Oni

-W domu będę ok. drugiej w nocy.

-Ojej, to bardzo późno.

-Specjalnie tak wracam, w nocy, aby ona i łepek spali. Nie chcę nikogo budzić.

-Może się uda.

-Wie Pani, mi jest wszystko jedno. Wracam z roboty, ze Szwajcarii. Nie chcę mi się do chałupy jechać.

-Jaki jest tego powód?

-Taki powód, że moja ciągle histeryzuje, nie radzi sobie z łepkiem. Przyjeżdżam rzadko, a gdy tylko wejdę, słyszę, jak krzyczy na niego. Młody jej nie słucha. Piszczy. I tak przez kilka dni. Lodówka pusta. Ona na mnie się drze, że mnie nie ma. A jak ja pomyślę, ze znowu będę na to wszystko patrzeć, to wolę siedzieć w tej Szwajcarii. Robota ciężka, przy zwierzętach, ale przynajmniej się tyle nie myśli.

-Może syn tęskni za panem i dlatego zachowuje się inaczej niż Pan by chciał?

-Ona go zepsuła. Wozi go do jakiś poradni, czubka z niego robi. Jakieś papiery z poradni mi pokazuje. Patrz, co tam pisze, krzyczy do mnie, a potem ryczy. Młody za nią, a ja nie wiem, kogo najpierw uspokajać czy wiać stamtąd. W końcu wychodzę na piwo. Wracam, kiedy już śpią i do rana mam spokój.

-A co było napisane w dokumentacji z poradni?

-Ja tam się na tym nie znam, moja to czyta, ale do tej poradni chodzimy z nim już kilka lat. Jakieś zaburzenia zachowania i emocjonalne. Młody piszczy, krzyczy z byle powodu. Sikać zaczął. Dzieciaki się z niego śmieją.

-W jakim jest wieku?

-Osiem lat, ale do szkoły poszedł rok później.

-Może zatem warto porozmawiać z wychowawcą i pedagogiem szkolnym. Jakiś plan na przyszłość mieć czy coś?

-Ja w szkole u niego rzadko jestem. Moja częściej chodzi, a potem wraca z nerwami. To powiedziałem jej, żeby więcej nie chodziła, a ona na to, że ją nauczycielka wzywa, żeby majtki na zmianę przynieść.

-To może do specjalisty z młodym trzeba się wybrać, najlepiej prywatnie?

-Jak moja chce, to niech z nim chodzi. Ja jej powiedziałem, że dzieciak byłby normalny, gdyby ona była normalna. Wie Pani, wpadliśmy z nim, to się ożeniłem, chociaż wcale nie chciałem. Potem, jak się urodził, moja dostała jakiegoś pier***ca czy coś. Cały czas wyła i darła się, że nikt jej nie pomaga. Mieszkaliśmy na jednym pokoju w bloku z teściami. Szło oszaleć. Wyjechaliśmy z kolegą do Szwajcarii, bo u nas w okolicy z robotą krucho. Zaczepiłem się w dużym gospodarstwie przy tych czerwonych krowach i tak jeżdżę już trzeci rok.

-To dopiero historia.

-No, a ilu Polaków w Szwajcarii. Na samej naszej wsi trzech na stałe mieszka, a grupa dojeżdża w sezonie. Gdzie Panią wysadzić?

-Może być na stacji, jeśli Pan zajeżdża.

-To jedziemy na stację. Im później stąd wyjadę, tym później będę w chałupie. Na Panią ktoś czeka? Jakiś chłop? Dzieciak?

-Nie mam dzieci.

-Ja przepraszam, że tak pytam. Też nie chciałbym mieć dzieciaka. Ale jakąś fajną babę, czemu nie? Jesteśmy.

Notatki

Gdy Ci smutno bez powodu, zacznij planować podróż. Gdy nieszczęśliwie się zakochasz, zacznij pakować plecak. Gdy kogoś bezpowrotnie utracisz, sprawdź, czy masz wygodne buty. Gdy nikogo nie obchodzi, czym żyjesz, zaopatrz się w mapę. Gdy mija kolejna bezsenna noc, zarezerwuj bilet… Gdy za kimś tęsknisz, pakuj się… Już…

One

-Nawet ładnie się urządziłaś. Wystarcza Ci miejsca w szafach?

-Tak, z powodzeniem. Nie chciałam zagracać przestrzeni. Poza tym nie mam wielu ubrań i butów.

-Hahaha. Jakie to w Twoim stylu. Kiedyś mówiłaś, że w domu najważniejsze będą dla Ciebie biurko, cisza oraz miejsce na stare buty. A te rzeczy?

-To pamiątki. Z podróży. Moich i cudzych. Raczej cudzych, tym bardziej dla mnie cenne. Ta na przykład pochodzi z…

-Wiem. Nie kończ.

-Nie wiesz.

-Od niego. Byłam na ich ślubie. Mój były zaprosił mnie na swój ślub. Kościelny. Niby przypadkiem spotkaliśmy się na parkingu. Powiedział, że się żeni. Wpadnij, rzucił. Wyobrażasz to sobie?! A, przecież Ciebie nie było na tym ślubie. Czy byłaś, bo już nie pamiętam?

-Nie zostałam zaproszona. Po co tam poszłaś?

-Chciałam to zobaczyć.

-Co chciałaś zobaczyć?

-Jego w garniaku. Nie wierzyłam, że kiedyś go założy. Gdy się spotykaliśmy na rodzinnych obiadkach albo innych ważnych uroczystościach, u niego zawsze był problem ze strojem. Nie znosił formalnych ubrań. Koszul, marynarek, krawatów.

-Może na tę okazję zmienił preferencje?

-Utył.

-Może ona dobrze gotuje. Może to jedyne, co potrafi dobrze robić.

-Gdy był ze mną, jadał w pośpiechu, a do pracy dojeżdżał rowerem, prawie co drugi dzień siłka.

-Cóż, ludzie się zmieniają czasami pod wpływem kogoś, czasami od siebie. Wesele też zaliczyłaś?

-Nie, widziałam na zdjęciach i na filmie. Ewka trzasnęła kilka z komórki. Pokażę Ilonce, powiedziała, zawsze miał na nią oko, ale jej się nie podobał. A kto się Ilonie podobał? Widziałaś te filmy?

-Nie widziałam.

-Załamałabyś się. Typowo nowobogackie. Przesyt dekoracji. W pewnym momencie myślałam, że balony i tiule spadną gościom na głowę. Podobno wynajęli dekoratora wnętrz. Oprócz stołów na sali stały osobno trzy szwedzkie. Jeden z tradycyjnymi wyrobami. Wiesz, kaszanka, smalec, szynka, piwo prosto z beczki. Z browaru jakiegoś oryginalnego. Było tego tyle, że wystarczyłoby dla jadłodajni i jeszcze zostało. Bażanty też tam widziałam. Dekoracje ze słomy, brzozowych witek. Znasz Ewcię. Wszystko dokładnie sfilmowała. Tuż obok stał drugi z owocami morza, które leżały na jakiejś lodowej kruszonce. Spinały go dwa łabędzie wykute z lodu, a obok nich był krasnal. Też z lodu. W ręku trzymał jakiś koszyk, a w nim już nie dopatrzyłam się, co było. Ewcia mówiła, że ostrygi. Kolejny stół był z ciastami. Muffinki, landrynki, bezy itp. Panna młoda też wyglądała w sukni jak wielka beza. Wcale nie miała figury.

-Może ktoś poczuł się nią zainspirowany?

-Pamiętasz, jak kiedyś zarzekał się, że śluby, wesela, cały ten młyn to nie dla niego? On ceni sobie wolność, tak powtarzał. Chce żyć w wolnym związku, podróżować, zwiedzać, poznawać obce kultury. A na ich weselu grali disco polo. Haha, u niego na imprezie disco polo. I w dodatku tańczył przy tym. On, fan bluesa, jazzu i Jarocina. Jak ja tego nie cierpiałam, ale jeździłam na te jego zloty.

-Pamiętam, mówił też, że woli szczupłe, zgrabne dziewczyny od tych bardziej… przysadzistych. Dlatego katowałaś się dla dietami i chodziłaś na step.

-I po co mi to było?

-Nie pij już dzisiaj, ok? Schowam wino.

 

Św. Cyryla i Metodego, patronów Europy. Wigilia

Jest deszczowe, zimne popołudnie. Wracasz do siebie brodząc w błocie po kostki. Prace wykończeniowe nad chodnikiem i poboczem zostały przerwane z niewyjaśnionych przyczyn bez podania terminu ich wznowienia. Samochody dostawcze i inne wiozące np. ciężki sprzęt dodatkowo rozjechały glinę, żwir i to, co pod nimi się znajduje. Idziesz pod wiatr. Jeszcze przedwczoraj w okolicy słyszałaś stukanie dzięcioła. Dziś potęgują się Twoje wątpliwości, czy ptak nie zmienił preferencji żywieniowych i terytorium. Nie, nie będziesz tego dłużej rozważać.

Szerokim lukiem omijasz witryny sklepowe zdradzające zainteresowanie jutrem. Przecież to święto patronów Europy. Co w takim razie robią na wystawach elementy garderoby w kolorze czerwonym mocno eksponujące pierwotne źródło pokarmu ssaków naczelnych albo ich okolice bikini? Oczywiście wszystko mocno okraszone dekoracjami w kształcie serca w rozmaitych barwach, z których dominującymi są czerwień i róż. Jaki jest ich związek z Twoją europejską tożsamością? Nawet zegary zostały oklejone serduszkami. Uwielbiasz serducha (nie tylko w gulaszu), szczególnie to jedno, jedyne, ale by oklejać nimi np. przedmioty codziennego użytku? Nie wpadłabyś. Ale skoro już mowa o dekoracjach, to figurka św. Mikołaja z gwiazdką i bałwanki zdobiące szyjki butelek są spoko o każdej porze roku, szczególnie w Twojej dziupli.

Zamówiono tekst o świętowaniu 14 lutego, zatem wracamy do tematu. Byłaś dziś świadkiem, jak ona robiła jemu karczemną awanturę o sposób celebrowania walniętych tynków. Przechodnie oczekujący na tramwaj mieli w pakiecie atrakcję. Treść rozmowy suto okraszona wulgaryzmami dotyczyła jutrzejszej kolacji. Bo Ty jesteś tępym…  i nigdzie mnie nie zabierasz! Nawet mi kwiatków nie kupisz, Ty… (gałganie, przyp. Autora), zboczeńcu. Nie pamiętasz o walniętych tynkach! A o czym Ty pamiętasz?! O swoim… (życiu, przyp. Autora). Jeszcze będę musiała zapłacić za tę pizzę może, co?! Oj, młoda, młoda, takiego sobie wybrałaś. Młody nie pozostawał dłużny. A Ty zamknij mordę, wariatko! Idź do roboty wreszcie albo na siłkę, bo wyglądasz jak tłusta locha. Nadjechał tramwaj.

Można inaczej. Można.

 

Oni

Przeważnie zajmuję stoliki w jak najdalszej części sali głównie dlatego, by mieć chwilę ciszy i poukładać myśli, zanim nadam im formę słów. Właśnie serwowano mój idealnie przyprawiony, grillowany stek z sałatką owocową, gdy zza pleców kelnerki (zdecydowanie przesadziła ze sztucznymi rzęsami) usłyszałam najpierw bukiet wulgaryzmów, a potem, gdy pracownica restauracji się oddaliła, ujrzałam ich dwóch ubranych w markowe rzeczy m.in. z krokodylem w logo. Skórzane kurtki zostały niedbale zarzucone na oparcia wolnych krzeseł. Postanowiłam oszczędzić sobie przytaczania wszystkich wyrażeń uznanych za nieparlamentarne, zatem wybaczcie, że wpis będzie nieco okrojony.

-Ja mu mówiłem, że może mnie pocałować w d… i tyle! Tak może powiedzieć do starego, ale nie do mnie. Mówiłem mu tyle razy, idź w p… Jak Ci się nie podoba, to wynocha.

-Ale mu nagadałeś. Niech gamoń idzie do Dyra. Hahaha… Stary nam g… zrobi, a ten gamoń z księgowości nawet nie piśnie, żeśmy na konto firmy się nażarli i obkupili. Nie połapie się, a w razie czego coś się wymyśli. Stary wszystko łyknie, bo po ósmym audyt i teraz tym żyje, a potem nie będzie mu się chciało tego ciągnąć.

Profil tego w bluzie z logo z krokodylem zdradza braki w uzębieniu. Oba łokcie nadal trzyma na blacie stołu. Kufel z płynnym złotem jest przechylany w taki sposób, jakby świadczył o ogromnym pragnieniu konsumującego. Przywołuje kelnerkę. Ta trzepocząc zbyt długimi rzęsami przyjmuje zamówienie.

-Przydałoby się gdzieś ruszyć, d… ogrzać, nie? – zagaduje ubrany w koszulkę polo  z koniem w logo – może jakaś Malta, Cypr. Co powiesz?

-Ósmego masz rozwód, co nie?

-No.

-To po ósmym. Weźmie się lewe zwolnienia. Nie będziemy latać po firmie, bo ktoś tam robi audyt. Zwalimy wszystko na księgowość. Niech się martwi. Stary i tak nam ch…. płaci.

-To mówiłeś, że gdzie lecimy?

-Może Cypr, co?

-Może być Cypr. Jakieś dziwki bierzemy czy ciągniesz swoją starą?

-Gdzie tam starą.

-To bierzemy kogoś stąd czy tam na miejscu zaciągniemy?

-Lepiej na miejscu. Po co nam kłopoty. I tak stara mi żyć nie daje. A dzisiaj szukamy jakiejś love?

-Wiesz co? Chyba nie powinienem tak przed sprawą. Mogę mieć problemy w sądzie.

-Ok, to dzisiaj sobie odpuścisz, a ja najwyżej pójdę do niej.

Notatki

– Zrobiłam lemoniadę. Przyjdziesz?
– Przyjdę. Będziemy rozmawiać?
– Tak.
– Kupić coś po drodze?
– Jak uważasz. Jestem najedzona. Ale uprzedzam, że w lodówce mam jeno plasterek żółtego sera, resztki mleka i jedno jajko…
– W takim razie coś kupię.
– Myśl głównie o sobie.
– Chcę Cię nakarmić.
– Chcesz mnie utuczyć, abym była obleśna.

– Oj, przesadzasz jak zwykle.
– Zazwyczaj nie jadam o tak późnej porze.
– Naucz się wreszcie jeść normalnie.
– Naucz się wreszcie mnie słuchać.

Notatki

– Co u Ciebie?
– Dobrze.
– A jak tam Twój kot?
– Już go nie ma.
– Nie?! Co z nim zrobiłaś?
– Oddałam.
– I kto z Tobą teraz mieszka?
– Nikt.
– Nie masz nawet kota ani psa?

– Nie mam.
– Ani rybek?
– Ani rybek, ani pięknych roślin, ani satysfakcjonującej więzi. Nie chcę zobowiązań.
– A czego byś chciała?
– Chcę być gotowa do drogi w każdym momencie. Spakować życie w stary plecak i ruszyć przed siebie.
– Przed czym uciekasz?
– Nie uciekam. Staję twarzą do życia.

Notatki

Jest piękny, niedzielny poranek. Odgłosy krukowatych za oknem budzą mnie delikatnie. Po kilku latach nieuzasadnionej nieobecności wrony ponownie pojawiły się na naszym osiedlu. Ciekawe, o czym tak rozprawiają od wczesnych godzin? Zrozumieć ich mowę – marzenie. Uchylam okno. Śpiew i krzyki narastają. Przyglądam się czarno-szarym piórom majestatycznie pięknych ptaków. Zawsze chciałam mieć ciemny kolor włosów, które błyszczałyby w zimowym słońcu. Z rozmyślań wyrywa mnie odgłos ciężko i głośno zamykanych drzwi w łazience. Włączam telefon. Po chwili słyszę sygnały otrzymanych wiadomości.

– Znowu nie mogła spać i zawraca Ci głowę – wpada do pokoju na poły mokry, otulony ręcznikiem – zjadłbym jajecznicę, najlepiej na cebulce. Usmażysz?

– Nic z tego. Jest niedziela. Dziś mam wolne. Usmaż sobie. A swoją drogą mógłbyś nauczyć się ciszej zamykać drzwi.

– Znowu się czepiasz.

– Nie czepiam się, tylko w delikatny sposób zwracam Ci uwagę. I cicho bądź. Słucham krakania wron.

– A co tam takiego do słuchania?! Wstajemy.

– Jeszcze poleżę. Tymczasem możesz zaparzyć kawę.

 

Styczeń

Co zrobić z tak cudownie rozpoczętym rokiem? Nie zepsuć go.

Przywitałam 2019 rok w doborowym towarzystwie smakując pieczone kasztany, oliwki oraz delektując się znakomitym winem. W tle było słychać etniczną muzykę. Powróciłam do marzeń z dzieciństwa. Wspominałam wiele pięknych chwil, którym doświadczyłam. Wyciągnęłam wnioski. Podzieliłam się nimi z otoczeniem. Zatem lekcje zostały odrobione.

Wysłuchałam kolejnych historii i otrzymałam zgodę na ich opowiedzenie. Złożyłam obietnicę młodemu człowiekowi, że poświęcę mu przynajmniej kilka zdań na blogu.

Rozpoczynamy nowy rozdział. Kartka jeszcze czysta. Każdy dzień jest prezentem. Odpakuj go, abyś za rok o tej porze mógł powiedzieć „W dobrych zawodach wystąpiłem”.

 

 

 

One

– Nad czym myślisz?
– Doraźnie nad tym, że napisałam dwie wersje tekstu i zastanawiam się, którą wybrać. A poza tym myślę, co zrobić z resztą czasu, który pozostał, jak poukładać sprawy, zadbać o priorytety.
– Byłoby Ci łatwiej, gdybyś z kimś się związała. A tak siedzisz sama i piszesz bzdury nie wiadomo, po co.
– To mój pomysł na siebie, by zapomnieć. Twoim są dziwki i to, co się z nimi niebezpośrednio wiąże – kosztowna rozrywka.
– Przestań już.. Dość nasłuchałem się od Ciebie, jaki jestem. Nie masz racji. I wcale nie dbasz o to, by mnie poznać. A ja też mam swoje zalety.
– Nie wątpię.
– Tylko Ty ich nie chcesz dostrzec.
– Nie jest moim celem poszukiwanie w Tobie piękna. Proszę, abyś pomógł mi w skonfigurowaniu sprzętu. Mikrofon nadal nie działa. Jeśli jest dla Ciebie problemem słuchanie tego, co mówię, weź sobie z mojego portfela kwotę należną za usługę i wyjdź.
– Nie chcesz usłyszeć prawdy o sobie!!!

– Twoje słowa na mój temat niewiele dla mnie znaczą. Ale Twoja wiedza z zakresu elektroniki jest bezcenna. Chylę czoła. A teraz powiedz mi, który kabel gdzie podłączyć.