One

Dzisiaj. Środek nocy. Nie śpię od jakiegoś czasu. W głowie pościg jednych myśli za innymi. Niczym stukot kół pociągu. Zimno spowodowane brakiem snu jest najbardziej dokuczliwe. Każde inne jest do zniesienia. 
Dzisiaj. Środek dnia. Pasażerka w wieku bliżej nieokreślonym wraz z nastoletnią córką wyraźnie spóźnione i zdenerwowane wbiegają do pociągu. Nie mają biletów. Rodzicielka głośno strofuje latorośl. Do obu pań
podchodzi konduktor. Kobieta udając, że szuka portfela w dość obszernej torbie kłóci się z nim. Świadkami zdarzeń są wszyscy pasażerowie wagonu bez przedziałów. Wybrzmiewa sygnał oznaczający stację. Spór o brak biletu zostaje tymczasowo przerwany. Pracownik kolei przeprasza i dopełnia czynności służbowych. Kobieta sięga po telefon i usiłuje przekazać swoje pomysły rozmówcy. Próba rozmowy gwałtownie kończy się. Następuje zmiana punktu ciężkości. Tym razem na drodze rozważań stoi córka pasażerki. 

Pozostali podróżni dowiadują się zatem, dlaczego jej okulary wciąż parują i czy są zarysowane. Optyk pewnie nie zdąży na jutro. Włosy dziewczyny nie są spięte, bo. Łabędzie na rzece są głodne, bo. Kartkówki z niemieckiego niezaliczone, bo. Dziecko zbyt zdolne, ale leniwe, może wreszcie nauczyć się gospodarowania czasem. Prezentacja wspomnień. Gdy ja chodziłam do szkoły, to. Uczyliśmy się na pamięć wszystkich haseł z encyklopedii powszechnej, bo. Skórki przy paznokciach trzeba wycinać, bo. Dłonie należy natłuszczać kremikiem, bo. W jej czasach ambicją było mieć jak najlepsze oceny, bo. Jak to nie nauczyła się piosenki?! Muzyka uszlachetnia, bo. Z jakimi Ty ludźmi się zadajesz?! Jak Ty sobie ułożysz życie?! Z kim?!
Wraca konduktor. Różnica zdań przybiera na sile.
Przedział nie jest ogrzewany. Piasek pod powiekami coraz bardziej daje się we znaki. Zimno.
Dzisiaj. Późne popołudnie. Wciąż zimno. Z braku snu. Z bezsilności. Z wielu innych powodów. Kulę się w sobie. Próbuję czymś zająć ręce. Przy okazji układam plan działań na resztę dnia. Baterie w telefonie wyczerpane. Gdzie położyłam sudoku? Może nie spakowałam.

Dzisiaj. Wieczór. Wracam. Spoglądam w stronę Twojego okna. Widzę światło. Prószy śnieg. Zatrzymuję się na chwilę. Drobne płatki łagodnie omiatają mi twarz i włosy. Ciepło.

One

– Umówiłabyś się ze mną na randkę?
– Na randkę nie, ale tak o, możemy się spotkać.
– Hm, no dobrze. Może być w najbliższą sobotę?
– Może być.
– Dokąd chciałabyś pójść?
– Na wędrówkę albo mógłbyś mnie gdzieś zabrać, np. na wycieczkę. A potem do Ciebie.
– Zgoda. Ale najpierw muszę posprzątać.
– Jak chcesz. Założę przetarte dżinsy i wysłużone trepy.
– Bo wiesz, z tą randką to trochę żartowałem.
– Nie ma sprawy. I tak się na randki nie umawiam.

Iluzje

– Mogłabyś tym razem dostosować się i przyjąć zaproszenie na rodzinną kolację.
– Właśnie! Rodzinną. Co ja mam w związku z tym robić przy WASZYM rodzinnym stole?! Kolejny raz wysłuchać wszystkich pierdolin, które znam na pamięć?!
– Nazywaj te rozmowy, jak chcesz. Proszę Cię tylko, abyś przez jeden wieczór zachowała dla siebie urazy, krzywdy, docinki i przyszła ubrana stosowanie do okazji.
– Poszłam z życiem na różne kompromisy. Zrezygnowałam z hamaka na rzecz Twoich, powtarzam, TWOICH, mocno kiczowatych i drobnomieszczańskich mebli ogrodowych. Zrezygnowałam z kota, ponieważ Ty masz rybki.
– Zaraz wyjdę, bo nie odpowiadam za swoje reakcje na Twoje słowa.
– Rób, co uważasz.
– Co ma do tego kot, którego nie było?! Mam dosyć Twoich kaprysów! Kobieto, zastanów się, co Ty wyprawiasz?! Kto wytrzyma z Tobą i Twoimi pomysłami?!
– Nie w tym rzecz, aby ktoś wytrzymywał moje fanaberie, ale by nie mógł bez nich żyć. Z taką osobą zwiążę się na stałe. A ci, którzy nie podjęli ryzyka, niech żałują.

Iluzje

Konkubent. Ktoś, kto np. mieszka w podłej dzielnicy. Nie ma wygórowanych wymagań w sprawach jedzenia (żywi się głównie tanim piwem oraz tym, co jego konkubina do domu przyniesie) i ubioru (wystarczą dres i koszulka mocno nadgryzione zębem czasu). Miewa ambiwalentny stosunek do higieny osobistej oraz do płacenia rachunków. Zdarza się, że katuje (czasami ze skutkiem śmiertelnym) dzieci osoby, z którą mieszka. I wtedy istnieje pretekst do pokazania jego sytuacji w mediach głównego nurtu.
Partner. Ktoś, kto np. wespół z matką (nie zawsze/nie tylko) swoich dzieci nabywa nieruchomość na strzeżonym osiedlu. Wspólnie z partnerką robi zakupy w supermarketach, na bazarach, w ekopunktach, odbiera rzeczy z pralni. Dzieli się obowiązkiem opieki nad potomstwem. Spędza z nim wolny czas, odwozi do szkoły, wyjeżdża na wakacje, opłaca kursy i dodatkowe lekcje. Powoduje niewidoczne rany na duchu i psychice. Ale tych media nie pokażą.

Lampka białego wina i nieodwzajemniony pocałunek

– Niewiele pamiętam z tamtego czasu, ani o czym wtedy rozmawiałyśmy. Jedynie to, że grała bardzo smutna muzyka. Nawet nie wiem, jakiego wykonawcy.
– Ja pamiętam. Nie była taka znowu smutna. Włączyć Ci ją?
– Takie rzeczy też pamiętasz?! Niesamowite.
– Wcale nie. Mogę Ci opowiedzieć, jak byłaś tego dnia ubrana oraz czego dotyczyły nasze rozmowy.
– Aż się boję.
– Kogo się obawiasz? Siebie?
– Ciebie i tego, co jeszcze wymyślisz.
– Niczego nie wymyślam, tylko staram się odtworzyć w pamięci to, co wydarzyło się tamtej lipcowej nocy.

One

Nie, tak dzwonię bez okazji. Jestem ciekawa, w jakim g*wnie się teraz taplasz. Mam nadzieję, że wyjdziesz z tego obronną ręką jak zwykle. Wspominam nasze tanie poniedziałki w Kinie Pod Baranami oraz to, jak ocaliłaś moją twarz przed butelką lecącą wprost na mnie. W wolnych chwilach objadam się bez pamięci. Zgadłaś, mam agresora. Nie, tak ogólnie na życie. Dajesz radę, oczywiście, że tak. To nic nowego. I tak będą psioczyć. Mózg mi wkrótce eksploduje. Napiszę, obiecałam sobie, że napiszę. Chętnie przeczytam Twoje fragmenty. Podeślesz?

Fragmenty

– Cieszę się, że się spotkaliśmy. Pomyśl o mnie czasami.

– Poczułem się dziwnie, gdy to powiedziałaś. Jesteś dla mnie ważna.

– A jeśli ktoś jest dla kogoś ważny, to co wtedy?

– Wtedy nie kończy się znajomości słowem „Powodzenia”, bo ona trwa.

– „Powodzenia” oznacza „Żegnaj”?

– Tak…

– Zostań…