Patynowa Pani Domu. Miód

Twój blaszany rumak dzielnie pomyka poboczem raz po raz będąc wymijanym przez rozpędzone auta. Nie wyobrażasz sobie herbaty bez dodatku miodu, podobnie jak A., dlatego mimo licznych trudności postanowiłaś wybrać się po zakup złota w płynie, oczywiście tylko w lokalnym, sprawdzonym gospodarstwie. Docierasz na miejsce. Tym razem jesteś witana przez ciszę. Dzwonisz do drzwi. Nic. Pukasz delikatnie w okno. Nic. Nagle słyszysz zza płotu (nie tylko Ty, okoliczni mieszkańcy również) krzyk wydawany tubalnym basem: tam nikogo nie ma? Kogo Pani szuka? Odwracasz głowę. Widzisz mężczyznę ubranego… rozebranego od pasa w górę, wymachującego coś rękoma. Podchodzisz do niego. Witasz się i tłumaczysz, po co przyjechałaś. Aaaa, miód… Z samego rana przyjeżdża K. aby tu doglądać wszystkiego, bo oni nad morze pojechali. Nie wie Pan, kiedy wrócą, pytasz siląc się na uśmiech. A bo co, słyszysz od nieogolonego, częstego bohatera polskich kabaretów. Nic, tylko chciałam kupić miód (oraz świece z wosku pszczelego i pierzgę), ale o tym już nie powiedziałam dostrzegając nastawienie interlokutora). To kupi Pani, jak przyjadą. I lepiej niech Pani już idzie. Dzisiaj nic Pani tu nie załatwi.

Nie, to nie. Może nie jest za późno, aby podjechać na bazar. Wybacz tę zdradę, mój stały dostawco, nadrobimy to jakoś. Wiedziałaś, że miód się kończy. Dlaczego wcześniej nie pomyślałaś o zapasach? Nie jesteś chomikiem. Nie musisz gromadzić jedzenia. W obecnej sytuacji gospodarczej rynek jest tak nasycony, że wszystkie produkty i usługi są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy sięgnąć. Docierasz na bazar. O tej porze niewiele stoisk jest czynnych, a na pewno nie tych ze spożywką. Obchodzisz te, które jeszcze zostały. Nie ma. Nie ma miodu i wyrobów pszczelarskich. Przysiadasz w cieniu jedynego drzewa uchowanego na potrzeby takich jak Ty wędrowców. Co dalej? Srebrne w głowie nici, jak mawiał klasyk. Masz do herbaty cukier trzcinowy dobrej jakości i konfiturę z płatków róży otrzymaną od serca od zaprzyjaźnionej osoby. Dobra nasza, nie zginiesz od potencjalnych obelg usłyszanych od A., a ona nie umrze z pragnienia. Uradowana tą ideą wracasz do swojej dziupli.

Robisz porządki. Omiatasz, przecierasz, wynosisz. O, kaczę, już ta godzina. Obiecałaś, że podjedziesz na dworzec po A. Mam sporo bagaży, tłumaczy jeszcze z trasy. Jasne, że pomogę, deklarujesz. Padacie sobie w objęcia. Jej bagaż podręczny wygląda imponująco. Twoja koleżanka uchodzi za ekscentryczkę, dlatego zamiast dziwić się temu, ile ma toreb i co w nich jest, ciesz się, że poznałaś kogoś takiego jak A.

Dotarłyście na miejsce. A. podaje Ci gigantyczną torbę. Proszę, to dla Ciebie, wiem, że uwielbisz miód, więc przywiozłam jego kilka rodzajów. Nawłociowy, z dodatkiem lawendy, wielokwiat, spadziowy… Mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie. Wskoczę pod prysznic, jeśli pozwolisz, a Ty możesz w tym czasie ruszyć te swoje herbaciane zapasy. Miodu powinno wystarczyć do końca roku, chyba że w celu leczenia melancholii lub innych weltschmertzów zjesz go prędzej. Co tak patrzysz? Jest z certyfikowanej pasieki.

Całuchy-kluchy!

One. Gospodarstwo

-Kupisz po drodze szampon?

Widzę, jak w pośpiechu zakłada buty i wiąże chustkę obawiając się, że nie zdąży na tramwaj. Pojedzie następnym. Zwykle i tak się spóźnia.

-Kupię. Chcesz coś jeszcze?

-Coś na śniadanie będzie?

-Będzie. Wyjdziesz wreszcie z łóżka? Kolejny dzień się z niego nie ruszasz. Tyłek Ci przyrósł do materaca?

Z samego rana pretensje. Nie mam siły wstać, przecież wie.

-Wyjdę dopiero wtedy, gdy kupisz szampon. Nie mam czym umyć włosów.

-A ja nie mam już czym rzygać ani czym płakać. Znasz sposób, aby się pozbyć wściekłości na świat? Pić ani palić nie mogę. Przyłożyć komuś też nie bardzo.

-Nie znam.

-Gdyby kurier przyjechał, otwórz mu drzwi.

-Dobrze.

Kolejny karton z niby niezbędnymi rzeczami. Nawet nie pamiętam, co było w poprzednich. Jakieś ozdoby czy narzuta na fotel. Używane oczywiście. Nie znoszę używanych rzeczy, a ona nie znosi moich humorów. Dzisiaj będzie inaczej. Zaskoczę ją powitaniem z fanfarami. Może nawet coś ugotuję.

-I wyjdź z łóżka. Gdy wrócę, pójdziemy do parku. Weźmiemy koc. Przewietrzymy się. Zrobię grzanki. Umyj włosy mydłem dla dzieci. Jeszcze trochę go zostało. Potem ubierz się i ogarnij ten chlew. I przestań wyć. Spójrz w lustro. Twarz cała spuchnięta.

-Spóźnisz się. Idź już. Ogarnę, nie martw się. O której będziesz z powrotem?

-Kończę o 14.00.

-Przyjść po Ciebie?

-Nie przychodź, ale możemy spotkać się pod sklepem. Pomożesz mi przynieść zakupy.

-Dobrze, będę czekać pod sklepem.

Wstydzi się mnie. Mojego zachowania. Wyglądu. Ogoliłam głowę. Któregoś dnia poprosiłam fryzjera, by ostrzygł mnie na 2 mm i tak zostało. Od tamtego czasu staram się trzymać fason. Ostatnio w ramach ograniczenia budżetu nieco się zapuściłam. Z nas obu ona była tą piękniejszą, inteligentniejszą, bardziej uczuciową i wyrozumiałą. Ja natomiast uchodziłam za tą, która grzeje się w jej blasku i nosi teczkę. Trzymamy się razem, odkąd skończyłyśmy studia. Mieszkanie socjalne dzielimy od kilku lat. Tak podobno jest taniej i wygodniej. Nie stać nas na zakup własnych. Zajęłam antresolę. Przechowuję tam dobytek swojego życia. Gdyby to było możliwe, zrezygnowałabym z jedzenia, aby zajmować jeszcze mniej miejsca. Jej rzeczy są wszędzie, a i tak wiecznie ich szuka. Czasami nocuje tu jej eks. Wtedy jest jeszcze ciaśniej. Zaprosiłam Cię tutaj, bo chciałam, abyś zobaczyła jak żyją ci, którzy przed laty wypadli z szeregu i nie planują wbijać się w żaden trend. Nazwij to jak chcesz. Opisz, jak chcesz. Zmień nam imiona albo ich nie podawaj. Nazwę miasta też ukryj. Nalać Ci soku? Obleśny jest i cuchnie. Piję go w ramach kuracji. Mam zryty żołądek, a nie beret, ale radzę sobie. W towarzystwie udaję, że jestem wege, albo dopiero co jadłam, albo że chcę utrzymać wagę.

One. B.

-Przed godziną tez mówiłaś, że coś piszesz.

-To zarzut?

-Nie, element podtrzymujący rozmowę. Co robiłaś w tym czasie?

-Nic. Psychicznie przygotowywałam się do pisania.

-To jednak coś robiłaś.

-Powiedzmy.

-A to co?

-Ścierka do podłogi.

-Przecież widzę. Pytam, co z nią? Jest sucha jak pieprz.

-Do wyrzucenia.

-Ok. Co z obiadem? Naharowałyśmy się trochę.

-Ja nie jem. Mam jelitówkę.

-Nie nabiorę się na to.

-Nie ufasz mi?! Po tylu latach?!

-Przestań. Wiesz, że nie o to chodzi.

-A o co?

-O to, że nie wychodzisz z domu.

-Bo lipa jest.

-Gdzie?

-Na zewnątrz.

-Gorąco i lipa. Brzuch mnie boli.

-Zamawiam pizzę. Dokładasz się?

-Daj spokój. Powinnam Ci ją postawić.

-Pół na pół, ok? Coś musisz jeść.

-Jadłam bułkę. Nie zmieszczę niczego więcej.

-Biorę z brokułami i serem feta. Jaki sos, pytają?

-Dla mnie tysiąca wysp.

-Nie możemy tak dłużej żyć. Pieniędzy wystarczy tylko do końca miesiąca przy mocno ograniczonych wydatkach.

-Mamy ustalić dyżury korzystania z łazienki albo prysznica?

-Nie o tym mówię. Nie mamy kasy. Na zaraz.

-Chodzimy do pracy. Zajmujemy się domem Twojej byłej szefowej, gdy tamta pływa po wyspach Pacyfiku. Sprzątamy… Zbiory są… Jakoś dajemy radę.

-Tak, ale to za mało. Starcza głównie na jedzenie. Nigdzie nie pojedziemy, chyba że na dziko, ale jeśli gdzieś się ruszymy, to kasa nam się urwie. Na jedno wyjdzie.

-Mogę gotować.

-Nie żartuj.

-Możemy coś sprzedawać.

-Co na przykład? Twoje teksty? Chcesz, aby ludzie czytali o Twoich dołach życiowych, dziurach emocjonalnych albo o tym, co jesz, albo raczej, że nie jesz? Tak się nie da, mała.

-Mnie jest wszystko jedno, o czym ludzie będą czytać, byleby czytali. Pomagałam w księgarni. Wiem, co czytają. Czasami to buble… Czymś ambitnym się nie interesowali… Przeważnie.

-Księgarnia padła jak większość wszystkiego, za co się bierzesz. Powinnaś iść do pracy, abyśmy miały stałe dochody. Nie przeżyjemy zimy z tym, co mamy.

-Możemy jechać za granicę. Mówiłaś, że ktoś znajomy…

-Nie możemy, bo nie mamy za co ani do kogo. Poza tym już się nie opłaca taki wyjazd. Trzeba wiedzieć, po co się jedzie i na jak długo, a znając Ciebie, będziesz chciała po dwóch tygodniach wracać albo rzucić robotę, a potem zwiedzać jakieś zamki czy coś.

-Wiesz, że szukam.

-Słabo. Weź się za coś. Może do jakiegoś sklepu podejdź albo… sama nie wiem… Nie może zostać tak, jak jest. Ja mam tylko pół etatu. Dorabiamy sprzątaniem, ale to niedługo się urwie. Twoje oszczędności stopniały, mimo że żyjemy bardzo skromnie. Kobieto, nie masz dokąd pójść ani dokąd wrócić. Podobnie jak ja. W domu rodzinnym nie ma dla mnie miejsca.

-Pokój tam jest. Twój.

-Zajęty przez brata i bratową z dzieckiem, zanim się wybudują, ale to jeszcze potrwa. I co mi po tym pokoju? Do najbliższego sklepu polną drogą mam ok. 3 km. Zimą i wczesną wiosną tonę w błocie. Z czego tam będę żyć? Nie siedź tak. Głowa do góry. Na pewno coś wymyślimy.

 

Patynowa Pani Domu. Perfekcjonizm

Tym razem nie zaśpisz na popołudniowe zajęcia. Nastawiasz budzik i dodatkowo dla pewności prosisz Szwester o zegarynkę. Ale to dopiero po południu. Teraz jest lekko po godz. 10.00, a Ty odziana w ulubiony szlafrok (nie masz innego, tylko ten jeden, więc nie ma szans, by nie zyskał miana ulubionego) próbujesz zaplanować dzień. Napiszesz fragment na podstawie materiałów, które gromadzisz. Zbieractwo jest uznane przez niektórych specjalistów za jednostkę chorobową, zatem marsz do pracy. Nie ma przerzucania myśli z miejsca na miejsce. Z rozmyślań i skutecznego zarządzania czasem wyrywa Cię dźwięk telefonu. Po nazwie pojawiającej się na wyświetlaczu wiesz, że trzeba rozróżnić sprawy ważne od pilnych.

Już to sprawdzam, Kochana. Zaraz odpalę kompek i prześlę Ci, jeśli uda się coś znaleźć. Bardzo dobrze robisz, że negocjujesz warunki. Będzie nostalgicznie, czuję to w moczu. Oczywiście, ze możemy wybrać się na festiwal. Wstęp za free. Inaczej byśmy nie poszły. Powspominamy stare czasy, gdy tułałyśmy się po takich eventach. Zostaniemy do nocy, będzie taniec z ogniem. Kolejny w naszym życiu. Szczegółowy program pewnie gdzieś tam jest w sieci. Też Ci wyślę. Założę coś czarnego jak zwykle. Jeśli będzie upał, to nie pójdziemy. Nie będę paradować w czarnym kapeluszu podczas upału. Pomożesz mi przewieźć ekologiczne soki. Będzie stoisko. Zazwyczaj jest. Powinnam je pić, bo inaczej mogę dostać szkorbutu albo wyłysieć. Wypadną mi zęby i włosy. Tak, moja fanaberia, a Ty nie chcesz, abym była atrakcyjna, tylko bezzębna! Nie stać mnie na wymianę szufladki ani na perukę.

I się zaczęło. Wyszukiwanie, gromadzenie, przetwarzanie informacji. Przesyłanie, odsyłanie, kopiowanie. Powinnaś wziąć prysznic. Jest południe. Kurier nie może się dostać, więc schodzisz do niego pozdrawiając po drodze napotkane dusze. Dziękujesz za przesyłkę. Kto ma szkołę, ten w godzinach południowych ma prawo paradować w szlafroku.

Na obiad zupa z pietruszki. Wczoraj też ją jadłaś i co z tego. Jeśli tak dalej pójdzie, to i na jutro zostanie. Ciepło w brzuszku, ciepło w duszku. Pamiętaj, by nastawić budzik na wypadek, gdybyś znowu zaspała na zajęcia. Zapisałaś się do nowego instruktora, więc nie możesz dać plamy. Pożyczysz koleżance sukienkę. Jak to nie masz do niej bolerka?! Nie mam, chyba że chcesz sztuczne futerko. Będziesz pięknie wyglądać w tym zestawie w środku lata. Jesteś chyba jedyną osobą, jaką znam, która nie ma bolerka. Jakie to ma znaczenie, pytasz w duchu, wyjmując sukienkę i podając ją koleżance. Nie zmieszczę się w nią. To przymierz inną. Nie, jednak pójdę z mamą na zakupy. Może coś wybierzemy. I będzie bolerko. Bolerko-żeberko, myślisz.

Nie będzie tak źle. Nie dość, że nie zaspałaś, to w dodatku wyszłaś z domu odpowiednio wcześnie, Mistrzyni Zarządzania Czasem. Powinnaś być o odpowiedniej porze. Wchodzisz do sali. Zajęcia już się rozpoczęły, jak widać. Ćwiczysz z pozostałymi osobami. Wprawdzie zestawy są dość energiczne, ale nie narzekasz. Po skończonych zajęciach instruktor pyta, czy na pewno jesteś zapisana do jego grupy, bo nie może doliczyć się jednej osoby więcej. Wyjaśniasz, na jaki typ ćwiczeń przyszłaś. Ale to był trening po obwodzie, słyszysz, a nie FitBalet. Ten jeszcze trwa w sali w drugim skrzydle.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Pietruszka

Niezastąpiona w kuchni oraz podczas kuracji gwarantujących powrót do zdrowia. Osoby chcące pozbyć się zbędnych kilogramów powinny koniecznie włączyć ją do jadłospisu. Bogate źródło witaminy C i żelaza. Nie traci swoich właściwości podczas obróbki cieplnej. Bohaterką dzisiejszego wpisu staje się Pani Pietruszka, a właściwie jej nać. Ale po kolei.

Wstałaś z łóżka jak zwykle prawą nogą. Podczas pożywnego śniadania, na które składały się resztki czerstwiejącego pieczywa z masłem i dżemem, sporządziłaś listę zakupów. Ba, szumnie powiedziane. Potrzebujesz tylko kilka sztuk warzyw i owoców, obowiązkowo sezonowych i lokalnych, pieczywo z dodatkiem orkiszu i… na tym koniec. Kupuj tylko tyle, ile zjesz w ciągu najbliższych dwóch dni, Ty i najbliżsi w Twoim otoczeniu, pamiętaj o złotej zasadzie konsumenckiego minimalisty. To nie hołd idei, ale Twoje możliwości finansowe sprawiają, że jesteś jej wyznawcą. Biegniesz do marketu. O tej porze powinny jeszcze być świeże i nieprzebrane. Jest środek tygodnia. Grilloluby budzą swoje instynkty ok. piątku, jak wykazują statystyki sprzedaży. Napełniasz kosz potrzebnymi produktami. Tylko jedna doniczka z pietruszką. Wygląda naprawdę okazale. Będzie stanowić ozdobę Twojej kuchni. Słyszysz głos obsługi „może weźmie Pani dwie, policzymy taniej. A już się kończą. Cena za nać pietruszki w tym roku jak za ośmiorniczki. „Skoro będzie mnie stać na zielone owoce morza, to chętnie. Poproszę”. Poczułaś się niczym VIP. „Tak właściwie to damy Pani trzy doniczki, jeśli Pani chce. Ta jedna taka bardziej licha, więc byłaby gratis, a za tamte obie policzymy”, obsługa świetnie wyszkolona w marketingu bezpośrednim negocjuje dalej. „Heh, jeśli ma się zmarnować… Biorę.” Odważna decyzja jak na kogoś mającego jeno dwie ręce oraz siatkę wielorazowego użytku.

Obładowana trzema doniczkami z zieleniną oraz siatką z zakupami warzywno-owocowymi wracasz do siebie. Jaki piękny, letni dzień! Ptaki śpiewają, słońce świeci, sąsiedzi uśmiechają się z nieudawaną serdecznością: „będzie co do rosołu wrzucać, co?”. Oj, tak, ripostuję, przez całą zimę”, chyba nakarmię tym armię <trawożerców>”. Stawiasz zakupy na blacie. przychodzi refleksja: co ja zrobię z taką ilością natki pietruszki? Niech się zastanowię. Część zamrożę, a część…

Reszta dnia upływa pod znakiem przetwarzania natki pietruszki i nadawaniu jej innego, pożądanego kształtu. Poszukujesz uniwersalnych receptur na potrawy z dodatkiem zielonego źródła zdrowia i witamin. Twoja kuchnia wzbogaca się o pietruszkowe pesto, umówmy się, że kombinacja rozmaitych składników typu orzechy, siemię lniane i drobno posiekana natka to pesto. Jest i sos np. do makaronu. To nic, jeśli tymczasowo brakuje makaronu. Ważne, że jest sos. Oddasz część do wspólnej lodówki. Naleśniki z warzywami. Tylko tym razem cienkie usmaż. Przez kilka kolejnych dni nie umrzesz z głodu, a przy okazji zrobiłaś zapasy na zimę.

Całuchy-kluchy!

 

Patynowa Pani Domu. Drobiazgi

Dziś napiszesz wreszcie coś więcej niż wiadomość w komunikatorze. Wstajesz rano z tym mocnym postanowieniem. Gra jest warta świeczki. I stołu, na którym stała. Pomysł na tekst narodził się kilka dni temu, ale z jego realizacją jest gorzej. Nie pozwól innym grać Twoimi kartami. Ty je wykładasz i nimi dysponujesz. Rady otrzymane podczas szkoleń są bezcenne, podobnie jak to, co usiłujesz tworzyć, a nie przynosi Ci szczególnych grantów oprócz satysfakcji i (podobno) porządku w głowie. Zacznij dzień od małych przyjemności. Ok, kawa zaparzona, śniadanie przygotowane, lektura rozpoczęta (po spożyciu śniadania przy świecach). Wybierasz świeczkę, która oczyszcza powietrze z toksyn pachnąc przy tym delikatnie. Jaka szkoda, że nie wymyślono uniwersalnego środka na skuteczne oczyszczenie głowy z gonitwy myśli. Pozostaje wiara producentowi świec. Krzątasz się po własnej dziupli próbując zaprowadzić w niej porządek. Nastawiasz pralkę. Siadasz przy kompku i sprawdzasz wiadomości. Odpowiadasz na nie, pozdrawiasz, doradzasz, oferujesz, wysyłasz zapytanie. Zapominasz na jakiś czas o tlącej się świecy, ale ona o Tobie pamięta. Co tak cuchnie?! Zapaliło się aluminiowe opakowanie, w którym była umieszczona. Zrywasz się, by ugasić ogień. Po opanowaniu sytuacji oceniasz straty. Przepalona podkładka (w składzie ma na pewno plastik, który przywarł do serwety i stołu. Trudno, nie można być materialistką. Minimalizm jest obecnie trendy. Pozbywasz się bez żalu nieużytecznych przedmiotów. Gorzej ze smrodem pochodzącym od aluminium. Oczyszcza powietrze! Wolno się spala! Delikatnie pachnie! Akurat. Reklama kłamie. Niech tylko dorwiesz producenta. Wystawisz mu odpowiednią opinię i na pewno niczego u niego nie kupisz. Tymczasem trzeba zająć się najbliższym otoczeniem. Otwierasz na oścież okno. Jakie cudne chmurki! Rozwieszasz pranie, a następnie wychodzisz po zapasy spożywki. Nie będzie padać. Nie powinno. Tak brzmiały komunikaty w radiu. Przebierasz nogami, jakbyś miała dogonić odjeżdżający pociąg. Zdążysz. Zdążysz, słyszysz? Gdy miotasz się pomiędzy sklepowymi półkami, zaczyna lać. Myślisz o swoim praniu rozwieszonym na świeżym powietrzu. Dobrze jest!

 

Patynowa Pani Domu. Paskuda

Ten dźwięk rozpoznasz wszędzie, zwłaszcza w środku nocy, podczas próby rozkoszowania się ciszą,  gdy leżysz pod kocem i usiłujesz zasnąć. Nie próbuj się oszukiwać. Charakterystyczne bzyczenie o tej porze roku. Słychać je tuż nad Twoim uchem. To nie daleki odgłos silnika pojazdów poruszających się na drogach szybkiego ruchu. Nie. Zapalasz lampkę. Leci, leci samolocik. Wylądował. Chwytasz na oślep za coś miękkiego, co akurat jest pod ręką. Uważaj na śnieżną biel sufitu. Uwa… Jutro… Nie! Dzisiaj go umyjesz i nie będzie śladu po zbrodni. Kładziesz się w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i ponownie przyzywasz Morfeusza, aby rozłożył swoje ramiona. To nie ten dźwięk. Przecież dopiero unicestwiłaś to, co skrzydlate i żądne Twojej krwi. Tym razem nie wstanę, postanawiasz, może sam się wykończy. Nie tej nocy. Chyba jest ich więcej niż jeden. Sygnały wysyłane przez owadzie wampiry są coraz głośniejsze i brzmią niczym orkiestra strojąca instrumenty na chwilę przed koncertem. Przecież padało, a podczas deszczu i krotko po nim raczej nie powinny się pokazywać. Może ta prawidłowość obowiązuje na zewnątrz, ale komar jak każde stworzenie swój rozum ma i przed deszczem też pragnie się schronić, by nie zmoczyć skrzydełek. Tylko dlaczego w pokoju, w którym spędzasz noce (i dnie). Wstajesz, chwytasz ręcznik i szukasz intruza. Uważnie obserwujesz ściany i sufit (nie szklany). Omiatasz wzrokiem meble i sprzęty. Gdzie się schowały małe szkodniki? Może wpadły do akwarium? Wtedy Paskuda by się z nimi rozprawił. Paskuda to dyżurny glonojad, duży, tłusty i niegrzeszący urodą, który waletuje u Ciebie podczas nieobecności prawowitego właściciela. Wyrobisz mu wizę turystyczną i zaczipujesz, jeśli będzie trzeba, ale póki co walczysz ze zmianą dźwięków. Paskuda jest nocnym markiem. Obżera się niemiłosiernie, głównie w nocy i stanowi skuteczną konkurencję dla rozmaitych gatunków ryb, które pojawiają się w jego otoczeniu. Może powinnaś go nauczyć kilku sztuczek, np. gdy usłyszy lub wypatrzy komara, to wyskoczy z wody i go połknie w powietrzu. Ewentualnie w wodzie. Ewentualnie niech go nawet nie połyka, byle oczyścił najbliższą przestrzeń z jego obecności. Paskuda zajmuje się głównie sobą. Niczym stary kawaler ma swoje przyzwyczajenia, fochy i wyraźnie znaczy terytorium. Źle znosi przeprowadzki, chyba że do Patynowej Pani Domu. Po przepisowym okresie karencji przybywa mu gramów i energii, na to wygląda. Tym razem nie możesz liczyć na jego pomoc, ale dobrze, że jest. Przynajmniej masz po co wstać z łóżka. Są. Dwa. Były. Nie będzie dużo mycia. Kładziesz się z nadzieją, że to ostatnie osobniki, a reszta zdarzy się jutro. Śpij, Paskudo, nie budź, bo Ci sprowadzę niewydarzoną dziewczynę i dopiero wściekły będziesz…

Notatki

Leżę w hamaku i spoglądam w umiarkowanie zachmurzone niebo. Nie mam siły mrugać. Poddaję się. Dzień spędzam w hamaku. Obkładam się poduszkami, włączam audiobook. Totalny brak koncentracji sprawia, że po kilku minutach daję sobie spokój. Może film. Najlepiej jakiś z wątkiem nieuleczalnej choroby w tle. Nie dzisiaj. Dzisiaj chillout. Wyłącz myślenie. Wyłącz telefon. Z zaplanowanych zajęć nie zrealizowałam niczego, może z małym wyjątkiem. Zrobiłam pranie w obawie, że wkrótce może zabraknąć czystych ubrań. Od jakiegoś czasu obiecuję sobie, że będę żyć bez planu, tu i teraz. Słychać narastający sygnał dzwonka telefonu. spoglądam na wyświetlacz i mam pewność, że zanosi się na dłuższą pogawędkę. Nie mogę zostać tu, gdzie jestem i nie mam dokąd pójść, rozumiesz. Rozumiem. Każdą cząstkę i kontekst zdania. Od wielu lat wykonuję prace będące dużo poniżej moich możliwości i aspiracji. Wykłócam się o każdą złotówkę z ludźmi nie mającymi pojęcia, ile kosztuje życie. Ale o tym nie wolno nikomu mówić. Nie mam apetytu, rozumiesz. Rozumiem. Od jakiegoś czasu nie pamiętam, co wrzucam do garnka i jest mi zupełnie obojętne, co jadam. Ale o tym cicho sza. Większość produktów spożywczych do niczego się nie nadaje. Jest mdła i niejadalna na dłuższą metę. Idź na bazar, może tam dostaniesz świeże warzywa i owoce, choć o tej porze to mało prawdopodobne, radzę, i raczej nie wierzę, że rozmówca dostosuje się do porady. Ale ja nie mam siły ubrać się. Witaj w klubie. Mam na sobie nocny strój. To wyjdź tak, jak jesteś. Nie mogę wyjść tylko w spodniach od piżamy i starym podkoszulku. Możesz. No co Ty, miałaś mnie pocieszyć, a Ty drzesz łacha. Skąd, idź w piżamie po te cholerne warzywa i owoce, a potem wbijaj do mnie. Jak to nie możesz wejść do kuchni?! Leżysz? Usiądź! Usiądź, mówię! Teraz jedna noga z łóżka, potem druga. Teraz do łazienki. Odłóż telefon. Rozłączę się zaraz. Doprowadź się do porządku i przyjdź na obiad. Nie możesz cały dzień chodzić po domu w piżamie i płakać. A dlaczego nie? Jeśli Ci to pomoże, zapraszam. Super. Będę czekać. Zrobię placki. Ze śmietaną będą. Takie, jak lubisz. Głowa do góry. Kiedyś te instytucje, które odrzuciły Cię podczas castingu na pierdzistołka do wszystkiego, będą żałować, że Ciebie u nich nie ma. Jasne, że możesz kupić po drodze lody. Dla mnie tiramisu i z leśnymi owocami. Zjem ich tyle, że mnie zemdli jak ostatnio. A potem, gdy pójdziesz, znowu wskoczę do hamaka i spędzę w nim noc, i kolejny poranek, a może dzień i wieczór… Ale o tym cisza… Nikomu nie powiem…

Notatki

Noc była dość pracowita. Odpowiedziałam na zaległe e-maile, posegregowałam pocztę oraz pozostałą lekturę na najbliższe tygodnie. Na czas afrykańskich upałów przeniosłam się z noclegiem do piwnicy. Obudziłam się, gdy wskazówki zegara powędrowały na krótko przed jedenastą. SMSy z informacją o zaległościach postawiły mnie na nogi. Zerwałam się i wbiegłam pod prysznic. Sprawdź pocztę. Przedstaw swoją propozycję. Napisz uzasadnienie. Zatwierdź. Prześlij. Dokładnie w tej kolejności. Ale najpierw śniadanie i kawa.

Zmniejszył się upał, więc można planować działania związane z pracą na zewnątrz. Obiegówka po miejscach, w których jest coś pilnego do załatwienia. Spotykam znajomą będącą jest w trakcie przeprowadzania się. Dziewczyna naprzemiennie klnie i płacze. Obrywa się nawet ekipie, którą zatrudniła do pomocy. Mięcho! Jesteście do niczego, mięcho! Co mnie podkusiło, żeby Wam to zlecić, mięcho! Wszystko powiem szefowi! Będziecie mieć po premii, mięcho! Uwaga! Ostrożnie! To stary kredens! Musi jeszcze trochę wytrzymać! Zapodziałam gdzieś fajki. Poczęstujesz mnie, zwraca się tonem błagalno-rozpaczliwym w stronę pracownika firmy. Nie mam, odpowiada zagadnięty. A tak w ogóle to zapytam szefa, czy kończyć tę robotę. Zdaje się mamy dziś jeszcze jedno mieszkanie. Szefie, to wszystko tutaj? Pani ma uwagi! Co Pan mówi?! Jakie uwagi?! Nie mam uwag! Tylko pytam o papierosa! Podchodzi rosły mężczyzna. Co jest, pyta. Nic, tylko gdzieś podziałam fajki. Chciałam prosić o jedną, chlipie. Proszę Pani, my już skończyliśmy. Na kogo wystawić fakturę? Miało być bez faktury, znajoma krzyczy tak głośno, że słychać ją w całej okolicy. Odchodzę nie chcąc w przyszłości być powołaną na ewentualnego świadka w sprawie o znieważenie.

W sklepie spożywczym klientka wybiera najtańszą kiełbasę, ale nie może się zdecydować. Ekspedientka pyta o cel przeznaczenia wyrobu. Staremu do roboty, więc tania i dużo ma być, zdecydowanym głosem odpowiada zapytana. Wybucham śmiechem. Obie kobiety spoglądają na mnie z nieukrywanym oburzeniem. Jeszcze fasola, pomidory i pasta z ciecierzycy, a potem można podchodzić do kasy. Zostawiam za sobą frustrację klientów taniego marketu. Odwiedzam sklep wielkopowierzchniowy. Może tym razem uda się kupić klimatyzator? Nic z tego, informuje pracownik obsługi, gdy się pojawią w hurtowni, to zaraz są rozdzielane. Nam przypadły cztery. Dzisiaj przyszły i od razu je wykupiono. Czy już pogratulowano pomyślunku osobie odpowiedzialnej za zamówienia, pytam z wyraźną ironią. Jest jak jest i tego nie zmienimy, słyszę z uśmiechem w głosie, na co odpowiadam tym samym.

Nie wierzę własnym oczom. Gniazda jaskółek są strącane. W środku z pewnością były pisklęta. Jeszcze dwa dni temu było słychać, jak popisują. Opiekuję się mieszkaniem koleżanki, gdy ona przebywa za granicą. Rośliny padły. Zrobię wszystko, aby przywrócić je do życia, składam uroczystą obietnicę i ruszam do pracy.

 

Notatki

Wyłączam budzik i idę w stronę łazienki. Ostre światło sprawia, że ból dodatkowo się potęguje. To naprawdę moja twarz i włosy?! Koniecznie powinnam coś z nimi zrobić. Ale nie teraz. Staram się myśleć o nowym dniu, choć głowa zajęta poprzednimi. Korektor i puder! Puder i korektor! Więcej pudru, więcej. I rozświetlacza. Nagle zbyt gwałtowny ruch sprawia, że puderniczka wraz zawartością wyślizguje się z rąk, a potem spada na podłogę i roztrzaskuje się na kawałki. Cholera, nie zdążę posprzątać. Zostawiam to na popołudnie. Nogawki moich spodni też ucierpiały na skutek bliskiego spotkania z zawartością puderniczki. Wieczorem nastawię pranie. Tymczasem w półmroku wciskam się w inne spodnie i pędzę.
W pociągu wymiana zdań i poglądów pomiędzy konduktorem a (jeszcze) młodzieńcem na środkach zmieniających świadomość:
– Proszę, Pani była pierwsza…
– Poproszę bilet do stacji…
– Ale ta pani nie była pierwsza. Ja tu stałem.
– Ta pani tu stała. A Pan mógłby poczekać cierpliwie i przepuścić panią.
– Ale ja nie będę nikogo przepuszczał. Jest równouprawnienie. I teraz panowie mają pierwszeństwo w kolejkach. Proszę bilet do…
– Ale ja najpierw tę Panią obsługuję. Proszę, do której stacji ma być bilet?
– A ja jestem nowoczesny i wiem, że teraz mężczyźni mają pierwszeństwo. Kultura nakazuje…
– A mnie w domu uczono, że kobieta ma pierwszeństwo zwłaszcza, że przed panem stoi. Tak kultura nakazuje.
– A mnie nie obchodzi, jakie ma Pani wychowanie.
– I mnie Pana poglądy też nie bardzo.
Najważniejsze, że udało się kupić bilet.
Popołudnie. Po kilku próbach nawiązania kontaktu z salonem fryzjerskim oddzwania pracownik zakładu:
– Dzień dobry. Pani do nas dzwoniła.
– Dzień dobry. Chciałabym się umówić do fryzjera. Strzyżenie. Włosy krótkie… A nie mają Państwo innych, wolnych godzin? … Dobrze, niech będzie za dwa tygodnie po 19.00 … Nie, nie śpię o tej porze … Do męskiego … A jakie to ma znaczenie, że jestem kobietą?… Chciałabym ostrzyc i tak już krótkie włosy na męsko … Nie wiem, jaką mają długość … Krótkie są … Czym mam je teraz odmierzyć?… Proszę zaczekać, mam metrówkę … Aha, są półdługie według Państwa kryteriów?! … Dobrze, może Pan nawet zanotować, że są długie do kolan i przyjdę ściąć warkocze… Do męskiego… Nie, tylko męski wchodzi w rachubę… To dlaczego mają Państwo inny cennik dla mężczyzn, a inny dla kobiet? …Tak, dziękuję … Żadnych maseczek ani ombre, niczego takiego … Tylko strzyżenie… Do zobaczenia.
Pragnę normalności. Chcę posłuchać czegoś pięknego. Natychmiast! Może być duet Springsteen Morello. Gdy słyszę pierwsze dźwięki, zapadam w letarg…