Patynowa Pani Domu. Majówka-domówka

Stało się.  W tym roku spędzisz pierwszy majowy weekend we własnych czterech ścianach. Dla dociekliwych: niekoniecznie tylko czterech, lecz kto by w czasach pandemii ściany liczył. Nie boli świadomość, że dni wolne od pracy (w tym Święto Pracy) spędzisz pracując, czyli wymiatając kurz, myjąc podłogi, szorując inne powierzchnie. Porządkowanie otoczenia sprzyja utrzymywaniu porządku we wnętrzu. Tę teorię wspomagającą skołatane nerwy powtarzasz niczym pierwszą czytankę. Na wallach sieciowych znajomych liczba zamieszczanych słit foci z weekendowych wypadów na egzotyczne wyspy jest mniejsza w stosunku do lat ubiegłych. Na ściankach dominują udostępniane wspomnienia albo wpisy o przyszłych urlopowych planach. Lajfy, jeśli już takowe się pojawią, najczęściej są nagrywane w lesie. Spacer po lesie i parku to prawdziwe wydarzenie biorąc pod uwagę niedawne obostrzenia. Ty tradycyjnie niczego nie zamieszczasz. Ujawnianie, w jaki sposób dokarmiasz glonojada lub poisz roślinki, mogłoby naruszyć Twój mir domowy. Zamiast lansować, co zjadłaś albo ugotowałaś (jedno nie zawsze wynika z drugiego), wolisz w ciszy smakować dźwięki natury obserwując np. posiłek dzięciołów. W czasie deszczu odwiedzasz wirtualne muzea i galerie obrazów. Tym sposobem byłaś nawet w Nowym Jorku i w Żelazowej Woli. Spacerujesz do znudzenia, aż Cię opuszki palców i kark pobolewają. I wszystko w ramach abonamentu za podłączenie do sieci. Wirtualne odwiedziny w domostwach znajomych też Cię niewiele kosztują (może trochę czasu) i nie trzeba się do nich przesadnie przygotowywać. Wizytowe ciuchy, kąpiel, odpowiednio nakryty stół. Nie tym razem. Majówka w domu ma swoje zalety. Doceniasz każdą z nich.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Tosty z resztek

Mentalnie przygotowujesz się do spędzenia majówki w domu. W tym roku wojaże z noclegiem w katalogowych hotelach z gwiazdkami są zawieszone ze względu na wprowadzony stan epidemii i odmrażania gospodarki. Gdy się nie ma, co się lubi… Wycieczki po okolicy też mają swoje zalety. Dzięki ich regularnym praktykowaniu zyskujesz miano lokalnego patrioty. Zmniejszają się koszty podróży, a co za tym idzie, emisja gazów cieplarnianych do atmosfery. Zyskuje zatem środowisko naturalne. I biznes, bo kupujesz lokalnie od tych, od których jest jeszcze co kupować. Ale najpierw układasz menu. Choć właściwie przez kilka ostatnich tygodni to ono układa Ciebie. Dziś jest przedmajówkowy Dzień Dziecka. Nie przygotowujesz w związku z tym obiadu składającego się z trzech dań z deserem, lecz wybierasz opcję: zrób coś na ciepło z tego, co akurat masz w lodówce. Zobaczmy. Kilka kromek pieczywa tostowego. Pomidorki. Po jednym plasterku sera różnego rodzaju, co daje łącznie tyle plasterków, ile masz kromek chleba. Punkt dla Ciebie za rozsądne gospodarowanie środkami żywności. Ekonomia i ekologia. Oba pojęcia stanowią fundament Twojego gospodarstwa. Wróćmy do składników: dwa plasterki chudej wędlin, co w praktyce oznacza tyle samo tostów dla mięsolubów. Oprócz śmierci i podatków jedno jest pewne: bez względu na to, jaka zaraza by nie przyszła, Ty nie skonasz z głodu pod warunkiem, że plaga zastanie Cię schowaną w dziupli. Twoja atawistyczna potrzeba została zaspokojona. A co z innymi, mniejszymi braćmi? Kolejny punkt z listy: nakarmić Paskudę. Paskuda będzie szczęśliwa, że ma Ciebie, a Ty, że masz ją. Uff, chyba można zacząć majówkowanie. Nie będziesz czekać z tym do północy.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Pieczone ziemniaczki

Podczas planowania tygodniowego jadłospisu zwykle cieknie Ci ślinka na myśl o mocno chrupiących, gorących niczym polskie lato w maju, plackach ziemniaczanych prosto z patelni. Z obowiązkowym dodatkiem śmietany. Dziś jest ten dzień, w którym realizujesz kolejny kulinarny zamiar. Od rana odczuwasz dziwną ekscytację. Nareszcie obiad koronowanych głów. Obieranie ziemniaków staje się dla Ciebie rodzajem medytacji. Głaszczesz każdego obranego kartofelka i obmywasz go pod lodowatym strumieniem bieżącej wody (o, dziwo ostatnio bez przerw w jej dostawie). Włączasz skonfigurowane urządzenie kuchenne, które przerobi składniki na miazgę i… trach! Po ptokach. Znowu padł. Znajomy dźwięk oznacza, że dziś  i jutro placków ziemniaczanych nie będzie. Zachowaj spokój. Powtarzaj za mną: jestem spokojna. Jestem spokojna. Oddychaj głęboko. Płytki oddech może powodować m.in. niedotlenienie narządów wydzielania wewnętrznego, ucisk w klatce piersiowej, a w konsekwencji przykurcze mięśni. Odłącz sprzęt od źródła prądu i pamiętaj o głębokim oddychaniu. Oczyść i umyj sprzęt. Po zrealizowaniu tego etapu możesz przystąpić do przyprawiania ziemniaków. Zajrzyj na półki ze słoikami, w których przechowujesz skarby nadające smak i charakter efektom Twoich alchemicznych poczynań. Wyjmij to, czego potrzebujesz. Ułóż ziemniaki pokrojone w łódki w naczyniu żaroodpornym. Natrzyj je mieszanką przypraw. Wyjmij masło z lodówki. Przy pomocy nożyka zrób wiórki. Posyp wiórkami zawartość naczynia, które ustawisz na środkowej płycie dobrze nagrzanego piekarnika. odczekaj wymagany czas zapiekania. To danie autorskie i w dodatku debiut. Daj sobie prawo do błędu. Następnie wejdź na stronę hurtowni części zamiennych. Skontaktuj się z serwisem. Oszacuj potencjalne koszty naprawy i wymiany elementów. Złóż zamówienie. Poczytaj porady w dziale zajmującym się konserwacją urządzeń. Zagłęb się w lekturę pionierskich rozwiązań. Ziemniaczana zapiekana nieziemsko pachnie. Pora wyłączyć piekarnik. Odczekaj niepisane 10 minut. W tym czasie przygotuj coś do picia. Zrobisz koktajl. Popsuła się inna nakładka urządzenia. Taka niekoktajlowa.

Wyjmujesz z piekarnika to, co uprzednio zostało do niego włożone. Jest lepiej niż dobrze. Ziemniaczki parują. Wyglądają cudownie te małe, ozłocone rozbójniki. Smakują nieziemsko. Z każdym sosem. A wyglądają zjawiskowo z kleksem gęstej śmietany lub jogurtu. Placki ziemniaczane zrobisz w przyszłym tygodniu. Na dniach powinna dotrzeć paczka z potrzebnymi częściami do urządzenia, które jest wielofunkcyjne, podobnie jak Ty.

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Pandemiczne menu

W czasach, gdy zwykłe zakupy stanowią nie lada wyzwanie, a dostęp do bieżącej wody okazuje się luksusem, postanawiasz testować przepisy obowiązujące podczas pandemii. Udajesz się więc na spacer po produkty spożywcze w godzinach, w których nie masz prawa robić zakupów. Próbujesz negocjować. Wszak odbyłaś niejedno szkolenie z tego zakresu. Życie w najmniej spodziewanym momencie sprawdza to, czego się nauczyliśmy.  Tłumaczysz obsłudze. Przecież w sklepie nie ma obecnie ani jednego klienta. Pod sklepem też nie. Dlaczego więc mnie Państwo nie obsłużą? Zamiast odpowiedzi ochrona rozkłada ręce. Przepisy. Sklep będzie stratny. Załatwiłabym to raz dwa. Nic Pani nie poradzę, sami nie wiemy, czy będziemy mieć po tym wszystkim pracę. Idziesz dalej. W sąsiednim punkcie jesteś obsługiwana z zachowaniem wszelkich zalecanych środków ostrożności. Brawo za rozsądek! Komplementujesz załogę, a ona Ciebie. Jest dobrze! W wrażenia zapominasz, po co przyszłaś. Nie kupujesz ziemniaków, ale to dociera do Ciebie po powrocie do domu. Piątek bez placków ziemniaczanych. Jak epidemia to epidemia. Poczuj w praktyce smak sloganu: już nic nie będzie takie samo. Nie będzie. Placków. Ziemniaczanych. Chrupiących. Prosto z patelni. W piątek. Pandemia i związane z nią ograniczenia zostały wymyślone chyba po to, aby polubić swoje mieszkania. Ty nie miałaś z tym problemu, odkąd podczas ulewnego postawiłaś mokrą stopę na trawniku okalającym działkę. Zatem po co pandemia takim jak Tobie? Aby zmienić nawyki żywieniowe. Zamiast tradycyjnej potrawy dziadów rozmrażasz opakowanie szpinaku. Przyprawiasz solą, świeżo zmielonym pieprzem, zieloną czubrycą. Czosnku też nie kupiłaś. Jak poświęcenie dla planety to poświęcenie. Dodajesz do zielonej mazi żółtko ze śmietaną. Zaprawiasz. Ciepłe danie przekładasz do miseczki. Obok na talerzyku układasz krakersy, a w spodeczku łuskane orzechy włoskie. Kto powiedział, że podczas epidemii nie można ucztować?

Całuchy-kluchy! Tylko przez maseczkę albo posyłane na wiatr. Bądźcie zdrowi i dbajcie o siebie!

Patynowa Pani Domu. Pomysł na Wielkanoc w stylu podaj, co masz najlepszego

Bez względu na to, jak zaraza szaleje w Naprawie i czy ten stan ulegnie poprawie, święta Wielkanocne się odbędą. Nawet w Twoim, pozwolisz sobie na użycie metafory, domu, choć bardziej pasowałoby określenie: obecnym miejscu zamieszkania. Zgodnie z kalendarzem w najbliższą niedzielę powinnaś oglądać u siebie znajome twarze. Masz wciąż nadzieję, że tak się stanie. Zrobienie śniadaniowych zakupów z myślą o nadchodzących świętach stało się nieco utrudnione, dlatego kontaktujesz się z bliskimi i przedstawiasz im swój plan. W tym roku będzie nietypowo, powiedzmy transkontynentalnie. Łyknęli ideę. Zacierasz ręce. Po dwóch godzinach przemieszczania się po punktach handlowych w środkach zapobiegawczych na twarzy i dłoniach zdobywasz potrzebne produkty. O, dziwo, to cud miód, że je dostałaś (po cenach rynkowych). Miodu od zaprzyjaźnionego pszczelarza akurat nie będziesz mieć, przynajmniej przez jakiś czas. Uprzedzasz tych, którzy przybędą na wspólne świętowanie, że tym razem obejdziecie się bez aromatycznego złota w płynie. Wytwórca obawia się zarazy. Nie dziwisz się jego obawom, ale masz na uwadze lęki o swoją i jego przyszłość na linii producent-konsument. Będzie dobrze. Taszczysz kosmiczne ilości mango, kaszę, warzywa, w tym przeważa papryka w różnych kolorach. Będzie kulinarne zaskoczenie, może nawet pomyślisz o książce kucharskiej w duchu „Kuchnia w czasach zarazy”. Doniczki ze świeżą natką pietruszki i rozmarynem prezentują się okazale na kuchennym blacie. Dbaj o nie, bo przez najbliższe dni to będzie Twój ogródek. Pamiętaj, że tegoroczne świąteczne potrawy trzeba przyrządzić ekonomicznie i ekologicznie na mniejszą liczbę gości niż zazwyczaj. Jako praworządny obywatel stosujesz się do przepisów, dlatego ograniczasz liczbę odwiedzanych i przyjmowanych osób. Uprzedzasz potencjalnych przybyłych, że jeśli nie znoszą świeżego mango, mogą przynieść np. jabłka. Z tymi ostatnimi jest ostatnio poważny problem w Twojej okolicy. Istnieje bowiem przekonanie, że trzeba upiec sporo szarlotki oraz jeść rajskie owoce, jako że działają w jelitach niczym miotełka. Tak więc stosujesz zamienniki.

Paprykę zapiekasz saute w piekarniku z odrobiną oliwy. Po przestudzeniu wkładasz upieczone kawałki do słoików, dodajesz gałązki świeżego rozmarynu oraz po dwa ząbki czosnku na słoik o pojemności 1 litra. Zalewasz dobrym gatunkowo olejem lub oliwą. Odstawiasz na kilka dni. Podajesz jako dodatek do zimnych miąs lub jaj np. podczas świątecznego śniadania przy założeniu, że znajdzie się amator tego przysmaku. Jak znasz życie, będziesz konsumować go sama.

Bądźcie zdrowi i zostawcie jeden kawałek szarlotki dla Patynowej. Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Codzienność

Skoro Twoje obecne miejsce odosobnienia w ciągu ostatnich tygodni stało się restauracją, pralnią, szkołą, siedzibą pracy zawodowej, źródłem kontaktów, salą prób śpiewu, tańca i paranormalnych działań wszelakich, chatką alchemika, salonem spa, centrum dowodzenia kosmosem, salą gimnastyczną, punktem zdobywania nowych kompetencji, pracownią działań odtwórczych, halą logistyczną, korytarzem tranzytowym, to zastanawiasz się, jak będziesz funkcjonować po ustaniu epidemii i czy nie grozi Ci nerwica natręctw, jeśli codziennie sprzątasz, gotujesz, odgrzewasz, zmywasz, mieszkasz. Poszukujesz nowych smaków. Czyścisz. Polerujesz. Opisujesz. Ogarniasz. Nie ogarniasz. Przeglądasz. Porównujesz oferty. Ograniczasz. Przeliczasz. Dokonujesz wyboru. Zmieniasz wybór. Nawiązujesz kontakt. Wyjaśniasz. Składasz alternatywną propozycję. Doszukujesz się podobieństw albo różnic. Milczysz. Mówisz do siebie. Śpiewasz. Podejmujesz wyzwania. Poddajesz się. Wchodzisz na ring. Coś nie wychodzi. Rezygnujesz. Znowu stajesz do walki (głównie ze sobą). Motywujesz. Słuchasz motywacji. Oglądasz. Komentujesz. Nie komentujesz. Wyrażasz opinię.  Doradzasz. Wchodzisz do gry, kiedy chcesz i wychodzisz z niej na własne życzenie. Bez względu na to, co zrobisz, jutro też jest dzień.

Nie przypominasz sobie, abyś ostatnimi czasy tak intensywnie pracowała i kontaktowała się z innymi w celach zawodowych albo towarzyskich. Nagle okazuje się, że pewne sprawy można załatwić kilkoma kliknięciami albo dwoma telefonami. W lesie pustki. W sklepach nie ma tłumów. Sprzedawcy się uśmiechają. Pozdrawiają. Życzą zdrowia. Cały świat leży u Twoich stóp. Wystarczy się schylić, tylko uważaj na kręgosłup.

Całuchy-kluchy!

Notatki. Epidemia po polsku

Godziny przedpołudniowe. Wychodzę po zakupy spożywcze. Omijam wymarły plac zabaw i park, w którym uwija się pojedynczy osobnik, mający na bakier z równowagą i higieną. Ptaki szaleją. Mają dla siebie starodrzew, krzewy, trawnik, klomby. Wbijam do ulubionej piekarni. Sprzedawcy z plastikowymi ochraniaczami na twarzach wyglądają zjawiskowo. Znowu nie ma rogalików, które preferuję na drugie śniadanie. Nie ma i przez jakiś czas nie będzie, słyszę. Wychodząc niemal zderzam się z grupą czterech osób. Przewodniczka stada (widoczne braki w uzębieniu), za którą unosi się woal dymu, wykrzykuje „patologia, k…, gamonie, nieroby”. Wtóruje jej dziki rechot pozostałych członków stada. „Co to jest? Nie ma nic, k…, porządny człowiek nic nie dostanie”. Idę dalej. Miasto wymarło. Małe sklepy, punkty usługowe i rodzinne interesiki to obecnie biała plama na jego mapie. Pozdrawiam znajomego sprzedawcę miodu. Nie tym razem. Jak ograniczenia to ograniczenia. Rodzice z dziećmi otulonymi w koce spacerują po balkonach śpiewając przy tym. Rozpoznaję jedną melodię. Gdyby nie wybuch epidemii, nie wiedziałabym, że istnieją lokalne nienazwane Marie Callas.

Pakuję do koszyka to, co niezbędne. Z drugiego sektora, obfitującego w trunki, słychać rozmowę dwóch mężczyzn. Ich sposób bycia, strój i aparycja mogą świadczyć o tym, że zmagają się z brakiem stałego zajęcia i kobiety. „Mnie to wcale nie przeszkadza, że siedzę w chałupie, k…, żeby nam jeszcze płacili, a oni nam g…o dają. To co mamy robić za darmo? Wolę się op…. i niech ten wirus jeszcze trochę siedzi, w ch.j”.

Idę do M., gdzie bez względu na czas i okoliczności coś jest niezmienne. Pierogi ze słodką kapustą i suszonymi grzybami. Nadzienie powinno być lekko pikantne, a ciasto luźne. Boki sklejone wyłącznie ręcznie, na ok. 7 mm. Doskonałe na ciepło i zimno, nawet bez okrasy.

Miejcie dobry, szczęśliwy czas i pozostańcie w zdrowiu!

Patynowa Pani Domu. Kwarantannę da się lubić

Kolejny dzień izolacji nakazanej prawem. Twoja dziupla lśni niczym pałac Taj Mahal. Na rynku nieruchomości niewątpliwie byłaby perełką, a klienci zachwyciliby się nią od pierwszego wejrzenia. Gdyby…

Postanowiłaś, że czas odosobnienia będzie twórczy, obfitujący w czynności, na które z braku chęci lub okoliczności nie pozwalałaś sobie zbyt często. Po pierwsze gotowanie. Nie masz wyjścia. Dosłownie i metaforycznie. Dlatego sytuacja stwarza Ci możliwości do bycia kreatywną również w kuchni, miejscu traktowanym przez Ciebie jako pracownia alchemika. Po ustaniu epidemii zostaniesz mistrzynią złotej chochelki. To jeden z Twoim celów na niełatwe czasy. Marzenia zostały skutecznie zmodyfikowane przez rzeczywistość. Od kilku dni następują przerwy w dostawie bieżącej wody. Wprawdzie kawę lub herbatę możesz zaparzyć używając butelkowanej wody, ale z dbaniem o higienę już jest trudniej, nie wspominając o myciu sprzętu kuchennego, wykorzystywanego w kulinarnych eksperymentach.

Spoglądasz w lustro. To nie może być prawdą. Nie w ten czas. Nie w takich okolicznościach, ale stało się. Bez pomocy lekarza diagnozujesz zapalenie spojówek. Wizyta u okulisty odpada. Tylko gdzie bez problemu dostaniesz świetlik lekarski. Najbliższa apteka ograniczyła godziny pracy i liczbę obsługiwanych klientów, co sprawia, że kolejki i czas oczekiwania na dany specyfik znacznie się wydłużyły. Mimo to ryzykujesz. Nie mamy. Idziesz do następnej apteki. Przykro mi, nie posiadamy. Pozostają stoiska ze zdrową żywnością i hale targowe. Nieczynne do odwołania. Jest i sklep zielarski, na skutek nacisku urzędników przemianowany na punkt z kawą i herbatą. Dzwonisz. Pytasz. Towar się znajdzie. Zapraszam. Odłoży Pan dla mnie jedno opakowanie? Jeden węzeł rozwiązany.

Woda w kranie nadal nie płynie. Nie tracąc czasu zasiadasz przy kompku i wertujesz strony w poszukiwaniu nowości książkowych. Coś trzeba robić w epoce Narodowej Kwarantanny, a Twoje zasoby nieprzeczytanych książek boleśnie się kurczą. Oto propozycje wybrane specjalnie dla Ciebie, grzmi slogan księgarni sieciowej. Proszę, nawet w czasach zarazy jestem traktowana niczym klient royal class. Pierwszy pomysł. Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem? Bez zastanowienia podajesz odpowiedź: czekają na dostawę bieżącej wody. Kolejny. Jak kolekcjonować wspomnienia? Czytasz recenzje. Od autora bestseleru powinnaś uczyć się raczej technik skutecznej promocji i sprzedaży niż sposobów na zatrzymywanie czasu. Na szczęście w prywatnych zbiorach zostało Ci jeszcze trochę klasyki w PDFie. Poza tym największa biblioteka w Polsce oferuje za darmo swoje zasoby on line. Znowu zaoszczędziłaś pieniądze.

Bądźcie zdrowi i szczęśliwi! Całuchy-kluchy!

 

Patynowa i hydraulik w czasach zarazy

Niepokojący Cię od kilku dni dźwięk, dochodzący z rur, może zwiastować jedno: kanały odprowadzające wodę będą potrzebować wizyty specjalisty. Tylko jak tu ją zorganizować w czasie trwania izolacji, nakazanej rozporządzeniami. Zostawisz to na później. Jakoś trzeba będzie wytrzymać i poświęcić się dla ludzkości (nie pierwszy raz zresztą). Póki co poradzisz sobie jak zwykle przy pomocy popularnych środków dostępnych np. w sklepach spożywczych. I tak trzeba wyjść po bułki.

Raz dwa wczesnym rankiem pomykasz na miasto. Na ulicach prawie pusto. Ze starych drzew dobiega śpiew ptaków i stukanie dzięciołów. Mijasz ambulans i pojazd gospodarki odpadami. Obecna sytuacja sprawia, że odtwarzasz sceny z powieści „Miasto ślepców”. Nie, nic Cię nie dopadnie, żadna zaraza ani inne zło, bo jesteś odseparowana. Starasz się segregować informacje płynące różnymi kanałami. Dbasz o higienę (dla Ciebie to żadna nowość i męczeństwo). Wietrzysz dziuplę. Zdrowo się odżywiasz. Właśnie! Twoja checklista zostaje uzupełniona o większe ilości świeżego imbiru. Tak skutecznie polecałaś napój z jego składem, że w punktach handlowych, które znasz i stale odwiedzasz, zabrakło korzenia rośliny o cudownych właściwościach. Ten dostępny w Polsce pochodzi głównie z Azji Południowej. Być może to wiele wyjaśnia, dlaczego ostatnimi dniami trudno go dostać w sklepach na terenie kraju nad Wisłą i Odrą. Twój plastyczny umysł wytrenowany w spokoju przez stale napędzającą się społeczną panikę notuje, aby włożyć do koszyka świeże owoce i warzywa. Pakujesz dwie sztuki mango. Będą na koktajl. Receptura: potraktuj blenderem obrane i podzielone na kawałki mango (nie bierzesz udziału w eliminacjach do programu związanego z gotowaniem przez celebrytów, zatem nie przejmuj się estetyką pokrojonego owocu). Dodaj pół łyżeczki mielonego kardamonu i łyżkę greckiego jogurtu. Gdy koktajl jest zbyt gęsty, dolej odrobinę wody mineralnej. Gotowe!

-Dzień dobry, Pani też wyszła z domu – słyszysz za plecami znajomy głos. Odwracasz głowę, uśmiechasz się i pozdrawiasz ją. Wyszłam z rana, aby nie robić tłoku, a przy okazji dostałam wszystko, po co przyszłam prawie bez kolejki.

Po powrocie do siebie zdajesz sobie sprawę, że nie kupiłaś niczego do udrożniania rur domowym sposobem. Trudno, drugi raz nie będziesz się narażać społeczeństwu, zostajesz w domu, jak Pan Bóg i rząd państwa środkowoeuropejskiego przykazał. Spoglądasz przez okno. Czyżby przed oczyma mignęła Ci postać hydraulika, najbardziej pożądanego specjalisty w tych niełatwych czasach. Ano, to on! Chwytasz za telefon. Sprawę ma Pani załatwioną!

Całuchy-kluchy!

Patynowa Pani Domu. Głos wołającego na pustyni

Lawinowo nadchodzące komunikaty o niebezpieczeństwie zarażenia wirusem mocno opinającym świat sprawiają, że i tak już mocno otumaniona część społeczeństwa w panice wykupuje produkty pierwszej potrzeby w ilościach przemysłowych. Imprezy masowe są odwoływane. Placówki oświatowe stoją przed decyzją o zawieszeniu zajęć. W sąsiedztwie rozmowy dotyczą głównie nadciągającego armageddonu. Chyba pora się do niego przygotować.

Nie wiesz, czy i jak planować urlop. Podróżowanie środkami masowego transportu może stanowić zagrożenie. To nic, że jest tańsze i bardziej korzystne dla ochrony środowiska. Ekoluby, na pomoc. Ludzie nie chcą jeździć autobusami. Wybierają auta. Wolą stać w korkach, a tym samym wdychać spaliny nie troszcząc się zbytnio o los planety i własnych płuc. Poza tym wciąż nie wiadomo, jakie żniwo zbierze zaraza w niektórych częściach globu, jak długo potrwają kwarantanny i kto zostanie im poddany.

Dziś miałaś okazję odwiedzić państwową instytucję. Mimo stale rozwijających się technologii zwykłe administracyjne sprawy wciąż trzeba rozwiązywać osobiście. Można prowadzić telekonferencję z użytkownikami ze wszystkich kontynentów, ale w kraju nad Wisłą i Odrą nadal nie ma większych szans na zdobycie podobną drogą kilku pieczątek niezbędnych do uzyskania świadczeń. Różnica temperatur na zewnątrz i wewnątrz budynku oraz maraton po korytarzach sprawiły, że dostałaś kaszlu. Poza tym raz kichnęłaś. Zaraz pojawiły się sugestie, abyś uważała i dokładnie umyła, a następnie zdezynfekowała dłonie, bo inaczej możesz być poproszona o opuszczenie sali. Są oficjalne komunikaty, że trzeba kichać w zgięcie łokcia. Zabrzmiało groźnie. Uśmiechasz się, a w myślach dodajesz, że w mocno nadgryzionych zębem czasu meblach i sprzętach tu ustawionych jest więcej roztoczy oraz zarazków niż na Twoich dłoniach. Na szczęście jesteś po zakupach. Pokazujesz pojemnik z mydłem, z którym rzekomo nie rozstajesz się od kilku dni, wyjaśniając, że na pewno umyjesz dłonie, gdy zawitasz do toalety. Uspokajasz otoczenie swoim aksamitnym, radiowym głosem. Jeszcze raz się uśmiechasz i odchodzisz z pożądanym kwitkiem (a nawet dwoma).

Wracasz do siebie. Smażysz racuchy. Na pohybel koronowanym głowom.