– Nie mogę napisać książki o Tobie i Twojej rodzinie. Nikt nie uwierzyłby w tę historię. Stałabym się mitomanką.
– Szkoda. Książka mogłaby przynieść Ci popularność, a może jakąś nagrodę. Zresztą Twoja część byłaby najbardziej optymistyczna i wesoła. Przyciągnęłaby czytelników.
– Nie mogę. Pamiętasz, jak podczas tamtych nocy snułyśmy plany na przyszłość? Co z nich zostało?
– Pamiętam. Ty miałaś ukończyć polonistykę i zająć się poważną pracą w wydawnictwie, pisać, a ja zrobić doktorat, np. z filozofii lub nauk politycznych, i realizować się naukowo. Miałyśmy żyć wygodnie i bezpiecznie, a czasami odwiedzać się w naszych gustownie urządzonych domach.
– Tymczasem moje życie i język zeszły do rynsztoka. A Twoje potoczyło się… Właściwie nie potoczyło się… Różne scenariusze zakładałam, ale nie taki…
– Trzeba żyć tym, co jest, nawet jeśli niczego nie ma.
Kategoria: memory
One
– Przepraszam, mam do Pani pytanie: czy ja czekam na dobrym peronie? Chciałabym się dostać do (…).
– Tak, ten jest właściwy.
– To dlaczego pociąg jeszcze nie nadjechał? Pewnie ma opóźnienie. A może w ogóle go nie będzie? Nie wie Pani?
– Przyjedzie. Nie było komunikatu, że jest opóźniony.
– Bo już jest 5 minut po czasie. A pociągu nie ma. Bo wie Pani ja jadę do wnuczka. On ma kancelarię niedaleko Rynku, w centrum. Daleko jest z dworca do centrum?
– Kawałek trzeba iść. Ale można zamówić taksówkę.
– Hmmm. Bo wie Pani, mój wnuczek, właściwie mój drugi wnuczek nie wie, że przyjadę. Za każdym razem, gdy do niego dzwonię, nie odbiera telefonu. Próbowałam rozmawiać o tym z synem, ale on mi tłumaczy, że wnuk ma dużo pracy, spotkań, klientów. Podpisuje umowy. I dlatego nie odbiera telefonów. Wiec postanowiłam pojechać do niego. Ale tak dawno nie jechałam pociągiem. Z której strony on podjedzie?
– Z prawej.
– A ten przed nami dokąd jedzie?
– Nad morze.
– A to nie ten.
– Kiedyś dużo podróżowałam. Zwiedziłam całą Europę.
– Nadjeżdża Pani pociąg.
– Gdzie? To ten?
– Tak, tutaj jest wejście.
– Tu?
– Tak, tu proszę wsiadać.
Oni. P.
-Jelenie, widziała Pani?
-Tak, nie pierwsze dzisiaj.
-Sporo ich tutaj występuje. Gdy mieliśmy praktyki na studiach, jeździliśmy do lasu i robiliśmy obserwacje populacji m.in. jeleni, dzików, saren. Badaliśmy, jak zmiana diety wpływa na ich liczebność. Teraz jadę do kolegi ze studiów. Spotykamy się starą paczką w rocznicę obrony pracy magisterskiej. Pani też do Wrocławia?
-Tak.
-Wraca Pani z urlopu?
-Tak, choć właściwie odwiedziłam koleżankę i razem wyskoczyłyśmy do Białowieży. Następnym razem planujemy Hajnówkę oraz pobyt w gospodarstwie agroturystycznym.
-Wrocław piękne miasto. Studiowałem tam, ale to już Pani wie. Chciałem zostać na uczelni, pracować naukowo. I hodować konie.
-W samym Wrocławiu byłoby raczej ciężko założyć hodowlę. Znowu jelenie przebiegły.
-Widocznie populacja się odrodziła. Nieopodal Wrocławia było gospodarstwo do objęcia. Opuszczone stajnie. Pomieszczenia gospodarcze. Chciałem wraz z kolegą je dzierżawić.
-I co sprawiło, że zrezygnował Pan z tego pomysłu?
-Mama ciężko zachorowała. Rodzice postanowili przepisać na mnie dom pod warunkiem, że zajmę się nimi dożywotnio. Mama, zanim pojechała do szpitala, prosiła, abym się ożenił z moją dawną dziewczyną z sąsiedniej miejscowości. Chodziliśmy ze sobą do liceum. Byliśmy w jednej klasie. Usiedliśmy w jednej ławce i tak się utarło, że zrobiono z nas parę. Potem wyjechałem na studia do Wrocławia. Zakochałem się w tym mieście. Poznałem ciekawych ludzi z pomysłami, Miałem też dziewczynę. Studiowała filologię polską. Była jakby z innego świata. Poezja, koncerty, długie rozmowy trwające czasami przez całą noc. Zanim ją poznałem, nie wiedziałem, że istnieją takie dziewczyny. Latem podróżowaliśmy stopem po Europie. Pakowaliśmy namiot i najpotrzebniejsze rzeczy. Nie mieliśmy grosza, ale byliśmy najszczęśliwsi pod słońcem, jak to się mówi.
-Brawo. I co się z nią stało?
-Chciała ratować świat. Po studiach wyjechała na Bałkany jako wolontariuszka, by pracować z ofiarami wojny. Kontakt został zerwany. Tak się złożyło, że wtedy moja mama była już bardzo chora. Wróciłem do rodzinnej miejscowości. Zaczepiłem się w laboratorium. Ożeniłem się. Niedługo będę mieć dzieciaka. A Pani pracuje we Wrocławiu?
-Nie, studiowałam tam.
-A co, jeśli można wiedzieć?
-Filologię polską.
-Chciałbym kiedyś pokazać Wrocław mojemu synowi. Posłać go na studia i nauczyć, aby nie rezygnował z planów na życie.
Oni. I.
-Dzwoniłem, bo chciałem, abyś pomogła mi znaleźć ośrodek dla juniora.
-Nie ma sprawy. Żona wie, że tu jesteś?
-Nie wie. Zresztą to nie ma znaczenia. Jesteśmy po rozwodzie.
-Formalnie?
-Tak, zostawiłem jej wszystko. Mieszkanie. Auto. Opiekujemy się małym na zmianę. Ale jest coraz trudniej. Wszedł w okres dojrzewania. Ma ataki. Judyta panikuje za każdym razem i dzwoni do mnie. Zaproponowałem specjalistyczny ośrodek. Nie zgadza się na to. Szantażuje mnie, że wyciągnie jeszcze wyższe alimenty, a ja już nie mam z czego płacić. Porzuciłem korporacyjne tryby. Pracuję na własny rachunek. Przygotowuję projekty. Można z tego wyżyć, ale to niepewny chleb. Wiesz, umieszczenie juniora w całodobowym ośrodku byłoby korzystnym rozwiązaniem. Judyta nie musiałaby rezygnować z pracy, a młody miałby nadzór. Na weekendy i wakacje moglibyśmy go zabierać na zmianę.
-Rozumiem. Interesują Was… Ciebie placówki prywatne czy państwowe?
-Nie ma znaczenia. Myślisz, że w prywatnych miałby lepiej?
-Tego jeszcze nie wiemy. Można byłoby umówić się z Dyrekcją na oględziny. Odbierz.
-To Judyta. A myślałem, że o tej porze ogląda Sulejmana.
-Nie porozmawiasz?
-Nie, pewnie znowu czegoś chce. Wyłączę, zaczekaj.
-Nigdzie nie idę.
-Poczucie humoru Cię nie opuszcza. Jak dawniej. Co się dzieje?
-Nic.
-Jak to nic? Posypałaś brokuły cukrem.
-Faktycznie, nie zauważyłam. Teraz ich nie zjem. Nałożę następną porcję. Od razu poleję sosem czosnkowym. Na pewno nie chcesz? Wprawdzie trochę rozgotowane…
-Nie, dziękuję. Od jakiegoś czasu straciłem apetyt. Nie żałuj sobie. Nadal rozgotowujesz brokuły.
-Nadal. Chyba jestem kulinarnie niewyuczalna.
-Nie sądzę. Z Twojej strony to brak chęci i zacietrzewienie. W imię czego?
-Mieliśmy rozmawiać o ośrodku dla Twojego syna.
-Chyba straciłem na to ochotę. Od 12 lat nie robię niczego innego, jak układam grafik pod rehabilitantów, logopedów, neurologów, pediatrów, terapeutów i szarlatanów. Każdy dzień jest podporządkowany młodemu i jego problemom. O jego matce nie wspomnę.
-Dolać Ci wina? Nie, sorry… Prowadzisz.
-Dolej, proszę. Auto też zostawiłem Judycie. Przyjechałem do Ciebie podmiejskim. Może coś zamówimy?
Notatki
-Nie umiałabym się czegoś nauczyć w takich warunkach. Za dużo bodźców. Hałas. Ruch. Spójrz na nich. On udziela lekcji języka obcego. Ona niewiele z tego kuma. Widać po zażenowaniu malującym się na jej twarzy. Omawianie przykładów słychać aż tutaj. Pewnie słono kosztuje ta godzina.
-To normalny widok. Lekcje na mieście. Najlepiej w publicznym miejscu, aby fiskus się nie przyczepił. Poza tym on liczy na zwiększenie liczby klientów będąc widocznym i działającym w sieciówce. Robi sobie reklamę. Inaczej zapraszałby klientów do domu albo organizował lekcje u nich. Jeśli ona niczego nie wyniesie z tych lekcji oprócz głupio wydanych pieniędzy, on wtłoczy jej do głowy, że robi za mało powtórek, powie coś w stylu „wiesz, czasami trzeba na jakiś czas odpuścić, nabrać dystansu, ale nie rezygnować. Potem może coś zaskoczysz. Nie przejmuj się”. Ona to łyknie. Oboje dodatkowo czują się częścią większej społeczności. Jesteśmy. Działamy. Przychodzę tu, gdy czekam na pociąg lub mam przerwę pomiędzy zajęciami. Stale zmieniająca się obsługa raczej mnie kojarzy, podobnie jak niektórych klientów. Tamta para spotyka się tutaj na lekcjach. Inni ludzie czasami wyciągają tablety lub laptopy i udają, że pracują. Czują się tak potwornie osamotnieni, że wychodzą gdziekolwiek, by ktoś ich zauważył. Rozkładają sprzęt, zamawiają herbatę lub kawę w promocyjnej cenie i zasiadają najczęściej przy oknach, by być dobrze widocznymi na zewnątrz i wewnątrz. Spójrz, jest coraz więcej stolików niewielkich rozmiarów przeznaczonych dla jednej osoby. Jakby ci wszyscy ludzie nie mogli zasiąść przy jednym wspólnym i nawiązać ze sobą kontakt. Porozmawiać. Niektórzy spożywają tu śniadanie. Śmiało mogliby przygotować i zjeść kanapki w domu, ale tego nie robią. Liczą, że w publicznych miejscach zostaną zauważeni lub poznają kogoś ciekawego. Trochę wytłukłam się po kawiarniach i metropoliach. Scenariusz jest wszędzie podobny. Czasami próbowałam nawiązać rozmowę z takimi osobami. Po wymianie grzeczności następowało milczenie i zatapianie się we własnej działalności. Bywało i tak, że ktoś interesował się tym, co piszę. Stanowiłam ewenement, bo w odróżnieniu od innych posługiwałam się piórem, a notatki sporządzałam w zeszycie w twardej, tekturowej oprawie.
One
-Pięknie urządzone mieszkanie. Ze smakiem. Stylowe. Gratuluję.
-Dziękuję. Cieszę się, że Ci się podoba. Napijemy się czegoś?
-Poproszę wodę z cytryną.
-Proszę bardzo. Chyba jeszcze mam. Tak rzadko ktoś tu zagląda, że z czasem przestałam robić zapasy.
-Tym bardziej dziękuję za zaproszenie. Czuję się zaszczycona.
-Poprosiłam o spotkanie u mnie, ponieważ ostatnio mam coraz mniejszą ochotę na wychodzenie z domu.
-A ja chciałam Cię gdzieś wyciągnąć, zwłaszcza że jest piękna pogoda.
-Proszę, Twoja woda.
-Dzięki. Jak długo zamierzasz ukrywać się przed światem?
-Tak długo, jak to konieczne. Nie wiem, co mam ze sobą począć. W robocie się sypie, mówiłam Ci.
-Współczuję.
-Nie trzeba. To było do przewidzenia. Chcę stamtąd odejść, wyjechać gdzieś, ale nie wiem, co zrobić z mieszkaniem. Może nalać nam wina?
-Dla mnie niekoniecznie, ale jeśli masz ochotę… śmiało. Jakie konkretnie masz plany odnośnie przyszłości? Wyklarowało się coś?
-Nie, bezskutecznie szukam pracy. Na razie telefon milczy. Tracę nadzieję na zmianę.
-Może nie będzie tak źle. Jeszcze coś ruszy w najmniej spodziewanym momencie.
-Może. Czasami myślę, że zawodowo chciałabym sprzątać. Założyć własną firmę sprzątającą. Marzę o pracy w miejscu, w którym nikogo nie będzie obchodzić, kim jestem i co mam do powiedzenia. Chciałabym zająć się swoimi powtarzalnymi czynnościami i iść do domu. Pomyśl, jaka ciekawa mogłaby być praca w kawiarni sieciowej albo w fastfoodzie? Codziennie robisz to samo i niczym się przejmujesz. Nie podejmujesz żadnych decyzji, które mogłyby zrujnować zakład pracy. Od tego są inni. Nie zostajesz po godzinach, bo trzeba obliczyć słupki.
-Masz wyczucie smaku i lubisz porządek. Nadawałabyś się, tylko czy nie szkoda Ci wysiłku włożonego we wszystko, co do tej pory udało Ci się osiągnąć?
-A co ja takiego osiągnęłam?! Tyram w dwóch miejscach, aby spłacać mieszkanie i nie umrzeć z głodu. Wszystko staram się robić na błysk, aby inni byli ze mnie zadowoleni. Tak było od dziecka. Wpojono mi posłuszeństwo. Uczono, że dziewczynka powinna być pachnąca, czyściutka, nie bawić się z chłopakami. Spuszczać wzrok, gdy inni do niej mówią. Słuchać starszych. Pomagać im bez względu na chęci. Dobrze się uczyć. A ja jak głupek łykałam te zasady, chłonęłam je jak gąbka. Przynosiłam do domu świadectwa z wyróżnieniem. Czy wiesz, jakie to uczucie nie być dość dobrym?
-Nie wiem. Ani razu nie otrzymałam świadectwa z czerwonym paskiem.
-Zadania z matematyki liczyłam w pamięci, zanim nauczyciel objaśniał rozwiązanie na tablicy. Ani razu nie miałam braku zadania domowego. Ani razu nie dostałam jedynki. Pomagałam, ile mogłam, aby dom lśnił. Podejmowałam gości służąc im czym chata bogata. Nie przeklinałam, bo dziewczynce nie wypada. Nie wspinałam się na drzewa. Co niedziela białe rajstopki, spódniczka i do kościoła. Potem pomoc przy obiedzie z dwóch dań. Potem zmywanie. I tak do przeprowadzki. Studiowałam i pracowałam jednocześnie, aby odciążyć rodzinę. Czasami ze zmęczenia zasypiałam na wykładach. Wreszcie przestałam na nie chodzić. Po studiach nadal pracowałam w kawiarni, bo nie chciałam wracać do rodzinnego miasta. Liczyłam na zmianę i ona wreszcie nadeszła. Przeszłam przez sito rekrutacyjne i zaczepiłam się w banku jako kasjerka. Kupiłam to mieszkanie po atrakcyjnej cenie. Należało do córki znajomej z pracy. Jeden pokój wynajęłam i tak mi się udawało przez jakiś czas je spłacać. Obecnie nie mam siły harować jak wół, a w weekendy dorabiać prowadząc zajęcia z unijnego projektu. Starzeję się. Zwalniam tempo. Nie wyrabiam progów procentowych. Coraz częściej mówi się o redukcji etatów.
-Skąd wiesz, że mowa o Tobie?
-Czuję to.
-Może to początek dobrych zmian?
-Nie, to początek zapaści. Zajmiesz się tym mieszkaniem? Nie wynajmę go.
-Nie mogę.
-Ty też przeciwko mnie.
-Nie mogę zająć się tym mieszkaniem, bo nie mam na nie pomysłu, nie jest moje i nie będzie.
-Znasz je. Kiedyś mieszkałaś tu z … Od początku wiedziałam, że Wam nie wyjdzie.
-I dlatego nie zajmę się nim. Za dużo wspomnień.
Notatki
Idziemy w stronę parku. Puste ławki w enklawie z dala od wielkomiejskiego zgiełku wyraźnie zaczynały Ci ciążyć. Wiem, że lubisz być wśród ludzi. Liczysz na spotkanie kogoś znajomego. Im bliżej parku, tym bardziej tłum gęstnieje. Godziny popołudniowe. Ludzie wysypują się zewsząd. Jedni pojawiają się z jedzeniem na wynos w styropianowych opakowaniach. Inni taszczą elektryczne grille i czteropaki. Kurz. Mnóstwo kurzu. Jazgot. Pokrzykiwania. Wieża Babel. Ktoś gra na bębnach. Ktoś na ukulele. Nikt nie bierze pod uwagę, że potencjalna publiczność może mieć ochotę na słuchanie ciszy. Nie idźmy tam. Za ciemno. Tam też nie. Smród będzie czuć. Tam siedzą z psami. Będą szczekać i nie poleżymy. To co robimy w majowy weekend? Przykro mi. Te ławki też zajęte. Zaraz ktoś tu przyjdzie. Leć po piwo. I wino weź, bo Daria z Kubą zaraz będą. Piszą, żeby wziąć im chilijskie. Odgoń te ptaki, bo nam zeżrą rogale. Nie syp okruchów, bo nie odlecą. Pomysłodawcy nie biorą pod uwagę faktu, że to oni zajęli terytorium ptaków, a nie odwrotnie. Wokół mnóstwo skórek po owocach. Na sąsiedniej ławce para usiłuje coś ustalić. W pełnym słońcu on popijając raczej ciepłe piwo z puszki odpowiada półsłówkami. Ona gwałtownie gestykuluje krzycząc, co jest dodatkowo zagłuszane przez nieustannie szczekające psy oraz przejeżdżających rowerzystów prowadzących głośną rozmowę. On odrzuca większość jej pomysłów. Spór dotyczy potencjalnie wspólnej przyszłości. Ona okazuje zniecierpliwienie. On pozoruje spokój. Sili się na oddalenie sporu na bliżej nieokreślony termin. Zmieniamy miejsce. Wybór pada na trawnik. Sprawdziwszy stan murawy rozkładamy kurtki i bluzy. Jest względnie czysto. Wszędzie dookoła grupy ludzi w różnym wieku mających iluzoryczne poczucie bycia we wspólnocie, walczące z poczuciem osamotnienia. Większość wyciąga elektroniczne gadżety i co rusz nerwowo sprawdza stan połączeń. Pośród tłumu Kobieta, Która Się Nie Uśmiecha.
Oni. A.
-Przyszłaś w odwiedziny?
-Nie. Tak spaceruję i szukam toalety.
-Myślę, na pacjentkę nie wyglądasz. Na kogoś, kto zabłądził też nie. Pracujesz tutaj?
-Nie, ale poszukuję pracy.
-Jako?
-Właściwie… już sama nie wiem. Czekam na kogoś.
-Chyba nie po narzeczonego przyjechałaś. Szkoda byłoby Cię dla tych świrów, elfiku. Powiem Ci coś. Ja niedługo wychodzę. Jestem tu od trzech dni, ale lekarz prowadzący mówi, że długo to nie potrwa. Na obserwację mnie wzięli. Żona dzwoniła, prosiła, przekonywała. Jest nauczycielką, wiesz, elfiku? Wstydzi się mnie. Dlatego znalazła mi ośrodek aż tutaj, a innym tłumaczy, że jestem w sanatorium.
-Przed kim żona wstydzi się za Pana?
-Przed koleżankami, Dyrekcją, dziećmi. Szanowane stołeczne liceum. Korepetycje, wyjazdy. Nie pasuję do jej towarzystwa. Nigdy nie pasowałem.
-A przed ślubem?
-Przed ślubem też nie pasowałem, elfiku. Ani ja, ani moja rodzina. Pochodzimy ze wsi. Mamy wpojony kult dyscypliny i pracy, a w niedziele obowiązkowo wyjście do kościoła. Poznałem żonę, gdy była na wakacjach i z koleżankami wynajmowała pokoje przy remizie. Gdybym wiedział, jak to się zakończy, w życiu nie poszedłbym wtedy nad jezioro. Chciałem jej zaimponować. Wypłynąłem za daleko, złapał mnie skurcz i ledwo uszedłem z życiem. Pomógł mi kolega. Ona wtedy nawet tym się nie przejęła. Chichotała się z koleżankami. Może gdybym wtedy nie wypłynął, moje życie nie zmieniłoby się w piekło.
-Proszę nie mówić w ten sposób. Na pewno zdarzyło się coś, co Pan dobrze wspomina.
-Są małe wyjątki. Narodziny obu córek. Wypady na ryby. Ale to było jeszcze przed plajtą. Wstawałem z samego rana i szedłem nad Wisłę. Spotykałem tam znajomych. Jeden mieszkał na Pradze. Romek. Dobry chłopina był. Już nie żyje. Zapił się. Ale na kilka lat przed śmiercią jeździł do psychuszki, bo miał, jak to się nazywa, elfiku, jak się widzi albo słyszy coś, czego nie ma?
-Omamy.
-Właśnie, omamy. Ale obiecaj mi, że nie będziesz pracować z takimi jak on.
-Nie mam teraz na to wpływu. Pójdę już.
-Nie idź jeszcze. Opowiesz coś?
-Chyba nie jestem w tym dobra.
-Opowiedz. Bajkę. Albo napisz. Taką o nas, którzy przypadkiem znaleźli się w psychiatrykach. Możemy chodzić tylko w piżamach. A gdy jest zimno, to siedzimy w salach. Tam śmierdzi. Moczem, gównem, lekami. I są kraty w oknach, abyśmy nie uciekli. A gdzie mamy wiać w tych piżamach w środku zimy albo gdy leje. Od razu ludzie by wiedzieli, skąd uciekliśmy. Choć mnie jest wszystko jedno.
-Nie ma Pan innych ubrań tutaj?
-Są w szafce. Ale nie mam do niej klucza. Wiesz, czego mi brakuje, elfiku?
-Nie wiem. Czego?
-Papierosów. Zrobisz coś dla mnie? Nie bój się. Chcę tylko prosić o papierosa. Lekarze i siostry mówią, że nie wolno, ale tu nikt nie zobaczy.
Patynowa Pani Domu. Urządzanie wnętrz
Dziś o tym, co w przyrodzie jest dość popularne o tej porze roku, czyli o zakładaniu i budowaniu gniazda. Nie jest to oczywiście pozycją obowiązkową w kanonie zadań do zrealizowania na przestrzeni czasu, który Tobie pozostał. Ale gdy już zdecydujesz, że wybrałaś miejsce do zajmowania na dłużej, postaraj się, by miało Twój charakter i odzwierciedlało Twój pomysł na siebie. Po pierwsze o wyborze decydujesz Ty, a nie rodzina, przyjaciele, znajomi z portali społecznościowych, koledzy w wojska dziadka albo inne istoty chcące umieścić temat pomocy w swoim duchowym CV. Załóżmy, że znajdujesz się w odpowiednim miejscu i czasie, a od teraz zabierasz się za nadanie odpowiedniego kształtu swojej przestrzeni.
Kolor ścian. Biel będzie kojarzyć się ze szpitalami dla obłąkanych, ale Cię wyciszy. Pastele wydadzą się zbyt cukierkowe. Barwy w odcieniach beżu i piasku zbyt archaiczne i oklepane. Blada zieleń robi wrażenie tandetnej. Ciemne kolory nie sprawdzają się w małych pomieszczeniach. Czerń odpada. Co zatem pozostanie? To, co uwielbiasz. W wyborze kieruj się intuicją oraz własnym gustem. Weź pod uwagę swoje możliwości finansowe. Sprawdź stan swojego konta i zdecyduj, czy ściany faktycznie wymagają odświeżenia.
Umeblowanie. Realizację tego etapu rozpocznij od odwiedzin znajomych i sąsiadów. Może akurat będą pozbywać się kilku ich zdaniem niepotrzebnych mebli i sprzętów. Sprawdź oferty w outletach (również internetowych), na wystawkach, wyprzedażach garażowych oraz pchlich targach. Nie będziesz korzystać z używanych, ponieważ nie masz zaufania do sprzedawców i nie chcesz przejść nieznanymi zapachami? Ok, nie kupuj więc mebli. Kto powiedział, że nie można przespać życia na materacu, a rzeczy przechowywać w kartonach? Miejsce, które zajmujesz, powinno wyrażać Twoją osobowość. Wyryj to sobie w sercu i noś niczym identyfikator. Jeżeli uwielbiasz kartony i pudełka z sieciówki, to je zatrzymaj. Pamiętaj o opisaniu ich zawartości. Stół i krzesła. Z tym będzie trudniej. Jeśli nie odpowiada Ci masowa realizacja pomysłu na te meble, sporządź własny projekt i poszukaj wykonawcy. Zawsze możesz poprosić tego, kogo lubisz, aby pomógł w wykonaniu. Przy okazji przekonasz się, do czego on/ona się nadaje. Praca przy realizowaniu zamierzeń przynosi wiele korzyści, lecz przede wszystkim skutecznie zweryfikuje nasze znajomości. Jeśli chcesz obniżyć koszty produkcji, możesz samodzielnie wykonać prace renowacyjne. Zaopatrz się w potrzebne narzędzia, obejrzyj odpowiednie filmy instruktażowe w sieci i… do dzieła. Nie martw się rezultatami. Może być tylko lepiej niż na początku, gdy stołu i krzeseł nie było.
Pamiętaj o nagradzaniu siebie za przebrnięcie przez kolejny etap prac. Formą gratyfikacji może być w zależności od nastroju: rozmowa z dawno niesłyszaną koleżanką, zakupy podstawowych produktów spożywczych, wyjście na spacer do lasu. To nic, że w pobliżu go nie ma. Wsiądź na rower i w drogę. Nie masz roweru? Pożycz. Nie masz od kogo? Na to też jest sposób. Jasne, że na końskim grzbiecie również można wyruszyć na poszukiwanie przygody. To znacznie ciekawszy pomysł na spędzanie wolnego czasu niż maraton po sklepach.
Tyle na teraz. Następnym razem będzie o dodatkach, zielonym kąciku oraz elementach dekoracyjnych (Twoja obecność sam w sobie jest jednym z nich). Tymczasem całuchy-kluchy!
Patynowa Pani Domu. Spotkania w rodzinnym gronie
Są niczym egzaminy poprawkowe. Wcześniej czy później trzeba je zaliczyć, jeżeli chce się przejść na kolejny rok. Mowa oczywiście o uwielbianych przez wszystkie bezdzietne małżeństwa oraz singli spotkaniach w rodzinnym gronie, choć pojęcie „rodzinny” dawno straciło na pierwotnym znaczeniu. Bo czym tłumaczyć obecność przy świątecznym stole np. konkubentów, dyżurnych narzeczonych, ich rodzeństwa czy… pupili o urządzeniach telekomunikacyjnych nie wspominając? Pomińmy terminologiczne szczegóły. Zachowajmy podstawowe zasady etykiety.
Gdy zdarzy Ci się wziąć udział w takim spotkaniu z okazji świąt lub przy każdej innej nadarzającej się sposobności, pokaż się od tej strony, od której chciałabyś, aby Cię zapamiętano. Co to może oznaczać w praktyce? Jeżeli spodziewasz się niepokojącego pytania o zmianę stanu cywilnego, ubierz się na spotkanie tak, aby każdy potencjalny kandydat na współmałżonka już od progu stracił chęć na kontynuowanie znajomości. Pytanie, skąd rzekomy kandydat/- ka miałby wiedzieć, że w danym dniu i miejscu o konkretnej porze stawisz się akurat Ty, która olśnisz go naturalną urodą oraz niebanalną osobowością. Pamiętaj o pokrytym patyną porzekadle „Kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno”. Gdy natomiast podmiotem imprezy jest dziecko w przedziale wiekowym 0-6 w porywach 7/8, załóż coś, czego nie szkoda Ci będzie potem wyrzucić. Bądź świadom, że nie warto wywabiać plam powstałych na skutek intensywnych zabaw z maluchem nie warto. Taniej będzie sprawić sobie nowy strój aniżeli dopierać coś, co i tak z czasem nada się tylko do chodzenia po domu (pod warunkiem, że ktoś ma dom) lub po lesie (w tym miejscu kłaniam się wszystkim zwolennikom sylvoterapii) zważając na szacunek braci mniejszych.
Przy stole zachowuj się tak, aby biesiadnicy odnieśli wrażenie, że kosztujesz wszystkiego ze zachwytem, nawet jeśli są to potrawy, które okażą się niesmacznymi. Smakujących obrzydliwie z założenia nie nakładaj na talerz tłumacząc się wcześniejszym zrealizowaniem zapotrzebowania na składniki odżywcze.
Gdy będą Ciebie nudzić treść i forma rozmów, które potrafisz odtworzyć z pamięci, wstań i z uśmiechem podziękuj za gościnę zasłaniając się rychłym potencjalnym spotkaniem z dawno niewidzianą koleżanką przybyłą z zagranicy.
Radzisz sobie za każdym razem, zatem i teraz pójdzie gładko. Powodzenia 🙂
Całuchy-kluchy!
