Patynowa Pani Domu. Sylwester

J. nie pożyczy Ci lokówki. Twierdzi, że wyczerpała swój (J.) limit na cierpliwość i wyrozumiałość wobec Twoich urodowych praktyk. Ułożysz na placach, a właściwie dlaczego wcześniej nie pomyślałaś o wizycie u fryzjera, powtarza J. i dodaje; paznokci też Ci nie zrobię. Nie jestem ekspresem do kawy. Nie mogę cały czas spełniać Twoich fanaberii. Zachciało Ci się balu, to teraz myśl, jak się na niego wystroić i kto ma Ciebie czesać. J. jest i pozostanie nieugięta. Ok, myślisz, nie to nie. Jakoś dasz sobie radę. Co roku dawałaś. Ale każdego roku J. była do pomocy i bardzo dzielnie to znosiła.

Łazienka zamienia się w domowy salon SPA. Robisz miksturę na paznokcie. Po jej zastosowaniu pokrywasz je odżywką. Będą się naturalnie pięknie błyszczeć. Podobnie jak Twoje włosy. Po umyciu wcierasz w nie rozbełtane żółtko od szczęśliwych kurek. Spłukujesz wodą z octem. Chrzęszczą charakterystycznie. Zapach octu ulotni się w ciągu kilkunastu minut, a Ty będziesz cieszyć się blaskiem włosów. Dźwięk domofonu słyszysz, gdy usiłujesz spłukać żółtko roztworem wody z octem. J. miała wpaść tylko na chwilę, by spakować swoje rzeczy, a następnie życzyć Wam obu szczęśliwego Nowego Roku. Nie określiła tylko, o której będzie. Chwytasz więc ręcznik, owijasz nim włosy. Twarz szczypie Cię niemiłosiernie, ale czego nie robi się dla urody. Dzwonek do drzwi. J. mówi, że sąsiad ją wpuścił, gdy zobaczył, że stoi po klatką, a pani P. nie otwiera, choć jest w domu. Wyraźnie słyszał, jak korzystała z łazienki. J. oprócz nowin i życzeń przynosi wino. Nie znosi zapachu octu, więc uchyla okno. Nakazuje wyjść do pokoju. Wyjmuje z reklamówki lokówko-prostownicę, a szafki czysty ręcznik, mięciutki jak kaczuszka. Sprawdza, czy żółtko dobrze wypłukane i zabiera się do pracy wcześniej pytając o stan mojej cery. Krem natłuszczający powinien pomóc. Też przyniosłam, J. jest czuła niczym matka pisklaczków. Próbną fryzurę układa raz dwa. Hybrydy z brokatem nałoży z rana w sylwestra, bo do tego czasu może się wiele wydarzyć. Pożyczy dla Ciebie lokówkę od sąsiadki, która ma małe dziecko i w tym roku nigdzie się nie wybiera.

Nie dajmy się zwariować. To tylko sylwester. W przyszłym roku też będzie.

 

Patynowa Pani Domu. Kopciuszek szykuje się na bal

Co roku Sylwester przypada 31 grudnia i nawet nie próbuj udawać, że o tym nie wiedziałaś. Miałaś sprawdzić kreacje z poprzednich lat, by w razie czego udać się na zakupy z osobistą stylistką. Zaniedbałaś ten etap, więc nie miej teraz żalu i pretensji do nikogo z wyjątkiem siebie. Jeszcze nie wszystko stracone. Ponownie otwórz szafę. Co widzisz? Jest. Są. Przymierz. Pasują. Uff. Nikt nie będzie pamiętać, co miałaś na sobie kilka lat temu. Dobierzesz inne dodatki i stylizacja gotowa.

Krok drugi. Zajrzyj do łazienkowych szafek. Jasne, że nie ma. Przecież nie zrobiłaś zapasów. Sieciówka otwarta do późna. Wybierz maseczkę z dodatkiem drobinek złota. Peeling już zrobiłaś. Twarz została przygotowana do odpoczynku oraz do rozświetlenia. Wcześniej skóra pięknie oddała to, co jej niepotrzebne. Przed wyjściem na zakupy sprawdź, czy masz wszystkie kosmetyki potrzebne do wykonania makijażu. Chyba że umówiłaś się na makijaż u wizażystki. Wtedy ona zatroszczy się o potrzebne produkty. Zadasz szyku błyszcząc niczym brokat na bombce.

Krok trzeci. Koktajl na bazie wody mineralnej (niegazowanej) z dodatkiem miodu, soku z cytryny. Dwie łyżeczki miodu rozpuść w połowie litra wody mineralnej, a następnie wyciśnij sok z połowy cytryny (limonki). Wymieszaj wszystkie składniki i pij kilka razy dziennie. Taka kuracja powinna dodatkowo oczyścić i wzmocnić jelita, by przygotować je na kolejną dawkę nie zawsze odpowiedniego jedzenia. Pamiętaj, by w ciągu kilku najbliższych dni coś jeść, np. gotowane warzywa z ryżem.

Tyle na dziś. Przygotowania do imprezy warto rozłożyć na etapy. Inaczej możesz stać się kłębkiem nerwów i starannie opracowany pomysł nie wypali.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Czas dla siebie

Docierasz na miejsce. To nic, że pada. Jutro ma być bezdeszczowo i wietrznie, a więc tak jak uwielbiasz. Otrzymujesz kwaterunek. Cena adekwatna do warunków. Metraż pokoju odpowiedni dla osoby o Twoich gabarytach. Czy K. by tutaj się zmieściła? Owszem, w kabinie prysznicowej oraz w szafie są miejsca. Zamykasz drzwi, po czym automatycznie sprawdzasz ogrzewanie. Niektóre żeberka nie działają. To nic, najwyżej na piżamę narzucisz bluzę, a na kołdrę koc i jakoś przeżyjesz. Duże okna od strony wschodniej. Są rolety. Również w wyodrębnionym kącie z przeznaczeniem na toaletę. Nie potrzebujesz luksusu, poza tym zaplanowałaś krótki pobyt, więc wygody nie są niezbędne. Drewniana podłoga na zewnątrz cudownie skrzypi. W aneksie kuchennym można przygotować skromne posiłki, choć jest tylko kuchenka z jednym palnikiem oraz czajnik. Na półce znajdujesz trzy kubki i kilka filiżanek z miśnieńską ornamentyką. Tobie wystarczy jeden plus filiżanka. Rekwirujesz je w trybie natychmiastowym, zwłaszcza że dom jest pełen gości, więc liczba kuchennych naczyń może zaraz się zmienić. Mówiłam, zabierz ze sobą przynajmniej kubek i sztućce.

Wychodzisz na obchód okolicy, bliższej i dalszej w poszukiwaniu miejsc, w których możesz zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad realizacją pomysłów. Dlaczego większość właścicieli knajp oszczędza na ogrzewaniu? Jaką przyjemność mają klienci ze spożywania posiłków w zimnych lokalach? Nie liczysz ponownie gwiazdek pod szyldem hotelu. Kto je w ogóle przydziela i według jakich kryteriów? Na salach konsumpcyjnych jest zimno, a potrawy nota bene trzeba prędko spożywać, bo stygną w lamparcim tempie. Z rozrzewnieniem wspominasz swoją dziuplę, własne kubeczki oraz serwowaną w nich herbatę. Myślisz o gorących i chrupiących plackach ziemniaczanych prosto z patelni, polanych śmietaną lub sosem czosnkowym własnej produkcji. I pomyśleć, że hotel zatrudnia kucharza z doświadczeniem. Wzdychasz i wracasz do noclegowni. Może już się nagrzała. Jest wieczór. Weźmiesz szybki prysznic i spędzisz wieczór przed telewizorem otulona w kocyk i w swoje marzenia. Zadzwonisz do rodzinki. Opowiesz, jak się masz. Opuszczasz rolety. Jedna z nich się pruje. Chwytasz mocniej za sznurki. Roleta spada. Próbujesz ją zamocować. Nie udaje się. To nic, i tak nie byłaby potrzebna. Pokój mieści się na piętrze. Świecisz światło w łazience. Migoce, ale jest. Szykujesz ręcznik i inne akcesoria potrzebne do kąpieli. Żarówka wciąż migoce. Wchodzisz, zasuwasz drzwi i… światło gaśnie. Wychodzisz. Podnosisz rolety. Bezchmurne niebo. Pełnia księżyca. Będzie, co ma być. Zapamiętujesz układ pomieszczenia i wyobrażasz sobie, że bierzesz udział w zmaganiach na oszczędność czasu i miejsca pod prysznicem. Czujesz się jak modelka z obrazu G. Klimta kąpiąca się w księżycowej poświacie.

Całuchy-kluchy!

One. Gruszki

-Jak Ci minęło popołudnie?

-Byłam na cmentarzu. Miałam wyłączony telefon.

-W jakim celu? Przecież nikogo tam nie masz.

-Zwiedzałam stare grobowce i spacerowałam alejkami. Chciałam się wyciszyć.

-I co pomogło?

-Pomogło, ale teraz bym się czegoś napiła.

-Najpierw przechadzasz się pomiędzy grobami, a potem piszesz te mroczne rzeczy. Niedługo sama staniesz się grobowcem.

-Co to?

-Gruszki.

-Przecież widzę.

-To dlaczego pytasz?

-Chciałam dowiedzieć się, kogo zamierzasz nimi nakarmić.

-Nas, chyba że jeszcze kogoś zaprosimy do stołu.

-Zjemy tyle? Zmarnują się.

-Nie zmarnują. Ugotuję je z dodatkiem goździków. Zrobimy zapasy.

-Rozpieszczasz mnie. Znowu noc z głowy?

-Jeśli nie można inaczej. Ty będziesz pisać dreszczowce, a ja w tym czasie zaprawiać gruszki.

-Dojrzewam do decyzji o wolontariacie w hospicjum.

-Jeszcze Ci mało wrażeń?! Żyjesz opisywanymi przez siebie historiami, często ciężkostrawnymi, a na deser chcesz patrzeć, jak ludzie odchodzą?

-Chciałabym…

-Wiem, co byś chciała… Wyłącz to myślenie. Żyjemy tu i teraz. Nie podołasz.

-To się okaże.

-Obieramy gruchy?

-Obieramy. Podaj nóż. Wiesz, wcale nie mam ochoty iść na to przyjęcie.

-Powinnaś iść. Tak uważam.

-To idź za mnie lub ze mną.

-Jeszcze czego. To Twoja działka i Twój problem. Wyobraź sobie, że ta impreza to cmentarz, skoro je uwielbiasz. Będzie Ci lżej.

-W pewnym sensie nie pomyliłaś się. Dzielimy je na ćwiartki?

-Albo na sześć części, jeśli większa. Wstawię garnek z wodą.

-Naprawdę chcesz je teraz gotować?

-Noc długa. Przynajmniej zajmiemy się czymś dla żywych. Tylko nie pisz o tym na blogu.

-O gruszkach nie mogę, o śmierci i przemijaniu też nie powinnam. Wiem, że zrozumiesz i wybaczysz.

 

One. Zachcianki

Popołudnie. W przedpokoju mnóstwo koszy i skrzynek z warzywami. Niektóre z nich przejrzałe, o czym świadczy unoszący się w powietrzu zapach. Muszki stadami oblegają zawartość skrzynek.

-Matko i córko! A to co?

-Pomidory, papryka i cebula na przetwory. Z darów.

-Ale leje. Akurat byłam na targu, gdy lunęło. Nie wzięłam parasolki.

-Po co byłaś na targu?

-Po ser. Naturalny. To, co serwują markety, nie nadaje się do jedzenia. Przy okazji kupiłam warzywa. Ugotujemy zupę krem i ryż zrobimy. Z jabłkiem i cynamonem.

-Kończą się nam pieniądze, a Ty masz zachcianki.

-Dobrze wiem, ile kosztuje porcja sera z certyfikatem. Nie możemy sobie wszystkiego odmawiać. Nie wiedziałam, że przyjdą warzywa z darów.

-Przebierzesz ją?

-Nie.

-Ty ją odrzuciłaś. Podświadomie. Niczego przy niej nie chcesz robić.

-Zmiana szychty. Chciałaś wyjść do lekarza, a potem do apteki, więc nie opóźniaj, tylko idź. Ja z nimi zostanę.

-Już się zbieram. Chcesz coś?

-Z apteki? Nie, dziękuję.

-Zrobienie zakupów coraz bardziej graniczy z cudem.

-Nie mamy auta, dlatego chodzimy na zakupy na raty i na plecach przynosimy tyle, ile zdołamy udźwignąć. Trochę dostaliśmy z fundacji. Nie umrzemy z głodu. A propos może znajdzie się opiekunka z MOPS-u na stałe? Długo tak nie pociągniemy.

Noc. W korytarzu nadal stoją skrzynki z nieobranymi warzywami. Pośród nich dziecięce zabawki, ubrania oczekujące na upranie, nierozpakowane zakupy.

-I jak te sery? Mogą być?

-Odkładam każdą złotówkę na mieszkanie, a Ty mnie karmisz serami. Plan na życie mi się rozjeżdża, a dla Ciebie istotne głównie to, co masz w brzuchu.

-Co dokładnie Ci się rozjeżdża?

-Nikt nas nie odwiedza. Nie mów, że nie zauważyłaś.

-Czy uważasz, że to dobra miejscówka na kolację przy świecach lub popołudniowe herbatki?

-Towarzystwo się wykrusza ze względu na moją sytuację, ale przynajmniej wiem, ile było warte. W pracy spokojniej już?

-Już tak. Mogę w czwartki i piątki odbierać dzieci ze szkoły, choć już czas, aby same wracały. Ty w tym czasie ogarniesz mieszkanie i siebie.

 

One. Wtedy

Obudziłam się w środku nocy. Znowu mi zimno. Myślę o Tobie. Wspomnienie jest formą spotkania. Zapewniam Cię, że stale jesteśmy razem. W takich sytuacjach często wracam pamięcią do czasu, gdy wieczorami rozpalałaś w piecu ogień. Momentalnie robiło się ciepło w całym domu. Wstawiałyśmy wodę na herbatę. Przywoziłaś ją od znajomej lekarki, która oprócz tego, że wyciągała od Ciebie pieniądze, rozdawała hojnie herbaty i kawy niby pochodzące z całego świata. Pewnie sama nie dała rady ich wypijać albo wcale jej nie smakowały, dlatego się ich pozbywała. Najbardziej lubiłam herbatę o zapachu pieczonych kasztanów. Lekarka medycznie Tobie niewiele pomogła. Znowu byłaś w punkcie wyjścia. Miałaś nadal zrujnowane zdrowie z tą różnicą, że bez oszczędności. Smażyłaś naleśniki dla naszej gromadki, a ja smarowałam je powidłami śliwkowymi z cynamonem. Wiem, że nie znosisz cynamonu, lecz dodałaś go z myślą o mnie. Często myślałaś najpierw o innych, o sobie prawie wcale i to się zemściło. Mówiłaś, że życie Ci się rozjeżdża, że rozpadasz się na kawałki, że czujesz się nieatrakcyjna i nie masz znajomych ani prawdziwych przyjaciół.

Już się nie odwiedzamy. Wiem, że nadal smażysz konfitury i robisz przetwory. Cukier zastępujesz stewią. Pamiętam Ciebie siedzącą na schodach domu i drylującą wiśnie. Tłumaczyłaś, że pestki będą dla świń. W październiku chodziłyśmy na orzechy. Mocno wiało od pola, a w wąwozie było potwornie zimno. Nie chciałam nosić chustki na głowie, ale mnie do tego zmusiłaś. Podrzucałaś kawałki gałęzi, które zaczepiając się o koronę drzewa sprawiały, że część orzechów spadała na ziemię. Dotychczas nie opanowałam tej sztuki. Gdyby nie Twoja pomoc, na tamtym etapie życia, umarłabym z głodu albo rozpaczy.

Obecnie kupuję coraz droższe i cieplejsze koce. Jeden z nich wykonano z wełny alpaki, ale żaden z nich nie grzeje jak ogień rozpalony w piecu Twojej kuchni. Unikam dżemów wyprodukowanych fabrycznie. Jadam jedynie te przygotowane w domowej kuchni. Śliwkowe z dodatkiem cynamonu zostawiam na dnie słoiczka z myślą o Tobie. Powtarzałaś, że pisanie to świetny sposób na poradzenie sobie z traumą i kiedyś zaczniesz pisać. Obecnie nie masz na to czasu. Nie będziesz mieć czasu. Tak uważam, ale jestem człowiekiem małej wiary.

One. Duet

-Opuścić rolety?

-Nie, nie trzeba.

-Co tym razem? Nie możesz tak nie spać kolejną noc.

-Obudziłam Cię?

-I tak miałam wstać po coś do picia. Co jest grane?

-Układam tekst. Mogę iść do kuchni, jeśli…

-To niewiele pomoże, szczególnie przy ostrym świetle. Zepsujesz wzrok, rozbudzisz się na dobre i znowu przez resztę dnia będziesz sfrustrowana.

-Mam dziury w głowie. Nie udawaj, że nie zauważyłaś. Kolejny raz zapomniałam o zrobieniu przelewu. Dzisiaj wpakowałabym się po koła samochodu na przejściu. Nie kupiłam mydła i nie odebrałam rzeczy Mikołaja z szatni, jak prosiłaś.

-Nie masz dziur, tylko jesteś coraz bardziej rozkojarzona. Za dużo na siebie wzięłaś. Jesteś przemęczona w dzień, bo nie sypiasz w nocy. Dlatego stale jest Ci zimno. Powinnaś pomyśleć o dłuższej przerwie. Tak się nie da żyć. Bezsenne noce, bezsensowne przerzucanie klamotów z miejsca na miejsce. Szczelnie wypełniony dzień na wysokich obrotach. Kobieto, kto tak żyje i jak długo?

-Jakiej przerwie? Od czego?

-Weź zwolnienie. Od życia. Pojedź gdzieś. Odpocznij. Złap dystans. Zapętliłaś się. Nie masz ani chwili dla siebie w ciągu dnia. W nocy gorączkowo analizujesz, co się zdarzyło, co i kto powiedział. Co zostało do zrobienia na wczoraj, a co na zaraz i dlaczego nie nadążasz. Stale gdzieś biegasz. Wykonujesz mnóstwo czynności, z których nic nie wynika. Jakieś kursy, szukanie grup popaprańców, udawanie działalności społecznej. Angażowanie się w pomoc. Bez tego można żyć. Kiedy ostatnio byłaś z kimś w kinie albo na spacerze? Długim takim. Kiedy ostatnio włóczyłaś się bez celu? Co ostatnio zrobiłaś dla siebie?

-Jakie zwolnienie?! Oszalałaś?!

-Nie oszalałam. Nie podnoś głosu. Obudzisz dzieciaki.

-Ok, cicho już będę.

-Nie rycz. Nie mówiłam Ci o tym wcześniej. Szukam domu dla naszej ferajny. Kiedyś miałam marzenie, by kupić domek, zaszyty gdzieś, w oddaleniu od cywilizacji, żeby go udostępniać wszystkim udręczonym. Znalazłam taki nawet, ale był ponad moimi możliwościami. Będę szukać do skutku.

-A gdzie ja się podzieję? Co ze mną będzie?

-Tak, jak powiedziałam. Udostępnię Ci kąt w domku. Pora, abyśmy się ustatkowały. Ty i ja. Dwa pokoje już nie wystarczą. Dzieci rosną. Wymagają większej przestrzeni, a my nie możemy stale mieszkać razem. Mamy różne potrzeby i charaktery. Trzeba stanąć na własnych nogach.

-Nie umiem palić w piecu.

-To nic skomplikowanego. Nauczysz się.

-Nie nadaję się na odludzie.

-Nie zrozumiałaś mnie. Poszukuję domku dla siebie i dzieci. Ty zostajesz tutaj, ale będziesz mogła nas odwiedzać, jeśli zechcesz.

 

 

Patynowa Pani Domu. Okazje

-Zwolnił się pokój, o który Pani pytała. Czy jest Pani nadal nim zainteresowana?

-Tak, jestem.

-Właściwie można się meldować od zaraz. Dziś odwołano rezerwację. Kiedy by Pani przyjechała?

-Mmmm. Dzisiaj raczej nie. Może jutro.

-Dobrze, więc zrobimy rezerwację od jutra na Pani nazwisko. Na ile noclegów?

-Poproszę na trzy. Na początek. Zobaczymy, jak będzie.

-Zrobione. Do zobaczenia więc.

-Do zobaczenia.

Od samego rana (prawie południa) rewelacje. Wygląda na to, że wyjeżdżasz na urlop. Jeszcze nie wiadomo, czy wymarzony, ale masz nadzieję, że zasłuży na to miano. Póki co ogarnij się i sprawdź, czy masz wszystko, czego będziesz potrzebować w dziczy. Pomocne w tym przypadku bywają checklisty. Spis powszechny się do nich nie umywa. Wygląda na to, że niczego nie brakuje, a gdyby na miejscu przeznaczenia okazało się inaczej, to przecież jedziesz do cywilizowanego przysiółka, nawet jeśli znajduje się na końcu świata. Na zdziczałe obyczaje rzekomo wypoczywającej ludności nie masz zapobiegawczego środka, ale o tym przekonasz się później, gdy ogary pójdą w las, a Twoje pieczołowicie ciułane pieniądze trafią do kieszeni hosta.

Po długiej i wyczerpującej podróży docierasz na miejsce. Jak tu pięknie! Chyba nie mogłaś lepiej trafić. Nie mów hop, póki nie przeskoczysz, czytaj: nie poznasz innych lokatorów, a tych tutaj dostatek. Jest wieczór, więc tylko rozpakujesz się, wskoczysz pod prysznic… Zaparzysz herbatę… Wypoczniesz po podróży…

Opuszczasz pokój. Po drodze unikasz zderzenia czołowego z piszczącym dziewczęciem w wieku ok. 6 lat. W kuchni i przedpokoju unosi się aromat ryby z puszki. Niejednej, jak się okazuje. Amatorzy tego przysmaku volens nolens zafundowali pozostałym przymusową inhalację w oparach konserwy rybnej w oleju. Do tego zapach przypalonego tłuszczu, na którym były podgrzewane tanie wyroby garmażeryjne. Latorośle biegają pośród garnków, patelni oraz innego kuchennego doposażenia. Jedno domaga się frytek, inne w tej samej chwili pragnie sosu pomidorowego z dodatkiem glutaminianu monosodowego. Trzecie próbuje zmywać, wchodząc w już rozdeptane resztki spożywcze tego, co wcześniej spadło ze stołu. Rodzic natomiast walczy z otwarciem kolejnej puszki z rybną zawartością. Postanawiasz nie pożyczać mu swojego scyzoryka. Niech się pomęczy, skoro wybrał na posiłek trudno dostępne produkty zawierające pochodne niklu.

Czego się spodziewałaś po okazyjnej cenie? Chciałaś wypoczynku w dziczy, zatem otrzymałaś to, po co sięgnęłaś. I to z nawiązką. W dziczy i wśród dziczy.

Noc przyniesie ukojenie. Rozgwieżdżone niebo. Szumiący w oddali potok i drzewa kołyszące do snu. Usiłujesz zasnąć. Obudzona w środku nocy prawie siadasz na łóżku. Co jest grane?! Co to za dźwięki?! Dochodzą z sąsiedniego pokoju. Przypominają… odgłosy wydawane przez zwierzęta albo bestie. To tylko zły sen. Kładź się. Nie, to nie sen. Ponownie siadasz na łóżku. Odgłosy nie dość, że nie milkną, lecz jeszcze nasilają się. I tak do bladego świtu. Odkąd wyprowadziłaś się z centrum miasta nie używasz stoperów. Zresztą w tej sytuacji niewiele by pomogły. Wstajesz, aby przygotować herbatę. Trochę nocy upłynie, a do tego czasu chrapiący może przestaną chrapać. Na klatce schodowej półmrok. Nie świecisz światła, aby nie obudzić pozostałych mieszkańców. Drogę do kuchni znasz na pamięć. Wychodzisz z pokoju ubrana tylko w piżamę. W tej samej chwili z sąsiedniego pokoju wychodzi… niedźwiedź. Próbujesz go ominąć. Okazuje się, że on też do kuchni. Nie mógł zasnąć, łóżko za ciasne i gorąco mu. Tak powiedział. Siedzicie więc wspólnie w pomieszczeniu, które zdecydowanie wymaga wywietrzenia po wczorajszej kolacji. Otwierasz okno na oścież. Jeszcze chłodne powietrze muska Cię po twarzy. Dwie kolejne noce prędko miną. Kusturica w tym miejscu miałby co robić bez wyszukanych rekwizytów do scenografii. Kuchnia wygląda niczym z jego filmów przedstawiających w formie groteski życie w regionie nie tak dawno ogarniętym wojną.

Dobrze jest!

 

 

Plecak

Bagaż podróżny to niemy świadek wojażu oraz tego, co się odbywa poza utartymi szlakami, szczególnie w miejscach, w których nawet bociany nie zawracają, ponieważ jeszcze tam nie doleciały:

-I jeszcze na plecak bilet trzeba wykupić.

-Poproszę. Nie wiedziałam… Dlaczego za plecak mam zapłacić tyle, ile za pasażera?

-Bo na siedzeniu leży.

-Ale ja go mogę trzymać na kolanach.

-Nie będę z Panią dyskutował. Płaci Pani czy wychodzi?

-Płacę, ale uważam, że to nie w porządku.

-Opłata się należy. Jak Pani chce, to może na piechotę iść. To ostatni kurs.

-Nie chcę. Zapłaciłam przecież. Jakby nie można było do bagażnika go dać.

Dalsza część drogi upływała we względnym milczeniu. Plecak został zabrany z siedzenia i trzymany na kolanach, aby ustąpić miejsca pasażerowi. Nie miałam siły spierać się o parę złotych tym bardziej, że było relatywnie późno, a ja po całym dniu podróżowania różnymi środkami marzyłam jedynie o prysznicu i lekkiej kolacji. Stan techniczny pojazdu budził wątpliwości nawet u takiego laika jak ja. Moje obawy potwierdziły się. W pewnym momencie otrąbieni cudem lądujemy się na poboczu. Jest dawno po zmroku. Znajdujemy się na drodze lokalnej. Kierowca wysiadł. Obchodzi bus dookoła, a potem udaje, że panuje nad sytuacją wykrzykując od czasu do czasu nieparlamentarne wyrażenia. Dźwignia zmiany biegów stała się bezużyteczna. Ktoś z pasażerów podpowiada, aby wetknąć kija od szczotki i spróbować nim manewrować. Jesteśmy w połowie drogi. Jakoś dojedziemy do miasta, odzywa się chłopak z fryzurą samuraja z kataną przy boku. Jadę na turniej, jutro z rana mamy ćwiczenia. Nie może mnie zabraknąć, dorzuca, mam swoją funkcję na pokazie. Ja wracam z drugiej zmiany, a jutro obiecałam przyjechać wcześniej, aby zastąpić koleżankę, odzywa się sfrustrowana pasażerka, nie ma mnie kto przywieźć. Jak tak dalej będzie, to dzwonię na Policję.

Kwitniemy w ciemnościach na poboczu. Tereny przygraniczne. Są krzaki. Nie ma latarni. Część pasażerów rozładowuje nerwy pielęgnując swój nałóg. Nie panikować. Zachować spokój. Chętnie poznam osoby, które osiągnęły spokój po usłyszeniu słów „uspokój się”. W końcu zapada decyzja. Samuraj godzi się trzymać kij od szczotki i manewrować nim w miejscu, w którym znajduje się dźwignia zmiany biegów. Zatrzymywać się będziemy na awaryjnych i tylko tam, gdzie nie ma monitoringu. Tym razem nie zawiadamiamy Policji. Wsiadamy na własne ryzyko. Ruszamy. Jedziemy. Samuraj z wdziękiem operuje kijem od szczotki. Snuje opowieść o swoim plecaku, całkiem podobnym do tego, który wciąż trzymam na kolanach. Wspomina pobyt na Mazurach, gdy były całkiem dzikie. Teraz jest cywilizacja i nie ma tego uroku, co kiedyś, prawi.

Docieram do wsi w środku nocy. Na szczęście kierowca bombowca postanowił zrobić przystanek dość blisko chałupy, w której miałam zabukowany nocleg. Pukam delikatnie w okno nie chcąc obudzić gospodarzy. Wiem, że jest późno. Mieliśmy mały problem z dojazdem. Trzeba było zadzwonić. Mój by przywiózł. Ale ja nie wiedziałam, gdzie jesteśmy. To nic. Jutro też jest dzień. Odpływam przytulona do plecaka.

 

Patynowa Pani Domu. Paskuda

Ten dźwięk rozpoznasz wszędzie, zwłaszcza w środku nocy, podczas próby rozkoszowania się ciszą,  gdy leżysz pod kocem i usiłujesz zasnąć. Nie próbuj się oszukiwać. Charakterystyczne bzyczenie o tej porze roku. Słychać je tuż nad Twoim uchem. To nie daleki odgłos silnika pojazdów poruszających się na drogach szybkiego ruchu. Nie. Zapalasz lampkę. Leci, leci samolocik. Wylądował. Chwytasz na oślep za coś miękkiego, co akurat jest pod ręką. Uważaj na śnieżną biel sufitu. Uwa… Jutro… Nie! Dzisiaj go umyjesz i nie będzie śladu po zbrodni. Kładziesz się w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i ponownie przyzywasz Morfeusza, aby rozłożył swoje ramiona. To nie ten dźwięk. Przecież dopiero unicestwiłaś to, co skrzydlate i żądne Twojej krwi. Tym razem nie wstanę, postanawiasz, może sam się wykończy. Nie tej nocy. Chyba jest ich więcej niż jeden. Sygnały wysyłane przez owadzie wampiry są coraz głośniejsze i brzmią niczym orkiestra strojąca instrumenty na chwilę przed koncertem. Przecież padało, a podczas deszczu i krotko po nim raczej nie powinny się pokazywać. Może ta prawidłowość obowiązuje na zewnątrz, ale komar jak każde stworzenie swój rozum ma i przed deszczem też pragnie się schronić, by nie zmoczyć skrzydełek. Tylko dlaczego w pokoju, w którym spędzasz noce (i dnie). Wstajesz, chwytasz ręcznik i szukasz intruza. Uważnie obserwujesz ściany i sufit (nie szklany). Omiatasz wzrokiem meble i sprzęty. Gdzie się schowały małe szkodniki? Może wpadły do akwarium? Wtedy Paskuda by się z nimi rozprawił. Paskuda to dyżurny glonojad, duży, tłusty i niegrzeszący urodą, który waletuje u Ciebie podczas nieobecności prawowitego właściciela. Wyrobisz mu wizę turystyczną i zaczipujesz, jeśli będzie trzeba, ale póki co walczysz ze zmianą dźwięków. Paskuda jest nocnym markiem. Obżera się niemiłosiernie, głównie w nocy i stanowi skuteczną konkurencję dla rozmaitych gatunków ryb, które pojawiają się w jego otoczeniu. Może powinnaś go nauczyć kilku sztuczek, np. gdy usłyszy lub wypatrzy komara, to wyskoczy z wody i go połknie w powietrzu. Ewentualnie w wodzie. Ewentualnie niech go nawet nie połyka, byle oczyścił najbliższą przestrzeń z jego obecności. Paskuda zajmuje się głównie sobą. Niczym stary kawaler ma swoje przyzwyczajenia, fochy i wyraźnie znaczy terytorium. Źle znosi przeprowadzki, chyba że do Patynowej Pani Domu. Po przepisowym okresie karencji przybywa mu gramów i energii, na to wygląda. Tym razem nie możesz liczyć na jego pomoc, ale dobrze, że jest. Przynajmniej masz po co wstać z łóżka. Są. Dwa. Były. Nie będzie dużo mycia. Kładziesz się z nadzieją, że to ostatnie osobniki, a reszta zdarzy się jutro. Śpij, Paskudo, nie budź, bo Ci sprowadzę niewydarzoną dziewczynę i dopiero wściekły będziesz…