-Trzeci dzień leje.
-Przecież to lubisz.
-Nie wiem, za co się zabrać. Akwarele. Pastele. Może medytacja. Tyle do zrobienia.
-Mogłabyś się ogarnąć. Siedzisz w szlafroku, a jest popołudnie.
-I tak nie wychodzimy.
-Dla samej siebie ogarnij się. Zrób coś. Włosy ułóż. Umyj się.
-Ty ciągle swoje. Siedzisz tylko przed kompem i trzaskasz w klawiaturę udając, że coś robisz. Mogłabyś chociaż powiedzieć mi, w jakim kierunku idę. Ocenić akwarele. Coś doradzić.
-Nie znam się na tym, a jeśli malowanie sprawia Ci przyjemność…
-Chciałam nimi trochę dorobić. Rozwijać się.
-Od lat niczego nie sprzedałaś. Daruj sobie zarobek.
-Oni uznali, że nie muszę zarabiać w ten sposób. Malować i sprzedawać.
-A w jaki?
-Mogę prowadzić zajęcia z medytacji albo arteterapii.
-Dlaczego zatem ich nie prowadziłaś i nie prowadzisz?
-Nie było chętnych.
-Bzdura.
-Nie mam ukończonych specjalnych kursów.
-Wciskali Ci ciemnotę, aby wozić się na Twoich plecach.
-Kto?
-Ci, którym opłacałaś rachunki. Z którymi dzieliłaś łóżko i lodówkę. Byli zachwyceni Twoimi pracami, ale to nie przedkładało się na zarobki. Zauważ, tylko ci, którzy z Ciebie korzystali, byli zadowoleni z tego, co robisz. Gdzie oni teraz są?
-Ludziom plany się zmieniają. Czasami z dnia na dzień.
-Ulotnili się, gdy zaczęłaś brać coraz silniejsze dropsy i wyskoczyłaś ze wszystkiej kasy. Syfiaste lumpy bez grosza przy duszy. Artyści ze spalonych teatrów. Nikt oprócz nich nie zachwycał się Twoimi arcydziełami, ale tego nie zauważyłaś. Obgotowali Ci mózg, ale tego również nie dostrzegasz.
-Lepiej kończ swój doktorat.
-Zrezygnowałam.
-O, proszę.
-Nie będę pisać pod dyktando profesury i publikować zakłamanych wyników badań.
-Tak im powiedziałaś?
-Niezupełnie. Inaczej ubrałam to w słowa. Zresztą doktorat nie jest mi do niczego potrzebny. Większą satysfakcję daje mi praca z grupami i wolontariat. Może rozważysz tę opcję?
-Nie czuję się na siłach.
-Tobie jest potrzebna pomoc. Lecisz w dół, mała.
