-Padam. Nie ma więcej wody?
-Nie ma.
-Nie kupiłaś.
-Myślałam, że Ty kupisz. Co tam masz?
-Wrotycz. I takie tam.
-Nie żartuj. Wyglądasz, jakbyś obrabowała pół targowiska.
-Zrywałam, gdzie się dało. Objechałam cały teren lasku i kilka sklepów zielarskich. Nasz ulubiony działa tylko do końca miesiąca. Wyprzedają asortyment, więc wyżebrałam upust.
-Jest trujący. Wiesz, że możesz mieć przez to problemy.
-W małych ilościach pomaga.
-W dużych szkodzi.
-Gdybyś zjadła za dużo śliwek, też by Ci zaszkodziły. Pójdziesz do sklepu po wodę?
-A tam co masz?
-Ziele bagien.
-Na bagnach też byłaś?
-Nie, mówiłam Ci, że odwiedziłam kilka sklepów zielarskich i…
-Znowu przepuszczasz pieniądze na niepotrzebne rzeczy.
-A Tobie nawet nie chce się zrobić podstawowych zakupów.
-Możemy kupić filtr do wody zamiast gromadzić plastik.
-Dlaczego więc jeszcze go nie kupiłaś? Uważaj! Wysypało się.
-Lawendę też kupiłaś?! Oszaleję zaraz.
-Zrobimy z niej paczuszki i bukieciki. Będziemy je sprzedawać, a wcześniej zawiesimy w kilku miejscach w mieszkaniu. Inaczej komary nas zeżrą.
-Mnie jest wszystko jedno. I tak nic z tego nie wyjdzie.
-Przy Twoim podejściu. Wrotycz coraz trudniej zdobyć. Trzeba się trochę nachodzić za nim. Nauczę się robić maści i kremy z jego zawartością. Na własny użytek.
-Szkoda, że pieniędzy nie potrafisz wyprodukować na własny użytek. Tutaj chcesz to robić? W kuchni?
-Szkoda, że alimentów z niego nie potrafisz ściągnąć. Mogę mieszać w łazience.
-To lepiej w kuchni.
