One. Gruszki

-Jak Ci minęło popołudnie?

-Byłam na cmentarzu. Miałam wyłączony telefon.

-W jakim celu? Przecież nikogo tam nie masz.

-Zwiedzałam stare grobowce i spacerowałam alejkami. Chciałam się wyciszyć.

-I co pomogło?

-Pomogło, ale teraz bym się czegoś napiła.

-Najpierw przechadzasz się pomiędzy grobami, a potem piszesz te mroczne rzeczy. Niedługo sama staniesz się grobowcem.

-Co to?

-Gruszki.

-Przecież widzę.

-To dlaczego pytasz?

-Chciałam dowiedzieć się, kogo zamierzasz nimi nakarmić.

-Nas, chyba że jeszcze kogoś zaprosimy do stołu.

-Zjemy tyle? Zmarnują się.

-Nie zmarnują. Ugotuję je z dodatkiem goździków. Zrobimy zapasy.

-Rozpieszczasz mnie. Znowu noc z głowy?

-Jeśli nie można inaczej. Ty będziesz pisać dreszczowce, a ja w tym czasie zaprawiać gruszki.

-Dojrzewam do decyzji o wolontariacie w hospicjum.

-Jeszcze Ci mało wrażeń?! Żyjesz opisywanymi przez siebie historiami, często ciężkostrawnymi, a na deser chcesz patrzeć, jak ludzie odchodzą?

-Chciałabym…

-Wiem, co byś chciała… Wyłącz to myślenie. Żyjemy tu i teraz. Nie podołasz.

-To się okaże.

-Obieramy gruchy?

-Obieramy. Podaj nóż. Wiesz, wcale nie mam ochoty iść na to przyjęcie.

-Powinnaś iść. Tak uważam.

-To idź za mnie lub ze mną.

-Jeszcze czego. To Twoja działka i Twój problem. Wyobraź sobie, że ta impreza to cmentarz, skoro je uwielbiasz. Będzie Ci lżej.

-W pewnym sensie nie pomyliłaś się. Dzielimy je na ćwiartki?

-Albo na sześć części, jeśli większa. Wstawię garnek z wodą.

-Naprawdę chcesz je teraz gotować?

-Noc długa. Przynajmniej zajmiemy się czymś dla żywych. Tylko nie pisz o tym na blogu.

-O gruszkach nie mogę, o śmierci i przemijaniu też nie powinnam. Wiem, że zrozumiesz i wybaczysz.

 

Dodaj komentarz