Notatki

Jesienne, opadłe liście wirują na silnym wietrze tworząc symfonię. Wciskają się pomiędzy ogromniaste głowy dyń rozlokowanych na werandzie jakby chciały ogrzać się pośród ich zwalistych ciał. Jest coraz zimniej. Zapada zmierzch. Przygotowałam świece i lampiony na wypadek przerw w dostawie prądu. Dziś już były przepięcia. Od porannych godzin w mediach grzmiącym głosem są podawane komunikaty ostrzegające przed porywistym wiatrem. Przynoszę kolejny dzbanek herbaty. Mogłabym tak spędzić zimę. Otulona w za duży sweter i koc. Nie sprzedam domu. To szaleństwo, powiesz, w Twojej sytuacji?! Przy braku stałego przypływu gotówki?! Nie podołasz wydatkom i pracy. Nie przepracowałaś ani jednego dnia. Nie wiesz, czym jest praca fizyczna! Znam na pamięć Twoje frazy.

Jakie to prozaiczne! Jakie znaczenie mają pieniądze w sytuacji, gdy urządzam kawałek wszechświata po swojemu? Lubię, gdy budzisz mnie SMS-ami w środku nocy. To nasza forma spotkania. Albo e-maile przychodzące o każdej porze. Czytam je kilkakrotnie, podobnie jak SMS-y. Zwykle poprawiają mi nastrój. Nie żałuję ani jednej sekundy w naszym byciu-niebyciu na odległość. Jestem to winna wszystkim, którym nie mogę stale towarzyszyć w codzienności. Jestem to winna Wam i sobie. Prosisz o wieści, jak mi mija czas, jaka herbatę zaparzyłam, co porabiałam w przerwach pomiędzy układaniem tekstów a włączeniem pralki, co ugotowałam na obiad, czy mam jeszcze zapasy lektury i jakiej. Teksty tworzą się same. Moje palce to tylko narzędzia, a kompozytorami są ludzie, bez których nie wyobrażam sobie życia. Jadam regularnie. Ostatnio głównie potrawy zawierające dynię. Suszę jej pestki.

Nie planuję sprzedaży domu. Wiem, że będą trudności z jego utrzymaniem. Właśnie spoglądam na róże. Niektóre odmiany mogą kwitnąć nawet podczas pierwszych przymrozków. Ich szczepki są u Ciebie w przydomowym ogródku. Gdy patrzymy na nie, możemy stale być razem. Nie znam się na uprawie ogrodu. Będę potrzebowała kogoś do pomocy. Doraźnie. Płot jest do wymiany. Najchętniej bym z niego zrezygnowała. Nie znoszę ogrodzeń. Część domu będzie zimą nieogrzewana. Nie mam środków na opał. Poza tym przyda się ktoś do naprawy starego radia. Nie chcę nowego. Uparłam się i już. Żaden serwisant, do którego się zwróciłam, nie podjął się naprawy. Będę więc szukać dalej. Do skutku.

Jaka jest różnica pomiędzy szczęściem a zadowoleniem? Pytasz coraz częściej. Odpowiedź jest taka: zadowolona jestem, a szczęśliwa bywam.

One. Wtedy

Obudziłam się w środku nocy. Znowu mi zimno. Myślę o Tobie. Wspomnienie jest formą spotkania. Zapewniam Cię, że stale jesteśmy razem. W takich sytuacjach często wracam pamięcią do czasu, gdy wieczorami rozpalałaś w piecu ogień. Momentalnie robiło się ciepło w całym domu. Wstawiałyśmy wodę na herbatę. Przywoziłaś ją od znajomej lekarki, która oprócz tego, że wyciągała od Ciebie pieniądze, rozdawała hojnie herbaty i kawy niby pochodzące z całego świata. Pewnie sama nie dała rady ich wypijać albo wcale jej nie smakowały, dlatego się ich pozbywała. Najbardziej lubiłam herbatę o zapachu pieczonych kasztanów. Lekarka medycznie Tobie niewiele pomogła. Znowu byłaś w punkcie wyjścia. Miałaś nadal zrujnowane zdrowie z tą różnicą, że bez oszczędności. Smażyłaś naleśniki dla naszej gromadki, a ja smarowałam je powidłami śliwkowymi z cynamonem. Wiem, że nie znosisz cynamonu, lecz dodałaś go z myślą o mnie. Często myślałaś najpierw o innych, o sobie prawie wcale i to się zemściło. Mówiłaś, że życie Ci się rozjeżdża, że rozpadasz się na kawałki, że czujesz się nieatrakcyjna i nie masz znajomych ani prawdziwych przyjaciół.

Już się nie odwiedzamy. Wiem, że nadal smażysz konfitury i robisz przetwory. Cukier zastępujesz stewią. Pamiętam Ciebie siedzącą na schodach domu i drylującą wiśnie. Tłumaczyłaś, że pestki będą dla świń. W październiku chodziłyśmy na orzechy. Mocno wiało od pola, a w wąwozie było potwornie zimno. Nie chciałam nosić chustki na głowie, ale mnie do tego zmusiłaś. Podrzucałaś kawałki gałęzi, które zaczepiając się o koronę drzewa sprawiały, że część orzechów spadała na ziemię. Dotychczas nie opanowałam tej sztuki. Gdyby nie Twoja pomoc, na tamtym etapie życia, umarłabym z głodu albo rozpaczy.

Obecnie kupuję coraz droższe i cieplejsze koce. Jeden z nich wykonano z wełny alpaki, ale żaden z nich nie grzeje jak ogień rozpalony w piecu Twojej kuchni. Unikam dżemów wyprodukowanych fabrycznie. Jadam jedynie te przygotowane w domowej kuchni. Śliwkowe z dodatkiem cynamonu zostawiam na dnie słoiczka z myślą o Tobie. Powtarzałaś, że pisanie to świetny sposób na poradzenie sobie z traumą i kiedyś zaczniesz pisać. Obecnie nie masz na to czasu. Nie będziesz mieć czasu. Tak uważam, ale jestem człowiekiem małej wiary.

Patynowa Pani Domu. Od kuchni

W piątkowy wieczór Twój image raczej rozmywa się z klasycznym wizerunkiem kogoś ubiegającego się o miejsce na okładce pisma przeznaczonego dla wymagającego czytelnika o odpowiednich zasobach materialnych. Postanawiasz w tym czasie nie przyjmować gości, zresztą kto po zajechanym tygodniu pracy chciałby Cię odwiedzić. Pewnie niewielu nawet zauważy, że rozpoczął się weekend. Wpadasz więc na pomysł, że oszczędzisz sobie jutro troski o żołądek i już dziś przygotujesz coś na wzmocnienie ciała i ducha. Wybór pada na krem z dyni ze względu na ogólną dostępność składników i stałą rezerwę przypraw niezbędnych do przygotowania sezonowego specjału.

Przynosisz z ganku Jej Pulchność Dynię z rodu Hokkaido („dobra na frytki, na zupę, zapiekana, zasmażana i duszona. Tylko pestek proszę nie jeść; są niesmaczne”). Jest lodowata. Po pierwsze trzeba ją pokroić. Rozpoczynasz dzielenie warzywa na części, co nie należy do łatwych czynności ze względu na jego kształt oraz specyfikę miąższu. Mocujesz się mimo to. Nie chcesz przecież umrzeć z głodu. Żyjesz w miejskiej dżungli, trzeba sobie radzić. Każdy nóż wydaje się zbyt tępym narzędziem, by rozprawić się z jedną niewinną dynią i podzielić ją najpierw na duże cząstki. Ostrzyż zatem nóż. Próbujesz kroić. Bach! Są cztery kawałki. Punkt dla Ciebie. Jeszcze raz wbijasz ostrze noża w kawał dyni. Bach! I czerwona ciecz zdobi deskę (do krojenia warzyw, aby było jasne). Usiłujesz zatamować krwotok. Nacięcie jest zbyt głębokie, by pomogła woda utleniona (gdzieś tu ją schowałaś, niemożliwe, że nie ma. Przecież ostatnio była) i zwykły plaster z opatrunkiem. Przerywasz kuchenne szaleństwo. Opatrujesz krwawiącą ranę. Znalazłaś dwa gaziki. Przykładasz. Słabo. Notatki i zapiski do bloga mają specjalne miejsce w Twoim królestwie. Pełnią rolę podnóżka skrzyżowanego z kamerdynerem. Myśli i motywy są zapisane wszędzie w trosce o słabą pamięć. Część z nich zostaje opryskana na czerwono. To nic takiego. Sporządzisz nowe notatki. Widocznie tamte pomysły nie były do wykorzystania. Wykonując mini akrobacje ucinasz potrzebną ilość plastra z opatrunkiem. Doraźnie pomogło. Nie da rady kontynuować prac z nieczynnym palcem wskazującym. Jutro też jest dzień. Dziś idziesz spać bez kolacji w ramach duchowej łączności z krajami Trzeciego Świata.

Całuchy-kluchy!

Notatki

Szczury. Coraz ich więcej. Zauważam martwe osobniki na chodnikach, skwerach i przy kontenerach ze śmieciami. Śmieci też coraz więcej. Dżuma obudzi szczury i pośle je, by zasypiały w szczęśliwym mieście, pisał A. Camus, twórca idealny na obecną porę roku, zmorę i jednocześnie czas renesansu melancholików. Nie mam siły cieszyć się nią. Do głosu dochodzą sprawy wymagające dopracowania zagłuszane kompulsywnym obżarstwem. Zaległe spotkania, których nie było, rozmowy przy kawie i lampce wina. Nie dzisiaj. Nie w najbliższej przyszłości. Szczury szukają mieszkania. Krążą, węszą, drapią…

Rozmowa nastolatek. Koleżanki pocieszały płaczącą rówieśnicę. „Powiesz, o co chodzi? Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Nam możesz zaufać.” Piękne słowa i deklaracje. „K. powiedział, że będziemy rozmawiać, a potem zaczął mnie wyzywać i przeklinać na mnie”. „On na wszystkich się drze i przeklina. Nie jesteś pierwsza i ostatnia.” „Ale to było straszne. On tak wrzeszczał na cały korytarz. Inni słyszeli”. Koleżanki sympatyzującym gestem przytuliły przyjaciółkę. Mała, kiedyś tacy jak on będą ostro żałować, że nie umawiali się z taką jak Ty. Jesteś śliczniutka z blond grzyweczką i aparatem na zębach. Oczka jak u lalki. Uroda w parze z intelektem to dobre połączenie. Nadciąga jesień. Podlej rzęsy, jeśli to pomoże, a na wiosnę zapomnisz o łajdaku, który nie jest wart tego, by nosić Ci plecak, a co dopiero umawiać się z Tobą na randki. Pisz pamiętnik, jeśli jeszcze nie zaczęłaś.

Szczury piszczą. Zajmuję się pracą fizyczną. Kompulsywnie porządkuję otoczenie. Nie jestem w nastroju do myślenia koncepcyjnego. Pochłaniam wszystko, co znajduje się w zasięgu ręki. Paluszki, orzechy, cukierki. Hektolitry herbaty znikają w błyskawicznym tempie. Coraz więcej zjedzonych słodkości, słoności i tego, co pomiędzy. Samopoczucie też pomiędzy. Szczury osiedlają się nie pytając o pozwolenie. To nie jest dobry czas na podejmowanie wiążących decyzji. Gryzonie stawiają fundamenty swojego królestwa. Usuwam z lodówki resztki zepsutego jedzenia. Przeglądam zapasy. Wystarczy na kilka dni. Szczury budują imperium. Nie przeszkadzam im.