Notatki

Idziemy w stronę parku. Puste ławki w enklawie z dala od wielkomiejskiego zgiełku wyraźnie zaczynały Ci ciążyć. Wiem, że lubisz być wśród ludzi. Liczysz na spotkanie kogoś znajomego. Im bliżej parku, tym bardziej tłum gęstnieje. Godziny popołudniowe. Ludzie wysypują się zewsząd. Jedni pojawiają się z jedzeniem na wynos w styropianowych opakowaniach. Inni taszczą elektryczne grille i czteropaki. Kurz. Mnóstwo kurzu. Jazgot. Pokrzykiwania. Wieża Babel. Ktoś gra na bębnach. Ktoś na ukulele. Nikt nie bierze pod uwagę, że potencjalna publiczność może mieć ochotę na słuchanie ciszy. Nie idźmy tam. Za ciemno. Tam też nie. Smród będzie czuć. Tam siedzą z psami. Będą szczekać i nie poleżymy. To co robimy w majowy weekend? Przykro mi. Te ławki też zajęte. Zaraz ktoś tu przyjdzie. Leć po piwo. I wino weź, bo Daria z Kubą zaraz będą. Piszą, żeby wziąć im chilijskie. Odgoń te ptaki, bo nam zeżrą rogale. Nie syp okruchów, bo nie odlecą. Pomysłodawcy nie biorą pod uwagę faktu, że to oni zajęli terytorium ptaków, a nie odwrotnie. Wokół mnóstwo skórek po owocach. Na sąsiedniej ławce para usiłuje coś ustalić. W pełnym słońcu on popijając raczej ciepłe piwo z puszki odpowiada półsłówkami. Ona gwałtownie gestykuluje krzycząc, co jest dodatkowo zagłuszane przez nieustannie szczekające psy oraz przejeżdżających rowerzystów prowadzących głośną rozmowę. On odrzuca większość jej pomysłów. Spór dotyczy potencjalnie wspólnej przyszłości. Ona okazuje zniecierpliwienie. On pozoruje spokój. Sili się na oddalenie sporu na bliżej nieokreślony termin. Zmieniamy miejsce. Wybór pada na trawnik. Sprawdziwszy stan murawy rozkładamy kurtki i bluzy. Jest względnie czysto. Wszędzie dookoła grupy ludzi w różnym wieku mających iluzoryczne poczucie bycia we wspólnocie, walczące z poczuciem osamotnienia. Większość wyciąga elektroniczne gadżety i co rusz nerwowo sprawdza stan połączeń. Pośród tłumu Kobieta, Która Się Nie Uśmiecha.

Patynowa Pani Domu. Przygotowania do podróży

Jeżeli wreszcie po długich wewnętrznych monologach płynących strumieniem świadomości postanowiłaś opuścić swoje gniazdko, wiedz, że proces przygotowań do drogi nie jest tak prosty, jak o nim piszą w poradnikach i na blogach. Zaczynasz od checklisty. Nie, sorry, do zakupy biletu w jedną stronę z otwartą data powrotu. Dlaczego tak? Dlatego, że nie wiesz, jak długo będziesz przemieszczać się z jednego końca Ziemi na drugi i co spotka Cię w podróży. Nie wiesz również, jakie opóźnienie będą mieć publiczne oraz niskobudżetowe środki transportu. Jeśli nastawiasz się na te ostatnie, zainwestuj w dobrego stomatologa i pastę do zębów o właściwościach wybielających. Nie znasz dnia ani godziny, w których ktoś zakocha się w Twoim uśmiechu. Bilet na wszelki wypadek wydrukuj w dwóch kopiach. Tak, tak, chronimy środowisko naturalne, lecz nie masz pewności, że np. w kraju nad Odrą, Wisłą i Bugiem będzie nieprzerwana dostawa energii elektrycznej i czy w związku z tym skorzystasz z odpowiedniej aplikacji. Numer biletu i kod rezerwacji miej zanotowane na karteczkach schowanych w kilku miejscach. Nie ręczę za Twoją pamięć. W głowie zanotuj, w której szufladce schowałaś karteczki.

Checklista. Najtrudniej zacząć ją sporządzać. Bez czego nie możesz obejść się w podróży? W tym miejscu wpisz wszystko, co chciałabyś zabrać na wypadek końca świata albo jego nowego początku. Wiem, nie możesz zabrać mamy, ukochanej paprotki i biblioteczki (e-book nie będzie przesadnie obciążać Twoich pleców), wszystkich pluszaków od ukochanego (zamiast nich zabierz jego, koniecznie z seksownym, podkreśl „seksownym” zarostem, który świetnie kłuje, a jednocześnie nie świadczy o brakach w utrzymaniu higieny osobistej). Na dobrą sprawę w tym miejscu kończy się jakakolwiek checklista. krótko pisząc ogranicz bagaż do tego, co niezbędne. Jeżeli nie lubisz pakować walizki, zainwestuj w plecak albo go pożycz. Z doświadczenia wiem, że najlepiej sprawdza się własny. Możesz na nim kolekcjonować przygody, np. przyklejone zwłoki zaprzyjaźnionego pająka, ślady pazurów drapieżników, plamy po kawie niechcący wylanej przez zgryźliwego turystę. Nie mów, że wybierasz się w miejsca, do których tacy nie zawitają. Zapewniam, że trafisz przynajmniej na jednego osobnika, dla którego pojęcie „podróż” oznacza co najwyżej wyjazd do marketu. Takiego turystę rozpoznasz po looku albo po grupie. Rzucają się w oczy niczym logo sieciówek z owadem lub płazem.

Ładowarka. Ładowarka. Ładowarka. Aby rodzina i przyjaciele nie umarli z troski o Ciebie, od czasu do czasu rzuć im trasy jakieś fotki czy SMS w stylu: żyję. jest ok. Będę, kiedy wrócę. Nie dzwońcie co kwadrans i nie pytajcie, czy szysko ok.

Gotówka. Niekoniecznie. Da się podróżować bez pieniędzy. Czasami mimo wszystko trzeba posłużyć się kartą, aby zapłacić za kawę. Ale lepiej wozić ze sobą swój ulubiony gatunek kawy i herbaty. Masz ich wiele? Wybierz tyle, ile zmieści się w bagażu, który będzie obciążać Twoje plecy. W ten sposób prędko dokonasz kalkulacji.

Zeszyt w stabilnej okładce i wiele dobrze zatemperowanych ołówków, jeśli poczujesz się zainspirowaną do zanotowania spostrzeżeń. Jeśli nie chcesz w miejscach publicznych i niepublicznych chwalić się swoimi gadżetami, zaopatrz się w notatnik i temperówkę, którą posłużysz się do ostrzenia ołówków oraz konturówek i kredek do oczu.

W podróży staraj się zawsze przedstawiać najlepszą wersję siebie i uwierz, że wszystko jest możliwe.

Całuchy-kluchy!

 

Jak zaimponować Patynowej? Part 1

Jeżeli już odważysz się pokazać swoją moc, która w słabości się doskonali, pamiętaj, że Patynowa doskonale zorientuje się, kto zachowuje się niczym pajac i jakie intencje mu przyświecają. Mało tego. Potrafi sprawić, by pajacowanie ujrzało światło dzienne, a jego Autor/-ka został/-a skompromitowana. Zatem jeśli chcesz na niej wywrzeć wrażenie, nie próbuj robić tego, czego nie potrafisz albo tego, co wydaje Ci się, że umiesz. Na przykład układać słowa piosenek albo wierszy. Jeżeli ktoś ukończył studia filologiczne, to nie oznacza, że chciałby poznawać kogoś poprzez pryzmat tego, co tamta osoba przeczytała albo napisała.

Nie mów, że w szkole nie czytałeś lektur. Jakie to ma znaczenie dla rozwoju znajomości? Nie będziecie raczej podczas spotkań omawiać treści i problematyki „Naszej szkapy” czy „Dziadów”, ale kto wie? Może to akurat stanie się początkiem intrygującej relacji. Nie mów, że nie potrafisz niczego napisać, bo to jest czynność, którą opanował każdy osobnik sprawny intelektualnie. Zamiast tego powiedz np: wiem, jak przywrócić do życia moduł laserowy tego sprzętu. Licz się z tym,  że po takim wyznaniu błyskawicznie przyjdzie czas na jego weryfikację. Gdy przyjdziesz do Patynowej, by coś naprawić lub zmontować i zapomnisz np. o suwmiarce lub wiertarce, lepiej się do tego przyznaj. Nie wylecisz za to za drzwi. O, nie! Otrzymasz natychmiastową pomoc. W sekretnym miejscu Patynowa przechowuje skrzynkę z narzędziami. Może akurat znajdzie się to właściwe.

Gotowanie. Tutaj masz pole do popisu. Patynowa uwielbia przyglądać się, jak ktoś gotuje, ponieważ to czynność, której oddaje się stosunkowo rzadko. Chętnie pomoże podczas przygotowań. Uruchomi blender. Poda przyprawy. Zmieli pieprz. Powie, gdzie przechowuje zastawę stołową. Uwaga! Odgrzewanie produktów garmażeryjnych lub  wrzucanie gotowych potraw do mikrofalówki nie mieści się w kategorii takiej jak umiejętność gotowania. Zanim zaczniesz, pomyśl o detalach. Wiesz, zapachowe świece, niepoplamiony obrus, czyste serwetki i takie tam. Dla niewtajemniczonych: obrus to kawałek obszytego płótna kładziony na stół. Pamiętaj, aby wcześniej zapytać, co miałaby ochotę zjeść. Nie próbuj nakłaniać jej do spróbowania czegoś, czego nie tknie. Stracisz siły, chęć do życia, pieniądze, cierpliwość i zdrowie.  Najważniejsze: Ty jesteś Panem/Panią sytuacji, zatem decydujesz, jak potoczy się czas, który ze sobą spędzicie.

Gdy zauważysz, że Patynowa garnie się do sprzątania, nie przerywaj jej i nie próbuj pomagać. Nie przestawiaj jej rzeczy, zwłaszcza pamiątek-relikwii z podróży. W szafkach kuchennych znajdują się nieopisane puszki. Zużyje całą ich zawartość w czasie krótszym niż przypuszczasz. Częstuj się. Jeśli nie wiesz, co zawiera dane opakowanie, zapytaj. Patynowa też nie zawsze będzie wiedzieć, ale podejmie próbę rozpoznania zawartości po zapachu.

Tyle na teraz. Całuchy-kluchy!

 

Oni

Spotykamy się w miejscu, w którym stała kiedyś nasza ulubiona herbaciarnia. Jej wystrój przypominał jarmark cudów idealnie obrazując styl życia właścicieli. W przerwach pomiędzy zajęciami na uczelniach, pracą czy obowiązkami fundowaliśmy sobie chwile wytchnienia przy kubku herbaty. Sprowadzano tam liście herbat z całego świata. Gospodarze lokalu, wieczni hippisi, mogli godzinami opowiadać o miejscach przez nich odwiedzanych oraz o rodzajach trunków stamtąd przywożonych. Jedynym sekretem pilnie przez nich strzeżonym były sposoby zaparzania herbat serwowanych w knajpce.

Obecnie w miejscu herbaciarni wyrosło coś przypominającego jadłodajnię z nutką meksykańskiego żarcia i muzyki. Wystrój i charakter miejsca wskazują na niegospodarne rozdzielenie unijnych środków. Stawiam warunki. Spotkamy się, jeśli przyjedziesz sam i podczas rozmowy wyłączysz telefon. Przyszedł sam. Przywitał się dość wylewnie jak na spotkanie po kilku latach milczenia.

-Gdzie żona?

-Zabrała córkę i pojechała do rodziców. Zostanie tam kilka dni.

-Bez Ciebie?

-Beze mnie.

Nie powtarzaj po mnie, jak to zwykle robiłeś. Małżeństwo Ci średnio służy. Wnioskuję po zgaszonym spojrzeniu, siatce zmarszczek, wyglądzie dłoni, które już dawno…

-Co jej powiedziałeś?

-Że idę pobiegać, a potem na sesję coachingu.

Świetnie. Brakuje tylko kogoś, kto z ukrycia trzepnie nam wspólną fotkę.

-Uwierzyła?

-Nie miała wyjścia. W razie czego powiem, że jesteś akwizytorem i przedstawiasz mi ofertę.

Miała. Jest bardziej cwana niż myślisz. Zrezygnowała z pracy, by oddać się małżeństwu i zająć domem. Taką wersję sprzedawała podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich. W gruncie rzeczy w żadnej pracy nie mogła się utrzymać dłużej niż pół roku, co tłumaczono niezgodnością oczekiwań pracodawcy z profilem pracownika.

-A jeśli ja tego nie potwierdzę?

-To już będzie mój problem. Zajmę się tym.

Trzyma Cię krótko i robi awantury. Ale czego się spodziewać po kobiecie, która została wybrana po teście na „lusterko” (oddycha, to biorę).

-Kredyt hipoteczny bardziej spaja małżeństwo niż przysięga.

-Spłacamy. Jeszcze trochę zostało. Akurat zdążę przed emeryturą, jeśli dalej tak pójdzie. A potem sprzedam mieszkanie, a za te pieniądze kupię przyczepę i wyruszę przed siebie do miejsc, które zawsze chciałem odwiedzić.

-A gdzie w tym miejsce dla żony i córki?

-Córka będzie wtedy dorosła, jakoś da sobie radę. A żona? Cóż, też będzie na emeryturze i zrobi z wolnym czasem, co zechce.

Zrobi z Tobą, co zechce. Będziesz oglądać teleturnieje, a ona w tym czasie będzie dziergać Wam sweterki.

-Dlaczego teraz nie rozpoczniesz realizacji marzenia? Nie sprzedasz mieszkania albo nie zamienisz na dwa mniejsze? Córa ma 10 lat. Nie potrzebuje tak bardzo opieki i zaangażowania obojga rodziców.

-Dlaczego miałbym to robić? Na mieszkanie zarabiam głównie ja, ale żona zajmuje się rachunkami.

Zapisane na was dwoje. Boisz się, że w razie draki zamieszkasz w baraku i nie będzie miał Ci kto prać skarpetek. I co powiesz na rodzinnych obiadkach z szarlotką na deser?

-Słyszałem, że Ty… w tym roku podobno.

-Korzystasz ze złego źródła. Zrezygnowałam.

-Z czego?

-Z niego.

-Nie mówisz poważnie.

-Wręcz przeciwnie.

-Za mało zarabiał?

-Nie w tym rzecz. Mam swoje pieniądze i mieszkanie. W razie czego jest się gdzie podziać. Umiem gotować, sprzątać, a do drobnych napraw wynajmuję złotą rączkę.

-Małżeństwo piękna rzecz.

Szczególnie Twoje, ale po co ciągnąć wątek.

-Robiłeś ostatnio coś ciekawego?

-Odwoziłem córkę na zajęcia z angielskiego.

Jeśli jest tak bystra jak mama, wyrzucasz swoje ciężko zarobione pieniądze w błoto.

-To istotnie ciekawe. Ale ja pytam, gdzie byłeś na urlopie albo na męskim wypadzie? Wiesz, takie klimaty surwiwalowe, jakie robiliście z chłopakami, aby przed nami szpanować.

-Mała ma alergię. Jeździmy z nią nad morze. Albo do teściów.

Wiedziałam, że szybko żonka Cię wykastruje.

-Pora kończyć. Mogę…?

-Przestań, zapłacę. Pamiętasz, jak wtedy Cię tutaj zaprosiłem, a potem zorientowałem się, że nie mam przy sobie portfela?

Tak, aż za dobrze. Pomyślałam, co za palant i naciągacz.

-Tak, potem w rewanżu zaprosiłeś mnie kolejny raz i następny.

-Przynajmniej miałem pretekst. Inaczej byśmy się nie spotykali.

-Nie wiesz, co stało się w poprzednimi właścicielami?

-Podobno miasto podniosło im czynsz. Przestali płacić. Potem on pojechał w kolejną podróż życia na wschód i tam został z jakąś młodą lamą. Tak mówią.

-A ona?

-Nie mogła tego znieść. Rzuciła interes i zamieszkała gdzieś na pustkowiu, w Karkonoszach. Opiekowała się jakąś ciotką. Ale nie jestem pewien.

 

 

 

 

 

Oni

-Mężczyzna powinien mieć swoją jaskinię, wiesz, takie miejsce, azyl, w którym może robić, co mu się podoba. Może mieć tam artystyczny bałagan. Ja mam takie miejsce. Piwnicę. Wykonuję tam małe dzieła. O, takie.

-Zgadzam się z Tobą całkowicie. Gawra jest chłopu niezbędna do życia. Człowieczeństwo tego, kto nie ma oznaczonego przez siebie terytorium, jest niepełne, wybrakowane, co odbija się na reszcie życia i relacjach. Bez względu na to, co mężczyzna robi w tym sanktuarium, powinien dążyć do tego, by je zachować. Kobieta nie powinna tam niczego przestawiać, chyba że coś zagraża bezpieczeństwu jej i ewentualnych sąsiadów.

-Ja w swoim robię różne rzeczy. Ciągle zmieniam przemeblowanie. Układam sprzęty, lutownice. Włączam sobie japońskie filmy, zapalam kadzidła. A żonka wciąż mnie woła, że niby jestem jej potrzebny, np. do obierania jajek przepiórczych ze skorupek. Wczoraj ok. trzech godzin je skubałem, wyobrażasz sobie?

-Wyobrażam tym bardziej, że uwielbiam obierać przepiórcze jajeczka, a wcześniej przyglądam się im długo, bo są prześliczne. Gotuję je w ogromnych ilościach, następnie obieram ze skorupek i pieczołowicie układam w miseczkach. Potem zastanawiam się, jaką sałatkę przygotować na ich bazie. Tą sałatką, którą właśnie spożywamy, obdarowuję innych.

-To będziesz je obierać dla nas, bo ja nie mam cierpliwości.

-Nie ma sprawy. Mnie to uspokaja. A mężczyźnie trzeba stworzyć warunki do rozwoju, bo inaczej skiśnie, stanie się zgorzkniały i z czasem bezużyteczny. Pomijam fakt, że jeśli żona mu tego nie zapewni, to zacznie poszukiwać szczęścia gdzie indziej niż u niej.

Do rozmowy włącza się młoda mężatka.

-Ty go nie tak nie nastawiaj przeciwko mnie.

-Kto tutaj kogo i na co nastawia?

-A gdzie ja mam mieć własne miejsce, w którym zaszyję się po ciężkim dniu?

-Tam, gdzie je sobie stworzysz.

 

Notatki

Gdy przed laty nie chciało mi się iść na poranne zajęcia, udawałam się do kawiarni, zamawiałam ulubioną kawę, zasiadałam w stałym miejscu, przy oknie, by bez przeszkód obserwować ludzi spieszących się do swoich spraw. Z głośników dyskretnie sączyły się kubańskie dźwięki. Wdawałam się w pogawędki z baristami. Rozmawialiśmy na różne tematy. Próbowano mnie nawet wtajemniczyć w arkana sztuki parzenia dobrej kawy. To od nich dowiedziałam się, jakie są standardy ustawienia ekspresu, by osiągnąć efekt, na którym mi zależało.
Dziś już nie ma tamtych baristów, choć kawiarnia nadal działa. Zamiast muzyki z wyspy niczym wulkan gorącej siłą rzeczy słyszałam, o czym rozmawiają studentki podczas przerwy między wykładami. Sądzę, że pozostali goście kawiarni również dzielili ze mną tę nieprzyjemność. Dowiedziałam się, dlaczego związek mówiącej z Wilhelmem* przechodzi kryzys, ile czasu warto sobie dać, jak szukać kontaktu podczas przebywania na wspólnej przestrzeni o powierzchni ok. 14 m2, jakie sytuacje są dla niej nowością w relacji z Gniewomirem i jak ona się z tym czuje i co Gniewomir na to.
I znowu z powodu zachowań płci pięknej powstydziłam się tego, że jestem kobietą.
A poza tym? Dziś jest dzień niespodzianek. Ty jesteś jedną z nich.

Przepis na randkę

Spotkania z osobami definiującymi się jako ludzie sukcesu w każdej dziedzinie mnożą się jak grzyby po deszczu. Obietnice szybkich i łatwych osiągnięć, serwowane na tacach podczas takich eventów mają się nijak do rzeczywistości, bo dla jednych kategoria sukcesu jest rozumiana jako zdobywanie kolejnych szczebli materialnego zabezpieczenia, a dla innych doczołganie się do końca dnia. Jeszcze inne oblicza ma powodzenie w sferze osobistej. Co dla kogoś jest wartościowe, dla innych nie ma znaczenia, np. randki, ich charakter i cel.

Taka sytuacja. Dzień wolny od pracy. Od rana leje, jest pochmurno i wietrznie. Ty zapominasz, że trzeba zwlec się z łóżka. Poranne godzinny przeciągają się do południowych, lekko zahaczając o popołudniowe. Sama nie wiesz, czy o tej porze zjeść śniadanie, czy szykować obiad. Wreszcie decydujesz się na realizację drugiego zadania. Dzwoni telefon. To Twój ukochany, a właściwie osoba, która przeogromnie pragnie nią być. Zapraszasz ją licząc na to, że wykaże się kreatywnością. Przecież pomoc w kuchni to również element randki. Nawet Twój kot jest podekscytowany sytuacją. Właśnie! Kot! Sprawdź, czy nie trzeba sprzątnąć kuwety, zanim odór kocich odchodów nie uderzy w nozdrza ukochanego, pojawiającego się w drzwiach nie wiadomo, kiedy z… pustymi rękoma i żołądkiem. Dlaczego Cię to dziwi? Przecież nie mówiłaś, aby kupił coś do jedzenia po drodze.

Daj mi kilka chwil, ogarnę się, rzucasz niby od niechcenia siląc się na zalotny uśmiech, a Ty w tym czasie możesz… napełnić miskę kota. I już znikasz w łazience, a po chwili szum wody zagłusza dźwięki dobiegające z kuchni. Znowu nie kupiłaś żelu pod prysznic. Szampon też się kończy. Wylewasz na siebie z trudem wyciśnięte resztki, które pozostały. Potem błyskawicznie je spłukujesz, wycierasz się i jesteś w pełnej gotowości do działania.

Pierwsze, co widzisz po opuszczeniu łazienki, to obraz Twojego ukochanego, jak walczy z kuwetą. Ile tu kurzu.

Gdzie masz zmiotkę, pyta gniewnie marszcząc brwi, a Ty ziewając odpowiadasz, gdzieś w szafce na dole, po lewej stronie. Worek mi się rozerwał, rzuca, nie stój tak, tylko podaj mi coś. Może odkurzacz, sugerujesz, i wyjmujesz z szafy sprzęt. On włącza odkurzacz. Nie działa, cholera, może to worek, pyta bardziej siebie niż kota, który bacznie przygląda się zdarzeniu i rozpoczyna niewinną zabawę z kablem od odkurzacza. Worek jest przecież dziurawy, podpowiadasz pomna zasad o uważnym słuchaniu, których uczono Cię na szkoleniach sowicie opłacanych ze służbowej kasy w ramach podniesienia kompetencji miękkich pracowników. To dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś, pyta coraz bardziej narowiście. Sam to powiedziałeś, spokojnie ripostujesz, zobacz, kot właśnie się nim bawi. Nie ten worek, k..wa, obudź się. W tym momencie powinien wkroczyć mediator, bo czując się wyraźnie atakowaną sama nie wiesz, czy worek był rozerwany, czy nie, oraz ile dokładnie ich było. Tych worków. To mnie zabolało, ćwiczenia warsztatowe nie poszły w las, oczekuję przeprosin. W taki sposób uczono Cię, jak komunikować swój dyskomfort. Dziewczyno, daj wreszcie zmiotkę, skoro odkurzacz nie działa, bo ma zapchany albo rozerwany worek, słyszysz i posłusznie podajesz zmiotkę. A podłączyłeś do gniazdka, pytasz od niechcenia, bo w drodze po zmiotkę i szufelkę zauważyłaś, że sprzęt był odłączony do sieci. Widzisz, wytrąciłaś mnie z równowagi i zapomniałem. Ale to i tak niepotrzebne, skoro worek jest dziurawy. Daj już zmiotkę. Przytrzymaj mi. Wykonujesz oba polecenia. I zajmij się wreszcie tym kotem! Zobacz, co on robi. Spoglądasz w stronę kota. Bawi się. Świetnie, jest zatem w doskonałej formie. Nie tak trzymasz, prosto! Słyszysz z drugiej strony. Zostaw wreszcie tego kota! Trzeba to ogarnąć! Daj to! Spełniasz żądania. Skuteczna komunikacja to podstawa solidnego związku. Gdy sytuacja z kuwetą zostaje opanowana, słyszysz: znowu w lodówce niczego nie ma! A co byś zjadł, mój koci bohaterze? Empatia wyrażona kodem językowym właściwym osobom, z którymi utrzymujesz bliskie relacje. Ha! Udział w zajęciach był najlepszym, co mogło Ci się przytrafić. Może nakłonisz do niego swoje koleżanki? Cokolwiek, choć o tej porze chyba mały obiad, klepie się po brzuchu, ale w lodówce pusto. Skoczymy po coś? Tak, proponuję spacer do marketu, odpowiadasz niezwykle sugestywnie licząc na realizację pomysłu, tylko wskoczę w coś bardziej odpowiedniego.

Niech żyją szkolenia i szkoleniowcy ze skutecznej komunikacji!

 

 

One

Kameralny sklep z dodatkami do mieszkań i wnętrz. Kilka kącików, w których rzeczy są pogrupowane kolorystycznie, stylizowanych na boho, etno, scandi itp. Ceny zbyt wysokie jak na jakość oferowanego towaru. Zwykle omijam takie miejsca, ale tym razem w oczekiwaniu na powrót do domu postanowiłam wdepnąć na kilka minut. A nuż będę oczarowana którymś z produktów i nabędę go w rozsądnej cenie. Pytanie: jaką funckję użytkową będzie pełnić taka galmurowa durnostojka?

-Pomóc w czymś?

-Na razie nie, dziękuję.

-Te lampy są z Monako.

-Raczej z Maroka, odpowiadam z łagodnym uśmiechem.

-A, właśnie Monako, Maroko. Takie podobne nazwy, że łatwo się pomylić. Są jeszcze takie, z brokatowym kloszem, cekinami, jeśli Pani chce.

-Właściwie to poszukuję czegoś do surowego wnętrza. Prosta forma. Zdecydowane kolory. Rozejrzę się.

-Bo ten styl Monako będzie w tym roku bardzo popularny, więc sprowadziłam różne produkty.

-Skąd?

-Z Monako.

-Skąd sprowadza Pani towar?

-Jest kilka hurtowni.

-Tu w Polsce?

-Tak, mam kontakty. To dzięki mężowi. On miał jakieś tam znajomości, a ja siedem lat w domu siedziałam z synem i zaczęło mi się nudzić, więc otworzyłam sklep. Rzeczy są ładne, cieszą się zainteresowaniem. Nadają się na prezenty.

-Istotnie. Ale produkty nie są oryginalne z Maroka.

-Klienci kupują też inne, np. te ramki albo kwietniki. Zresztą niedługo robię wyprzedaż, bo będzie zmiana kolekcji. Tak więc zapraszam.

-Dziękuję.

-A skąd ta chusta? Z Turcji?

-Z Izraela, a dokładnie z Jerycha.

-Pani chyba dużo podróżuje.

-Nie, to akurat prezent.

-Ja też nie lubię podróżować. Kiedyś, gdy poznałam swojego przyszłego męża, trochę z nim jeździłam, bo on ciągle chciał mnie gdzieś zabierać. A ja się bałam odmówić, żeby mnie czasami nie zostawił. Ale potem po ślubie, gdy urodziło się dziecko, przestałam jeździć. Tylko nad morze co roku na wakacje wspólnie jeździmy.

-Skoro mężowi to odpowiada.

-Nie do końca. Dlatego sam jeździ. Z kolegami. Puszczam go. Niech trochę odpocznie od domu.

 

 

Notatki. Bez kropki

-Paczka dla Ciebie. Odebrałem.

-Dzięki.

-Co w niej jest?

-Buty.

-Nie wierzę! Ty i nowe buty? Gdzie się wybierasz? Beze mnie?!

-Przed siebie. Jesteś uwzględniony w podróży.

-Co jest grane?

-Nic. Zamykam rozdział i robię przerwę przed kolejnym. Przyłączasz się?

-Jasne. Chcesz powiedzieć, że kupiłaś… te buty, bo znudziła Ci się stabilizacja?

-Tak, właśnie tak. Są trwałe, sporo wytrzymają. Błoto, góry, deszcze, śnieg. To na zimę. Były w promocji. Letnie sandały przetrwają sezon, a martensy mogą nie przeżyć.

-Ok, jestem przekonany, choć cena zwala z nóg. To inwestycja na lata.

-Bingo!

-Gdzie lecimy? Północ…

-Szkocja?

-Widzę, że już wszystko obmyślone. Pewnie w głowie masz spakowany plecak?

-Tak, choć nie do końca.

-A co zostało?

-Np. zgranie muzyki.

-Przecież wrzuciłem wszystko, co chciałaś. Wyszła potężna playlista.

-A Twoja?

-Mogę się bez niej obejść. Gdzie chcesz się zatrzymać?

-Na wyspie z kucykami. Uwielbiam wiatr.

-Prędko nie pojedziemy. Potrzebuję kilku tygodni, aby poukładać sprawy tutaj. Zostawić robotę w dobrych rękach, wiesz, różnie może być. Pojedziemy, gdy zrobi się cieplej, zgoda? I trzeba ogarnąć jakieś schronisko czy coś na nocleg.

-Zgoda. Weźmiesz bębenek?

-Hahaha. Mam na nim grać kucom?

-Weźmiesz?

-Zastanowię się. Dlaczego na tym Ci zależy?

-Nigdzie nie ruszasz się bez bębenka. Tylko raz go nie zabrałeś. Byliśmy na Bałkanach, a Ty ciągle o nim mówiłeś i nie było dnia, abyś żałował, że został w domu. Tym razem nie chciałabym, abyś za nim tęsknił. Na kiedy bukować bilety?

-Na razie nie bukuj, przynajmniej dla mnie.

-Jeśli tak, to dla siebie zarezerwuję w jedną stronę.

 

 

 

 

 

One. Matka

-I jak po rozprawie?

-Jedna już się odbyła. Rozwodowa. On chciał, aby było z jej winy. Ale sędzina stała po stronie córki i orzekła bez winy. Na szczęście w sądzie nie robił scen. Ale wszystko wypomniał, że niczego nie wniosła, majątku, pieniędzy. Dom stał na działce jego rodziców. Został wybudowany za jego pieniądze, a ona się tylko sprowadziła. Tak powiedział przed sądem. Córka została z niczym. Ma się wyprowadzić wraz z dziećmi od przyszłego miesiąca, a co drugi tydzień dzieci mają być u niego. Nawet nie wspomniał o tym, że przez całe 16 lat małżeństwa nie dał na dzieci ani grosza.

-To z czego żyli?

-Z wypłaty córki. On tylko płacił podatek od nieruchomości, a rachunki dzielił na pół. Córce nie dał ani razu na ciuchy albo kosmetyki. Niczego jej nie kupił przez te lata. Wyobraża sobie Pani? Nawet kwiatka na Dzień Kobiet ani czekolady. Nigdzie jej nie zabrał. Na żadne wczasy, urlop, do kina, na pizzę. Na urodziny też niczego nie kupił.  Niczego. Nie wyprawiali urodzin ani jej ani dzieci. Dopiero gdy trochę podrosły, to inne dzieci zaczęły je zapraszać na urodziny, więc chodziły i chciały mieć jak u kolegów, więc córka się postarała. Zamówiła tort u koleżanki z pracy. Tamta dobrze piekła. Na chrzciny, komunie, wesela piekła. I córka u niej zamawiała. Wszystko opłacała z własnych pieniędzy, żaden sąd w to nie uwierzy. Nadgodziny brała. Zaraz po macierzyńskim odstawiała dzieci od piersi i szła do pracy, bo ten jej nie dawał ani grosza. Nawet złotówki na kocyki, zasypki, pieluszki. Wszystko kupowała za swoje pieniądze albo dostawała od nas. Dzieci wstydziły się kolegów zapraszać do domu, bo ciągle było zimno, nienapalone. On oszczędzał na węglu. Jadł byle co. Bo u niego w domu też tak było. Jedli ciągle kartofle albo kapustę. Nieprzyprawione. Żadnych owoców lepszych, jak to latem, truskawek, czereśni, śliwek. My kupowaliśmy i przez to dzieci pojadły. Przetwory u nas robiliśmy. Córka woziła słoiki autobusem po trochu, bo jemu było szkoda na paliwo i wody na mycie słoików. Urodzin, imienin też nie świętowali. Prezentów sobie nie kupowali. Dopiero gdy córka weszła do rodziny, pierwszy raz do teściowej na urodziny przyszła z prezentem i kwiatkiem, to tamta nie wiedziała, co gadać. Tak się zapowietrzyła. Na wakacje nie jeździli, na żadne urlopy. Wszystko do skarpety. I on taki sam. Każe oszczędzać. Na wodzie, na rachunkach, na jedzeniu. A najgorsze, że jeszcze jedna rozprawa będzie. O rozdzielność majątkową. Nie ma żadnych świadków. Nikt nie chce składać zeznań. Od niego z rodziny się wypięli. Sąsiedzi, koledzy z pracy też. Tylko mój syn, który na stałe mieszka i pracuje za granicą, obiecał pomóc. Przyjedzie złożyć zeznania, ale co on może wiedzieć. Tylko tyle, ile mu opowiedziałyśmy. My córki do siebie nie weźmiemy, bo mamy małe mieszkanie, a ona z dwójką dorastających dzieci, to się nie pomieścimy. Zasądzone, że od przyszłego miesiąca ma opuścić jego dom, bo wszystko na niego stoi, a on kazał jej się wynieść i nastawia dzieci przeciwko niej. Mama szuka nowego tatusia, tak gada, i tak każe dzieciom po ludziach opowiadać.

-Takiego chłopa sobie wybrała.

-To nie ona wybrała! To ja jej go podsunęłam! Mówiłam, córuś, on taki porządny, duża działka, dom buduje, do kościółka chodzi. Dobrze Ci będzie z nim. Rodzina też porządna. Żadnych pijaków, zboczeńców. Ale kto by pomyślał, że w nim siedzi takie skąpstwo. To choroba. A ja nie mogę sobie wybaczyć, że zrujnowałam życie własnemu dziecku. Płaczę po nocach i nie wiem już, co robić. Ona sama nie da rady utrzymać dwójki dzieci i kupić mieszkania. Nie ma niczego odłożonego, żadnych oszczędności. A ja jej nie pomogę.