Patynowa Pani Domu. Zakupoholizm

Po krótkich namowach zgadzasz się na towarzyszenie komuś podczas targów promujących najogólniej mówiąc ideę slow life. Ma być ekologicznie, organicznie, swojsko, niedrogo i przyjaźnie, jak przekonuje amator pomysłu. Poza tym można poznać zwariowanych, pozytywnie zakręconych na maksa ludzi i razem zrobić coś dla ratowania planety. Nie wahasz się długo i przystajesz na propozycje spędzenia wolnego dnia na buszowaniu po straganach w poszukiwaniu smakołyków dla ciała i duszy. Wcześniej upewniasz się, ile możesz wydać na zakupowe szaleństwo. Docierasz na targ lekko poirytowana przeciągającym się spóźnieniem koleżanki. Pamiętaj, życie w stylu slow nie jest tym, co praktykujesz volens nolens każdego dnia w drodze do pociągu i z powrotem. Koleżanka żyje slow, bardzo slow, skoro nawet nie poinformowała, że się spóźni. W końcu dostrzegasz ją niespiesznie zmierzającą w Twoją stronę z… kubkiem jednorazowego użytku w dłoni. Na kubku logo sieciówki. Cóż, miało być lokalnie i swojsko, a jest kosmopolitycznie i globalnie. Przepraszam za mały poślizg czasowy, wyjaśnia koleżanka, musiałam zająć się psem. Ma biegunkę. Sporo sprzątania było. Zostawiłam go w domu. Oszczędź mi szczegółów, myślisz, mam wrażliwe ucho i jestem po śniadaniu.

Podążamy w kierunku straganów. Uliczny hałas narasta. Co na targach promujących higieniczny tryb życia robią pstrokate światła?! Prościej będzie wymienić, czego na bazarze nie ma niż to, co jest. Począwszy od produktów kuchni różnych narodów, trawy w sześciu smakach, deserów z dalekich zamorskich krajów (miało być głównie po polsku), twarogów, fast foodów (nieźle jak na slow life) poprzez etniczne ozdoby, średnio praktyczną odzież (szukam logo, metki, czegokolwiek), artykuły gospodarstwa domowego sprowadzane z… różnych krajów. Ceny zwalają z nóg. Jest i biżuteria. Na niej zawiesisz oko, cieszysz się na samą myśl. Nic z tego. Jeśli nabędziesz choć jeden komplet, nie będziesz mieć na życie przez resztę miesiąca. Koleżanka podchodzi z papierową tacką, na której leży jakaś maź o niezbyt apetycznym wyglądzie i zniechęcającym zapachu. Chcesz spróbować, pyta. Nie, dziękuję, odpowiadasz, a w myślach dodajesz, jak dobrze, że jestem po obfitym śniadaniu. Dają za darmo. idź, jeszcze jest, nalega. Popołudniowy upał i narastający tłum sprawiają, że tracisz zainteresowanie jedzeniem, natomiast odczuwasz lekką irytację i zmęczenie. Nagle czujesz, że na coś nadepnęłaś, a po chwili rozlega się skowyt psa. Odwracasz się i zanim zdążysz otworzyć usta, słyszysz: jak łazisz, uważaj, pies! Od kiedy jesteśmy na „ty”, ripostujesz, i jak można narażać zwierzę na taki stres w tłumie i hałasie! Koleżanka wyrasta jak spod ziemi i odciąga Cię na bok i mówi półgłosem, chodź, nie dyskutuj z… A właściciel psa odpowiada: a tu jeszcze druga wpier… się do kolejki. Z innych ust: pan też tu nie stał. Z tamtej strony kolejka jest! Dalszej wymiany zdań nie słyszysz.

Idziemy do naszego bistro, proponujesz. Jasne, padam z nóg, napiłabym się czegoś zimnego, słyszysz w odpowiedzi i po kilku minutach jesteś w drodze do dobrze znanego miejsca. Jest problem z wolnym stolikiem. O tej porze sporo tu żaków. Zamawiasz koktajl owocowy na wynos podobnie jak popularyzatorka ideii slow. Nie dbając o szczegóły wznosicie toast za dobrze przeżytą resztę dnia. To co, może kino, studyjniak? Dlaczego nie? Dzisiaj dzień tańszych biletów. Na targi nie wracasz. Slow life w takim wydaniu jest zdecydowanie nie dla Ciebie.

Marzysz o chwili, w której zajrzysz do osiedlowego warzywniaka, uśmiechniesz się do sprzedawców i kupisz lokalne, sprawdzone produkty. Na ich bazie przygotujesz ulubioną potrawę we własnej kuchni. I deser według swojego pomysłu. Będzie podwójne eko, bo bez dodatkowych opakowań i z korzyścią dla budżetu.

Całuchy-kluchy!

Notatki

Obsługa kawiarni rozlokowanych na dworcu zdaje się czytać w myślach. Zanim wymówię nazwę wybranej kawy, bariści zawczasu wiedzą, które brałam pod uwagę. Gdy jest trochę czasu i poza mną nie ma nikogo w kolejce, wdaję się w pogawędki z pracownikami:
– Jestem ciekawa, jaki jest Pani ulubiony gatunek kawy.
– Nie piję kawy.
– Naprawdę?! To można pracować w kawiarni i nie pić kawy?!
– Oczywiście, że można. Jestem herbaciarą.
– Awansowała Pani na lidera. Gratuluję. Przeczytałam na plakietce.
– Od niedawna. Dziękuję. Zobaczymy, co dobrego przyniesie awans.
– Trzeba stawiać na rozwój.
– Proszę, oto Pani kawa.
Gdybym miała wybór, urządziłabym mieszkanie w stylu dworcowym. Zaparzałabym ulubioną kawę, paliła kubańskie cygara i pisała.

Oni. I.

-Dzwoniłem, bo chciałem, abyś pomogła mi znaleźć ośrodek dla juniora.

-Nie ma sprawy. Żona wie, że tu jesteś?

-Nie wie. Zresztą to nie ma znaczenia. Jesteśmy po rozwodzie.

-Formalnie?

-Tak, zostawiłem jej wszystko. Mieszkanie. Auto. Opiekujemy się małym na zmianę. Ale jest coraz trudniej. Wszedł w okres dojrzewania. Ma ataki. Judyta panikuje za każdym razem i dzwoni do mnie. Zaproponowałem specjalistyczny ośrodek. Nie zgadza się na to. Szantażuje mnie, że wyciągnie jeszcze wyższe alimenty, a ja już nie mam z czego płacić. Porzuciłem korporacyjne tryby. Pracuję na własny rachunek. Przygotowuję projekty. Można z tego wyżyć, ale to niepewny chleb. Wiesz, umieszczenie juniora w całodobowym ośrodku byłoby korzystnym rozwiązaniem. Judyta nie musiałaby rezygnować z pracy, a młody miałby nadzór. Na weekendy i wakacje moglibyśmy go zabierać na zmianę.

-Rozumiem. Interesują Was… Ciebie placówki prywatne czy państwowe?

-Nie ma znaczenia. Myślisz, że w prywatnych miałby lepiej?

-Tego jeszcze nie wiemy. Można byłoby umówić się z Dyrekcją na oględziny. Odbierz.

-To Judyta. A myślałem, że o tej porze ogląda Sulejmana.

-Nie porozmawiasz?

-Nie, pewnie znowu czegoś chce. Wyłączę, zaczekaj.

-Nigdzie nie idę.

-Poczucie humoru Cię nie opuszcza. Jak dawniej. Co się dzieje?

-Nic.

-Jak to nic? Posypałaś brokuły cukrem.

-Faktycznie, nie zauważyłam. Teraz ich nie zjem. Nałożę następną porcję. Od razu poleję sosem czosnkowym. Na pewno nie chcesz? Wprawdzie trochę rozgotowane…

-Nie, dziękuję. Od jakiegoś czasu straciłem apetyt. Nie żałuj sobie. Nadal rozgotowujesz brokuły.

-Nadal. Chyba jestem kulinarnie niewyuczalna.

-Nie sądzę. Z Twojej strony to brak chęci i zacietrzewienie. W imię czego?

-Mieliśmy rozmawiać o ośrodku dla Twojego syna.

-Chyba straciłem na to ochotę. Od 12 lat nie robię niczego innego, jak układam grafik pod rehabilitantów, logopedów, neurologów, pediatrów, terapeutów i szarlatanów. Każdy dzień jest podporządkowany młodemu i jego problemom. O jego matce nie wspomnę.

-Dolać Ci wina? Nie, sorry… Prowadzisz.

-Dolej, proszę. Auto też zostawiłem Judycie. Przyjechałem do Ciebie podmiejskim. Może coś zamówimy?

One

-Pięknie urządzone mieszkanie. Ze smakiem. Stylowe. Gratuluję.

-Dziękuję. Cieszę się, że Ci się podoba. Napijemy się czegoś?

-Poproszę wodę z cytryną.

-Proszę bardzo. Chyba jeszcze mam. Tak rzadko ktoś tu zagląda, że z czasem przestałam robić zapasy.

-Tym bardziej dziękuję za zaproszenie. Czuję się zaszczycona.

-Poprosiłam o spotkanie u mnie, ponieważ ostatnio mam coraz mniejszą ochotę na wychodzenie z domu.

-A ja chciałam Cię gdzieś wyciągnąć, zwłaszcza że jest piękna pogoda.

-Proszę, Twoja woda.

-Dzięki. Jak długo zamierzasz ukrywać się przed światem?

-Tak długo, jak to konieczne. Nie wiem, co mam ze sobą począć. W robocie się sypie, mówiłam Ci.

-Współczuję.

-Nie trzeba. To było do przewidzenia. Chcę stamtąd odejść, wyjechać gdzieś, ale nie wiem, co zrobić z mieszkaniem. Może nalać nam wina?

-Dla mnie niekoniecznie, ale jeśli masz ochotę… śmiało. Jakie konkretnie masz plany odnośnie przyszłości? Wyklarowało się coś?

-Nie, bezskutecznie szukam pracy. Na razie telefon milczy. Tracę nadzieję na zmianę.

-Może nie będzie tak źle. Jeszcze coś ruszy w najmniej spodziewanym momencie.

-Może. Czasami myślę, że zawodowo chciałabym sprzątać. Założyć własną firmę sprzątającą. Marzę o pracy w miejscu, w którym nikogo nie będzie obchodzić, kim jestem i co mam do powiedzenia. Chciałabym zająć się swoimi powtarzalnymi czynnościami i iść do domu. Pomyśl, jaka ciekawa mogłaby być praca w kawiarni sieciowej albo w fastfoodzie? Codziennie robisz to samo i niczym się przejmujesz. Nie podejmujesz żadnych decyzji, które mogłyby zrujnować zakład pracy. Od tego są inni. Nie zostajesz po godzinach, bo trzeba obliczyć słupki.

-Masz wyczucie smaku i lubisz porządek. Nadawałabyś się, tylko czy nie szkoda Ci wysiłku włożonego we wszystko, co do tej pory udało Ci się osiągnąć?

-A co ja takiego osiągnęłam?! Tyram w dwóch miejscach, aby spłacać mieszkanie i nie umrzeć z głodu. Wszystko staram się robić na błysk, aby inni byli ze mnie zadowoleni. Tak było od dziecka. Wpojono mi posłuszeństwo. Uczono, że dziewczynka powinna być pachnąca, czyściutka, nie bawić się z chłopakami. Spuszczać wzrok, gdy inni do niej mówią. Słuchać starszych. Pomagać im bez względu na chęci. Dobrze się uczyć. A ja jak głupek łykałam te zasady, chłonęłam je jak gąbka. Przynosiłam do domu świadectwa z wyróżnieniem. Czy wiesz, jakie to uczucie nie być dość dobrym?

-Nie wiem. Ani razu nie otrzymałam świadectwa z czerwonym paskiem.

-Zadania z matematyki liczyłam w pamięci, zanim nauczyciel objaśniał rozwiązanie na tablicy. Ani razu nie miałam braku zadania domowego. Ani razu nie dostałam jedynki. Pomagałam, ile mogłam, aby dom lśnił. Podejmowałam gości służąc im czym chata bogata. Nie przeklinałam, bo dziewczynce nie wypada. Nie wspinałam się na drzewa. Co niedziela białe rajstopki, spódniczka i do kościoła. Potem pomoc przy obiedzie z dwóch dań. Potem zmywanie. I tak do przeprowadzki. Studiowałam i pracowałam jednocześnie, aby odciążyć rodzinę. Czasami ze zmęczenia zasypiałam na wykładach. Wreszcie przestałam na nie chodzić. Po studiach nadal pracowałam w kawiarni, bo nie chciałam wracać do rodzinnego miasta. Liczyłam na zmianę i ona wreszcie nadeszła. Przeszłam przez sito rekrutacyjne i zaczepiłam się w banku jako kasjerka. Kupiłam to mieszkanie po atrakcyjnej cenie. Należało do córki znajomej z pracy. Jeden pokój wynajęłam i tak mi się udawało przez jakiś czas je spłacać. Obecnie nie mam siły harować jak wół, a w weekendy dorabiać prowadząc zajęcia z unijnego projektu. Starzeję się. Zwalniam tempo. Nie wyrabiam progów procentowych. Coraz częściej mówi się o redukcji etatów.

-Skąd wiesz, że mowa o Tobie?

-Czuję to.

-Może to początek dobrych zmian?

-Nie, to początek zapaści. Zajmiesz się tym mieszkaniem? Nie wynajmę go.

-Nie mogę.

-Ty też przeciwko mnie.

-Nie mogę zająć się tym mieszkaniem, bo nie mam na nie pomysłu, nie jest moje i nie będzie.

-Znasz je. Kiedyś mieszkałaś tu z … Od początku wiedziałam, że Wam nie wyjdzie.

-I dlatego nie zajmę się nim. Za dużo wspomnień.

Patynowa Pani Domu. Orient Expres

Pewnego dnia postanawiasz nadać nieco orientalnego smaku swojej kuchni i w związku z tym wdrożyć kulinarne nowinki do swojego menu. Nie byłoby w tym niczego zdumiewającego, gdyby nie to, że mianowałaś siebie wykonawcą rzeczonych (jeszcze nie wiadomo czy) smakołyków. Każda realizacja rozsądnego, przemyślanego plan dzieli się na etapy.

Przygotowanie. U Ciebie głównie mentalne. Gdy już postanowisz zająć się gotowaniem i kuchnią, nie zwlekaj, bo ochota może minąć tak prędko jak się pojawiła. Określ, czy przepis, który znalazłaś, będziesz potrafiła przełożyć na praktykę. Pamiętaj o odrobinie modyfikacji. To świadczy o Twojej kreatywności. Podbudujesz sobie zatem ego.

Lista zakupów. Podstawę stanowią przyprawy. Dużo przypraw kolorowych i nie zawsze przyjemnie pachnących, ale nękających Twoje zmysły. Kupuj tylko w sprawdzonych miejscach u doświadczonych sprzedawców. Idź na halę i wybierz wszystko, czego potrzebujesz. Na wagę. Uwzględnij liczbę biesiadników. Ryż. Tyle rodzajów, że oczopląs gwarantowany. Wybierz ten, którego nazwa najbardziej Ci odpowiada. Śmiałkowie przygotowują ziemniaki na sposób orientalny, ale Ty trzymaj się własnego pomysłu i nie bierz pod uwagę wysoko przetworzonych ziemniaków w potrawie, którą zaserwujesz. Mięso. Nie zjesz jagnięciny. Tutaj jest zgrzyt. Powinno być maksymalnie świeże, by wytrzymało transport do domu. Owoce. Żadnego niklu. Ananasy i mango. Wcześniej kurs obierania i krojenia obu potwierdzony certyfikatem. Z puszki ewentualnie pędy bambusa. Soczewica. Tym razem zielona.

Przychodzisz do domu objuczona siatkami niczym osioł. Wyjmujesz wszystko na blat. Ile kolorowych torebek z proszkiem. Organoleptycznie sprawdzasz zawartość. Rozpoznajesz tylko kurkumę. Brawo! Paczuszki z zawartością nie są opisane. Skąd możesz wiedzieć, co w nich jest. Z internetu? Ale jesteś głodna. Chcesz zacząć gotować teraz zaraz. Pomysł nazwania przypraw zostawiasz na później. Zajmujesz się ryżem. Brązowy? Będzie gotować się całą wieczność. Do tego czasu możesz zasłabnąć z głodu. Odstawiasz więc ryż. Znajdujesz resztki makaronu, które ostały jakimś cudem. Wstawiasz wodę. Dochodzisz do wniosku, że na soczewicę też trzeba długo czekać zwłaszcza, że nienamoczona, więc podejmujesz decyzję o odłożeniu na później przyrządzenia orientalnych dań. Punkt za umiejętność podejmowania decyzji w podbramkowej sytuacji. Do osolonego wrzątku wrzucasz makaron. Tym razem nie wykipi. Będziesz konsekwentna. Mieszasz w jedną stronę. Nie przyklej się, wydajesz krótkie i rzeczowe polecenie. Kosztujesz. Może być. Hartujesz. Odcedzasz. A co do makaronu? Spożyjesz go w wersji saute, a następnie obierzesz i pokroisz ananasa. Całego nie zjesz za jednym podejściem. Będzie do sałatki albo do koktajlu. Nie masz pozostałych składników. To nic. Jutro też jest dzień.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Pustelnia

Gdy pomyślisz o rozmieszczeniu ewentualnych mebli i domowych sprzętów pierwszej (ostatniej) potrzeby, zastanów się nad drobiazgami, które umilą Ci czas spędzany w Twoim gniazdku w towarzystwie… tutaj wpisz imię lub określ stopień zażyłości z osobnikami darzonymi zaufaniem, znajdującymi się w polu Twoich zainteresowań. Uwzględnij przede wszystkim preferencje odwiedzających. Jeżeli mieszkasz na pustkowiu, weź pod uwagę, że częstymi gośćmi w Twoim gniazdku mogą stać się owady, ptaki lub inni bracia mniejsi. Zapewnij im zatem komfort pobytu i pamiętaj, że to Ty zajmujesz ich terytorium, a nie oni Twoje. Nie przez wszystkich będziesz od razu zaakceptowana, jeśli w ogóle zostaniesz.

Gdy myślisz o osobnikach gatunku ludzkiego, przyjrzyj się ich preferencjom nie tylko kulinarnym. W tej kwestii najbezpieczniej będzie uprzedzić potencjalnych przybyszów, aby przywędrowali najedzeni. Na wszelki wypadek miej w zamrażarce np. pierożki lub kieszonki z ciasta francuskiego, nadziewane dobrze przyprawionym mięsem lub szpinakiem. Gdy gość ich skosztuje, prędko zapomni o głodzie tym samym bardziej doceniając Twoje towarzystwo (oprócz niego nie będzie niczego do zaoferowania) w wersji saute. Zadbaj o różnorodność gatunków herbat i kaw z całego świata. Zaopatrz się w kolorowe puszki, do których przesypiesz zawartość torebek z suszem czy zmielonymi ziarnami. Nikt nie odważy się zapytać, skąd pochodzi dany gatunek herbaty, co najwyżej zwróci uwagę na pojemnik. Nie zawracaj sobie głowy liczeniem puszek. Im więcej, tym lepiej. Staraj się mieć pod ręką coś idealnie komponującego się z herbatą i kawą. W razie gdyby nikt Cię nie odwiedził, będziesz mogła rozpieścić żołądek pysznymi przekąskami. I pamiętaj o Patynowej zasadzie: nie jesteś wiewiórką, choć uwielbiasz orzechy. Nie potrzebujesz więc robić zapasów na zimę. Twoja dziupla. Twoje zasady.

Zielony kącik. Postaw na parapecie kilka ozdobnych doniczek z aromatycznymi ziołami. Pamiętaj o regularnym ich podlewaniu. Jasne, że suszone też są akceptowalne, tylko weź pod uwagę ich walor estetyczny, szczególnie gdy umieścisz je w widocznym miejscu. Tobie to nie przeszkadza, ale ktoś przypadkiem przechodzący nieopodal Twojego królestwa może potraktować je jako swoją potencjalną samotnię i zechce np. wprowadzić się wraz z grupą towarzyszy podobnych do siebie. Dzikość, slowlife i egzystowanie we wspólnocie bez względu na to, przez kogo jest tworzona, są bardzo na topie. Wpisujesz się zatem we współczesne trendy życia w stylu eko.

Całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Urządzanie wnętrz

Dziś o tym, co w przyrodzie jest dość popularne o tej porze roku, czyli o zakładaniu i budowaniu gniazda. Nie jest to oczywiście pozycją obowiązkową w kanonie zadań do zrealizowania na przestrzeni czasu, który Tobie pozostał. Ale gdy już zdecydujesz, że wybrałaś miejsce do zajmowania na dłużej, postaraj się, by miało Twój charakter i odzwierciedlało Twój pomysł na siebie. Po pierwsze o wyborze decydujesz Ty, a nie rodzina, przyjaciele, znajomi z portali społecznościowych, koledzy w wojska dziadka albo inne istoty chcące umieścić temat pomocy w swoim duchowym CV. Załóżmy, że znajdujesz się w odpowiednim miejscu i czasie, a od teraz zabierasz się za nadanie odpowiedniego kształtu swojej przestrzeni.

Kolor ścian. Biel będzie kojarzyć się ze szpitalami dla obłąkanych, ale Cię wyciszy. Pastele wydadzą się zbyt cukierkowe. Barwy w odcieniach beżu i piasku zbyt archaiczne i oklepane. Blada zieleń robi wrażenie tandetnej. Ciemne kolory nie sprawdzają się w małych pomieszczeniach. Czerń odpada. Co zatem pozostanie? To, co uwielbiasz. W wyborze kieruj się intuicją oraz własnym gustem. Weź pod uwagę swoje możliwości finansowe. Sprawdź stan swojego konta i zdecyduj, czy ściany faktycznie wymagają odświeżenia.

Umeblowanie. Realizację tego etapu rozpocznij od odwiedzin znajomych i sąsiadów. Może akurat będą pozbywać się kilku ich zdaniem niepotrzebnych mebli i sprzętów. Sprawdź oferty w outletach (również internetowych), na wystawkach, wyprzedażach garażowych oraz pchlich targach. Nie będziesz korzystać z używanych, ponieważ nie masz zaufania do sprzedawców i nie chcesz przejść nieznanymi zapachami? Ok, nie kupuj więc mebli. Kto powiedział, że nie można przespać życia na materacu, a rzeczy przechowywać w kartonach? Miejsce, które zajmujesz, powinno wyrażać Twoją osobowość. Wyryj to sobie w sercu i noś niczym identyfikator. Jeżeli uwielbiasz kartony i pudełka z sieciówki, to je zatrzymaj. Pamiętaj o opisaniu ich zawartości. Stół i krzesła. Z tym będzie trudniej. Jeśli nie odpowiada Ci masowa realizacja pomysłu na te meble, sporządź własny projekt i poszukaj wykonawcy. Zawsze możesz poprosić tego, kogo lubisz, aby pomógł w wykonaniu. Przy okazji przekonasz się, do czego on/ona się nadaje. Praca przy realizowaniu zamierzeń przynosi wiele korzyści, lecz przede wszystkim skutecznie zweryfikuje nasze znajomości. Jeśli chcesz obniżyć koszty produkcji, możesz samodzielnie wykonać prace renowacyjne. Zaopatrz się w potrzebne narzędzia, obejrzyj odpowiednie filmy instruktażowe w sieci i… do dzieła. Nie martw się rezultatami. Może być tylko lepiej niż na początku, gdy stołu i krzeseł nie było.

Pamiętaj o nagradzaniu siebie za przebrnięcie przez kolejny etap prac. Formą gratyfikacji może być w zależności od nastroju: rozmowa z dawno niesłyszaną koleżanką, zakupy podstawowych produktów spożywczych, wyjście na spacer do lasu. To nic, że w pobliżu go nie ma. Wsiądź na rower i w drogę. Nie masz roweru? Pożycz. Nie masz od kogo? Na to też jest sposób. Jasne, że na końskim grzbiecie również można wyruszyć na poszukiwanie przygody. To znacznie ciekawszy pomysł na spędzanie wolnego czasu niż maraton po sklepach.

Tyle na teraz. Następnym razem będzie o dodatkach, zielonym kąciku oraz elementach dekoracyjnych (Twoja obecność sam w sobie jest jednym z nich). Tymczasem całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Świąteczne śniadanie

Tym razem na pewno będzie inaczej. Ubierzesz się odświętnie. Co to pojęcie oznacza w dress kodzie Patynowej? Odświętnie, czyli nie w schodzony dres pamiętający czasy Twoich kilkuletnich postanowień o wzięciu udziału w zajęciach sportowych kształtujących sylwetkę. Wstajesz wcześniej niż w zwykły wolny dzień z zamiarem przygotowania siebie i swojego gniazdka na przyjęcie gości. Stół został pięknie nakryty już poprzedniej nocy na wypadek, gdybyś nie usłyszała budzika lub chciała jeszcze dospać przez kilka minut. Budzisz się przed usłyszeniem sygnału drażniącego uszy bardziej niż piła tarczowa służąca do wycinania drzew. Wyłączasz więc budzik. To będzie wyjątkowy dzień. Mówią o tym znaki na niebie i ziemi oraz te łączące obie rzeczywistości. Twój ganek odwiedzają skrzydlaci przyjaciele. Radio serwuje muzykę klasyczną przetykana łagodnym głosem dziennikarza i zaproszonych do studia gości. Przykładasz głowę do poduszki i wchodzisz z nią w głęboką komunię. Ockniesz się na dźwięk dzwonka… do drzwi. Zrywasz się jak na komendę i biegniesz otworzyć niedbale narzucając na siebie szlafrok. Na szczęście to tylko sąsiadka, która przyszła z gorącą prośbą o wyrozumiałość. Tłumaczy, że słyszała, jak się krzątasz, a dziś przypada jej okrągła rocznica ślubu, goście już zaproszeni i czy nie mogłabyś pożyczyć jej dwóch krzeseł, bo będzie więcej osób niż początkowo sądziła. Zgadzasz się bez mrugnięcia okiem i wydajesz zdekompletowane meble. Sąsiadka dziękuje i uprzedza, że dziś do wieczora może być głośno. Uśmiechasz się życząc udanej zabawy i zamykasz drzwi. spoglądasz na zegarek. Na prysznic za późno. Na układanie włosów tym bardziej. Wcierasz zatem we włosy coś, co przypomina gluty, po czym wskakujesz w dżiny mocno nadgryzione zębem czasu i koszulę nieco poprzecieraną przy kołnierzyku. Gromadzisz produkty niezbędne do ugotowania białego barszczu. Nie czas na rozstrzygnięcia, czy powstanie z nich żur, czy biały barszcz. Ważne, by odpowiednio pocięte i połączone stanowiły jedność przeznaczoną do ogrzania wnętrzności. W chwili, gdy wybrzmiewa dzwonek, kończysz doprawianie solą i pieprzem. Idziesz otworzyć, ale nie myślisz o zdjęciu potrawy z kuchenki. Witasz się z gośćmi. Wieszasz ich ubrania. Prowadzisz small talk, który przeciąga się w potrójny medium talk. Zapraszasz do stołu. Przed nimi przecudny widok. Zawartość gara spływa po jego zewnętrznych ściankach. Odruchowo zdejmujesz go z kuchenki. Przepraszająco prosisz o chwilę na przelanie barszczu do wazy. Wiesz, że jej nie masz, ale od czego są rodzina i wypróbowani znajomi? Dzwonisz do tych, którzy powinni być w drodze. Na szczęście jedna z nich była jeszcze w domu i zapewniła, że zabierze wazę i dwa krzesła z garażu weźmie. Ktoś mógłby śmiało powiedzieć, dlaczego nie przelejesz zupy do innego, mniejszego garnka. Ale Ty wiesz, że w podczas świątecznego śniadania trzeba zadać szyku, dlatego decydujesz się na wazę. Wykładasz na stół wszystko, czym chata bogata. Goście chętnie włączają się do pomocy. Proponujesz rozpoczęcie śniadania przystawkami w postaci sałatki (jak dobrze mieć mamę), jajeczek przepiórczych w sosie tatarskim (popisowe danie taty) oraz tortilli  do wyboru: z łososiem, szpinakiem i serem feta w wersji wege (podarunek od kolegi, wiecznego hipisa, i jego konkubiny próbującej sił jako malarka, śpiewaczka, hafciarka i producent świec). Waza i krzesła nadciągają w trybie przyspieszonym niczym skład pociągu próbujący nadrobić opóźnienie (choć gdy w Koluszkach prądu braknie, nie będzie mieć znaczenia typ wykupionego biletu i kategoria pociągu). Skoro jest Was komplet, czynisz honory domu i rozlewasz barszcz do talerzy. Zapowiada się pracowity dzień…

Wesołego Alleluja!

Patynowa Pani Domu. Spotkania w rodzinnym gronie

Są niczym egzaminy poprawkowe. Wcześniej czy później trzeba je zaliczyć, jeżeli chce się przejść na kolejny rok. Mowa oczywiście o uwielbianych przez wszystkie bezdzietne małżeństwa oraz singli spotkaniach w rodzinnym gronie, choć pojęcie „rodzinny” dawno straciło na pierwotnym znaczeniu. Bo czym tłumaczyć obecność przy świątecznym stole np. konkubentów, dyżurnych narzeczonych, ich rodzeństwa czy… pupili o urządzeniach telekomunikacyjnych nie wspominając? Pomińmy terminologiczne szczegóły. Zachowajmy podstawowe zasady etykiety.

Gdy zdarzy Ci się wziąć udział w takim spotkaniu z okazji świąt lub przy każdej innej nadarzającej się sposobności, pokaż się od tej strony, od której chciałabyś, aby Cię zapamiętano. Co to może oznaczać w praktyce? Jeżeli spodziewasz się niepokojącego pytania o zmianę stanu cywilnego, ubierz się na spotkanie tak, aby każdy potencjalny kandydat na współmałżonka już od progu stracił chęć na kontynuowanie znajomości. Pytanie, skąd rzekomy kandydat/- ka miałby wiedzieć, że w danym dniu i miejscu o konkretnej porze stawisz się akurat Ty, która olśnisz go naturalną urodą oraz niebanalną osobowością. Pamiętaj o pokrytym patyną porzekadle „Kto się nie spodoba na brudno, to na czysto trudno”. Gdy natomiast podmiotem imprezy jest dziecko w przedziale wiekowym 0-6 w porywach 7/8, załóż coś, czego nie szkoda Ci będzie potem wyrzucić. Bądź świadom, że nie warto wywabiać plam powstałych na skutek intensywnych zabaw z maluchem nie warto. Taniej będzie sprawić sobie nowy strój aniżeli dopierać coś, co i tak z czasem nada się tylko do chodzenia po domu (pod warunkiem, że ktoś ma dom) lub po lesie (w tym miejscu kłaniam się wszystkim zwolennikom sylvoterapii) zważając na szacunek braci mniejszych.

Przy stole zachowuj się tak, aby biesiadnicy odnieśli wrażenie, że kosztujesz wszystkiego ze zachwytem, nawet jeśli są to potrawy, które okażą się niesmacznymi. Smakujących obrzydliwie z założenia nie nakładaj na talerz tłumacząc się wcześniejszym zrealizowaniem zapotrzebowania na składniki odżywcze.

Gdy będą Ciebie nudzić treść i forma rozmów, które potrafisz odtworzyć z pamięci, wstań i z uśmiechem podziękuj za gościnę zasłaniając się rychłym potencjalnym spotkaniem z dawno niewidzianą koleżanką przybyłą z  zagranicy.

Radzisz sobie za każdym razem, zatem i teraz pójdzie gładko. Powodzenia 🙂

Całuchy-kluchy!

Jak zaimponować Patynowej? Part 1

Jeżeli już odważysz się pokazać swoją moc, która w słabości się doskonali, pamiętaj, że Patynowa doskonale zorientuje się, kto zachowuje się niczym pajac i jakie intencje mu przyświecają. Mało tego. Potrafi sprawić, by pajacowanie ujrzało światło dzienne, a jego Autor/-ka został/-a skompromitowana. Zatem jeśli chcesz na niej wywrzeć wrażenie, nie próbuj robić tego, czego nie potrafisz albo tego, co wydaje Ci się, że umiesz. Na przykład układać słowa piosenek albo wierszy. Jeżeli ktoś ukończył studia filologiczne, to nie oznacza, że chciałby poznawać kogoś poprzez pryzmat tego, co tamta osoba przeczytała albo napisała.

Nie mów, że w szkole nie czytałeś lektur. Jakie to ma znaczenie dla rozwoju znajomości? Nie będziecie raczej podczas spotkań omawiać treści i problematyki „Naszej szkapy” czy „Dziadów”, ale kto wie? Może to akurat stanie się początkiem intrygującej relacji. Nie mów, że nie potrafisz niczego napisać, bo to jest czynność, którą opanował każdy osobnik sprawny intelektualnie. Zamiast tego powiedz np: wiem, jak przywrócić do życia moduł laserowy tego sprzętu. Licz się z tym,  że po takim wyznaniu błyskawicznie przyjdzie czas na jego weryfikację. Gdy przyjdziesz do Patynowej, by coś naprawić lub zmontować i zapomnisz np. o suwmiarce lub wiertarce, lepiej się do tego przyznaj. Nie wylecisz za to za drzwi. O, nie! Otrzymasz natychmiastową pomoc. W sekretnym miejscu Patynowa przechowuje skrzynkę z narzędziami. Może akurat znajdzie się to właściwe.

Gotowanie. Tutaj masz pole do popisu. Patynowa uwielbia przyglądać się, jak ktoś gotuje, ponieważ to czynność, której oddaje się stosunkowo rzadko. Chętnie pomoże podczas przygotowań. Uruchomi blender. Poda przyprawy. Zmieli pieprz. Powie, gdzie przechowuje zastawę stołową. Uwaga! Odgrzewanie produktów garmażeryjnych lub  wrzucanie gotowych potraw do mikrofalówki nie mieści się w kategorii takiej jak umiejętność gotowania. Zanim zaczniesz, pomyśl o detalach. Wiesz, zapachowe świece, niepoplamiony obrus, czyste serwetki i takie tam. Dla niewtajemniczonych: obrus to kawałek obszytego płótna kładziony na stół. Pamiętaj, aby wcześniej zapytać, co miałaby ochotę zjeść. Nie próbuj nakłaniać jej do spróbowania czegoś, czego nie tknie. Stracisz siły, chęć do życia, pieniądze, cierpliwość i zdrowie.  Najważniejsze: Ty jesteś Panem/Panią sytuacji, zatem decydujesz, jak potoczy się czas, który ze sobą spędzicie.

Gdy zauważysz, że Patynowa garnie się do sprzątania, nie przerywaj jej i nie próbuj pomagać. Nie przestawiaj jej rzeczy, zwłaszcza pamiątek-relikwii z podróży. W szafkach kuchennych znajdują się nieopisane puszki. Zużyje całą ich zawartość w czasie krótszym niż przypuszczasz. Częstuj się. Jeśli nie wiesz, co zawiera dane opakowanie, zapytaj. Patynowa też nie zawsze będzie wiedzieć, ale podejmie próbę rozpoznania zawartości po zapachu.

Tyle na teraz. Całuchy-kluchy!