Historia mojego życia jest nierozerwalnie związana z historią moich biurek. Gdy podarowano mi pierwsze z nich, ciężkie i solidne, nie posiadając się ze szczęścia poczułam się nad wyraz dorosła. Do tej pory pamiętam jego zapach oraz miłe zaskoczenie, które towarzyszyło mi podczas pierwszych oględzin. Nie sposób zliczyć, ile czasu przy nim spędziłam. Lekcje, próby malarskie, kreślenie, zabawy z wykorzystaniem nożyka do cięcia papieru i w związku z tym prawie zerowe ślady użytkowania mebla. Obecnie stoi w piwnicy przyczyniając się w pewien sposób do realizacji mojego urodzinowego życzenia.
Drugie sprawiłam sobie na studiach. Kwintesencja kiczu i tandety. Cóż, kiedyś mi się podobało, ale potem… Hmm… Nie będzie potem. Nie napisałam przy nim niczego sensownego, może z wyjątkiem pracy magisterskiej, choć o sensowność i zasadność w tym przypadku raczej ciężko. Obecnie stoi bezużyteczne.
Kolejne zostało zaprojektowane według moich wskazówek. Wzięłam pod uwagę także zdanie wykonawcy. Czekam na realizację. Chyba się niecierpliwię.
Jeżeli nie masz pomysłu na siebie i na własne życie, spraw sobie nowe biurko. I napisz, co zamierzasz.
