Jest piękny, niedzielny poranek. Odgłosy krukowatych za oknem budzą mnie delikatnie. Po kilku latach nieuzasadnionej nieobecności wrony ponownie pojawiły się na naszym osiedlu. Ciekawe, o czym tak rozprawiają od wczesnych godzin? Zrozumieć ich mowę – marzenie. Uchylam okno. Śpiew i krzyki narastają. Przyglądam się czarno-szarym piórom majestatycznie pięknych ptaków. Zawsze chciałam mieć ciemny kolor włosów, które błyszczałyby w zimowym słońcu. Z rozmyślań wyrywa mnie odgłos ciężko i głośno zamykanych drzwi w łazience. Włączam telefon. Po chwili słyszę sygnały otrzymanych wiadomości.
– Znowu nie mogła spać i zawraca Ci głowę – wpada do pokoju na poły mokry, otulony ręcznikiem – zjadłbym jajecznicę, najlepiej na cebulce. Usmażysz?
– Nic z tego. Jest niedziela. Dziś mam wolne. Usmaż sobie. A swoją drogą mógłbyś nauczyć się ciszej zamykać drzwi.
– Znowu się czepiasz.
– Nie czepiam się, tylko w delikatny sposób zwracam Ci uwagę. I cicho bądź. Słucham krakania wron.
– A co tam takiego do słuchania?! Wstajemy.
– Jeszcze poleżę. Tymczasem możesz zaparzyć kawę.
