gospodynię stanowi idealny obraz jej samej oraz mieszkania, które urządzała podobno z tak ogromnym trudem. „Na te meble czekaliśmy kilka miesięcy. Projektant się nie wyrobił”. Jaki projektant? Jesteś skłonna wskazać palcem, kto je wyprodukował i zmontował. Pieniądze rodziców topniały w zastraszającym tempie, dlatego realizacja zamówienia była rozłożona w czasie. „A te dodatki wyszperałam na …”. Słabo szperałaś. Są niedobrane i stanowią wyraz kompletnego bezguścia. Gospodyni mogłaby się bardziej zatroszczyć o komfort gości, bo w domu zimno. Na szczęście zabrałaś ze sobą chustę, którą otulasz się jak kocem. Pora na Ciebie. Nie chcesz chyba wracać ostatnim pociągiem. Składasz podziękowania za gościnę. Gdy na stacji trzymasz w dłoni bilet powrotny, wyraźnie oddychasz z ulgą.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Recycling

-Zakładasz lakiernię?! – krzyk D. słychać już od bramy i od tego czasu cała okolica wie, czym się zajmujesz – smród na pół miasta. Wrzeszcz jeszcze głośniej. Niechaj sąsiedzi wiedzą, że się nie nudzisz. Może wpadną na pomysł, by wezwać straż miejską. Zdejmujesz z twarzy maskę ochronną.

-Zakładam, że zaraz się zamkniesz. Tworzę.

-Co? Pokrywanie farbą starych, drewnianych skrzynek nazywasz twórczością?! – śmiech D. stawia do pionu miasto – i jeszcze to wdychasz, człowieku?

-Chcę wykorzystać wszystko, co mam. To ekonomiczne i ekologiczne rozwiązanie. Stworzę coś z niczego – tłumaczysz D. na czym polega idea domowego recyclingu – te kawałki drewna zmienią się nie do poznania. Powstaną z nich półki na książki i drobiazgi. Wyszperałam w piwnicy. Okazało się, że są całkiem całkiem… Wystarczy pomalować i już mamy coś nowego, czego nikt nie ma. Poza tym to uspokaja.

-Ty i spokój – śmiech D. nie ustaje – lepiej zajmij się wyszywaniem albo wydzieraniem kulek z papieru. Też się zrelaksujesz.

-Przyszłaś przeszkadzać czy pomagać? Bierz za to i delikatniutko przesuwaj. Niech dobrze wyschną. D. chwyta za Twoją pięknie pomalowaną na biało skrzynkę, a po chwili ślad farby odbija się na jej dłoni i spodniach. Zamiast śmiechu słyszysz niecenzuralne słowo. Drugie. Skrzynka traci look, który jej zafundowałaś.

– Nie mów brzydko do moich skrzyneczek na skarby.

-Weź je sobie. Wszystkie.

Z twarzy D. znika uśmiech, a w to miejsce pojawia się foch. D. wygląda idiotycznie z białym śladem na udzie.

-Masz jakiś rozpuszczalnik albo coś?

-Coś.

-Bardzo zabawne. Co tu robią te słoiki?

-Przydadzą się na…

-Burdel.

-Na lampiony. Obwiążę je kokardką.

-Teraz na sprzątanie garażu albo piwnicy trzeba ideologię dopisać. Nie możesz zwyczajnie powiedzieć, że robisz porządki? Albo że Twój budżet nie wytrzyma zbędnych zakupów, z wyjątkiem książek? Znowu ich naznosiłaś.

D. Gwałtownie gestykuluje. Ma tak od lat. Zbyt emocjonalnie reaguje na nieoczekiwany zwrot akcji. Misternie zbudowana piramida ze słoików chwieje się niebezpiecznie.

-Uważaj, Dora!

Za późno. Słychać brzęk tłuczonego szkła. Pozdrawiasz w myślach sąsiadów zapewniając ich zawczasu, że dzień się jeszcze nie kończy, Ty i koleżanka macie się świetnie, a Sulejman pokocha tę, która jest mu przeznaczona bez względu na to, czy w tym odcinku sąsiadki o tym usłyszą, czy nie. Porządkujesz ganek ostrożnie sprawdzając, czy nic nie zostało. I po lampionach. Nie wszystkie słoiki się stłukły. Dwa zostały. Do czegoś trzeba przecież nałożyć przesmażone jabłka z cynamonem.

-Sorry – mruczy D. tym razem lekko przerażona – odkupię Ci je, tylko nie zaraz.

– Daj spokój. Sprzątam dziuplę na zimę. Mój budżet jest zamrożony na jakiś czas. Bez lampionów też będzie romantycznie. I bez jednej skrzynki na książki.

Całuchy-kluchy!