-Miałam wtedy niepełny etat w szkole. Byłam przyjęta na zastępstwo. Koleżanka ściągnęła mnie z zagranicy w środku roku szkolnego. Nie miałam się gdzie podziać, a w mieście ciężko samej się utrzymać. Wynajęłam pokój w kamienicy u kobiety zajmującej się szyciem kostiumów dla teatrów. W szkole zarabiałam grosze, które z ledwością wystarczały na opłacenie pokoju i dojazd do pracy. Oszczędności stopniały w zastraszającym tempie. Chciałam udzielać korepetycji, ale pani Tatiana zaproponowała, abym skontaktowała się z biurem obsługi widza. Poszukiwali do pomocy zaufanej, dyspozycyjnej wieczorami osoby. W ten sposób trafiłam do teatru. W ciągu dnia byłam nauczycielką w podstawówie, a wieczorami przenosiłam się do świata iluzji i zaprzeczeń. Czasami pani Tatiana przynosiła do domu niepotrzebne kostiumy lub to, co z nich zostało. Przebierałam się w nie, a ona robiła mi zdjęcia. Cudowny czas. Obejrzałam chyba wszystkie przedstawienia. Nauczyłam się na pamięć dialogów z Ionesco i Becketta. Czasami prosto po szkole biegałam na próby. Siadałam cichutko z tyłu i zastanawiałam się , jak by to było, gdybym stała na scenie zamiast aktorki. Widziałam, co działo się za kulisami, gdy gasły światła, a publiczność już dawno opuściła budynek teatru.
-A co takiego się działo?
-Aktorki zdejmowały kostiumy, zmieniały uczesanie i sztuczne rzęsy. Zmywały makijaż. Niektóre płakały. Inne nerwowo próbowały się dodzwonić do swoich facetów, co zwykle się nie udawało, więc zamawiały taksówkę, a te, które miały dzieci, pouczały przez telefon ich nianie, co na jutro przygotować. Większość z nich paliła nałogowo lub chodziła na jakieś terapie.
-Ale chyba dobrze wspominasz tamten czas?
-Tak, bardzo dobrze. Wiesz, że marzyłam o studiach w PWST?
-Domyślałam się.
-Rodzice mi odradzili. Mówili, że to niepoważne. Zastrzegli, że nie pomogą finansowo, jeśli zdecyduję się tam studiować, gdy oczywiście się dostanę. Dlatego wylądowałam na pedagogice.
-Nic straconego. Jeszcze możesz podjąć studia.
-Nie, już nie. Nie chcę. Pozwolisz, że wyjdę na papierosa?
-Tak, proszę.
Wraca po kilku minutach.
-Tak szybko?
-Szybko?! Wiesz, jest jeszcze coś.
-Tak?
-Rozmawiamy o mojej niby karierze w teatrze. Może zamówimy jeszcze coś do picia? Stawiam.
-Nie ma sprawy. Następnym razem odstawię.
Kelnerka błyskawicznie zjawia się z tacą.
-Czego się napijemy?
-Dla mnie tylko yerba i tonik.
-Poprosimy yerbę i dwa duże toniki.
-Wiem, że wtedy starałaś się o pracę w teatrze. Widziałam Twoje CV, zupełnie przypadkiem. Leżało na wierzchu.
-Sporo wiesz.
-Powiedziałam dyrekcji, że podejmę się każdej pracy, nawet doraźnie pomogę sekretarce.
-Ale co w związku z tym?
-Łucja, wyrzuciłam Twoje CV. To dlatego nie otrzymałaś posady, a wkrótce potem wyjechałaś i zaszyłaś się w jakimś ośrodku na odludziu.
Zamówione napoje lądują na blacie stołu, a kelnerka z gracją oddala się.
-To nie ma teraz znaczenia. Żadnego.
-Podobno nie miałaś z czego żyć.
-Miałam. To były plotki.
-Chciałam Ci powiedzieć, ale zniknęłaś. Nie było okazji.
-Daj spokój. Nie wracajmy do tego.
-Dopiero po latach zobaczyłam Cię przypadkiem na dworcu. Nie mogłam uwierzyć, ale to na pewno byłaś Ty. Niewiele się zmieniłaś. Poszukałam w sieci, na portalach społecznościowych. Na szczęście miałam Twój stary e-mail i Cię znalazłam. Wymyśliłam więc spotkanie po latach przy lampce wina, a Ty się zgodziłaś. Zaraz, a czym obecnie się zajmujesz? Powiedz coś.
-Właściwie niczym istotnym. Pora na mnie.
-Nie wypiłaś yerby.
-To nic. Wypij ją za mnie.
Zmierzchało, gdy opuściłam lokal. Rynek o tej porze roku wyglądał bajecznie. Odetchnęłam pełną piersią. W drodze na przystanek tramwajowy układałam w głowie plan na sobotę. Najpierw zajęcia na podyplomówce. Trzeba dostarczyć pracę zaliczeniową. Dostarczona. Jutro ćwiczymy role według scenariusza mojego autorstwa. Sama słodycz. Tym razem nie wybuchnę śmiechem. Obiecuję. Uwielbiam prowadzących i swoją grupę na pedagogice teatru.
