-Prosiłam o bajgla z indykiem na ciepło, a ten, którego otrzymałam, jest zimny i na pewno nie zawiera mięsa drobiowego.
-Faktycznie. Pamiętam. Proszę mi go dać. Natychmiast wymienimy. Chwilowo skończyły nam się porcelanowe kubki i filiżanki. Czy możemy podać Pani czekoladę w kubku jednorazowym?
-Tak.
Pracownica kawiarni wygląda na zamyśloną. Na twarzy maluje się przemęczenie oraz grymas bólu. Ostre światło zamontowane w lokalach zdradza wszelkie mankamenty urody spowodowane np. nieprzespaną nocą. Cera kelnerki jest wręcz trupio blada, a dłonie chaotycznie ślizgają się po pulpicie urządzenia rejestrującego opłaty.
-Proszę usiąść. Zamówienie przyniosę do stolika.
Zajmuję zatem miejsce za filarem. Zauważam, że przy sąsiednim stoliku zatrzymała się kobieta na wózku inwalidzkim. To prawdziwy napędzany elektronicznie rolls-royce wśród pojazdów przeznaczonych między innymi dla osób z postępującymi chorobami neurologicznymi. W myślach stawiam diagnozę. Stwardnienie zanikowe…
-Proszę, oto Pani zamówienie.
-Dziękuję. Mogłaby Pani przetrzeć blat?
Dziewczyna z sąsiedniego stolika potrzebuje chusteczki do wytarcia ust. Przydałaby się też papierowa serwetka na kolana. Znam ten upór. Napięcie twarzy i grymasy mówią „Odwal się. Dam radę”. Poradzisz sobie, oczywiście, że tak. Zacięcie i upór nie gasną. „Nie poproszę o pomoc”. Odjedź kawałek tą gablotą, ale w taki sposób, aby odwrócić się do mnie plecami. Dziewczyna czyta mi w myślach. Tymczasem wstaję i bezszelestnie przekładam serwetki na brzeg jej stolika tak, aby przy pomocy dwóch sprawnych palców mogła je wydobyć z pojemnika. Ściskam bajgla nieco mocniej, a sos kapie mi na dłoń.
-Mogę z Pani stolika jedną chusteczkę?
Jest zgoda. I uśmiech widoczny w spojrzeniu. Wyjmuję więc dwie papierowe serwetki, a następnie je rozkładam, przy czym jedna przypadkiem ląduje na udach niepełnosprawnej dziewczyny, która potakująco skłania głowę. Może tak zostać.
-Pierwszy raz zatrzymałam się na lunch w tym punkcie. Mają tu pyszne kanapki.
Mrugnięcie sąsiadki oznacza aprobatę.
