Czwartek

Pierwszy widok otrząsający mnie z porannego odrętwienia to wymiociny tuż pod drzwiami klatki schodowej. Aby je ominąć, należy zrobić dużego susa albo dać mocny krok. Z zakwasami po treningu to nie będzie proste, ale mimo wszystko podejmuję wyzwanie. Udało się. Oby spadł deszcz i to wszystko zmył, myślę, a w odpowiedzi słyszę łagodny śpiew ptaków i… dzięcioła na śniadaniu. Wróciłeś, łajdaku. Teraz będzie już tylko lepiej.

Kilkanaście godzin później.

Pada i mocno wieje. Jest przeraźliwie zimno, nie spakowałam rękawiczek, więc idę coraz szybciej, by zdążyć na wcześniejszy pociąg. Postanawiam jeszcze zrobić małe zakupy. Uzupełniam zapasy herbaty. Poszukuję też nowych połączeń kulinarnych, dlatego nieco dłużej niż zwykle marudzę przy stoisku z produktami hiszpańskimi. Kupuję oliwki, białe wino oraz czekoladę do picia, którą przygotuję po powrocie. Dodam korzenne przyprawy i będę delektować się jej smakiem. Poradzono mi, aby na bezsenność pić ciepłe mleko. Saute nie przeszłoby mi przez gardło, dlatego stosuję jego kombinacje np. z dodatkiem miodu, wanilii, smakowego cukru. Mikstura działa tuż po spożyciu, a w nocy i tak nie śpię.

Podchodzę do stoiska zielarskiego. Rozglądam się za kosmetykami na bazie roślin. Zanim będę przygotowywać własne, powinnam się jeszcze wiele nauczyć. Słyszę rozmowę sprzedawcy z klientką:

-Wcale mi ten olej nie pomaga, no, może trochę na żołądek, ale zamawiam już teraz trzy butelki dla siebie i koleżanki, bo trzeba o siebie dbać, co nie? Znowu idziemy się czymś ostrzyknąć. Jesteśmy maniaczkami piękności. A ten olej niech Pani lepiej zamówi w większych ilościach. Specjalnie mówię wcześniej, aby na mnie czekał.

Kobieto, jeśli myślisz o zastrzykach z botuliną, która zawiera jad żmij, to śmiało naplujcie z koleżanką do słoika, a potem natrzyjcie się własną śliną. Mentalnie zasiadam w loży szyderców, zatem tego typu podpowiedzi nie są dla mnie czymś nowym.

-Przecież Pani jest zadbana, odpowiada sprzedawca.

-E tam, ale to nie zasługa ziół i tego, co Pani sprzedaje, tylko zabiegów. Niedługo znowu na coś pójdziemy.

Spojrzenie zielarki i delikatna zmiana w jej mimice bezcenne. Tymczasem piękność ciągnie monolog:

-Mamy z koleżanką umowę. Kilka razy do roku idziemy się upiększać. Cały czas coś ze sobą robimy. Trzeba jakoś wyglądać, no nie? O, a Pani za mną stoi. To już idę, bo Pani pewnie też po coś.

Pada mocniej. Teraz pozostało pokonanie trasy z hali do dworca. Już pewne, że nie zdążę na wcześniejszy pociąg. Nie szkodzi. Dzięki temu materiał na bloga sam się tworzy. Staję niedaleko kasy biletowej, ale jestem na tyle blisko, aby usłyszeć rozmowę pomiędzy pracownikiem kolei a klientami:

-Poproszę studencki dwa razy do stacji Szczecin Główny.

Chyba się przesłyszałam. Kasjerka w odpowiedzi na hasło:

-Jeszcze raz.

-(głośniej i wyraźniej niż poprzednio) Poproszę dwa studenckie do stacji Szczecin Główny.

Tym razem jestem pewna, że słyszałam to, co pracownica kasy:

-Jeszcze raz.

-(bardzo głośno i wyraźnie) Chciałem kupić bilet do stacji Szczecin Główny. Studencki. Dla dwóch osób. To moja legitymacja.

-Proszę Pana, my jesteśmy na stacji Szczecin Główny.

Kurtyna!

Składam podziękowania wszystkim, którzy dostarczają mi materiałów na bloga nawet o tym nie wiedząc.

Całuchy-kluchy!

 

Dodaj komentarz