W sklepie:
-Zostały dwie sztuki. Może Pani zmierzyć obie. Kolor idealnie pasuje do Pani typu urody.
-Zrobię tak, jak Pani powiedziała. Dziękuję. Nie nosiłam sukienek chyba od… Nieważne.
-Ma ciekawe wykończenie pod szyją. Można zawiązać albo zostawić luźno. I jak?
-Dobrze leży. Wezmę tę. Ale przyznam się Pani, że najchętniej wykupiłabym te koszule, gdyby nie podlegały pod męski dział.
-Ja mam kilka. Nosimy je na zmianę z chłopakiem.
U niej:
-Okradłaś księgarnię? Kiedy Ty to przeczytasz?
-Bez obaw. Zdążę. Coś trzeba robić wieczorami, gdy Ty śmigasz na randki albo urządzasz swoje nowe gniazdko.
-A to co? Jaka śliczna? Z długim rękawem. Nie będzie widać blizn. Pożyczysz oczywiście?
-Oczywiście, że tak. Na kiedy potrzebujesz?
-Na początek na jutro, ale najpierw podjedziemy do marketu oddać materiały. Coś tam zostało po chłopakach.
-Randka w markecie budowlanym. Tego jeszcze nie było.
-Zobaczę, ile on potrafi i co powie o sukience, czy mu się w niej spodobam. Jest bajeczna i ten wyrazisty kolor. Gdzie ją upolowałaś?
-Nie upolowałam. Zwróciłam na nią uwagę, a potem kupiłam.
-Pewnie droga.
-Nie, po promocji. Zostały dwie sztuki i…
-Tobie to dobrze. Wchodzisz do sklepu, bierzesz z półki to, czego potrzebujesz, płacisz i jest Twoje. Na zawsze.
-Jeśli rzecz można kupić za pieniądze, to oznacza, że jest niewiele warta. Dopiero właściciel nadaje jej znaczenie.
Kilka miesięcy później:
-Na pewno chce Pani się jej pozbyć?
-Tak. Nie miałam jej na sobie ani razu. Może mi Pan wierzyć.
-Ale metki nie ma.
-Nie ma, bo sukienka była pożyczana koleżance.
-I nie założy jej Pani już? Moja dziewczyna choruje na rzeczy w kolorze fuksji.
-Nie założę. Napisałam w ogłoszeniu, że odbiór osobisty, bo sukienkę oddaję za dobre słowo.
-Pani byłoby w niej ładnie. Nie było okazji do jej założenia?
-Nie było. Pierwsze zgłoszenie wpłynęło niespełna dziesięć minut po zamieszczeniu oferty. I to byli Państwo. To jak? Pakujemy?
