-Jelenie, widziała Pani?
-Tak, nie pierwsze dzisiaj.
-Sporo ich tutaj występuje. Gdy mieliśmy praktyki na studiach, jeździliśmy do lasu i robiliśmy obserwacje populacji m.in. jeleni, dzików, saren. Badaliśmy, jak zmiana diety wpływa na ich liczebność. Teraz jadę do kolegi ze studiów. Spotykamy się starą paczką w rocznicę obrony pracy magisterskiej. Pani też do Wrocławia?
-Tak.
-Wraca Pani z urlopu?
-Tak, choć właściwie odwiedziłam koleżankę i razem wyskoczyłyśmy do Białowieży. Następnym razem planujemy Hajnówkę oraz pobyt w gospodarstwie agroturystycznym.
-Wrocław piękne miasto. Studiowałem tam, ale to już Pani wie. Chciałem zostać na uczelni, pracować naukowo. I hodować konie.
-W samym Wrocławiu byłoby raczej ciężko założyć hodowlę. Znowu jelenie przebiegły.
-Widocznie populacja się odrodziła. Nieopodal Wrocławia było gospodarstwo do objęcia. Opuszczone stajnie. Pomieszczenia gospodarcze. Chciałem wraz z kolegą je dzierżawić.
-I co sprawiło, że zrezygnował Pan z tego pomysłu?
-Mama ciężko zachorowała. Rodzice postanowili przepisać na mnie dom pod warunkiem, że zajmę się nimi dożywotnio. Mama, zanim pojechała do szpitala, prosiła, abym się ożenił z moją dawną dziewczyną z sąsiedniej miejscowości. Chodziliśmy ze sobą do liceum. Byliśmy w jednej klasie. Usiedliśmy w jednej ławce i tak się utarło, że zrobiono z nas parę. Potem wyjechałem na studia do Wrocławia. Zakochałem się w tym mieście. Poznałem ciekawych ludzi z pomysłami, Miałem też dziewczynę. Studiowała filologię polską. Była jakby z innego świata. Poezja, koncerty, długie rozmowy trwające czasami przez całą noc. Zanim ją poznałem, nie wiedziałem, że istnieją takie dziewczyny. Latem podróżowaliśmy stopem po Europie. Pakowaliśmy namiot i najpotrzebniejsze rzeczy. Nie mieliśmy grosza, ale byliśmy najszczęśliwsi pod słońcem, jak to się mówi.
-Brawo. I co się z nią stało?
-Chciała ratować świat. Po studiach wyjechała na Bałkany jako wolontariuszka, by pracować z ofiarami wojny. Kontakt został zerwany. Tak się złożyło, że wtedy moja mama była już bardzo chora. Wróciłem do rodzinnej miejscowości. Zaczepiłem się w laboratorium. Ożeniłem się. Niedługo będę mieć dzieciaka. A Pani pracuje we Wrocławiu?
-Nie, studiowałam tam.
-A co, jeśli można wiedzieć?
-Filologię polską.
-Chciałbym kiedyś pokazać Wrocław mojemu synowi. Posłać go na studia i nauczyć, aby nie rezygnował z planów na życie.
