W pewien sierpniowy wieczór siedziałyśmy u Ciebie w kuchni. Po skończonej kolacji piłyśmy herbatę. Na stole stały pikle. Twoja córka biegała pomiędzy nami i dopytywała się wciąż o to samo, jakby żadna odpowiedź jej nie wystarczała. Ogień tańczył w piecu, raz po raz głośno trzaskając zjadał szyszki i gałązki. Podłożyłaś drew. Za oknem zachodziło słońce. Rozmawiałyśmy o tym, co będzie, jakie mamy pomysły na resztę życia.Tamtego wieczoru odniosłam wrażenie, że czas nie istnieje, a zegarków nie ma. Gdyby ktoś mnie zapytał, kiedy bywałam szczęśliwa, to odpowiedziałabym, że w takich chwilach, jak wtedy. Nie stawiałaś żadnych pytań. Nie komentowałaś niczego, co mogło się wydarzyć, lecz się nie wydarzyło. Nie mówiłaś o nienapisanych książkach, zmarnowanych szansach oraz o beznadziejnych randkach.
