One. Czekolada

-Mamo, mów ciszej, bo pani jeszcze śpi. Nie krzycz. Obudzisz ją.

-Co się Pani tak drapie?! Pewnie pchły Panią pogryzły. Jest ich tu dużo, bo nikt tego nie tępi. Niech Pani się tak nie drapie, bo jeszcze dziurę w skórze wydrapie.

-Mamo, Ty nie wiesz, że trzeba ciszej…

-Będzie tu Pani ciężko wytrzymać. W tym hałasie i chlewie. I pełno pcheł skacze. Od tych psów, co tak szczekają. Nie mam tych kwitków, co Pani kazała przynieść. Ale tu zimno. Nie pali się. Mają długi, wie Pani. Z nią będzie bardzo ciężko. Ma zakaz jedzenia słodyczy, ale go nie przestrzega. Cała pościel uwalona czekoladą, bo ona wszędzie ją chowa i podjada, kiedy opiekunka nie patrzy. Tego trzeba pilnować. Nie będzie łatwo, bo ona jest agresywna, gdy zobaczy, że jej pani zabiera czekoladę. Rąk potem nie myje i z takimi upaćkanymi czekoladą kładzie się spać. W nocy wstaje, szuka batoników, a gdy nie znajduje, robi się wściekła. Potem ma problemy z jelitami. Ja przy niej nie mogę całą noc siedzieć. Niech jej coś przepiszą na sen i na jelita. Rodzinie powiedziałam, żeby tę pościel gdzieś do pralni oddawała, bo tu pralka nie działa, a w tym zimnie i smrodzie nic nie schnie. Ja tak tu gadam i gadam, a Pani… Mnie chyba też pogryzły. Cała w bąblach byłam, kiedy tu zaczęłam, ale mam taką maść. Niech sobie Pani ją też kupi.

-Mamo, nie mów tak głośno. I zamknij drzwi, bo jak się Pani obudzi, to będzie krzyczeć i wyzywać.

-Ona czasami nie ma świadomości, czy jest dzień, czy noc. Po kolacji zaraz kładzie się do łóżka i ogląda telewizję. A czekolada wala się wszędzie. I trzeba potem wszystko myć, bo się lepi z brudu. Klucze są tutaj. Na lodówce ma Pani numer telefonu do rodziny. Rzadko odbierają, a wieczorami prawie wcale. Dlatego lepiej pisać przez komunikator. Numer do jej lekarza jest tu. Apteka o tej porze już nieczynna. Rodzina mówi, żeby tylko w tej kupować leki i brać na wszystko fakturę.

Oni. Kisiel morelowy

-To była pierwsza potrawa, którą nauczyłam się robić w dzieciństwie. Mama zbyt wyczerpana obowiązkami domowymi, sprawowaniem opieki nad dziećmi i pracą w gospodarstwie nie miała siły, by wieczorami go robić, a ja uwielbiałam kisiel o smaku morelowym. Na naturalnym soku. Chciałam go jeść prawie codziennie. Któregoś wieczoru mama nie wytrzymała i powiedziała, że jestem już duża i od dziś mam się nauczyć, jak go samodzielnie przyrządzać, więc się nauczyłam. Obecnie jest w sprzedaży w tubkach, ale ja i tak wolę sama go robić. Mieliśmy gospodarstwo. Sad. Drzewka morelowe. Ciasto, które Pani je, zawiera morele z naszego sadu. Cieszę się, że smakuje. Właściwie już nie uprawiamy owoców. Oddaliśmy sad w dzierżawę, gdy rodzice przestali dawać radę. Brat prowadzi ten lokal. Przejął po mamie. Próbowała Pani kompotu? Brat osobiście nadzoruje receptury. Nie zmienił pracowników kuchni od lat. Drugie pokolenie kucharzy dla nas pracuje. Tutaj na kolonii znamy się wszyscy. Doleję Pani. Ja mam problem, jak pewnie Pani zauważyła. Dlatego nie mogę prowadzić tego biznesu. Teraz jestem na przepustce. Trochę im pomagam, ale bardziej interesuje mnie, kto tu bywa. Cieszę się, że mogłam Panią poznać.

-Ogromnie mi miło. W ofercie nie ma kisielu o smaku morelowym, a tak chętnie bym skosztowała.

-Wiem, kim z zawodu Pani jest i że jest Pani przejazdem. Podoba się tu Pani. Różni ludzie tu zaglądają. A ja postanowiłam sobie, że wyjadę stąd do A., zostanę malarką i będę prowadzić własną galerię. Ale, jak Pani widzi, czasami trzeba odłożyć marzenia na bok. Kolejna terapia. Kolejni specjaliści. Kolejne turnusy. I na razie nie ma poprawy. Widzę, że Pani już prawie gotowa do wyjścia. Zaczeka Pani jeszcze chwilkę? Coś mam dla Pani. Szkic powstał dziś w nocy. Skutki uboczne mojej choroby to bezsenność. Ale nie tracę czasu. Jakąś ramkę ma Pani do tego? Zaraz… Jeszcze dedykacja…

One. Dyskoteka

-Z takim makijażem z mojego domu nie wyjdziesz. Wtedy uderzyła mnie po raz pierwszy. Miałam 17 lat. Szykowałam się na dyskotekę. Użyłam kosmetyków kupionych za pierwsze zarobione pieniądze. Z praktyk. Nie żałowałam pudru i różu. Ciuchy też były nowe. Spodnie biodrówki z nadrukiem w srebrne gwiazdy. Do tego posrebrzany top. Zobaczyła mnie w nich i ponownie uderzyła. Tak ubrana z mojego domu nie wyjdziesz, powiedziała, po czym poczułam, jak mnie pali twarz.

-Zmyłaś ten makijaż?

-Tak. Po tym ani razu od niej nie oberwałam. Było nas w domu sześcioro i od zawsze ciągnęło nas do kasy. Jestem druga po siostrze. Potem sami bracia. Ojciec zmarł, gdy najmłodszy był niemowlęciem. Żadne z nas nie ma matury. Matka po śmierci ojca nie załamała się, lecz podjęła pracę. Stanęła za ladą, a dodatkowo obsiewała grunty, które jej zostawił. Siostra nie żyje. Wyjeżdżała do pracy za granicę. Na czarno. Kogoś tam poznała. Miała plany, ale choroba ją zabrała. Miała taki duży brzuch już pod koniec. Nie chciała się leczyć. Bała się, że to zabierze jej urodę. Rzadko ją odwiedzam na cmentarzu. Mama, odkąd stała się kompletnie zależna od innych, często ją wspomina. Zrobisz mi jeszcze jedną kawę?

-Naturalnie, że tak. Mocniejszą? Słabszą?

-Mocną. Moja córka ma teraz 18 lat. Ciągnie ją do chłopaków, ale nie chodzi na dyskoteki. Ani razu jej nie uderzyłam. Chce mieć rodzinę i to jak najszybciej. Mieszka z nami. Co Ci jeszcze opowiedzieć? Jak zarabiam? Sprzątam, myję okna. Wreszcie wyremontowaliśmy mieszkanie. Komunalne. Umiesz słuchać. Dzięki za kawę. I za wszystko inne. Zobaczymy się jeszcze?

One. Królik

-Jeszcze klucze.

-Proszę.

-Śmierdzi tu niemiłosiernie. Królikiem. A była rozmowa, że nie przyjmujemy zwierząt. Złamała Pani warunki współpracy, zatem okłamała mnie Pani.

-Ale to królik koleżanki. Na kilka dni miał tu zostać, bo ona wyjechała do domu. I tam została, a królik został tutaj.

-Nie interesują mnie motywy, którymi Pani się kierowała. W mieszkaniu śmierdzi króliczym moczem i jest brudno. Powinnam Panią dodatkowo obciążyć kosztami sprzątania i dezynfekcji. Co to jest?

-Płótno. Rozwiesiłyśmy je z koleżanką, aby podzielić pokój na części.

-Nie wolno Pani było wiercić w ścianach.

-Wiem, ale ja chciałam mieć jakiś kąt. Bo w dzieciństwie nie miałam nawet własnego pokoju. Jeden pokój dzieliłam z rodzeństwem. Potem pokłóciłam się z rodziną. Praktycznie się nie odwiedzamy.

-Te wszystkie worki z rzeczami należą do Pani?

-Tak. Zostało jeszcze coś na balkonie, ale to niech Pani komuś wyda. Może jakiejś organizacji, bezdomnym.

-Proszę to ze sobą zabrać albo wyrzucić.

-To może wyrzucę.

-Królika z klatką i jego rzeczami też proszę zabrać.

-Właściwie ten królik to mój przyjaciel. Dawniej czułam się taka samotna, a teraz, odkąd go mam, jest mi raźniej samej w wielkim mieście. Trochę kosztuje jego utrzymanie. Wszystko wydałam na weterynarza. A od dwóch tygodni szukam pracy i nic. Nawet na bilet nie mam.

-A rodzice?

-Nie są razem. Mama ma osobowość depresyjną, a tata odszedł od niej, gdy zaczęła się choroba. Mamy słaby kontakt.

-Ok, proszę znieść te rzeczy do kontenerów, a potem odwiozę Panią na dworzec.

Oni. Oferta

-Wyśmienita. Dziękuję. Bez dodatków. Taka, jaką najbardziej lubię.

-Cieszę się, że smakowała. Jabłka z naszego ogrodu. Gdy spędzisz tutaj kilka dni, może okazać się, że wszystko Ci posmakuje.

-Może pora nauczyć się piec?

-Nie ma sprawy. Pojutrze przyjeżdża mama. Zakręć się przy niej. Chętnie Cię nauczy. Przyda Ci się przerwa w pracy. Wyglądasz na osobę, która tego potrzebuje.

-Odrzuciłeś propozycję…

-Tak. Zostałem nominowany do awansu. Nie skorzystałem z oferty. Powiedziałem im, że jeśli jeszcze raz zgłoszą mnie do tego typu nagrody, złożę wypowiedzenie.

-I?

-Przestali mnie straszyć… Zostaję na obecnym stanowisku. Jeszcze przez kilka miesięcy.

-A potem?

-Mam swój gabinet tutaj. Mogę też pracować zdalnie. Zgłaszają się do mnie ludzie. Widzę, jak dokonują się w nich zmiany. Lubię to miejsce. Z dala od miasta. Proste życie. Proste potrawy. Brak telewizji. Dom jest stary. Ma swoje humory, ale klientom to nie przeszkadza. Zresztą dysponuję własnym portfelem klientów. Postanowiłem zaryzykować. Latem mogę wynajmować te dwa pokoje, ale tylko sprawdzonym osobom.

-Słusznie. Kto nie ryzykuje, ten nie je szarlotki. Mówią, że jeśli tak dalej pójdzie, cały dotychczasowy team się rozpadnie.

-Wiesz, liderem z wizją została kobieta, która klepie frazesy o porywach serca. O podążaniu własną ścieżką. Przychodzi do pracy obwieszona talizmanami. Odprawia jakieś rytuały, co wygląda nieco komicznie, jeśli zważyć na fakt, że zgłaszają się do nas ludzie z problemami. Nierzadko na życiowych rozdrożach. Naszym zadaniem jest przeprowadzić klienta przez proces zmiany, a wcześniej uświadomić mu, co zostało skopane.

-Ze mną też chcieli negocjować, ale powiedziałam, że zmiana warunków umowy nie wchodzi w rachubę. Obawiam się, że też rozwiążę z nimi współpracę.

One. Noc

-Pani pewnie też jedzie do uzdrowiska.

-Tak, w pewnym sensie. Jadę odpocząć.

-Ja pierwszy raz jadę nocnym autobusem i tak daleko. Babcia powiedziała, że dla nas obu nie wystarczy pieniędzy na bilety i dlatego jadę sama. Tak się bałam, czy mam ważny bilet i czy wsiądę do dobrego autobusu. Tam, na miejscu odbierze mnie opiekunka z ośrodka. Babcia długo starała się o ten obóz czy jak to się nazywa…

-Turnus.

-Tak, turnus. Będę się tam uczyć, jak się zdrowo odżywiać, jak o siebie dbać.

-To ciekawe zajęcia. W jakiej miejscowości?

-Pokażę Pani. Tu mam napisane. Czepiają się mnie, że jestem gruba i mam tłuste włosy.

-To przykre.

-Jestem przyzwyczajona. Może w ośrodku kogoś poznam, zaprzyjaźnię się i będziemy do siebie pisać i się czesać.

-Warto zaryzykować.

-Bo ja mam więcej kontaktu ze zwierzętami zamiast z ludźmi. Niech Pani zgadnie, ile zwierząt mam w domu.

-Nie potrafię… Kilka sztuk.

-Dwa szczury, psa, chomika i rybki, ale akwarium jest bardziej taty. Natomiast jego nowa dziewczyna nie lubi zwierząt i każe mi się ich pozbyć. Ale rybki mogą zostać pod warunkiem, że tata je ogarnie.

-To wesoło masz w domu ze zwierzętami.

-Cały czas jest hałas, a gdy chcę pobyć w ciszy, wsiadam do tramwaju i jeżdżę do końca trasy, potem się przesiadam do innego. Biorę ze sobą książkę albo notes do rysowania. Chce Pani zobaczyć moje rysunki?

-Tak, chętnie.

-To nasze mieszkanie. To tata, obok niego nasz pies. Siedzą przy piecu. Zimnym. Dziewczyna taty nie daje pieniędzy na opał. Chce wyburzyć piec.

-Może warto go zatrzymać?

-Proszę Pani, teraz już nikt nie ma w domu takiego pieca. Trochę to obciach.

One. Miasto

-Dziękuję, że mnie tu zabrałaś. Prawdziwa manufaktura. Dotychczas składałam zamówienia głównie on line, nie mając pojęcia, że istnieje punkt stacjonarny.

-Teraz już wiesz. Będziemy tu częściej zaglądać. Są organizowane warsztaty i pokazy. Czas na obiecaną niespodziankę. Mogę pokazać Ci inne oblicze miasta, jeśli chcesz. Uprzedzam, że jeśli będziesz wykonywać zdjęcia, lepiej robić to dyskretnie. Mieszkańcy mogą czuć się niekomfortowo i dać temu wyraz. Idziemy?

-Idziemy. Prowadź.

-Nie obawiasz się ciemności, więc nie będzie problemu z wejściem w głąb podwórek. I uważaj, na co wchodzisz. Mnóstwo tutaj nie tylko psich min.

-Tu jest bardzo ładnie. Piękna architektura. Wystarczyłoby tylko trochę ją odrestaurować.

-Istotnie, lecz miasto nie ma co zrobić z mieszkańcami, dlatego zostaje po staremu. Wbrew pozorom to samowystarczalna dzielnica. Właściwie wszystko tu można dostać. Jeśli nie od ręki, to za jakiś czas. Tu jest punkt konsultacyjny. W suterenie. Przychodzi mnóstwo beneficjentów. Nawet dwaj się czają.

-Skąd o tym wiesz?

-Spójrz na nich. Czekają na zamknięcie, aby podejść. Teraz w lewo, przez wjazd. I jesteśmy w podwórku. Zajrzymy lokatorom do jam?

-Coś Ty?! Odważny pomysł.

-Będziemy kukać, a w razie czego powiemy, że niby robimy projekt i przyszłyśmy fotografować drzewo w podwórku. I graffiti. Patrz tam.

-Ojej, nawet nie zasłonili okien. Wszystko widać. Na stole góra ubrań, a reszta leci z szafy. Nie ma nawet krzeseł. Ale ten pies ujada.

-Konkurencja dla telewizora. Chodź teraz na drugie podwórko. Jest ciemno, lecz stosunkowo wcześnie. Nikt nas nawet nie zauważy. Tam, na ostatnim piętrze niedawno wybuchł pożar. Niby instalacja, ale powiadają, że jakiś bezdomny nocował i może to on. Uważaj na błoto.

-A to co? Wymiana kanalizacji?

-Na to wygląda.

-Jak tu cicho.

-Wbrew pozorom to spokojna dzielnia. Mieszkańcy balują głównie na kwadracie. Wychodzą do nocnego po zapasy. Dużo ciekawiej byłoby o wczesnych godzinach porannych. Wtedy z okien lecą różne gadżety, a z klatek schodowych wyłaniają się rozmaite postacie. Tam były dawne jatki. Teraz jest składzik na dziko. Zatrzymajmy się na chwilę. Potrzebuję czegoś z apteki.

Notatki. Sierpień

Kolejna noc spod znaku ulewy. Lubię słuchać, gdy krople deszczu uderzają o bruk dziedzińca oraz o meble i rośliny ogrodowe ustawione wzdłuż niego. Daruję sobie sen. Jest tak przyjemnie, że wychodzę na balkon i usiłuję oczyścić pękniętą na pół głowę. Za bardzo analizujesz i masz zbyt wysokie oczekiwania, usłyszałam w odpowiedzi na swoje niedawne rozterki, stąd tak silne emocje. Gdybyś je <oczekiwania> ograniczyła albo zredukowała, nie byłoby tylu dylematów, analiz. Może powinnaś skorzystać z fachowej pomocy? Coach? Mentor? Znowu to samo. W jakim celu rozkładam te zdania na czynniki pierwsze? Chwytam małą poduszkę, otulam się szczelnie kocem i ląduję w hamaku. Może tym razem zasnę? Deszczowe noce są takie kojące. Gdy odpowiednia pozycja w hamaku zostaje zajęta, odpycham się łagodnie bosą stopą od podłoża i zaczynam się rytmicznie bujać. Głowa serwuje rozmaite myśli. Dokończ notatki. Uporządkuj oba dyski. Napisz zaległy e-mail. Zmodyfikuj biurko. Zacznij od znalezienia dobrego stolarza. Zaczynam od jutra. Teraz jesteśmy tylko poduszka, ulewa, noc i ja. Jesteśmy jednością.

Budzi mnie krakanie wron i kawek. Nie miałam pojęcia, że tyle ich tu jest. Ale budynek jest przecież stary, zawiera mnóstwo ptasich kryjówek i wymaga kapitalnego remontu. Nic dziwnego, że te piękne ptaki upodobały go sobie jako miejsce przeznaczenia. Schodź na śniadanie, już czas. Zdawałyby się mówić do mnie w ptasim języku.

Pary podczas wspólnych wyjazdów niekiedy zachowują się osobliwie, w sprzeczności wobec zasad właściwych czysto ludzkiej naturze. W jadalni pojawiają się: on ubrany w koszulkę z logo popularnej firmy produkującej motocykle (innego dnia miał na sobie T-shirt z nadrukiem biblijnej bestii). Na stopach oczywiście popularne klapki marki będącej częstym gościem memów. Ona, która bardzo chciałaby być obsługiwaną damą o nienagannej dykcji i manierach. Kawa z mlekiem? Jaką wziąłeś? Jakiej marki? Ile nalałeś? Skąd? Tam była. Mogłeś z innego pojemnika wziąć. Dużo mleka dałeś? Jakie pieczywo bierzesz? Ile kromek? Jakiego rodzaju? Do wędlin możesz wziąć dodatki. Musztarda. Ketchup. Tylko nie wyciskaj za mocno. Bo wytryśnie. Coś do picia jeszcze przynieś. Może spróbuj soku. Tylko uważaj na żołądek.

Stoję przy ekspresie do kawy i kątem oka przyglądam się twarzom rozmówców. Przyrządzam kawę tak mocną, o jakiej on mógłby co najwyżej śnić przy swojej wybrance, i z taką ilością mleka, jakiej potrzebuję. Wcinam ciastka i kawałki owoców. Do tego świeżo wyciskany sok. Uśmiecham się do mężczyzny znacząco, aby wiedział, że ja wiem, przez co on przechodzi. Człowieku, wycofaj się, zanim będzie za późno. I zmień koszulki, bo kłócą się z Twoją osobowością.

One. Akcja

-Nie pozwolisz mi na działanie? Mogłabym coś zorganizować, a przynajmniej podjąć próbę.

-Nie zgadzam się.

-Domyślam się, dlaczego.

-Jeśli chcesz, możesz wesprzeć inną aukcję. Robiłaś kiedyś piękne kartki. Mogłabyś przy okazji zareklamować swoje usługi. Stałabyś się sławna.

-Nie zależy mi na sławie. Może spróbujmy ze zbiórką? Portale społecznościowe mają szeroki zasięg.

-Istotnie. Musiałam zachorować, abyś się odezwała.

-Oj, bierzmy się do roboty. Nie ma czasu do stracenia.

-Mam mniej czasu niż Ty. Zawsze chciałam pozwolić sobie na komfort jego tracenia. Póki co skończyliśmy kolejną terapię.

-Dała coś?

-Opowiem, gdy otrzymam wyniki. Pomożesz młodej w lekcjach?

-Tak. Co tam obecnie omawiają?

-Trzeba ją stale kontrolować i odpytać z biologii. Budowa mózgu i jego możliwości.

-Z tego tematu chyba niewiele pamiętam.

-Na pewno wiesz więcej ode mnie. Odświeżasz sobie nieustannie tę wiedzę. Przyjedziesz latem?

-Takie mam plany. To będą piękne wakacje.

-Opowiesz mi, jak było. Nie chciałabyś wystąpić?

-Przestań. Chyba że w sprawie Twojego zakupu.

-Umiesz wiązać chustki na głowie w ciekawy sposób?

-Nie umiem.

-Mogłabyś poćwiczyć. Masz ich tyle. Chustek, nie głów oczywiście.

-Mogę Ci je oddać, jesli chcesz.

-Farbujesz włosy.

-Tak.

-To nie możesz oddać.

-Jakie to ma znaczenie? Myślałam o chustkach. Pozwól sobie sprawić niespodziankę.

-Trzeba będzie przejść się do szkoły. Asystent rodziny jest kompletnie niewydolny. Napisałabym Ci upoważnienie. Załatwisz kilka spraw w moim imieniu? Składki. Wycieczka. Odbiór młodszego ze świetlicy.

-Nie da rady zrobić tego zdalnie? Na przykład przelewem?

-Są zaległości. A co do świetlicy już wpisałam Twoje nazwisko na listę opiekunów.

Oni. Matura

-Nie mogę jechać na wycieczkę.

-Przestań. Dlaczego?

-Syn pisze wtedy maturę.

-I co? Chcesz ją napisać za niego?

-Nie o to chodzi. On może mi wywinąć numer.

-Jest dorosły.

-Za każdym razem, gdy wracam do domu, mamy nowy problem.

-Jak długo zamierzasz go tak niańczyć?

-Aż zda.

-A jeśli nie zda?

-Nie mogę jechać i już. Muszę go przypilnować.

-Okazja do wyjazdu może się nie powtórzyć. Przy takiej cenie?! I zaliczkę masz z głowy.

-Odpada. Musze przypilnować młodego. Powiedział, że nie pójdzie na egzamin. Boję się o niego.

-Będzie nadal wywijać numery, bez względu na wszystko. Taka jego natura.

-A jak Twoje sprawy? Na długo przyjechałaś?

-Na kilka dni. Umówiłam się z notariuszem.

-Jest szansa, że odzyskasz swoją część domu?

-Przecież jej nie utraciłam.

-Za każdym razem, gdy przyjeżdżasz, jest tutaj mniej Twoich rzeczy.

-Fakt, znikają w zastraszającym tempie.

-Jakby ktoś chciał zatrzeć ślady obecności. Dużo jeszcze tego zostało?

-Trzy kartony.

-To wszystko?

-Nie mam się gdzie podziać.

-To rześko.

-Przenocujesz mnie? Na kilka dni.

-Nie przenocuję.

-Ok, tak tylko pytam. Kogo teraz przygarnęłaś? Albo co?

-Nikogo. Potrzebuję ciszy. Pracuję. Poza tym spotykam się z kimś.

-Gratuluję! Jak Ci się to udało?

-Tak jakoś wyszło.

-Powiesz coś więcej?

-Nie powiem.

-To dlatego nie chcesz jechać na wycieczkę. Syn sobie poradzi bez Ciebie, a Twoje obawy dotyczą czegoś innego.

-Bingo! Znowu wygrałaś. Jak Ty to robisz?