Łańcuszek

-Może go przypadkiem zostawiłaś w szatni albo gdzieś w sklepie, gdy przymierzałaś ubrania?

-Dzwoniłam do sklepu, nawet z menago rozmawiałam. Ponownie sprawdził. Nie ma. Zostawiłam namiar na siebie. Wyjaśniłam, dlaczego łańcuszek jest cenny i po czym rozpoznać, że to ten właściwy. Zgubiłam go razem z zawieszką w kształcie klucza wiolinowego. Ma charakterystyczne cechy użytkowania.

-Nie zostawiłaś go u kogoś?

-Nie, nie zdejmowałam go z szyi, chyba że przed kąpielą. Ale obdzwoniłam nawet ośrodki, w których nocowałam podczas urlopu… Nie znalazł się.

-Znajdź podobny i kup, jeśli Ci na nim tak zależy.

-Nabyłam go w szczególnych okolicznościach, zrozum. Ale ok, poszukam podobnego, jeśli nic się nie zmieni.

Telefony oraz e-maile. Rozmowy i opisy. Przesyłanie przykładowych zdjęć do sklepów jubilerskich. Wszystko na nic. Mamy podobny. Pamiętamy Panią. Dołożymy starań, by klucz wiolinowy był tych samych rozmiarów, co poprzedni. Odtworzymy go na podstawie fotografii i Pani szczegółowego opisu. Dziękuję, to dla mnie bardzo ważne. Miałam go przez wiele lat. Ogłoszenia na portalach społecznościowych. W miejscach pracy. Cisza. Panika. Nawrócenie. Modlitwa. Obwinianie siebie. Mogłaś bardziej uważać. Nie zdejmować.

Któregoś dnia na jarmarku. To ten. Poproszę zawieszkę i łańcuszek do niej. Proszę nie pakować. Założę od razu. Żałoba po poprzednim łańcuszku trwa. Znalazł się, słyszę od innych. Nie znalazł. Kupiłam następny.

Przeprowadzka. Kolejna. Ile ich jeszcze przede mną? Pakowanie rzeczy. Biżuteria ręcznie wykonana złożona w jednym pudełku. Część rozdana. Sobie zostawiam niewielką ilość. Kartony czekają na wywiezienie do miejsca przeznaczenia. Zostawiam za sobą kolejne życie.

Po latach. Trzeba uporządkować mieszkanie. Pozbyć się mebli i reszty bibelotów. Nie można go tak zostawić. Nie damy sobie rady z meblami. Są za ciężkie. Rozlecą się. Może chociaż spróbujemy. Pojedynczo. Coś drgnęło. Jeszcze raz. Tam coś jest. Zaczekaj. Jakiś sznurek, nitka? Nie! Nie zgadniesz! Twój łańcuszek! Niemożliwe! Możliwe! Brudny, ale w całości. Trzeba będzie doczyścić. Kluczowi wiolinowemu nic się nie stało. I jaki czyściutki. Nie wierzę! Uwierz!

 

Notatki

Dziś obchodzimy Światowy dzień Oszczędzania. Takim newsem powitano mnie z rana. Jak to dobrze, że wymyślono i wynaleziono radio. Inaczej tacy jak ja byliby odcięci od świata. Swoją drogą dzisiejsze święto to jedyne, które jest przeze mnie obchodzone każdego dnia w roku i nawet nie trzeba szczególnie pamiętać o jego celebracji.

Mgła jak mleko. Piję kawę i planuję resztę dnia. Dziś nie doczytam kolejnego rozdziału książki, która traktuje o śmierci. Zdumiewające. Uwielbiam spacery po cmentarzach, zwłaszcza pod koniec października. Proszę znajomych o zdjęcia nekropolii wykonane o tej porze roku. Tym razem nie będzie mnie na Powązkach. Nie usłyszę na żywo podziękowań ani zachęt do składania datków na ratowanie nagrobków. Wyobraźnia pracuje. Liczę osoby, które odwiedzam w innej rzeczywistości. Znam je z imienia. Co roku ich przybywa. I za każdym razem jestem zaskoczona wiadomością, że to już.

Miasto jak zwykle pędzi. Ludzie kompulsywnie wypełniają dzień obowiązkami. Z biegiem czasu większość z nich okaże się nieistotna. W barze mlecznym słyszę, jak obsługa wrzeszczy do klienta, któremu w życiu się nie powiodło „I więcej mi się tu nie pokazuj, wieprzu jeden”. A jeśli te słowa okażą się proroczymi? Chryzantemy oraz znicze są sprzedawane na każdym skwerze. Jakby symbolem pamięci o tych, którzy odeszli, stały się cmentarne gadżety. Brak wolnych miejsc w zakładach kosmetycznych i fryzjerskich. Słyszę przeważnie: „Teraz nie mamy wolnych terminów. Niech Pani zadzwoni po długim weekendzie. Obecnie i tak pracujemy na zwiększonych obrotach”. Ciekawe, jakie znaczenie dla zmarłych ma wygląd żyjących, którzy w najbliższych dniach odwiedzą cmentarze.

Dzień gaśnie. Nie odkładaj ludzi na później, bo potem może ich nie być.

Notatki

Jesienne, opadłe liście wirują na silnym wietrze tworząc symfonię. Wciskają się pomiędzy ogromniaste głowy dyń rozlokowanych na werandzie jakby chciały ogrzać się pośród ich zwalistych ciał. Jest coraz zimniej. Zapada zmierzch. Przygotowałam świece i lampiony na wypadek przerw w dostawie prądu. Dziś już były przepięcia. Od porannych godzin w mediach grzmiącym głosem są podawane komunikaty ostrzegające przed porywistym wiatrem. Przynoszę kolejny dzbanek herbaty. Mogłabym tak spędzić zimę. Otulona w za duży sweter i koc. Nie sprzedam domu. To szaleństwo, powiesz, w Twojej sytuacji?! Przy braku stałego przypływu gotówki?! Nie podołasz wydatkom i pracy. Nie przepracowałaś ani jednego dnia. Nie wiesz, czym jest praca fizyczna! Znam na pamięć Twoje frazy.

Jakie to prozaiczne! Jakie znaczenie mają pieniądze w sytuacji, gdy urządzam kawałek wszechświata po swojemu? Lubię, gdy budzisz mnie SMS-ami w środku nocy. To nasza forma spotkania. Albo e-maile przychodzące o każdej porze. Czytam je kilkakrotnie, podobnie jak SMS-y. Zwykle poprawiają mi nastrój. Nie żałuję ani jednej sekundy w naszym byciu-niebyciu na odległość. Jestem to winna wszystkim, którym nie mogę stale towarzyszyć w codzienności. Jestem to winna Wam i sobie. Prosisz o wieści, jak mi mija czas, jaka herbatę zaparzyłam, co porabiałam w przerwach pomiędzy układaniem tekstów a włączeniem pralki, co ugotowałam na obiad, czy mam jeszcze zapasy lektury i jakiej. Teksty tworzą się same. Moje palce to tylko narzędzia, a kompozytorami są ludzie, bez których nie wyobrażam sobie życia. Jadam regularnie. Ostatnio głównie potrawy zawierające dynię. Suszę jej pestki.

Nie planuję sprzedaży domu. Wiem, że będą trudności z jego utrzymaniem. Właśnie spoglądam na róże. Niektóre odmiany mogą kwitnąć nawet podczas pierwszych przymrozków. Ich szczepki są u Ciebie w przydomowym ogródku. Gdy patrzymy na nie, możemy stale być razem. Nie znam się na uprawie ogrodu. Będę potrzebowała kogoś do pomocy. Doraźnie. Płot jest do wymiany. Najchętniej bym z niego zrezygnowała. Nie znoszę ogrodzeń. Część domu będzie zimą nieogrzewana. Nie mam środków na opał. Poza tym przyda się ktoś do naprawy starego radia. Nie chcę nowego. Uparłam się i już. Żaden serwisant, do którego się zwróciłam, nie podjął się naprawy. Będę więc szukać dalej. Do skutku.

Jaka jest różnica pomiędzy szczęściem a zadowoleniem? Pytasz coraz częściej. Odpowiedź jest taka: zadowolona jestem, a szczęśliwa bywam.

One. Dom

-Co jest?

-Nic. odpocznę chwilę.

-Siedząc na schodach?! Może zrobimy sobie krótką przerwę, gdy trochę ogarniemy?

-Te szczeble poręczy niedługo wypadną. Wyrobiły się przez wszystkie lata.

-To już nie ma znaczenia. Nowi właściciele zdecydują, co z nimi zrobić. I tak trzeba odnowić całe schody, ale to im zostawiasz. Wiedzą, na co się porywają. Dom jest do remontu, zwłaszcza dach, który lekko przecieka.

-Został nam jeszcze strych.

-Zniesiemy klamoty na dół, a potem zadzwonię po kuzyna. Pomoże nam je zawieźć…

-Mogłam nie zgadzać się na opróżnianie domu przed wyprowadzką.

-Dobrze zrobiłaś. Komu chciałaś zostawić ten bałagan? Chodź, napalę w piecu. Spalimy…

-Jeszcze posiedzę, sorry, ale nie mam natchnienia. Opadłam z sił.

-Rozpalę, a potem wrzucimy do pieca wszystko, co papierowe. Te kartony zawierają blisko 40 lat życia Twojej rodziny. Chcesz, aby ktoś inny tam zaglądał? Skąd wiesz, co z nimi zrobi? Rusz się, trochę zostało. Do kiedy masz się stąd wynieść?

-Do piątku dali mi czas.

-Niedługo zrobi się ciemno. Lepiej wyjechać za dnia. Zwierzęta na drodze. Brak oświetlenia… Jak długo chcesz tak siedzieć?

-Spędziłam tu kawał życia. Gdy piętro domu było niewykończone, siadałyśmy na schodach i budowałyśmy na nich bazę. Obserwowałyśmy okolicę z okna na strychu. Często suszyło się tam pranie. Miał być dla mnie.

-Teraz Ci się zebrało na sentymenty. To tylko miejsce. Nie dałabyś rady utrzymać domu i go poprowadzić. Nie mieszkałaś tu od czasu studiów. Dom jest niedoinwestowany. Wymaga sporych nakładów finansowych. To cud, że tak szybko udało się znaleźć kupca i to bez pośrednictwa agencji.

-W zeszłym roku ekipa rozebrała na podwórku drewnianą chałupę.

-Skończyło się coś, aby zaczęło się coś. Dom trafi w dobre ręce.

-Oni chcą przebudować podwórko. Stary ogródek z ziołami i warzywami zasypać korą, a na ich miejscu posadzić iglaki.

-O gustach się nie dyskutuje.

-To wbrew naturze. Kora zakwasza glebę. Jaśminowce i pigwowce mają być wycięte. Słyszałam, jak o tym rozmawiali. W piwnicy jeszcze stoją słoiki z dżemem z pigwy sprzed kilku lat.

-Nie masz wpływu na to, co zrobią kolejni gospodarze. Wolnoć, Tomku, w swoim domku.

-Stare drzewa owocowe w ogrodzie też wytną. Zobaczysz.

-Nie miałabyś czasu ani sił, aby się nimi zajmować. Zdziczałyby.

-I tak są dzikie. Może zostaniemy tu na jeszcze jedną noc?

-No dobrze, ale od rana ostro bierzemy się do pracy. A teraz szykuj coś na rozpałkę.

 

One. Zachcianki

Popołudnie. W przedpokoju mnóstwo koszy i skrzynek z warzywami. Niektóre z nich przejrzałe, o czym świadczy unoszący się w powietrzu zapach. Muszki stadami oblegają zawartość skrzynek.

-Matko i córko! A to co?

-Pomidory, papryka i cebula na przetwory. Z darów.

-Ale leje. Akurat byłam na targu, gdy lunęło. Nie wzięłam parasolki.

-Po co byłaś na targu?

-Po ser. Naturalny. To, co serwują markety, nie nadaje się do jedzenia. Przy okazji kupiłam warzywa. Ugotujemy zupę krem i ryż zrobimy. Z jabłkiem i cynamonem.

-Kończą się nam pieniądze, a Ty masz zachcianki.

-Dobrze wiem, ile kosztuje porcja sera z certyfikatem. Nie możemy sobie wszystkiego odmawiać. Nie wiedziałam, że przyjdą warzywa z darów.

-Przebierzesz ją?

-Nie.

-Ty ją odrzuciłaś. Podświadomie. Niczego przy niej nie chcesz robić.

-Zmiana szychty. Chciałaś wyjść do lekarza, a potem do apteki, więc nie opóźniaj, tylko idź. Ja z nimi zostanę.

-Już się zbieram. Chcesz coś?

-Z apteki? Nie, dziękuję.

-Zrobienie zakupów coraz bardziej graniczy z cudem.

-Nie mamy auta, dlatego chodzimy na zakupy na raty i na plecach przynosimy tyle, ile zdołamy udźwignąć. Trochę dostaliśmy z fundacji. Nie umrzemy z głodu. A propos może znajdzie się opiekunka z MOPS-u na stałe? Długo tak nie pociągniemy.

Noc. W korytarzu nadal stoją skrzynki z nieobranymi warzywami. Pośród nich dziecięce zabawki, ubrania oczekujące na upranie, nierozpakowane zakupy.

-I jak te sery? Mogą być?

-Odkładam każdą złotówkę na mieszkanie, a Ty mnie karmisz serami. Plan na życie mi się rozjeżdża, a dla Ciebie istotne głównie to, co masz w brzuchu.

-Co dokładnie Ci się rozjeżdża?

-Nikt nas nie odwiedza. Nie mów, że nie zauważyłaś.

-Czy uważasz, że to dobra miejscówka na kolację przy świecach lub popołudniowe herbatki?

-Towarzystwo się wykrusza ze względu na moją sytuację, ale przynajmniej wiem, ile było warte. W pracy spokojniej już?

-Już tak. Mogę w czwartki i piątki odbierać dzieci ze szkoły, choć już czas, aby same wracały. Ty w tym czasie ogarniesz mieszkanie i siebie.

 

One. Wtedy

Obudziłam się w środku nocy. Znowu mi zimno. Myślę o Tobie. Wspomnienie jest formą spotkania. Zapewniam Cię, że stale jesteśmy razem. W takich sytuacjach często wracam pamięcią do czasu, gdy wieczorami rozpalałaś w piecu ogień. Momentalnie robiło się ciepło w całym domu. Wstawiałyśmy wodę na herbatę. Przywoziłaś ją od znajomej lekarki, która oprócz tego, że wyciągała od Ciebie pieniądze, rozdawała hojnie herbaty i kawy niby pochodzące z całego świata. Pewnie sama nie dała rady ich wypijać albo wcale jej nie smakowały, dlatego się ich pozbywała. Najbardziej lubiłam herbatę o zapachu pieczonych kasztanów. Lekarka medycznie Tobie niewiele pomogła. Znowu byłaś w punkcie wyjścia. Miałaś nadal zrujnowane zdrowie z tą różnicą, że bez oszczędności. Smażyłaś naleśniki dla naszej gromadki, a ja smarowałam je powidłami śliwkowymi z cynamonem. Wiem, że nie znosisz cynamonu, lecz dodałaś go z myślą o mnie. Często myślałaś najpierw o innych, o sobie prawie wcale i to się zemściło. Mówiłaś, że życie Ci się rozjeżdża, że rozpadasz się na kawałki, że czujesz się nieatrakcyjna i nie masz znajomych ani prawdziwych przyjaciół.

Już się nie odwiedzamy. Wiem, że nadal smażysz konfitury i robisz przetwory. Cukier zastępujesz stewią. Pamiętam Ciebie siedzącą na schodach domu i drylującą wiśnie. Tłumaczyłaś, że pestki będą dla świń. W październiku chodziłyśmy na orzechy. Mocno wiało od pola, a w wąwozie było potwornie zimno. Nie chciałam nosić chustki na głowie, ale mnie do tego zmusiłaś. Podrzucałaś kawałki gałęzi, które zaczepiając się o koronę drzewa sprawiały, że część orzechów spadała na ziemię. Dotychczas nie opanowałam tej sztuki. Gdyby nie Twoja pomoc, na tamtym etapie życia, umarłabym z głodu albo rozpaczy.

Obecnie kupuję coraz droższe i cieplejsze koce. Jeden z nich wykonano z wełny alpaki, ale żaden z nich nie grzeje jak ogień rozpalony w piecu Twojej kuchni. Unikam dżemów wyprodukowanych fabrycznie. Jadam jedynie te przygotowane w domowej kuchni. Śliwkowe z dodatkiem cynamonu zostawiam na dnie słoiczka z myślą o Tobie. Powtarzałaś, że pisanie to świetny sposób na poradzenie sobie z traumą i kiedyś zaczniesz pisać. Obecnie nie masz na to czasu. Nie będziesz mieć czasu. Tak uważam, ale jestem człowiekiem małej wiary.

Notatki. Niedziela

Wychodzę przed południem. Mijam stojącego w drzwiach klatki schodowej zaniedbanego higienicznie człowieka, ubranego w brudny turecki sweter oraz spodnie pamiętające czasy bazarów wczesnych lat 90. Przerzedzone, tłuste włosy pozostają w niechlujnym nieładzie. W XXI wieku, gdy łazienka jest w każdym domu w niedzielne przedpołudnie można jeszcze spotkać kogoś, kto o zasadach higieny osobistej słyszał może w latach szkolnych. W dłoni ozdobionej zapuszczonymi paznokciami trzyma obitą, blaszaną miskę, z której aluminiową łyżką wyjada ziemniaki obficie polane przypalonymi skwarkami. Swąd przypalonych skwarków i cebuli roznosi się po całej okolicy.

Matka z dwojgiem dzieci. Jedno w wieku ok. 4 lat i drugie noszone w  chuście w wieku kilku miesięcy. Dodatkowo w jej dłoni smycz, na której idzie uwiązany pies. Mówią tak głośno, że słychać ich z daleka. Wybierają się na wycieczkę po okolicy. Zmierzają w w kierunku dworca kolejowego. Zostaw. Nie rusz. Połóż. Zaraz w d*pę dostaniesz. I zobacz, co narobiłeś. Nie wezmę Cię już nigdzie. Oddaj to. Potrzymaj psa. Nie tak mocno. Nie szarp. Czterolatek kładzie się na chodnik, który dzieli z resztkami niestrawionego pożywienia. Rozpoczyna się pokaz akrobatyczny w jego wykonaniu. Widownia nie klaszcze. Oddala się spoglądając w ekrany swoich smartfonów. Matka wraz z dziećmi i czworonogiem wsiada do pociągu.

Późne niedzielne popołudnie. W bistro przy stoliku rodzina z dzieckiem o specjalnych potrzebach edukacyjnych. W powietrzu czuć dziwne zawieszenie, ciszę przed burzą. Intuicja mnie nie zawodzi. Dziecko z zaburzeniami zachowania i emocji nie odnajduje się w świecie, do którego zostało zaproszone. Na oczach konsumentów daje temu wyraz w postaci konwulsji oraz rzucania czym popadnie. Przytomny ojciec wynosi je na zewnątrz. Matka w błyskawicznym tempie ubiera pozostałą dwójkę, chwyta torebkę i wybiega za nim.

Moja strefa ciszy i komfortu znajduje się za zamkniętymi drzwiami mieszkania. Rezygnuję z obiadu w punkcie gastronomicznym. Wracam do siebie. Otulam się w koc niczym w kokon. Nie ma mnie dla nikogo.

Notatki

Szczury. Coraz ich więcej. Zauważam martwe osobniki na chodnikach, skwerach i przy kontenerach ze śmieciami. Śmieci też coraz więcej. Dżuma obudzi szczury i pośle je, by zasypiały w szczęśliwym mieście, pisał A. Camus, twórca idealny na obecną porę roku, zmorę i jednocześnie czas renesansu melancholików. Nie mam siły cieszyć się nią. Do głosu dochodzą sprawy wymagające dopracowania zagłuszane kompulsywnym obżarstwem. Zaległe spotkania, których nie było, rozmowy przy kawie i lampce wina. Nie dzisiaj. Nie w najbliższej przyszłości. Szczury szukają mieszkania. Krążą, węszą, drapią…

Rozmowa nastolatek. Koleżanki pocieszały płaczącą rówieśnicę. „Powiesz, o co chodzi? Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Nam możesz zaufać.” Piękne słowa i deklaracje. „K. powiedział, że będziemy rozmawiać, a potem zaczął mnie wyzywać i przeklinać na mnie”. „On na wszystkich się drze i przeklina. Nie jesteś pierwsza i ostatnia.” „Ale to było straszne. On tak wrzeszczał na cały korytarz. Inni słyszeli”. Koleżanki sympatyzującym gestem przytuliły przyjaciółkę. Mała, kiedyś tacy jak on będą ostro żałować, że nie umawiali się z taką jak Ty. Jesteś śliczniutka z blond grzyweczką i aparatem na zębach. Oczka jak u lalki. Uroda w parze z intelektem to dobre połączenie. Nadciąga jesień. Podlej rzęsy, jeśli to pomoże, a na wiosnę zapomnisz o łajdaku, który nie jest wart tego, by nosić Ci plecak, a co dopiero umawiać się z Tobą na randki. Pisz pamiętnik, jeśli jeszcze nie zaczęłaś.

Szczury piszczą. Zajmuję się pracą fizyczną. Kompulsywnie porządkuję otoczenie. Nie jestem w nastroju do myślenia koncepcyjnego. Pochłaniam wszystko, co znajduje się w zasięgu ręki. Paluszki, orzechy, cukierki. Hektolitry herbaty znikają w błyskawicznym tempie. Coraz więcej zjedzonych słodkości, słoności i tego, co pomiędzy. Samopoczucie też pomiędzy. Szczury osiedlają się nie pytając o pozwolenie. To nie jest dobry czas na podejmowanie wiążących decyzji. Gryzonie stawiają fundamenty swojego królestwa. Usuwam z lodówki resztki zepsutego jedzenia. Przeglądam zapasy. Wystarczy na kilka dni. Szczury budują imperium. Nie przeszkadzam im.

 

One. M.

-Zmieniłaś numer telefonu?

-Tak, nie dawała mi spokoju. Nie chciałam, aby szła po moich śladach i szkodziła mi szarpiąc dobre imię. Choroba coraz bardziej oddala ją od społeczeństwa. Dzieje się tak od ładnych dziesięciu lat.

-Poznałam ją, gdy sprzedawała w sieci własnoręcznie uszyte obrusy i serwety. Chciała dorobić, pomóc rodzicom. Oszczędności pochodzące z wyjazdu za granicę szybko topniały, dlatego postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i sprzedawać coś swojego. Raczej nie było z tego kokosów. Potem za wikt i opierunek zamieszkała z dziadkiem, który nie wymagał całodobowej opieki, lecz delikatnego nadzoru. Gotowała mu, przynosiła zakupy, pilnowała wizyt lekarskich. Dzięki temu rodzina miała dwoje niepełnosprawnych z głowy.

-Co z jej doktoratem?

-Otworzyła przewód i na tym poprzestała. Promotor okazał się wyrozumiały, ale to nie pomogło. Choroba sprawiła, że M. nie łączyła zdarzeń w całość. Jednocześnie silne zaburzenie osobowości pokazało, że nie była zdolna do zrobienia np. prawa jazdy, a w jej przypadku to konieczność. Prace badawcze i projekty na odludziach. Wyjazdy zagraniczne na stypendium (trzeba było zaliczyć co najmniej dwa) też nie wchodziły w rachubę. Na początku drogi naukowej do interesu trzeba dokładać. Dziadek zdecydował się pomóc M., ale ona przepuściła otrzymane od niego pieniądze. Własnych nie potrafiła zatrzymać przy sobie. Co zarobiła, to rozdała innym w potrzebie. Była wykorzystywana.

-Czym obecnie się zajmuje?

-Jest zdiagnozowana. Mieszka przy rodzicach. Nie otrzymuje renty, ponieważ nie pracowała zawodowo za wyjątkiem sieciówki, w której dorabiała na zlecenie krótko po ukończeniu studiów i przy zbiorach w szarej strefie. Nadal zakłóca porządek publiczny. Wzywa służby. Sieje zamęt. Ze względu na epizody choroby psychicznej nie może podjąć stałej pracy. Ostatnio podobno zostawiła garnek na gazie, po czym wyszła z domu nie zamknąwszy drzwi. Na szczęście matka wróciła odpowiednio wcześnie i ugasiła ogień. Nic się nie stało tym razem. Rodzice są bezsilni. Starają się o sądowe ubezwłasnowolnienie M.

-Mam jedno nasze wspólne zdjęcie, to z Okęcia. Jesteśmy na nim we trzy. Pamiętasz?

-Tak, poleciałyście do Moskwy, aby przejechać się koleją transsyberyjską. Beze mnie. Chciałyście szukać szamanów, a ja się bałam, dlatego nie pojechałam. Poza tym nie miałam pieniędzy. Odprowadziłam Was do samolotu. Tamta podróż miała być początkiem wielkiej przygody.

-Ale nie była. W trakcie przemierzania Rosji doszło do dziwnych sytuacji. M. nie dawała rady unieść ciężaru wiedzy, która przed nią została odsłonięta. Po powrocie do Polski okazało się, że jest totalnie spłukana. Pieniądze na wyjazd pożyczyła od kogo się dało. Nie bardzo miała jak zwrócić. Problemy zaczęły narastać. Resztę już znasz. Od tamtego czasu nasze stosunki się ochłodziły.

-Któregoś razu wyrzuciła mnie z domu. Wtedy pomyślałam, że coś się dzieje. Może dlatego zaczęło się psuć, że w porę nie zareagowałyśmy?

 

One. Duet

-Opuścić rolety?

-Nie, nie trzeba.

-Co tym razem? Nie możesz tak nie spać kolejną noc.

-Obudziłam Cię?

-I tak miałam wstać po coś do picia. Co jest grane?

-Układam tekst. Mogę iść do kuchni, jeśli…

-To niewiele pomoże, szczególnie przy ostrym świetle. Zepsujesz wzrok, rozbudzisz się na dobre i znowu przez resztę dnia będziesz sfrustrowana.

-Mam dziury w głowie. Nie udawaj, że nie zauważyłaś. Kolejny raz zapomniałam o zrobieniu przelewu. Dzisiaj wpakowałabym się po koła samochodu na przejściu. Nie kupiłam mydła i nie odebrałam rzeczy Mikołaja z szatni, jak prosiłaś.

-Nie masz dziur, tylko jesteś coraz bardziej rozkojarzona. Za dużo na siebie wzięłaś. Jesteś przemęczona w dzień, bo nie sypiasz w nocy. Dlatego stale jest Ci zimno. Powinnaś pomyśleć o dłuższej przerwie. Tak się nie da żyć. Bezsenne noce, bezsensowne przerzucanie klamotów z miejsca na miejsce. Szczelnie wypełniony dzień na wysokich obrotach. Kobieto, kto tak żyje i jak długo?

-Jakiej przerwie? Od czego?

-Weź zwolnienie. Od życia. Pojedź gdzieś. Odpocznij. Złap dystans. Zapętliłaś się. Nie masz ani chwili dla siebie w ciągu dnia. W nocy gorączkowo analizujesz, co się zdarzyło, co i kto powiedział. Co zostało do zrobienia na wczoraj, a co na zaraz i dlaczego nie nadążasz. Stale gdzieś biegasz. Wykonujesz mnóstwo czynności, z których nic nie wynika. Jakieś kursy, szukanie grup popaprańców, udawanie działalności społecznej. Angażowanie się w pomoc. Bez tego można żyć. Kiedy ostatnio byłaś z kimś w kinie albo na spacerze? Długim takim. Kiedy ostatnio włóczyłaś się bez celu? Co ostatnio zrobiłaś dla siebie?

-Jakie zwolnienie?! Oszalałaś?!

-Nie oszalałam. Nie podnoś głosu. Obudzisz dzieciaki.

-Ok, cicho już będę.

-Nie rycz. Nie mówiłam Ci o tym wcześniej. Szukam domu dla naszej ferajny. Kiedyś miałam marzenie, by kupić domek, zaszyty gdzieś, w oddaleniu od cywilizacji, żeby go udostępniać wszystkim udręczonym. Znalazłam taki nawet, ale był ponad moimi możliwościami. Będę szukać do skutku.

-A gdzie ja się podzieję? Co ze mną będzie?

-Tak, jak powiedziałam. Udostępnię Ci kąt w domku. Pora, abyśmy się ustatkowały. Ty i ja. Dwa pokoje już nie wystarczą. Dzieci rosną. Wymagają większej przestrzeni, a my nie możemy stale mieszkać razem. Mamy różne potrzeby i charaktery. Trzeba stanąć na własnych nogach.

-Nie umiem palić w piecu.

-To nic skomplikowanego. Nauczysz się.

-Nie nadaję się na odludzie.

-Nie zrozumiałaś mnie. Poszukuję domku dla siebie i dzieci. Ty zostajesz tutaj, ale będziesz mogła nas odwiedzać, jeśli zechcesz.