Notatki

Jest piękny, niedzielny poranek. Odgłosy krukowatych za oknem budzą mnie delikatnie. Po kilku latach nieuzasadnionej nieobecności wrony ponownie pojawiły się na naszym osiedlu. Ciekawe, o czym tak rozprawiają od wczesnych godzin? Zrozumieć ich mowę – marzenie. Uchylam okno. Śpiew i krzyki narastają. Przyglądam się czarno-szarym piórom majestatycznie pięknych ptaków. Zawsze chciałam mieć ciemny kolor włosów, które błyszczałyby w zimowym słońcu. Z rozmyślań wyrywa mnie odgłos ciężko i głośno zamykanych drzwi w łazience. Włączam telefon. Po chwili słyszę sygnały otrzymanych wiadomości.

– Znowu nie mogła spać i zawraca Ci głowę – wpada do pokoju na poły mokry, otulony ręcznikiem – zjadłbym jajecznicę, najlepiej na cebulce. Usmażysz?

– Nic z tego. Jest niedziela. Dziś mam wolne. Usmaż sobie. A swoją drogą mógłbyś nauczyć się ciszej zamykać drzwi.

– Znowu się czepiasz.

– Nie czepiam się, tylko w delikatny sposób zwracam Ci uwagę. I cicho bądź. Słucham krakania wron.

– A co tam takiego do słuchania?! Wstajemy.

– Jeszcze poleżę. Tymczasem możesz zaparzyć kawę.

 

Sprzedawca staroci

Zatrzymałam się przed witryną sklepu, gdy po jakimś czasie usłyszałam ciepły głos, który wyłaniał się niczym z mgły:

-Dzień dobry, niech Panie wejdą. Zapraszam.

-Dzień dobry, przy tak uprzejmym powitaniu wypada skorzystać z zaproszenia. Pięknie tutaj.

-Dziękuję. Prowadzę ten sklep od blisko 50 lat. Wciąż w tym samym miejscu.

-Tym bardziej cieszę się, że dałam się koleżance namówić na małą przechadzkę. Koleżanka jest koneserem pięknych rzeczy, ja jej jedynie towarzyszę.

-W takim razie niech Panie spokojnie się rozejrzą. W razie czego służę pomocą.

-Dziękujemy, ale uprzedzamy, że będziemy długo wybierać.

Półki uginają się od przedmiotów, z których każdy jest związany z jakąś historią. Nie do wiary, że na tak ograniczonej przestrzeni mieści się ich aż tyle. Przenoszę się do innego świata, który istnieje głównie we wspomnieniach. Tykające zegary, skrzynie i skrzyneczki, wózki dla lalek, porcelana, zabawki, ażurowe obrusy. Mój wzrok zatrzymuje się przy pozytywkach z konikami. Są dokładnie takie, jakie widziałam oczyma wyobraźni. Wsparta słowami zachęty pozwalam sobie nakręcić jedną. Wybrzmiewa walc z „Dziadka do orzechów”. Na moment staję się dziewczynką. Obok pozytywki stoi metalowy konik na biegunach w kolorze białym. Wstrzymuję oddech.

-Jeśli chcesz, kupię Ci go – słyszę.

-Nie, nie mogę…

-Możesz. Jest śliczny i taki, o jakim marzyłaś. Drewniane się przejadły. Są dość drogie, pachną cepelią, a ten wygląda dużo lepiej i ładniej niż one.

-Yyyy…

-Bierzemy. Jeszcze ten konik będzie dla nas.

-Dla tak wyjątkowych klientów mam rabaty. Zapakować?

-Tak, prosimy w folię bąbelkową, aby się nie stłukły.

-Gratuluję wyboru. Przepiękne filiżanki.

-Dziękujemy. Też tak uważamy.

-Wyobrażam sobie, jak popijają Panie z nich kawę.

-Z pewnością będzie smakować nieziemsko.

-Konika otrzymuje Pani w prezencie.

 

Ponoworoczny jet lag

Zimno i wieje. W nocy prawie nie śpisz. Słyszysz każdy mocny powiew wiatru. Uwielbiasz, jak świszcze w kominie. Teraz na pewno nie zaśniesz. Wolisz słuchać szumu wiatru. Jak wtedy w czasach dzieciństwa, gdy wiał w nocy, aż nagie gałęzie drzew gięły się prawie do ziemi. Wówczas stawałaś przy oknie i obserwowałaś, co dzieje się na zewnątrz. Myślałaś, że drzewa tańczą z wiatrem.

Obawiasz się, że nie usłyszysz budzika. Zastanawiasz się, od czego zacząć dzień? Co on przyniesie? Jeszcze nie ostygły sylwestrowe wspomnienia. Jeszcze czujesz w ustach smak niebiańskiego sera, który skubałaś kołysząc się do rytmu kubańskiej muzyki. Jeszcze pamiętasz zapach świec i kadzideł, którymi udekorowano mieszkanie, aby powitać Nowy Rok. Słyszysz treść rozmów. Nagle wszystko przełamuje sygnał dzwonka. Wstajesz. W lustrze nie poznajesz własnego odbicia. Nie pamiętasz, gdzie odłożyłaś krem. Nie ma go tam, gdzie zawsze był. Przecież robiłaś porządki. Jasne! Jest.

Zaparzasz herbatę, koniecznie w nowej filiżance. Następnie smarujesz masłem kromki wyjęte prosto z pieca. Są chrupiące i ciepłe. Nic nie dzieje się przypadkiem. Wieczorem zapomniałaś o wyjęciu chleba z zamrażarki, dlatego rano wrzucasz go do piekarnika i na oślep ustawiasz temperaturę. Po podgrzaniu smakują idealnie. Zatem roztargnienie spowodowane trudem powrotu do rzeczywistości ma swoje plusy. Jednym z nich jest odkrycie sposobu na umilenie sobie poranka ciepłym chlebem. Trzeba tylko działać zdecydowanie.

Wychodzisz. Mijasz po drodze ludzi z kapturami nasuniętymi głęboko na czoło. Jest ciemno, bardzo ciemno, ponieważ na skutek silnego wiatru zgasły niektóre latarnie. Mimo to pozdrawiamy się na ulicy, czasem żartujemy. Jesteś w swoim żywiole. Ciemno i wieje silny, zimny wiatr. Z radości prawie podskakujesz i piszczysz.

Potem nie ma niczego, aż do wieczora…

 

 

 

Styczeń

Co zrobić z tak cudownie rozpoczętym rokiem? Nie zepsuć go.

Przywitałam 2019 rok w doborowym towarzystwie smakując pieczone kasztany, oliwki oraz delektując się znakomitym winem. W tle było słychać etniczną muzykę. Powróciłam do marzeń z dzieciństwa. Wspominałam wiele pięknych chwil, którym doświadczyłam. Wyciągnęłam wnioski. Podzieliłam się nimi z otoczeniem. Zatem lekcje zostały odrobione.

Wysłuchałam kolejnych historii i otrzymałam zgodę na ich opowiedzenie. Złożyłam obietnicę młodemu człowiekowi, że poświęcę mu przynajmniej kilka zdań na blogu.

Rozpoczynamy nowy rozdział. Kartka jeszcze czysta. Każdy dzień jest prezentem. Odpakuj go, abyś za rok o tej porze mógł powiedzieć „W dobrych zawodach wystąpiłem”.

 

 

 

One

Dzisiaj. Środek nocy. Nie śpię od jakiegoś czasu. W głowie pościg jednych myśli za innymi. Niczym stukot kół pociągu. Zimno spowodowane brakiem snu jest najbardziej dokuczliwe. Każde inne jest do zniesienia. 
Dzisiaj. Środek dnia. Pasażerka w wieku bliżej nieokreślonym wraz z nastoletnią córką wyraźnie spóźnione i zdenerwowane wbiegają do pociągu. Nie mają biletów. Rodzicielka głośno strofuje latorośl. Do obu pań
podchodzi konduktor. Kobieta udając, że szuka portfela w dość obszernej torbie kłóci się z nim. Świadkami zdarzeń są wszyscy pasażerowie wagonu bez przedziałów. Wybrzmiewa sygnał oznaczający stację. Spór o brak biletu zostaje tymczasowo przerwany. Pracownik kolei przeprasza i dopełnia czynności służbowych. Kobieta sięga po telefon i usiłuje przekazać swoje pomysły rozmówcy. Próba rozmowy gwałtownie kończy się. Następuje zmiana punktu ciężkości. Tym razem na drodze rozważań stoi córka pasażerki. 

Pozostali podróżni dowiadują się zatem, dlaczego jej okulary wciąż parują i czy są zarysowane. Optyk pewnie nie zdąży na jutro. Włosy dziewczyny nie są spięte, bo. Łabędzie na rzece są głodne, bo. Kartkówki z niemieckiego niezaliczone, bo. Dziecko zbyt zdolne, ale leniwe, może wreszcie nauczyć się gospodarowania czasem. Prezentacja wspomnień. Gdy ja chodziłam do szkoły, to. Uczyliśmy się na pamięć wszystkich haseł z encyklopedii powszechnej, bo. Skórki przy paznokciach trzeba wycinać, bo. Dłonie należy natłuszczać kremikiem, bo. W jej czasach ambicją było mieć jak najlepsze oceny, bo. Jak to nie nauczyła się piosenki?! Muzyka uszlachetnia, bo. Z jakimi Ty ludźmi się zadajesz?! Jak Ty sobie ułożysz życie?! Z kim?!
Wraca konduktor. Różnica zdań przybiera na sile.
Przedział nie jest ogrzewany. Piasek pod powiekami coraz bardziej daje się we znaki. Zimno.
Dzisiaj. Późne popołudnie. Wciąż zimno. Z braku snu. Z bezsilności. Z wielu innych powodów. Kulę się w sobie. Próbuję czymś zająć ręce. Przy okazji układam plan działań na resztę dnia. Baterie w telefonie wyczerpane. Gdzie położyłam sudoku? Może nie spakowałam.

Dzisiaj. Wieczór. Wracam. Spoglądam w stronę Twojego okna. Widzę światło. Prószy śnieg. Zatrzymuję się na chwilę. Drobne płatki łagodnie omiatają mi twarz i włosy. Ciepło.

Boże Narodzenie

Zatrzymaj się na chwilę i w przerwie pomiędzy „już nie mogę”, a „co by tu jeszcze zjeść” pomyśl, po co to wszystko. Po co każdego roku uprawiać maraton po galeriach handlowych („już ostatni raz, w następnym roku prezenty kupię tylko przez internet albo od sąsiadki, która wieczorami dzierga, aby sobie trochę dorobić”)? Sprzątać mieszkanie na błysk (padam na twarz, a tak jutro nie będzie widać, że ogarnięte)? Ubierać drzewko choinkowe (jeszcze mam te stare bombki, ta przyjechała prosto z Krakowa, pamiętasz)? Przygotowywać te same potrawy („śmierdzące śledziury, blee, nie będę tego jeść, a co będziesz? Pierogi odgrzewane”)? Przyjmować tych samych gości („krzesła przyniesiemy z piwnicy, a jeśli bez chłopa przyjedzie, to się zmieścimy”)? Wysłuchiwać tych samych opowieści („opili się, potem pokłócili i szłem na stopa”)? Przewidywać reakcje słuchających („ojej, straszne, a powiedz, jak dziadka zgubiliście na dworcu i został do Nowego Roku u wuja, ciotka dopiero była szczęśliwa, co nie”)? Pilnować kolejności serwowanych dań („jeszcze nie jadę, bigosu nie było”)? Słuchać zawodzącego śpiewu kościelnego („już w tamtym roku miało go nie być, ale jeszcze pieje”)? Czekać na telefon z życzeniami od kogoś, kto nas nie chce pamiętać, a my jego zapomnieć („widocznie nie mogli”)? Oglądać wciąż te same filmy i w określonych momentach wyłączać odbiornik („to już tyle razy leciało, przełącz, może skoki będą”)? Opuszczać towarzystwo o stałej porze („Idziemy, żeby na Teleekspress zdążyć”)? Wrócić do siebie i…

Adwent inaczej

-Staranne, solidne wykonanie. Są dokładnie takie, o jakich myślałam. Dziękuję.

-Cieszę się, że się podobają.

-Prawie jak prezent na święta. Ile tu półek! I szafka jest. Nie mam nawet tylu rzeczy, aby je zapełnić.

-Po świętach też jest życie, i po Nowym Roku. Ludziom się wydaje, że jeśli nie zdążą z czymś do świąt, to potem już tego nie będą potrzebować. Jakby po świętach niczego nie było.

-Po świętach to się dopiero zaczyna. Od tego roku święta Bożego Narodzenia będą mi się kojarzyć z zapachem drewna i farby malarskiej. Oba zapachy uwielbiam.

Pierniczki jadłam przez ostatnie tygodnie w tak kosmicznych ilościach, że w ciągu najbliższych dni nawet na nie nie spojrzę. Herbatę z korzennym aromatem oraz wzbogaconą suszem owocowym piłam hektolitrami, więc wystarczy czarna, która myśli rozjaśnia, z miodem i cytryną. Drzewka choinkowego nie ubieram od lat. Motywy łosia i renifera towarzyszą mi od jakiegoś czasu bez względu na porę roku. Karpia i ryb nie znoszę od dzieciństwa, podobnie kiszonej kapusty.

Każdy Człowiek, którego spotykasz na swojej drodze, jest prezentem i zadaniem. Niechaj reszta dni Twojego życia będzie czasem odrabiania lekcji z człowieczeństwa.

One

Nocowałam w różnych miejscach, np. w pociągu pędzącym przez południowo-zachodnią Ukrainę, który miał zepsute szyby i zatrzymywał się gdzieś w stepach. Trudno określić, na których stacjach. Nie znam rosyjskiego, więc nie mogłam odczytać ich nazw Tak więc przez całą noc były otwarte okna i mogłam słuchać, czym żyje Ukraina i jej mieszkańcy, wtedy jeszcze nieuwikłani w zawiłe problemy polityczne. Spałam w wielu pociągach rozmaitych relacji. I doszłam do wniosku, że nie ma znaczenia, gdzie spędzam noce i co służy mi za poduszkę. Najczęstszą kołysanką w podróży jest dla mnie miarowy stukot kół. Nocowałam w starej szopie, w której hulały myszy, a szerszenie zdążyły opuścić swoje gniazdo. Spałam na starej łódce oraz w wieloletnim namiocie, który po burzy się nie rozleciał, a mnie nie spadła wówczas nawet kropla deszczu na głowę. Łóżka w internacie niepełnosprawnych dzieciaków były ultra wygodne. Odstąpiono mi jedno, abym miała cudne sny i nie musiała moknąć. Na wyposażeniu był też ciepły koc…

Adwent

-Obeszłam kilka galerii oraz znajome sklepy w poszukiwaniu czegoś na kolację wigilijną. Chciałabym wyglądać zjawiskowo przynajmniej przez kilka dni w roku, a tu klęska. Niczego nie ma, same szmaty na wieszakach. Nie uświadczysz nawet zwykłego swetra przetykanego np. złotą nitką. Klasycznego swetra albo bluzki. Myślałby kto.

-Mam kilka uniwersalnych ubrań na każdą okazję i brak okazji, więc z tym raczej nie będzie problemu. Zamierzam pokazać się w zwykłej sukience. Zresztą kolacja wigilijna powinna mieć charakter rodzinny i dlatego nie przejmuję się własnym wyglądem podczas jej trwania, podobnie w czasie świątecznego obiadu.

-Na szczęście udało nam się kupić drzewko modrzewiowe w doniczce.

-Z pewnością będzie pięknie wyglądać.

-A Ty ubrałaś już choinkę?

-Nie planuję.

-To jak będziesz świętować bez choinki?

-Jak co roku. Zawieszę w widocznym miejscu ozdoby, które otrzymałam od niepełnosprawnych podopiecznych oraz ich rodziców, aby mi przypominały o tym, co w życiu ważne. Dowody pamięci już wręczyłam.

-??

-Po skończonej kolacji zaparzę aromatyczną herbatę w ogromnym kubku i przy dźwiękach kolęd będę ją leniwie popijać wspominając tych, którzy fizycznie nie mogą dzielić ze mną świątecznych chwil.

-Dziwactwo.

-Celebrowanie ciszy nazywasz dziwactwem?

 

Lampka białego wina i nieodwzajemniony pocałunek

– Niewiele pamiętam z tamtego czasu, ani o czym wtedy rozmawiałyśmy. Jedynie to, że grała bardzo smutna muzyka. Nawet nie wiem, jakiego wykonawcy.
– Ja pamiętam. Nie była taka znowu smutna. Włączyć Ci ją?
– Takie rzeczy też pamiętasz?! Niesamowite.
– Wcale nie. Mogę Ci opowiedzieć, jak byłaś tego dnia ubrana oraz czego dotyczyły nasze rozmowy.
– Aż się boję.
– Kogo się obawiasz? Siebie?
– Ciebie i tego, co jeszcze wymyślisz.
– Niczego nie wymyślam, tylko staram się odtworzyć w pamięci to, co wydarzyło się tamtej lipcowej nocy.