Oni

-Zabukowałes lot?

-Uhmm. Z przerwą w Lizbonie. Wdepniemy na fado?

-Pewnie. Może z noclegiem? Zwiedzimy co nieco. Torre de Belem. Zamek. Klasztor. Co chcesz.

-Czasu będzie dość. Można z noclegiem. Znam hostel. Znośnie, w miarę czysto. W przystępnej cenie.

-Załatwiłbyś to?

-Jasne. Już sprawdzam ceny. Jedna noc?

-Jedna. starczy nam. To będzie krótki wypad. Na Kubie sobie odbijemy.

-Bab nie bierzemy.

-Nie, po co drewno do lasu wozić.

-Słusznie. Tu mam coś taniego. Lukaj.

-Wygląda dość dobrze. Bierzemy. Dwuosobowy.

-Twoja nie robiła scen, że ze mną jedziesz.

-Jakie sceny?! Przypiliła się, bo kasę czuje, a ja ją trzymam na dystans, chłopie. Nie dość, że opłacam rachunki i czasami zabieram do knajpy, to jeszcze mam jej wczasy nad oceanem fundować? Żeby mi się tam darła i fochy strzelała?! Ona nie zarobi nawet na waciki. Udaje, że ma forsę. Od rodziców doi, a teraz myśli, że frajera za gacie złapała, bo ode mnie też jej coś skapnie. Po Kubie coś jej powiem na ten temat. Tępa aż boli, a wydaje się jej, że tego nie widać.

-Chyba nie taka tępa, skoro wie, koło kogo dupą kręcić. Chłopie, uważaj, aby Cię w alimenty nie wkopała. Nie patrz tak!

-Ale masz dowcip!

-Sorry, znam życie. Miejscówka w Lizbonie zaklepana.

-Dzięki. Rozliczymy się…

-Daj spokój. Potraktujmy to jako rewanż za ten obiad. Bierzemy jeszcze po bronksie?

-Prowadzę.

-Byłbym zapomniał. Ale możemy zostawić auto, a dopiero wieczorem gdzieś pojechać. Albo taksówkę weźmiemy.

-Ok, zamów i dla mnie.

Dodaj komentarz