One

Kameralny sklep z dodatkami do mieszkań i wnętrz. Kilka kącików, w których rzeczy są pogrupowane kolorystycznie, stylizowanych na boho, etno, scandi itp. Ceny zbyt wysokie jak na jakość oferowanego towaru. Zwykle omijam takie miejsca, ale tym razem w oczekiwaniu na powrót do domu postanowiłam wdepnąć na kilka minut. A nuż będę oczarowana którymś z produktów i nabędę go w rozsądnej cenie. Pytanie: jaką funckję użytkową będzie pełnić taka galmurowa durnostojka?

-Pomóc w czymś?

-Na razie nie, dziękuję.

-Te lampy są z Monako.

-Raczej z Maroka, odpowiadam z łagodnym uśmiechem.

-A, właśnie Monako, Maroko. Takie podobne nazwy, że łatwo się pomylić. Są jeszcze takie, z brokatowym kloszem, cekinami, jeśli Pani chce.

-Właściwie to poszukuję czegoś do surowego wnętrza. Prosta forma. Zdecydowane kolory. Rozejrzę się.

-Bo ten styl Monako będzie w tym roku bardzo popularny, więc sprowadziłam różne produkty.

-Skąd?

-Z Monako.

-Skąd sprowadza Pani towar?

-Jest kilka hurtowni.

-Tu w Polsce?

-Tak, mam kontakty. To dzięki mężowi. On miał jakieś tam znajomości, a ja siedem lat w domu siedziałam z synem i zaczęło mi się nudzić, więc otworzyłam sklep. Rzeczy są ładne, cieszą się zainteresowaniem. Nadają się na prezenty.

-Istotnie. Ale produkty nie są oryginalne z Maroka.

-Klienci kupują też inne, np. te ramki albo kwietniki. Zresztą niedługo robię wyprzedaż, bo będzie zmiana kolekcji. Tak więc zapraszam.

-Dziękuję.

-A skąd ta chusta? Z Turcji?

-Z Izraela, a dokładnie z Jerycha.

-Pani chyba dużo podróżuje.

-Nie, to akurat prezent.

-Ja też nie lubię podróżować. Kiedyś, gdy poznałam swojego przyszłego męża, trochę z nim jeździłam, bo on ciągle chciał mnie gdzieś zabierać. A ja się bałam odmówić, żeby mnie czasami nie zostawił. Ale potem po ślubie, gdy urodziło się dziecko, przestałam jeździć. Tylko nad morze co roku na wakacje wspólnie jeździmy.

-Skoro mężowi to odpowiada.

-Nie do końca. Dlatego sam jeździ. Z kolegami. Puszczam go. Niech trochę odpocznie od domu.

 

 

Dodaj komentarz