-Widzę, że drużyna kawiarni powiększyła się o nowe siły. Świeże i witalne. Ciekawe, co wniosą.
-Tak, pracuję tu od niedawna. Skąd Pani wie?
-Bywam u Was dość regularnie, najczęściej wkrótce po otwarciu albo tuż przed zamknięciem. Mocnej kawy wyłącznie z mlekiem potrzebuję jednakowo bardzo o każdej porze.
-Tym bardziej cieszymy się, że mogliśmy spełnić Pani kawowe marzenie.
-Nie ma kolejki, więc trochę pomarudzę. A o czym Pan marzy?
-Studiuję… Próbuję studiować socjologię. Zaocznie.
-Interesujące, ale to nie są marzenia. Zauważyłam tatuaż.
-Nic się przed Panią nie ukryje. Proszę, oto Pani kawa.
-Dziękuję. Znam ten motyw tatuażu rytualnego. To kalendarz Majów. Ale o tym pewnie Pan bardzo dobrze wie.
-To faktycznie wzór kalendarza. Pani interesuje się takimi tematami?
-Powiedzmy, że co nieco wiem.
-A wracając do marzeń to chciałbym… kiedyś wyjechać do Ameryki Południowej. Może wezmę dziekankę. Nie wiem jeszcze.
-Cudownie. Życzę Panu spełnienia marzeń. Niechaj ta praca się do tego przyczyni. Trochę przecież Pan ją lubi.
-Dziękuję. Nie myślałem o niej w ten sposób. I niech Pani marzenia też się spełnią.
-O, jakie to miłe. Pewnie będzie tak, jako Pan rzekł. Teraz pędzę na pociąg, kolejny będzie dopiero nad ranem. A noce mroźne. Mogę o panu napisać na blogu?
-Może Pani pod warunkiem, że pozwoli mi Pani przeczytać.
-Oczywiście, że pozwalam i proponuję, by Pan wziął lekcje jazdy konnej, jeśli poważnie myśli Pan o wyprawie np. do Patagonii. A po powrocie z podroży lub w jej trakcie założył bloga. Do widzenia.
-Do widzenia. Ma Pani ładne bransoletki.
-Dziękuję. Oryginalne. Z Boliwii.
