Św. Cyryla i Metodego, patronów Europy. Wigilia

Jest deszczowe, zimne popołudnie. Wracasz do siebie brodząc w błocie po kostki. Prace wykończeniowe nad chodnikiem i poboczem zostały przerwane z niewyjaśnionych przyczyn bez podania terminu ich wznowienia. Samochody dostawcze i inne wiozące np. ciężki sprzęt dodatkowo rozjechały glinę, żwir i to, co pod nimi się znajduje. Idziesz pod wiatr. Jeszcze przedwczoraj w okolicy słyszałaś stukanie dzięcioła. Dziś potęgują się Twoje wątpliwości, czy ptak nie zmienił preferencji żywieniowych i terytorium. Nie, nie będziesz tego dłużej rozważać.

Szerokim lukiem omijasz witryny sklepowe zdradzające zainteresowanie jutrem. Przecież to święto patronów Europy. Co w takim razie robią na wystawach elementy garderoby w kolorze czerwonym mocno eksponujące pierwotne źródło pokarmu ssaków naczelnych albo ich okolice bikini? Oczywiście wszystko mocno okraszone dekoracjami w kształcie serca w rozmaitych barwach, z których dominującymi są czerwień i róż. Jaki jest ich związek z Twoją europejską tożsamością? Nawet zegary zostały oklejone serduszkami. Uwielbiasz serducha (nie tylko w gulaszu), szczególnie to jedno, jedyne, ale by oklejać nimi np. przedmioty codziennego użytku? Nie wpadłabyś. Ale skoro już mowa o dekoracjach, to figurka św. Mikołaja z gwiazdką i bałwanki zdobiące szyjki butelek są spoko o każdej porze roku, szczególnie w Twojej dziupli.

Zamówiono tekst o świętowaniu 14 lutego, zatem wracamy do tematu. Byłaś dziś świadkiem, jak ona robiła jemu karczemną awanturę o sposób celebrowania walniętych tynków. Przechodnie oczekujący na tramwaj mieli w pakiecie atrakcję. Treść rozmowy suto okraszona wulgaryzmami dotyczyła jutrzejszej kolacji. Bo Ty jesteś tępym…  i nigdzie mnie nie zabierasz! Nawet mi kwiatków nie kupisz, Ty… (gałganie, przyp. Autora), zboczeńcu. Nie pamiętasz o walniętych tynkach! A o czym Ty pamiętasz?! O swoim… (życiu, przyp. Autora). Jeszcze będę musiała zapłacić za tę pizzę może, co?! Oj, młoda, młoda, takiego sobie wybrałaś. Młody nie pozostawał dłużny. A Ty zamknij mordę, wariatko! Idź do roboty wreszcie albo na siłkę, bo wyglądasz jak tłusta locha. Nadjechał tramwaj.

Można inaczej. Można.

 

XI Nie będziesz milczał, gdy wszystko w Tobie krzyczy

Aneks do przykazań, boskich i ludzkich. Jeśli zostaniesz pozbawiony prawa głosu, wyraź to, nawet jeżeli wydaje Ci się, że wołasz na pustyni.

Trwa Blue Monday, dowiadujesz się od innych. Dotychczas nie miałaś pojęcia, że wyznaczono najbardziej depresyjny dzień w roku. Gdyby nie fakt, że zazwyczaj masz gdzieś nazewnictwo, którym określana jest codzienna chandra, nie zwróciłabyś uwagi na prozaiczne rzeczy t.j. np. mróz i zimny wiatr, brak ogrzewania w spóźnionym autobusie, wrzask otoczenia, czyjeś nieskoordynowane posunięcia decyzyjne. To ten jedyny dzień w roku, w którym może się coś nie udać. Dlatego w drodze powrotnej do domu planujesz, o czym napiszesz na blogu (z planów nic nie wychodzi, pierwotnie miało być nieoptymistycznie), układasz zdania, frazy, wybierasz temat. Nie żałujesz, że z powodu przedłużającego się zebrania kolejny raz nie zrobisz zakupów spożywczych. W szafce masz dyżurujące pestki słonecznika, suszoną żurawinę, orzechy. To niezawodny zestaw na spóźnioną kolację. Dodaj jabłka. Zaparz ulubioną zieloną herbatę w ogromniastych ilościach. I masz ucztę, mała. Zapal świeczki o zapachu… nocnego księżyca w pełni (copywriter się postarał). Wcześniej weź aromatyczną kąpiel. Zmyj z siebie cały gnój i wymiociny kilkunastu minionych godzin. Stój pod prysznicem tak długo, aż poczujesz, że szlam z Ciebie spłynął. Otól się szlafrokiem mięciutkim jak kaczuszka. Włącz ulubioną audycję. Pomyśl o kimś, kto sprawia, że w Twoim życiu nie ma melancholijnych poniedziałków, a potem do niego napisz lub zadzwoń.

Blue Monday czy Black Friday. Słowotwórcom i badaczom zjawiska zależy głównie na jednym. W te dni masz się czuć parszywie jak szczur ze stacji metra, a wyjściem z sytuacji powinien być niekontrolowany konsumpcjonizm powodujący ogromną wewnętrzną pustkę, która krzyczy na zewnątrz.

Dobrej reszty życia.

Il.