Alternatywne walentynki

Jeżeli czujesz się Europejczykiem, albo a la Europejczykiem, albo kimś pomiędzy, możesz świętować dzień 14 lutego w sposób odmienny od tej części społeczeństwa, która deklaruje, że opatuli się czerwienią, serduszkami, różami (obowiązkowo bez kolców) lub innymi symbolami wyrażającymi autonomię w relacjach. Dzień przypadający 14 lutego to także święto św. Walentego, patrona osób chorych psychicznie i epileptyków, jak i Cyryla i Metodego, niebiańskich opiekunów Europy. Sam wybierz, który powód do obchodzenia go z szacunkiem bardziej Ci odpowiada. Możesz również nie dokonywać żadnego wyboru. Brak decyzji też jest decyzją.

Propozycja świętowania jest taka oto. Pozostań na terenie własnego domostwa. Ubierz się niezobowiązująco. Nastaw pranie, jeśli uspokaja Cię dźwięk pralki oraz obraz kołującego się jej bębna. Potem, gdy ubrania będą poddawane mechanicznej konserwacji, zajmij się kawiarką. Użyj jej zgodnie z przeznaczeniem. Jeśli nie masz kawiarki, tradycyjnie zaparz kawę w największym kubku, jaki stoi pod ręką. Weź z półki książkę, którą masz ochotę poczytać, albo film jako alternatywę do spędzania czasu w łazience. To nic, że wielokrotnie oglądałaś tę komedię. Dziś jest Twój dzień. Spędź go na przyjemnościach. Nie zaszkodzi zadzwonić do kogoś bliskiego i przedłożyć mu ofertę wspólnego dzielenia wieczoru. Nie chcesz dzwonić, aby nikogo nie niepokoić, to ok. Pogłaszcz kota za uszkiem. Nie masz kota. Nic to. Pogłaszcz najbliżej znajdującą się roślinkę. Nie jesteś botanicznym wampem. Nic straconego. Możesz pogłaskać się po brzuchu, wcześniej obdarowanym smakołykami. Okryj się kocem. Pościel łóżko, bo może się zdarzyć, że niespodziewanie Hypnos cmoknie Cię w ucho. Spokojnych snów!

Walentynkowy anturaż

W tym roku postaw na styl eko-hipsterski, czyli harmonijny minimalizm. Dekoracje nie powinny być zatem skomplikowane oraz kosztowne. Możesz kupić gotowe szablony albo zajrzeć na strony internetowe hojnie serwujące kosztowne podpowiedzi. Możesz także skorzystać z pomysłów znajdujących się w Twojej głowie i na tym teraz bazujmy oczywiście przy założeniu, że jest Twoim pragnieniem zaskoczenie bliskiej osoby. Do stworzenia niecodziennych walentynkowych dekoracji będziesz potrzebować: kilku wytłaczanek (z makulatury) po jajkach, piór w różnych kolorach, a najlepiej w czerwonym, farb plakatowych i pędzelków, słoiczka z wodą, tubki kleju na m., nożyczek, nieutłuszczone kartki ze starych czasopism. Daruj sobie brokat. Bombki zostały potłuczone i wyniesione do kontenera z odpadami zgodnie z zasadami segregacji, a na nowe choinkowe ozdoby Cię nie stać. Do dzieła zatem. Krok 1. Z zamierzoną, artystyczną niechlujnością pomaluj wytłaczanki czerwoną farbą. Jeśli nie masz pędzelka, użyj palców. Tak przygotowane wytłaczanki stanowią bazę do dalszych działań. Gdy farba wyschnie, przy pomocy kleju na m. zamocuj na wytłaczance pióra. Krok 2. Rozrzuć na piórach drobniutkie serca wycięte ze starych magazynów. Krok 3. Udekoruj stół wykorzystując do tego celu świeżo zrobione wytłaczanki. Jeśli nie masz stołu, rozmieść je na podłodze lub w innym miejscu, w którym będziesz spożywać walentynkową kolację. Krok 4. Nakryj do stołu, podłogi, skrzynki pozmywawszy po wcześniejszych posiłkach. Jeśli odnotowałeś braki w zastawie lub kieliszkach, pożycz je od sąsiadów albo uzupełnij przygotowując samodzielnie w stylu boho lub eko z najrozmaitszych materiałów pozostałych po minionych działaniach doskonalących kreatywność. Krok 5. Ciesz się chwilą. Zastanów się, czy nie lepiej zaprosić ukochaną osobę do knajpki rezerwując stolik z odpowiednim wyprzedzeniem.

Walentynkowe menu

Gdy już podejmiesz decyzję, z kim spędzisz ten magiczny wieczór, oraz co na siebie włożysz, a raczej czego nie włożysz lub co zdejmiesz, pora zaplanować menu. Zakładam, że postanawiasz podjąć gościa wyśmienitą kolacją w domowym zaciszu. Stwórzcie więc prywatną listę afrodyzjaków z uwzględnieniem składników wywołujących alergię u każdej ze stron. Grunt, abyście wy, szaleńczo w sobie zakochani, nie oddziaływali na siebie alergicznie. Ale wracając do kulinarnych upodobań, poloneza (tudzież menueta) czas zacząć. Czekolada i banany już znajdują się na liście lektur obowiązkowych, ale będą na deser, jeżeli dotrwacie do tego etapu. Na zimną przystawkę proponuję brokułową sałatkę z pędami bambusa i orzechami włoskimi w sosie majonezowo-jogurtowym oraz nadziewaną tortillę. Pamiętajcie, by tym razem nie rozgotować brokułów, a pędy bambusa dobrze osączyć na sitku. Do przyrządzania menu zaproś bliską osobę. Nic tak nie pomaga tworzyć więzi (lub ich przecinać) jak wspólnota stołu. Jeśli kolacja ma być niespodzianką, to nikogo nie proś o pomoc. Przygotuj dania samodzielnie, ewentualnie wyłóż gotowe potrawy na półmiski. Następnie uciap w widocznym miejscu fartuszek kuchenny i T-shirt którymś z płynnych składników potraw. Gdy zaproszony gość nadejdzie, otwórz mu drzwi ubrana w zabrudzony strój i wytłumacz, że chciałaś jak najlepiej wszystko zorganizować, dlatego dopiero wyszłaś z kuchni i zaraz się przebierzesz. Zaproponuj coś do picia i w zależności od upodobań wstaw wodę lub nalej zimnej do szklanki. Gdy gość zaoferuje pomoc w nakrywaniu do stołu, nie wahaj się jej odrzucić. Ty w tym czasie idź do łazienki, aby się przebrać, ułóż włosy, spryskaj się delikatnie perfumami. Wyjdź rozpromieniona i nie zapomnij zachwycić się na widok pięknie nakrytego stolika, jeśli tylko będzie czym się zachwycić. To będzie wyjątkowy wieczór, z takim nastawieniem zasiądź do kolacji. O walentynkowych dekoracjach koniecznie w stylu boho-eko oraz anturażu będzie następnym razem.

One. Dzień Babci i Dziadka

-Mogłabyś choć na chwilę odłożyć tę bardzo ważną książkę i mnie posłuchać.

T. nie dawała za wygraną raz po raz domagając się uwagi.

-Wiem, o czym chcesz rozmawiać. Znasz moje zdanie. Nic z tego.

-Dawno nie byłam na wsi. Dzieciaki nie widziały babci kilka lat.

-Nie pojadę z Wami.

-Nie dam rady wgramolić się z bagażami i dziećmi do autobusu. Zapłacę za Twój bilet.

-Nie. Jestem asertywna. Nie. Nie znoszę wsi, grobowej atmosfery w Twoim domu oraz głupiego gadania, od którego nie będzie można uciec. dokąd pójdziemy w środku nocy, gdy zaczniecie się awanturować.

-W niedzielę tam nic nie dojeżdża, a w pozostałe dni tygodnia trzeba z buta tłuc się przez drogę ok. 2 km. Nie dam rady z dzieciakami, wózkiem i resztą.

-Niech babcia tu przyjedzie.

-Dobrze wiesz, że tego nie zrobi. Nie ma się czym tutaj dostać. Musiałaby się przesiadać, a ma coraz mniej sił. Chcę dzieciakom pokazać grób dziadka.

-Odstawię Was do autobusu, pomogę z wózkiem i bagażami i na tym koniec, ok?

-Ale jesteś. Kiedyś tam razem jeździłyśmy, nie pamiętasz?

-Pamiętam, ale to były inne czasy.

-Tak?! Kiedyś było lepiej, słynne Twoje powiedzonko. Kiedyś miałam więcej rozumu. Nie to co teraz.

-Kiedyś było inaczej. Nie twierdzę, że lepiej. Inaczej. Inaczej się z Tobą rozmawiało. Inaczej by to się potoczyło, gdyby…

-Nie wierzę, że tak mówisz! Gdyby co? Powiedz to wreszcie! Gdyby nie moja matka. Lubiła Cię, a Ty traktowałaś ją z wyższością. Zawsze byłaś zarozumiała i dumna. Jak wtedy, gdy stałaś na balkonie blada jak trup w swojej czerwonej sukience i przytulałaś lampkę białego wina do policzka. Na co albo na kogo wtedy patrzyłaś? Chciałaś rzucić tą  lampką, ale zgniotłaś ją i szkło wbiło Ci się w dłoń. Mama podeszła do Ciebie i Cię powstrzymała. Wyjęła Ci szkło z ręki, potem zorganizowała opatrunek. Nie popłakałaś się z wściekłości, bo jeszcze makijaż by Ci się rozmazał.

-To dzwoń do mamusi. Może coś wspólnie ustalicie, skoro z Was takie przyjaciółki.

-Żebyś wiedziała, że zadzwonię. Z zaproszeniem. Niech przyjedzie do nas i zostanie tak długo, jak zechce. Twoja pomoc nie będzie potrzebna. Zamknij się w wykreowanym przez siebie świecie, składającym się z tak pustych i niedostępnych ikon jak Ty, ale pamiętaj, że kiedyś Twój czas minie i wtedy nikt nie poda Ci ręki, bo nie dopuszczasz do siebie ludzi. Mnie przy Tobie też nie będzie.

 

One. Bucket list

-Wiesz, nad czym obecnie pracuję z moją terapeutką?

-Nad czym?

-Nad stworzeniem listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią.

-Słucham?!

-Nie przesłyszałaś się.

-Bulisz jej tyle kasy za to, że…

-… że ze mną rozmawia o marzeniach.

-Robię to z Tobą prawie codziennie gratis, ale co Ty robisz ze swoimi ciężko zaoszczędzonymi pieniędzmi to Twoja sprawa.

-Ty rozmawiasz ze mną głownie o wydatkach, rachunkach, sprawach do załatwienia na zaraz. Jak ta popsuta zmywarka na przykład. Właśnie, kiedy przyjdzie ten koleś?

-Nie mogę się do niego dodzwonić. To właśnie jest sprawa do załatwienia przed śmiercią. Gdy będziemy sztywne, zmywara nie będzie nam potrzebna.

-Wiesz, Aśka pytała, jak wygląda mój dom, z kim mieszkam i w ogóle jak to się stało, że sprawa w sądzie utknęła w martwym punkcie.

-Jesteście już z panią psycholog po imieniu? Widocznie sąd nie jest sprawą do załatwienia przed śmiercią.

-Przestań, łapiesz za słowa jak zwykle.

-I co jej opowiedziałaś?

-Że mieszkam z Tobą i dzieciakami.

-Jakie to miało dla niej znaczenie?

-Nie powiedziała. Ale powiedziała, że to dla dzieciaków nie jest zdrowe.

-A mówiłaś jej, że od dwóch lat nie miałabyś z czego żyć,  gdyby nie grosze, które cudem dostałaś na dzieciaki, bo ich tatuś kopnął Was w tyłek w środku zimy?

-Nie mówiłam, ale wiesz, ona mi takie coś narysowała, patrz tutaj mam. Tu jest pokazane, gdzie są moi rodzice i ja i mój ślubny. Te strzałki i kwadraty mówią o zależnościach pomiędzy nami. Ty też jesteś.

-Mnie w to nie mieszaj.

-Chyba trochę mogę. Czasami zostajesz z dziećmi. Kiedy trzeba, przyprowadzasz je ze szkoły. Piszesz wnioski do urzędów.

-Ale jak to się ma do tematu bucket list, na którym obie pracujecie już kilka miesięcy?

-Aśka twierdzi, że Tobie też nie zaszkodziłaby terapia.

-Nie masz prawa mówić jej o mnie.

-Mam i chcę.

-Nie zgadzam się na to.

-Twoja zgoda nie jest i nie będzie potrzebna. Układamy listę rzeczy do załatwienia przed śmiercią. Jeden z punktów dotyczy Ciebie. Chcę, abyś poszła na terapię, po której staniesz na własnych nogach.

 

One

-Jak wyglądam?

-Jest nieźle.

-Nieźle jak na mnie czy nieźle, bo jest nieźle.

-Oj, czepiata jesteś.

-Chcę, aby mnie dobrze zapamiętał. Sama widzisz, co się dzieje. Myślisz, że okażę się dla niego atrakcyjna?

-Jeśli będziesz czuć się jak g*wno, to będziesz wyglądać jak g*wno i on tak Ciebie odbierze.

-To mi powiedziałaś. Dzięki, że zgodziłaś się zająć dzieciakami.  To lecę. Nie kładźcie się za późno.

-Bawcie się dobrze.

Półtorej godziny później. Po mieszkaniu buszują dzieciaki, które postanowiły nie kłaść się spać o zwykłej porze. Słychać, jak wchodzi ona.

-Otwórz wino.

-Już po randce?

-Otwieraj.

-Nie mamy wina.

-Mamy. Dzieciaki do swojego pokoju, ale już!!! Zęby umyte? To migiem do łazienki, a potem spać!!!

-Kieliszki w zmywarce.

-Nastaw ją więc.

-Dlaczego wyżywasz się na mnie z powodu nieudanego spotkania, co było do przewidzenia?

-Przynieś książkę i czytaj.

-Dzieciom na dobranoc Ty powinnaś.

-Nie dzieciom. Nam poczytaj.

-Co byś chciała? Może Tołstoja?

-Może nie. Może poezję.

-Rilke?

-Dzieciaki spać!!! Mama chciałaby odpocząć. Dzisiaj sami poczytajcie. Już trochę umiecie. Czego Was uczą w tej szkole?

-Zaogniasz sprawę. Przestań.

-Ty przestań. Co robisz z winem?! Hej, zapłaciłam za nie, a Ty je wylewasz. Pieniądze topisz. Nasze wspólne.

-Idź do nich. Ale najpierw zmyj to coś z twarzy. Wyglądasz jak…

-Jak g*wno. Powiedz to wreszcie! Powiedz w końcu, że wyglądam jak g*wno.

-Sama to powiedziałaś.

 

 

 

Patynowa Pani Domu. Styczeń

Gdy w szaloną, sylwestrową stałaś ubrana w zjawiskową kreację, na głowie mając pieczołowicie układaną koafiurę, myślałaś: to będzie ten rok. Czas, w którym spełnią się Twoje marzenia. Czas, w którym zaczniesz wreszcie przykładać się do treningów. Poprawisz kondycję. Zadbasz o zdrowie. Będziesz się dobrze odżywiać. Odbudujesz swoje imperium finansowe. Odbędziesz mnóstwo podróży, nie tylko w obrębie lokalnych stoisk z warzywami. Wciąż o rok młodsza przyjmujesz napływające lawinowo życzenia. Ściskasz. Cmokasz. Odwzajemniasz. Błyszczą gwiazdy na niebieskim firmamencie. Świat wita nowy rok z ogromną nadzieją. Ty nie wiesz, w którą stronę odwrócić głowę, by obserwować pokaz sztucznych ogni. Wprawdzie wolałabyś obserwować księżyc i gwiazdy, lecz gdy się nie ma, co się lubi…

Budzik. Ten element rzeczywistości na pewno się nie zmieni. Wracasz do… świata pozostawionego na kilka dni, by w oderwaniu od niego wyobrazić sobie, że do siebie nie należycie. Chcesz rano coś zjeść. Lodówka niewiele ma zaoferowania, a z tego, co zostało, na pewno nie przygotujesz śniadania. Wychodzisz z zamiarem kupienia czegoś po drodze. Czasami w bistro można zjeść coś, co przy odrobinie chęci i dobrej woli przypomina poranny posiłek. Docierasz do punktu gastronomicznego. Tutaj też post. To nic. Pamiętaj o liście noworocznych postanowień. Zaczynasz od zaraz.

W środku masowej komunikacji nikt już nie pamięta, czego dwa dni temu życzył sobie oraz innym z okazji Nowego Roku. Miasto w odróżnieniu od Ciebie stoi mocno na nogach. Służby ekologiczne uwijają się, by przywrócić mu wygląd sprzed sylwestrowej nocy. Nie trybisz bez względu na chęci. Tym razem chcieć nie oznacza móc. Ktoś wrzuca na pocztę zdjęcie leniwca. Prorok jaki czy co. Kto inny pyta o zapasy kawy. Nie ma. Może jeszcze ktoś przyniesie. Upływają godziny. Marzenia o małej białej topnieją niczym śnieg, którego nie było. Spełnianie zachcianek, małych i dużych, zaczynasz od jutra.

Robisz zakupy. Uzupełniasz zapasy słodyczy i kawy. O zdrowej diecie zapominasz na jakiś czas. Obiad. Cóż, mrożona pizza uśmiecha się do Ciebie i zaprasza do wejścia z nią w komunię. Korzystasz. Zmiana nawyków żywieniowych może poczekać. Próbujesz ustawić się na trening. Tutaj, komplet, tam podobnie. Ta godzina za późno, tamta za wcześnie. Na tę nie zdążysz. Trudno, zajrzysz do grafiku kiedy indziej. Jutro też jest dzień.

Całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Sylwester

J. nie pożyczy Ci lokówki. Twierdzi, że wyczerpała swój (J.) limit na cierpliwość i wyrozumiałość wobec Twoich urodowych praktyk. Ułożysz na placach, a właściwie dlaczego wcześniej nie pomyślałaś o wizycie u fryzjera, powtarza J. i dodaje; paznokci też Ci nie zrobię. Nie jestem ekspresem do kawy. Nie mogę cały czas spełniać Twoich fanaberii. Zachciało Ci się balu, to teraz myśl, jak się na niego wystroić i kto ma Ciebie czesać. J. jest i pozostanie nieugięta. Ok, myślisz, nie to nie. Jakoś dasz sobie radę. Co roku dawałaś. Ale każdego roku J. była do pomocy i bardzo dzielnie to znosiła.

Łazienka zamienia się w domowy salon SPA. Robisz miksturę na paznokcie. Po jej zastosowaniu pokrywasz je odżywką. Będą się naturalnie pięknie błyszczeć. Podobnie jak Twoje włosy. Po umyciu wcierasz w nie rozbełtane żółtko od szczęśliwych kurek. Spłukujesz wodą z octem. Chrzęszczą charakterystycznie. Zapach octu ulotni się w ciągu kilkunastu minut, a Ty będziesz cieszyć się blaskiem włosów. Dźwięk domofonu słyszysz, gdy usiłujesz spłukać żółtko roztworem wody z octem. J. miała wpaść tylko na chwilę, by spakować swoje rzeczy, a następnie życzyć Wam obu szczęśliwego Nowego Roku. Nie określiła tylko, o której będzie. Chwytasz więc ręcznik, owijasz nim włosy. Twarz szczypie Cię niemiłosiernie, ale czego nie robi się dla urody. Dzwonek do drzwi. J. mówi, że sąsiad ją wpuścił, gdy zobaczył, że stoi po klatką, a pani P. nie otwiera, choć jest w domu. Wyraźnie słyszał, jak korzystała z łazienki. J. oprócz nowin i życzeń przynosi wino. Nie znosi zapachu octu, więc uchyla okno. Nakazuje wyjść do pokoju. Wyjmuje z reklamówki lokówko-prostownicę, a szafki czysty ręcznik, mięciutki jak kaczuszka. Sprawdza, czy żółtko dobrze wypłukane i zabiera się do pracy wcześniej pytając o stan mojej cery. Krem natłuszczający powinien pomóc. Też przyniosłam, J. jest czuła niczym matka pisklaczków. Próbną fryzurę układa raz dwa. Hybrydy z brokatem nałoży z rana w sylwestra, bo do tego czasu może się wiele wydarzyć. Pożyczy dla Ciebie lokówkę od sąsiadki, która ma małe dziecko i w tym roku nigdzie się nie wybiera.

Nie dajmy się zwariować. To tylko sylwester. W przyszłym roku też będzie.

 

Patynowa Pani Domu. Kopciuszek szykuje się na bal

Co roku Sylwester przypada 31 grudnia i nawet nie próbuj udawać, że o tym nie wiedziałaś. Miałaś sprawdzić kreacje z poprzednich lat, by w razie czego udać się na zakupy z osobistą stylistką. Zaniedbałaś ten etap, więc nie miej teraz żalu i pretensji do nikogo z wyjątkiem siebie. Jeszcze nie wszystko stracone. Ponownie otwórz szafę. Co widzisz? Jest. Są. Przymierz. Pasują. Uff. Nikt nie będzie pamiętać, co miałaś na sobie kilka lat temu. Dobierzesz inne dodatki i stylizacja gotowa.

Krok drugi. Zajrzyj do łazienkowych szafek. Jasne, że nie ma. Przecież nie zrobiłaś zapasów. Sieciówka otwarta do późna. Wybierz maseczkę z dodatkiem drobinek złota. Peeling już zrobiłaś. Twarz została przygotowana do odpoczynku oraz do rozświetlenia. Wcześniej skóra pięknie oddała to, co jej niepotrzebne. Przed wyjściem na zakupy sprawdź, czy masz wszystkie kosmetyki potrzebne do wykonania makijażu. Chyba że umówiłaś się na makijaż u wizażystki. Wtedy ona zatroszczy się o potrzebne produkty. Zadasz szyku błyszcząc niczym brokat na bombce.

Krok trzeci. Koktajl na bazie wody mineralnej (niegazowanej) z dodatkiem miodu, soku z cytryny. Dwie łyżeczki miodu rozpuść w połowie litra wody mineralnej, a następnie wyciśnij sok z połowy cytryny (limonki). Wymieszaj wszystkie składniki i pij kilka razy dziennie. Taka kuracja powinna dodatkowo oczyścić i wzmocnić jelita, by przygotować je na kolejną dawkę nie zawsze odpowiedniego jedzenia. Pamiętaj, by w ciągu kilku najbliższych dni coś jeść, np. gotowane warzywa z ryżem.

Tyle na dziś. Przygotowania do imprezy warto rozłożyć na etapy. Inaczej możesz stać się kłębkiem nerwów i starannie opracowany pomysł nie wypali.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Bez paniki. To tylko święta

Jest dobrze. Masz co jeść i gdzie spać. Jutro będzie podobnie. Poza tym nad głową nie świszczą kule. Jest naprawdę dobrze. Jemioła nie zawisła nad stołem ani w żadnym miejscu, które oznaczyłaś jako własne. Paczuszki z upominkami stoją tam, gdzie zwykle. Nie zapominaj, że Ty też jesteś prezentem. Ty oraz inni, z którymi spotkasz się przy wspólnym stole podczas nadchodzących świąt. Wasza obecność, dar spotkania i dobrego słowa.

Zapasy jedzenia zrobisz w najbliższych dniach. Może wystarczy Ci na orzechy, bo o pieczonych kasztanach zapomnij. Przynajmniej na razie. Okna są nieumyte. O tym wiesz głównie Ty. Innym ta wiedza nie jest potrzebna. Uspokój się. Wystarczy, że wyniesiesz śmieci, pozmywasz naczynia, zbierzesz wyschnięte pranie i już Twoje autonomiczne imperium znajdzie się w anturażu nieco innym niż zwykle. Powiedzmy świątecznym.

Uroda jest dla Ciebie kwestią nadrzędną. Zwykle wyglądasz en vogue, dlatego w najbliższych dniach możesz skorzystać z odpoczynku od świetnego looku i pozwolić, by inni błyszczeli niczym gwiazdy na niebie. Pod warunkiem, że nie będzie londyńskiej mgły. To zjawisko pogodowe według niektórych charakteryzuje się niepospolitą urodą. Wiatr nie sieje, blask nie grzeje, jak mawiano w tradycyjnych domostwach, w których sprawa wychowania i manier była kwestią nadrzędną, stanowiącą o bogactwie panny na wydaniu. Dlatego ze swoją urodą pozostań w ukryciu. Przynajmniej w towarzystwie.

Jeśli nie lubisz ryb pod każdą postacią, to ich nie spożywaj (pod każdą postacią). Jeśli nie znosisz kapusty z grochem, to zostaw ją np. kurom. Może Ci coś opowiedzą po północy. Mogą Cię też zrobić w jajo. Jeśli picie czerwonego barszczu stanowi dla Ciebie formę kary, zaprzestań tego. Jeśli dania zawierające kiszoną kapustę nie należą do grupy przysmaków preferowanych przez Ciebie, nie nakładaj ich na talerz. I pamiętaj: święta są po to, by się nimi cieszyć. Bądź dobra dla innych i dla siebie albo taka, jaką chciałabyś być.

Całuchy-kluchy!