One

-Nawet ładnie się urządziłaś. Wystarcza Ci miejsca w szafach?

-Tak, z powodzeniem. Nie chciałam zagracać przestrzeni. Poza tym nie mam wielu ubrań i butów.

-Hahaha. Jakie to w Twoim stylu. Kiedyś mówiłaś, że w domu najważniejsze będą dla Ciebie biurko, cisza oraz miejsce na stare buty. A te rzeczy?

-To pamiątki. Z podróży. Moich i cudzych. Raczej cudzych, tym bardziej dla mnie cenne. Ta na przykład pochodzi z…

-Wiem. Nie kończ.

-Nie wiesz.

-Od niego. Byłam na ich ślubie. Mój były zaprosił mnie na swój ślub. Kościelny. Niby przypadkiem spotkaliśmy się na parkingu. Powiedział, że się żeni. Wpadnij, rzucił. Wyobrażasz to sobie?! A, przecież Ciebie nie było na tym ślubie. Czy byłaś, bo już nie pamiętam?

-Nie zostałam zaproszona. Po co tam poszłaś?

-Chciałam to zobaczyć.

-Co chciałaś zobaczyć?

-Jego w garniaku. Nie wierzyłam, że kiedyś go założy. Gdy się spotykaliśmy na rodzinnych obiadkach albo innych ważnych uroczystościach, u niego zawsze był problem ze strojem. Nie znosił formalnych ubrań. Koszul, marynarek, krawatów.

-Może na tę okazję zmienił preferencje?

-Utył.

-Może ona dobrze gotuje. Może to jedyne, co potrafi dobrze robić.

-Gdy był ze mną, jadał w pośpiechu, a do pracy dojeżdżał rowerem, prawie co drugi dzień siłka.

-Cóż, ludzie się zmieniają czasami pod wpływem kogoś, czasami od siebie. Wesele też zaliczyłaś?

-Nie, widziałam na zdjęciach i na filmie. Ewka trzasnęła kilka z komórki. Pokażę Ilonce, powiedziała, zawsze miał na nią oko, ale jej się nie podobał. A kto się Ilonie podobał? Widziałaś te filmy?

-Nie widziałam.

-Załamałabyś się. Typowo nowobogackie. Przesyt dekoracji. W pewnym momencie myślałam, że balony i tiule spadną gościom na głowę. Podobno wynajęli dekoratora wnętrz. Oprócz stołów na sali stały osobno trzy szwedzkie. Jeden z tradycyjnymi wyrobami. Wiesz, kaszanka, smalec, szynka, piwo prosto z beczki. Z browaru jakiegoś oryginalnego. Było tego tyle, że wystarczyłoby dla jadłodajni i jeszcze zostało. Bażanty też tam widziałam. Dekoracje ze słomy, brzozowych witek. Znasz Ewcię. Wszystko dokładnie sfilmowała. Tuż obok stał drugi z owocami morza, które leżały na jakiejś lodowej kruszonce. Spinały go dwa łabędzie wykute z lodu, a obok nich był krasnal. Też z lodu. W ręku trzymał jakiś koszyk, a w nim już nie dopatrzyłam się, co było. Ewcia mówiła, że ostrygi. Kolejny stół był z ciastami. Muffinki, landrynki, bezy itp. Panna młoda też wyglądała w sukni jak wielka beza. Wcale nie miała figury.

-Może ktoś poczuł się nią zainspirowany?

-Pamiętasz, jak kiedyś zarzekał się, że śluby, wesela, cały ten młyn to nie dla niego? On ceni sobie wolność, tak powtarzał. Chce żyć w wolnym związku, podróżować, zwiedzać, poznawać obce kultury. A na ich weselu grali disco polo. Haha, u niego na imprezie disco polo. I w dodatku tańczył przy tym. On, fan bluesa, jazzu i Jarocina. Jak ja tego nie cierpiałam, ale jeździłam na te jego zloty.

-Pamiętam, mówił też, że woli szczupłe, zgrabne dziewczyny od tych bardziej… przysadzistych. Dlatego katowałaś się dla dietami i chodziłaś na step.

-I po co mi to było?

-Nie pij już dzisiaj, ok? Schowam wino.

 

Dodaj komentarz