Oni. I.

-Dzwoniłem, bo chciałem, abyś pomogła mi znaleźć ośrodek dla juniora.

-Nie ma sprawy. Żona wie, że tu jesteś?

-Nie wie. Zresztą to nie ma znaczenia. Jesteśmy po rozwodzie.

-Formalnie?

-Tak, zostawiłem jej wszystko. Mieszkanie. Auto. Opiekujemy się małym na zmianę. Ale jest coraz trudniej. Wszedł w okres dojrzewania. Ma ataki. Judyta panikuje za każdym razem i dzwoni do mnie. Zaproponowałem specjalistyczny ośrodek. Nie zgadza się na to. Szantażuje mnie, że wyciągnie jeszcze wyższe alimenty, a ja już nie mam z czego płacić. Porzuciłem korporacyjne tryby. Pracuję na własny rachunek. Przygotowuję projekty. Można z tego wyżyć, ale to niepewny chleb. Wiesz, umieszczenie juniora w całodobowym ośrodku byłoby korzystnym rozwiązaniem. Judyta nie musiałaby rezygnować z pracy, a młody miałby nadzór. Na weekendy i wakacje moglibyśmy go zabierać na zmianę.

-Rozumiem. Interesują Was… Ciebie placówki prywatne czy państwowe?

-Nie ma znaczenia. Myślisz, że w prywatnych miałby lepiej?

-Tego jeszcze nie wiemy. Można byłoby umówić się z Dyrekcją na oględziny. Odbierz.

-To Judyta. A myślałem, że o tej porze ogląda Sulejmana.

-Nie porozmawiasz?

-Nie, pewnie znowu czegoś chce. Wyłączę, zaczekaj.

-Nigdzie nie idę.

-Poczucie humoru Cię nie opuszcza. Jak dawniej. Co się dzieje?

-Nic.

-Jak to nic? Posypałaś brokuły cukrem.

-Faktycznie, nie zauważyłam. Teraz ich nie zjem. Nałożę następną porcję. Od razu poleję sosem czosnkowym. Na pewno nie chcesz? Wprawdzie trochę rozgotowane…

-Nie, dziękuję. Od jakiegoś czasu straciłem apetyt. Nie żałuj sobie. Nadal rozgotowujesz brokuły.

-Nadal. Chyba jestem kulinarnie niewyuczalna.

-Nie sądzę. Z Twojej strony to brak chęci i zacietrzewienie. W imię czego?

-Mieliśmy rozmawiać o ośrodku dla Twojego syna.

-Chyba straciłem na to ochotę. Od 12 lat nie robię niczego innego, jak układam grafik pod rehabilitantów, logopedów, neurologów, pediatrów, terapeutów i szarlatanów. Każdy dzień jest podporządkowany młodemu i jego problemom. O jego matce nie wspomnę.

-Dolać Ci wina? Nie, sorry… Prowadzisz.

-Dolej, proszę. Auto też zostawiłem Judycie. Przyjechałem do Ciebie podmiejskim. Może coś zamówimy?

Dodaj komentarz