-Z takim makijażem z mojego domu nie wyjdziesz. Wtedy uderzyła mnie po raz pierwszy. Miałam 17 lat. Szykowałam się na dyskotekę. Użyłam kosmetyków kupionych za pierwsze zarobione pieniądze. Z praktyk. Nie żałowałam pudru i różu. Ciuchy też były nowe. Spodnie biodrówki z nadrukiem w srebrne gwiazdy. Do tego posrebrzany top. Zobaczyła mnie w nich i ponownie uderzyła. Tak ubrana z mojego domu nie wyjdziesz, powiedziała, po czym poczułam, jak mnie pali twarz.
-Zmyłaś ten makijaż?
-Tak. Po tym ani razu od niej nie oberwałam. Było nas w domu sześcioro i od zawsze ciągnęło nas do kasy. Jestem druga po siostrze. Potem sami bracia. Ojciec zmarł, gdy najmłodszy był niemowlęciem. Żadne z nas nie ma matury. Matka po śmierci ojca nie załamała się, lecz podjęła pracę. Stanęła za ladą, a dodatkowo obsiewała grunty, które jej zostawił. Siostra nie żyje. Wyjeżdżała do pracy za granicę. Na czarno. Kogoś tam poznała. Miała plany, ale choroba ją zabrała. Miała taki duży brzuch już pod koniec. Nie chciała się leczyć. Bała się, że to zabierze jej urodę. Rzadko ją odwiedzam na cmentarzu. Mama, odkąd stała się kompletnie zależna od innych, często ją wspomina. Zrobisz mi jeszcze jedną kawę?
-Naturalnie, że tak. Mocniejszą? Słabszą?
-Mocną. Moja córka ma teraz 18 lat. Ciągnie ją do chłopaków, ale nie chodzi na dyskoteki. Ani razu jej nie uderzyłam. Chce mieć rodzinę i to jak najszybciej. Mieszka z nami. Co Ci jeszcze opowiedzieć? Jak zarabiam? Sprzątam, myję okna. Wreszcie wyremontowaliśmy mieszkanie. Komunalne. Umiesz słuchać. Dzięki za kawę. I za wszystko inne. Zobaczymy się jeszcze?
