-Bus dalej nie jedzie. Wysiada Pani?
-Tak.
-Potem pieszo trzeba. Droga prowadzi w las.
-Bez obaw. Dam radę.
Docieram na miejsce. Gospodyni przekazuje klucze i niezbędne informacje.
-Spacerować tu Pani może wszędzie. Lasy. Woda. Zwierząt niech się Pani nie obawia. Większość uciekła gdzieś w głąb lasu. Zaszyły się. Boją się hałasu i ludzi. Wyczuwają ich z daleka. Mamy swoje jajka i kurki. Ser. Mleko. Można samemu przyrządzić. Będzie Pani korzystać ze śniadań?
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie.
-Gdyby te drzwi nie chciały się otworzyć, niech Pani poprosi któregoś z pracowników. Ale raczej nie będą. Ostatnio mówiłam chłopu, aby jeszcze raz zamontował zamek. To tyle na początek. gdyby Pani miała pytania, proszę dzwonić albo zejść do ogrodu. Tam zazwyczaj ktoś jest. Otworzyłam okno, żeby ładnie słońcem zapachniało. Chyba to Pani nie przeszkadza.
-Nie, skąd. Uwielbiam zapach słońca.
-Widok na ogród. Może Pani korzystać z jego urody.
-Dziękuję. Nie omieszkam.
-Mało turystów, ale dzięki temu można bardziej odpocząć. Jeszcze coś Pani pokażę. Gdy Pani wyjdzie za ogrodzenie, niech Pani nie chodzi tamtą drogą. Widzi Pani, o, tamtą.
-Rozumiem, ale z tego, co pamiętam, jeszcze kilka lat temu…
-Deweloper wykupił działkę, apartamenty i kawałek drogi. Dojazd będzie tylko dla mieszkańców i gości apartamentowca. Jeśli ktoś zobaczy, że Pani tamtędy przechodzi, może się czepiać.
-Zauważyłam, że budowa stoi i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie coś się zmieniło…
-Nie mogą się dogadać z inwestorem. Drogę wykupili i nie pozwalają nią chodzić. Sąsiedzi donoszą. Robią zdjęcia moim gościom. Ludzie się denerwują, gdy nagle zajeżdża im ktoś drogę i zwraca uwagę.
-Zmiany idą.
-Miejsce straci urodę. Do mnie ludzie przyjeżdżają bez dzieci i zwierząt. Chcą odpocząć. Nie ma grilla. Dmuchańców. Wynajmuję tylko trzy pokoje. Od lat nie ruszam się stąd. Nie wyjeżdżam na wakacje. Moje miejsce jest tutaj. Nie mogę zostawić interesu ani klientów. Szkoda mi Was. Gdzie byście się podziali?
Gospodyni wychodzi, a ja rozglądam się dookoła. Dostrzegam troje ludzi na tarasie przy stoliku. Młody mężczyzna i jego rodzice. Podobieństwo członków rodziny do siebie jest uderzające. Siedzą w ciszy. Matka próbuje zagaić rozmowę. Niby wszystko w porządku, ale spojrzenie młodego, sposób jego mówienia, mimika. Znam je. Wskazują na… Nie pomogą drogie, markowe ubrania. Przypominam sobie jedno z ogłoszeń napisanych w rozpaczliwym tonie przez zdesperowaną matkę poszukującą pomocy. Ta przynajmniej miała odwagę przyznać, że syn jej się nie udał.
