Spotykamy się w miejscu, w którym stała kiedyś nasza ulubiona herbaciarnia. Jej wystrój przypominał jarmark cudów idealnie obrazując styl życia właścicieli. W przerwach pomiędzy zajęciami na uczelniach, pracą czy obowiązkami fundowaliśmy sobie chwile wytchnienia przy kubku herbaty. Sprowadzano tam liście herbat z całego świata. Gospodarze lokalu, wieczni hippisi, mogli godzinami opowiadać o miejscach przez nich odwiedzanych oraz o rodzajach trunków stamtąd przywożonych. Jedynym sekretem pilnie przez nich strzeżonym były sposoby zaparzania herbat serwowanych w knajpce.
Obecnie w miejscu herbaciarni wyrosło coś przypominającego jadłodajnię z nutką meksykańskiego żarcia i muzyki. Wystrój i charakter miejsca wskazują na niegospodarne rozdzielenie unijnych środków. Stawiam warunki. Spotkamy się, jeśli przyjedziesz sam i podczas rozmowy wyłączysz telefon. Przyszedł sam. Przywitał się dość wylewnie jak na spotkanie po kilku latach milczenia.
-Gdzie żona?
-Zabrała córkę i pojechała do rodziców. Zostanie tam kilka dni.
-Bez Ciebie?
-Beze mnie.
Nie powtarzaj po mnie, jak to zwykle robiłeś. Małżeństwo Ci średnio służy. Wnioskuję po zgaszonym spojrzeniu, siatce zmarszczek, wyglądzie dłoni, które już dawno…
-Co jej powiedziałeś?
-Że idę pobiegać, a potem na sesję coachingu.
Świetnie. Brakuje tylko kogoś, kto z ukrycia trzepnie nam wspólną fotkę.
-Uwierzyła?
-Nie miała wyjścia. W razie czego powiem, że jesteś akwizytorem i przedstawiasz mi ofertę.
Miała. Jest bardziej cwana niż myślisz. Zrezygnowała z pracy, by oddać się małżeństwu i zająć domem. Taką wersję sprzedawała podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich. W gruncie rzeczy w żadnej pracy nie mogła się utrzymać dłużej niż pół roku, co tłumaczono niezgodnością oczekiwań pracodawcy z profilem pracownika.
-A jeśli ja tego nie potwierdzę?
-To już będzie mój problem. Zajmę się tym.
Trzyma Cię krótko i robi awantury. Ale czego się spodziewać po kobiecie, która została wybrana po teście na „lusterko” (oddycha, to biorę).
-Kredyt hipoteczny bardziej spaja małżeństwo niż przysięga.
-Spłacamy. Jeszcze trochę zostało. Akurat zdążę przed emeryturą, jeśli dalej tak pójdzie. A potem sprzedam mieszkanie, a za te pieniądze kupię przyczepę i wyruszę przed siebie do miejsc, które zawsze chciałem odwiedzić.
-A gdzie w tym miejsce dla żony i córki?
-Córka będzie wtedy dorosła, jakoś da sobie radę. A żona? Cóż, też będzie na emeryturze i zrobi z wolnym czasem, co zechce.
Zrobi z Tobą, co zechce. Będziesz oglądać teleturnieje, a ona w tym czasie będzie dziergać Wam sweterki.
-Dlaczego teraz nie rozpoczniesz realizacji marzenia? Nie sprzedasz mieszkania albo nie zamienisz na dwa mniejsze? Córa ma 10 lat. Nie potrzebuje tak bardzo opieki i zaangażowania obojga rodziców.
-Dlaczego miałbym to robić? Na mieszkanie zarabiam głównie ja, ale żona zajmuje się rachunkami.
Zapisane na was dwoje. Boisz się, że w razie draki zamieszkasz w baraku i nie będzie miał Ci kto prać skarpetek. I co powiesz na rodzinnych obiadkach z szarlotką na deser?
-Słyszałem, że Ty… w tym roku podobno.
-Korzystasz ze złego źródła. Zrezygnowałam.
-Z czego?
-Z niego.
-Nie mówisz poważnie.
-Wręcz przeciwnie.
-Za mało zarabiał?
-Nie w tym rzecz. Mam swoje pieniądze i mieszkanie. W razie czego jest się gdzie podziać. Umiem gotować, sprzątać, a do drobnych napraw wynajmuję złotą rączkę.
-Małżeństwo piękna rzecz.
Szczególnie Twoje, ale po co ciągnąć wątek.
-Robiłeś ostatnio coś ciekawego?
-Odwoziłem córkę na zajęcia z angielskiego.
Jeśli jest tak bystra jak mama, wyrzucasz swoje ciężko zarobione pieniądze w błoto.
-To istotnie ciekawe. Ale ja pytam, gdzie byłeś na urlopie albo na męskim wypadzie? Wiesz, takie klimaty surwiwalowe, jakie robiliście z chłopakami, aby przed nami szpanować.
-Mała ma alergię. Jeździmy z nią nad morze. Albo do teściów.
Wiedziałam, że szybko żonka Cię wykastruje.
-Pora kończyć. Mogę…?
-Przestań, zapłacę. Pamiętasz, jak wtedy Cię tutaj zaprosiłem, a potem zorientowałem się, że nie mam przy sobie portfela?
Tak, aż za dobrze. Pomyślałam, co za palant i naciągacz.
-Tak, potem w rewanżu zaprosiłeś mnie kolejny raz i następny.
-Przynajmniej miałem pretekst. Inaczej byśmy się nie spotykali.
-Nie wiesz, co stało się w poprzednimi właścicielami?
-Podobno miasto podniosło im czynsz. Przestali płacić. Potem on pojechał w kolejną podróż życia na wschód i tam został z jakąś młodą lamą. Tak mówią.
-A ona?
-Nie mogła tego znieść. Rzuciła interes i zamieszkała gdzieś na pustkowiu, w Karkonoszach. Opiekowała się jakąś ciotką. Ale nie jestem pewien.